Teraz jest So, 6 czerwca 2020, 23:46

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bezuszny - projekt sub40 przed 30tką
Nowy postNapisane: Pn, 18 maja 2020, 08:49 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 6 września 2017, 21:23
Posty: 855
Lokalizacja: PL/NL
15.05.2020 - 17.05.2020

piątek - trening core

35 minut, nic nowego.

sobota - 17 km BS

Jakoś dopiero wieczorem zebrałem się na bieganie, dzień był słoneczny, chciałem żeby trochę się ochłodziło. Nie miałem planów na ten bieg, poza tym, że przebiegnę albo ok. 10 albo ok. 15 km. Wyszło jak wyszło. ;) Pierwsze 8 km, nogi dobrze niosły po płaskim terenie, tempo równe ok. 5:05 na pulsie poniżej 150. Potem bardzo duży zbieg w lesie i zawitałem nad wodzisławski Balaton. Postanowiłem obiec jezioro i odkryć nowe ścieżki, ale okazało się, że to bardzo mocny trail. Dużo pagórków, więc kolejny km przebiegłem w 5:50 na wysokim pulsie. Za to przepiękne rejony, jezioro w środku lasu. Weszło w nogi, a przede mną był jeszcze gigantyczny podbieg. Potem znowu z górki, płasko, i znowu mocno pod górę do domu. Naprawdę super przyjemnie się biegło, więc ostatni km docisnąłem jeszcze w 4:39. Podbiegów natrzaskałem jakieś 150m dziś.

1:29:03 - 17,20 km @ 5:10 min/km ~ 152 bpm

niedziela - 12 km BS

Dziś znowu wieczorem, tym razem miałem w planach jakieś 10-12 km. Pogoda tak jak wczoraj, wieczorem 15 stopni, super przyjemnie do biegania. Pierwsze 5 km przyjemnie, bo było głównie z górki. Potem nagle złapało mnie jakieś osłabienie, chyba jeszcze wczorajszy trening siedział w organizmie, miałem ochotę wrócić do domu i zjeść coś porządnego. Nogi nie były ciężkie, ale tak jakby na chwilę poczułem brak energii, zwolniłem sobie do 5:20-5:25. Po 8 km znowu już biegło się dużo lepiej. Na trasie sporo pagórków i na sam koniec długi podbieg do domu. Wyszło 11,77 km, ale nie chciało mi się już dokręcać. :hahaha: Na plus niski puls (u mnie 145 to grubo poniżej 75%) no i kolejne 100m podbiegów natrzaskanych po drodze.

1:01:25 - 11,77 km @ 5:13 min/km ~ 145 bpm (max 166)

Łącznie w tygodniu: 59,2 km

Najwięcej od marca. Czuję, że przy tym kilometrażu potrzebuję więcej snu i żarcia. :bum: Forma powoli odbija w górę, mimo że biegam jeszcze tylko BS. I Achilles też jakoś się uspokoił, tfu tfu.
Może w tym tygodniu uda się wykonać jakiś sprawdzian, stay tuned. ;)

_________________
Blog treningowy
Komentarze do bloga

STRAVA: ja
STRAVA: klub forum bieganie.pl

5 km - 19:42 (City Trail, 17.02.2019)
10 km - 40:46 (Wroactiv, 16.03.2019)
HM - 1:31:19 (Półmaraton Warszawski, 31.03.2019)
M - 3:27:50 (Cracovia Maraton, 28.04.2019)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezuszny - projekt sub40 przed 30tką
Nowy postNapisane: Śr, 20 maja 2020, 19:59 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 6 września 2017, 21:23
Posty: 855
Lokalizacja: PL/NL
18.05.2020 - 20.05.2020

poniedziałek - trening core

35 minut ćwiczeń - stały zestaw

wtorek - 10 km BS

Wieczorem wybrałem się na luźne rozbieganie. Było bez większej historii, ni to lekko, ni to ciężko, momentami trochę mozolnie. Cieplej niż tydzień temu, 19 stopni, więc i puls nieco wyższy. Niby chmury, zbierało się na deszcz, ale było mi dość duszno. Paradoksalnie wolałem biec pod wiatr niż z wiatrem, bo przynajmniej czułem chłodzenie. ;) Trochę pagórków, w tym jeden długi podbieg, 80m w górę wpadło do kolekcji. Pod koniec czułem pierwszy raz od dawna problemy trawienne, więc z ulgą dokręciłem do 10 km i na więcej nie miałem ochoty.

52:19 - 10,10 km @ 5:10 min/km ~ 151 bpm (max 170)

środa - 12 km BS

Pierwotnie miałem w planach pandemic challenge (lub test na 5k), ale w nocy złapał mnie silny skurcz w łydce z tyłu tuż pod kolanem. Za dużo kawy. :bum: Stwierdziłem, że nie ma co szaleć, pooszczędzam jeszcze trochę achillesa i w zamian postanowiłem odkryć nowe trasy i pobiec do lasu kawałek dalej. To była dobra decyzja, bo trening minął mi bardzo szybko i całkiem przyjemnie mimo uczucia spiętej łydki. Z BSa zrobił się niezły cross, jakieś 4km wpadły w typowo leśnym terenie, trochę jeszcze pobłądziłem, było sporo kałuż. Pogoda sprzyjająca, niby mocne słońce, ale tylko 18 stopni, w lesie w cieniu było przyjemnie. Większość terenu raczej płaska, ale zaliczyłem w lesie jeden gigantycznie stromy podbieg, na szczęście dość krótki, mimo to podbił mi błyskawicznie puls do 170. Poczułem się jak na Czantorii, a nie, z całym szacunkiem, w lasku za orlikiem w Krostoszowicach. :hahaha: Zresztą, ładna widoczność, więc Beskidy widziałem dziś na horyzoncie jak na dłoni. ;)
Fajny trening, pod koniec wybiegłem na asfalt i biegło mi się bardzo lekko, mógłbym biec i biec znacznie dłużej. I znowu uzbierało się około 100m podbiegów.

1:02:45 - 12,03 km @ 5:13 min/km ~ 152 bpm (max 171)

_________________
Blog treningowy
Komentarze do bloga

STRAVA: ja
STRAVA: klub forum bieganie.pl

5 km - 19:42 (City Trail, 17.02.2019)
10 km - 40:46 (Wroactiv, 16.03.2019)
HM - 1:31:19 (Półmaraton Warszawski, 31.03.2019)
M - 3:27:50 (Cracovia Maraton, 28.04.2019)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezuszny - projekt sub40 przed 30tką
Nowy postNapisane: Pn, 25 maja 2020, 09:24 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 6 września 2017, 21:23
Posty: 855
Lokalizacja: PL/NL
21.05.2020 - 24.05.2020

czwartek - trening core

32 minuty, stały zestaw.

piątek - 10 km: 4 km BS + 5x(100/100) + 4 km BS + 5x(100/100)

Na weekend Warszawa, koleżanka miała akurat rozpisany taki trening, to stwierdziłem, że pobiegnę z nią trochę rytmów w Lesie Bemowskim. Średnie tempo z całości w 5:35, co wcale nie znaczy, że było jakoś super lekko. Słońce trochę przygrzewało, a i wczorajsze procenty lekko podbiły puls. Setki już każdy swoim tempem, czułem, że mam duży zapas prędkości, starałem się biec ładnie technicznie i długim krokiem, nogi się nie zmęczyły, płuca i serducho już troszkę tak. ;) Ciekawostka, prędkość max pokazało mi 2:34 min/km na ostatnim powtórzeniu.

56:04 - 10,03 km @ 5:35 min/km ~ 150 bpm (max 180)

sobota - 12 km BS

Dziś już występ solowy. ;) 12 km po Lasie Bemowskim i okolicach, szczerze przyznam, że biegło mi się średnio, bo męczyły mnie bardzo kwestie toaletowe od połowy trasy, ale wytrzymałem do końca. Pogoda spoko, też ok. 15 stopni, ale przynajmniej trochę więcej chmur. Tempo i puls trochę śmieciowy wyszedł, ale spieszyło mi się do łazienki. :bum:

01:01:31 - 12,02 km @ 5:07 min/km ~ 152 bpm (max 165)

niedziela - 17 km BS

Znowu ta sama trasa w lesie Bemowskim, ale dołożyłem jedną petlę 5 km, żeby złamać tygodniowo granicę 60 km. Dziś biegło się naprawdę bardzo dobrze, nogi lekkie, no i zero problemów achillesowych przez cały tydzień. Nie forsowałem tempa, jedynie puls dziś nieco wyższy, ale zrzucam na procenty. :hej: Ostatni km docisnąłem trochę bardziej w 4:48. BTW. W Warszawie jakoś zawsze bardziej wieje niż na Śląsku, takie mam wrażenie. Ale do Holandii to jeszcze przepaść.

01:29:06 - 17,02 km @ 5:14 min/km ~ 154 bpm (max 168)

Łącznie w tygodniu: 61,2 km

Pierwszy raz po przerwie udało mi się przekroczyć 60 km w tygodniu i to bez żadnego szwanku na achillesach. W tym tygodniu zaczynam pierwszą fazę planu Danielsa pod 5-10 km. Czyli będzie baza, przyprawię te monotonne BSy szczyptą przebieżek i podbiegów.

_________________
Blog treningowy
Komentarze do bloga

STRAVA: ja
STRAVA: klub forum bieganie.pl

5 km - 19:42 (City Trail, 17.02.2019)
10 km - 40:46 (Wroactiv, 16.03.2019)
HM - 1:31:19 (Półmaraton Warszawski, 31.03.2019)
M - 3:27:50 (Cracovia Maraton, 28.04.2019)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezuszny - projekt sub40 przed 30tką
Nowy postNapisane: Cz, 28 maja 2020, 13:56 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 6 września 2017, 21:23
Posty: 855
Lokalizacja: PL/NL
25.05.2020 - 28.05.2020

poniedziałek - trening core

Troszkę ponad 30 minut.

wtorek - 11,5 km: BS + 10x10" podbiegi sprintem

Zaczynam pierwszy tydzień planu Danielsa. Pierwsze 6 tygodni to duża dowolność, budowanie bazy, zatem będzie dużo podbiegów, przebieżek, zabaw biegowych.
Dzień Matki, wyskoczyłem zatem pobiegać koło południa, żeby mieć więcej czasu na rodzinne spotkania wieczorem.
Pogoda w kratę, oczywiście gdy tylko wyszedłem na dwór, zaczęło świecić słońce. Nogi lekkie, pierwsze 3 km wpadly luźno po 5:03, ale było z górki. Potem już płasko lub małe pagórki, tempo ustabilizowało się na ok. 5:10 przy niskim pulsie. Po 7,5 km dobiegłem do górki. Podbiegi sprintem wchodziły ładnie i bezboleśnie, zbocze wybrałem na początek nie aż tak bardzo strome, więc mogłem poszaleć z szybkością. Po ostatnim powtórzeniu zatrzymałem się i postałem z rękami na kolanach, żeby uspokoić puls, bo musiałem wbiec jeszcze do końca na tę długą górkę. I tutaj na 2 km przed domem złapała mnie spora ulewa. Dawno już nie biegałem w deszczu, Polska jest jednak bardzo sucha w porównaniu do Holandii. Fajny trening, minął bardzo szybko. :)

1:00:47 - 11,50 km @ 5:16 min/km ~ 153 bpm (max 175)

środa - 12 km: BS + 10x20" przebieżki

Wieczorny bieg o 19:30, było słonecznie, ale temperatura już znośna. Na początku znowu wyszło 7,5 km BS. Płasko, potem z górki i znowu mocno pod górę. Pomiar pulsu zaczął trochę świrować i pokazywał niskie wartości, więc dwa razy zatrzymałem się, żeby zwilżyć pasek. Chwilowo pomogło. Dziwne, bo nie pokazuje się jeszcze komunikat o słabej baterii, to chyba nie to. Po treningu wgrałem nową aktualizację czujnika, może pomoże. :) Po 5 km trochę poczułem się zmulony i ospały, mozolnie mi to szło. Długi podbieg trochę mnie rozbudził, ale dopiero na przebieżkach naprawdę się rozkręciłem. Czułem niezłą szybkość pod nogą, niektóre fragmenty były lekko pod górę, niektóre z góry, inne płasko - wyszła fajna zabawa biegowa. 10x20 sekund, przerwa 60 sekund w truchcie. Pod koniec czułem, że nogi dostały trochę w kość. Może to też już powoli pora na zakup nowych kapci.

1:01:31 - 12,02 km @ 5:04 min/km ~ 152 bpm (max 176)

czwartek - trening core

Znowu ponad pół godziny wpadło, standardowo i przyjemnie.

Plany na kolejne dni: piątek, sobota i niedziela przede mną. Na pewno w któryś dzień wpadnie coś dłuższego, na pewno będą jakieś podbiegi i może wreszcie uda wykonać się drugie podejście do pandemicznego challenge'u na 1 km. :taktak:

_________________
Blog treningowy
Komentarze do bloga

STRAVA: ja
STRAVA: klub forum bieganie.pl

5 km - 19:42 (City Trail, 17.02.2019)
10 km - 40:46 (Wroactiv, 16.03.2019)
HM - 1:31:19 (Półmaraton Warszawski, 31.03.2019)
M - 3:27:50 (Cracovia Maraton, 28.04.2019)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezuszny - projekt sub40 przed 30tką
Nowy postNapisane: Pn, 1 czerwca 2020, 12:39 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 6 września 2017, 21:23
Posty: 855
Lokalizacja: PL/NL
29.05.2020 - 31.05.2020

piątek - 12,5 km: BS + 10x20" podbiegi

Miał być pandemic challenge, byłem już umówiony z kumplem na tartan, ale niestety w ostatniej chwili zmienił plany, a samemu nie chciało mi się jechać 15 km, trochę szkoda czasu. Wiem, wymówki. ;) Zrobiłem za to całkiem solidny trening do mojej bazy biegowej. Na początku 10 km BSa po moich śląskich górkach, biegło się przyjemnie i na niskim pulsie. 5:15 ~ 147 bpm. W połowie trochę czułem znużenie, ale potem jakoś się rozbudziłem. No i danie główne. Tuż obok domu mam bardzo fajną zacienioną górkę z równiutkim asfaltem, trochę przypomina mi podbieg na Agrykoli w Warszawie. Powtórzenia weszły bardzo ładnie, starałem się biec ładnym długim krokiem, odliczając po 30 kroków na prawą nogę. Przerwy w truchcie w dół, ok. 40 sekund. Zziajałem się bardziej płucnie niż nożnie. Ostatnie powtórzenie to full sprint, pokazało mi max 2:56 min/km. Postałem minutkę z rękami na kolanach, aż puls opadnie do 140 i dotruchtałem 700m do domu. Fajno. :taktak:

1:06:35 - 12,50 km @ 5:19 min/km ~ 150 bpm (max 173)

sobota - 10 km: BS + 10x30" przebieżki

Wieczorem biegło się super przyjemnie, pogoda pochmurna, chłodek i lekka mżawka, 13 stopni, to jest mój żywioł. Trening minął błyskawicznie. Pierwsze 4 km były głównie z górki, więc 5:00 i puls 144, lekkie nogi. Potem przebieżki, 10 powtórzeń po 30 sekund, około 150m. Nie pilnowałem stricte konkretnego tempa, starałem się biec ładnie technicznie i nie szarpać. Wszystkie weszły między 3:36 a 3:49, czyli mniej więcej moje tempo rytmowe z Danielsa. Teren zróżnicowany, trochę płasko, trochę pod górę, asfalt, kostka, żwir, czyli dobra zabawa biegowa. Tak się składa, że pobiegłem wszystsko z idealną kadencją 180, więc mogłem odliczać krokami po 45 na jedną nogę. :) Przyjemnie to weszło. Przerwa 60 sekund truchtu. Na koniec minutę odsapnąłem, żeby złapać oddech przed długim podbiegiem w stronę domu. Nogi trochę dostały w kość, ale bez przesady.

PS. Wreszcie można na legalu biegać bez tej szmatki na szyi!

49:27 - 10,01 km @ 4:56 min/km ~ 153 bpm (max 175)

niedziela - 18 km: 16 km BS + 2 km BC2

Przez cały dzień z nieba lało się wiadrami. Dopiero wieczorem deszcz trochę zelżał i zrobiła się przyjemna mżawka. 12 stopni, pochmurno, nic tylko biegać. Do zestawu "na krótko" wziąłem tylko czapkę z daszkiem, w razie gdyby ulewa wróciła. Biegło się bardzo przyjemnie. Szkoda tylko, że mieszkańcy Wodzisławia zawzięcie walczą o miano stolicy polskiego smogu, paląc w piecach byle gównem, gdy tylko temperatura spadnie o kilka stopni...
Co do biegu, nogi nie były zbyt zmęczone, może trochę pod koniec. Po 1,5 km zatrzymał mnie szlaban na przejeździe kolejowym, co wykorzystałem, żeby zasznurować lepiej buta. Na trasie miałem 3 długie podbiegi, więc tempo było mocno zmienne, ale średnio po ok 5:15. Na podbiegach nie starałem się kozaczyć, tylko trzymać w miarę niski puls. Zmieniłem trasę, ruszyłem bliżej centrum miasta - Park Trzy Wzgórza - a potem za miasto do lasu i nad jeziorko Balaton. Bardzo ładne rejony, więc czas mijał szybko. Na trzecim, krótkim, ale bardzo stromym podbiegu, poczułem, że muszę zatrzymać się na chwilę na toaletę, (ach to domowe jedzenie, wiedziałem, że kapusta to nie jest dobry pomysł) przy okazji uspokoiłem puls po podbiegu. Momentami zaczęło padać trochę mocniej, ale tylko mnie to zmotywowało, bo do domu miałem już niemal cały czas płasko, biegłem blisko 5:00 i wciąż puls wyraźnie poniżej 150 (~75% max).
Na koniec wymyśliłem sobie 2 km BC2 dla urozmaicenia. Trochę się obawiałem tego przyspieszenia, ale gdy tylko lekko zmieniłem tempo i zobaczyłem na zegarku 4:30, wiedziałem, że będzie git. Ostatnie 2 km wlazły po 4:35 i 4:28, przy pulsie 156 i 162, jestem zadowolony. Płuca i nogi trochę się zmachały, ale po prostu dawno nie biegałem nic szybszego.

1:24:11 - 16,02 km @ 5:15 min/km ~ 146 bpm (max 168)
09:03 - 2,01 km @ 4:30 min/km ~ 160 bpm (max 166)

Całość: 1:33:13 - 18,02 km @ 5:10 min/km ~ 147 bpm (max 168)

Łącznie w tygodniu: 64,1 km

Jeden z lepszych wyników w tym roku, więcej biegałem jedynie na przełomie stycznia/lutego w drodze do maratonu-widma. Dobrze mi się biega i czuję delikatny progres. Chcę pozostać na tym poziomie kilometrowym. To był pierwszy tydzień planu Danielsa pod 5/10 km, nie ma jeszcze akcentowego mięska typu stek z grilla, ale w każdym treningu była już delikatna przystawka, powiedzmy taki delikatny tatarek albo carpaccio, o i czuję już głód na więcej. ;)

PS. Dziś kupiłem Brooks Launch 6 i to moje pierwsze buty treningowo-startowe. Wcześniej biegałem w typowych treningówkach, a polubiłem się z Brooks Glycerine. Zobaczymy, czy z tej mąki będzie chleb. ;)

PS. zapomniałem o podsumowaniu maja.
Łącznie w miesiącu 255 km
Jestem zadowolon. Drugi najwyższy wynik w tym roku.

_________________
Blog treningowy
Komentarze do bloga

STRAVA: ja
STRAVA: klub forum bieganie.pl

5 km - 19:42 (City Trail, 17.02.2019)
10 km - 40:46 (Wroactiv, 16.03.2019)
HM - 1:31:19 (Półmaraton Warszawski, 31.03.2019)
M - 3:27:50 (Cracovia Maraton, 28.04.2019)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezuszny - projekt sub40 przed 30tką
Nowy postNapisane: Cz, 4 czerwca 2020, 10:36 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 6 września 2017, 21:23
Posty: 855
Lokalizacja: PL/NL
01.06.2020 - 03.06.2020

poniedziałek: 12 km: BS + 10x20" przebieżki + 10x10" podbiegi sprintem

Wymyśliłem sobie taki trening w celu przetestowania szybszych odcinków w nowych butach. Normalnie dziś bym nie biegał, ale miałem akurat wolne i szkoda było tego nie wykorzystać. Odczekałem tylko do wieczora, bo było dość ciepło i słonecznie. Pierwsze 5 km na luzie w 5:05 i niskim pulsie, ale było głównie z górki. Pierwsze odczucie, jakbym biegł w twardych deskach zamiast moich dotychczasowych twardych poduszkowców. Po paru km już się przyzwyczaiłem i stwierdzam, że buty treningowo-startowe też mogą być wygodne. :) Potem seria 10 przebieżek, minęła bardzo szybko. Starałem się biec ładnie technicznie i długim krokiem. Buty dobrze współpracowały, teren był zróżnicowany, ale w całości asfalt. Niestety pod koniec znowu troszeczkę zacząłem czuć achillesa po kilku tygodniach spokoju. No cóż, czwarty dzień biegania pod rząd. Na szczęście po przejściu do BS problem minął, potem jak zwykle rozciąganie i Alfredson w domu. Kolejne 2,5 km luźno dla złapania oddechu i na koniec seria podbiegów sprintem. Nawet to polubiłem, 10 sekund liczę na 16 kroków jedną nogą i jest to bardzo krótki odcinek, który szybko mija. Na ostatnim powtórzeniu poleciałem zupełnie na maksa, postałem chwilę z dłońmi na kolanach dla złapania oddechu i dokręciłem 1 km do domu.

01:02:58 - 12,21 km @ 5:09 min/km ~ 151 bpm (max 171)

wtorek - trening core

Standardowe pół godzinki ćwiczeń w domu, nawet to polubiłem.
Z ciekawostek mój brat po prawie miesiącu przerwy z powodu skręconej kostki w górach dziś wrócił wreszcie do biegania. Zobaczymy, po jakim czasie mnie dogoni. :bum:

środa - 10,5 km: 6,5 km rozgrzewka + 1 km pandemic challenge + 3 km schłodzenie

Oficjalny wynik: 3:23,1

Wieczorem wybrałem się z kolegą na tę samą 333m bieżnię do Jastrzębia. Ciepło, słonecznie, przyjemnie. Ludu masa, jakiś trening dla dzieciaków, jakieś byczki po boku trenują kalistenikę, kilka dziewczyn truchta powolutku i z gracją, ale oczywiście wszystkie zajmują pierwszy tor. :bum: Przetruchtaliśmy z Tomkiem ładne 5 km powolutku po ok. 6:00, raz że fajnie się gadało, a dwa, że chciałem nabić trochę kaemów. Potem już rozgrzewka właściwa, skipy, wymachy, pajacyki, 4 przebieżki po ok. 100m. Na tych setkach poczułem moc nowych kapci, czułem, jakbym płynął po tartanie. :Bum: Biegłem chyba ładnie technicznie i odbijałem się od tartanu jak sprężyna.

Umówiliśmy się z Tomkiem dziś na ściganie każdy w swoim tempie. Raczej nie miałem wielkich szans, bo kolega jest z dużo wyższego poziomu ode mnie, jest typowym szybkościowcem, w szczycie formy atakowałby pewnie sub3, tyle że ostatnio bardzo niewiele biegał. Celowałem w wynik poniżej 3:20, a po cichu marzyło mi się nawet 3:15. Przez kilka tygodni trochę się obiegałem i czułem się już mocniejszy, choć typowo pod 1 km niewiele zrobiłem, trochę przebieżek i krótkich podbiegów.

Odpoczęliśmy w marszu jakiś 1 km, chwila na złapanie oddechu, stajemy na linii, bez zbednęj filozofii ruszamy. Biegnę po wewnętrznej, Tomek oczywiście cwany lis ustawił się za moimi plecami. Zostawiłem go spory kawałek z tyłu, odkrzyknął coś, że ma nogi jak z galarety. Biegłem początek na czuja bez specjalnego patrzenia na zegarek, bo pokazywałby bzdury. Zalapowałem pierwsze kółko w 01:06.7, czyli w sam raz na 3:20. Czuję, że jest wymagająco, ale nie ma jeszcze zajezdni, choć płuca wentylują jak u psa po długim spacerze. Drugie kółko jakoś przespałem i wpadło wolniej niż 1:10... Już nie pamiętam dokładnie, czy byłem aż tak styrany, ale chyba nie, po prostu nie umiałem chyba się zmusić do maksymalnego wysiłku. Oczywiście cała piękna technika biegu poszła gdzieś na grzyby i musiałem wyglądać jak kaczka, starając się biec jak najszybciej. Oddech już maksymalny, ale w nogach nie czuć betonu. Pod koniec okrążenia musiałem wcisnąć się od wewnętrznej przed dziewczynę na pierwszym torze. Nie blokowała specjalnie drogi, ale chyba była mocno zdziwiona. Tomek ciągle daleko za plecami. Gdy zalapowałem drugie okrążenie, stwierdziłem, że jest zdecydowanie za wolno i muszę teraz odpalać rakietę. Na łuku wyprzedziłem jeszcze jedną dziewczynę na pierwszym torze, specjalnie tu też chyba nie straciłem. Oddechowo jest bardzo wymagająco, płuca palą, ale nogi nic a nic. Na przedostatniej prostej Tomek zaczął mnie ostro gonić, chłopak ma mega sprinterski finisz i na łuku mnie wyprzedził jak starą furmankę, mimo że biegłem dużo szybciej niż wcześniej. Traciłem kolejne metry, ostatnia prosta już na 110% możliwości. Ostatnie kółko wpadło najszybciej, poniżej 1:06.

Za linią mety o dziwo utrzymałem się na nogach, ale szukanie przycisku stop w zegarku zajęło mi chyba wieki. :hahaha: Zobaczyłem 3:23 i zaległem na trawę. Miało być lepiej, czuję trochę niedosyt, muszę pobiec z zającem, żeby zmusić się do większego wysiłku. Płuca paliły mniej niż poprzednio i szybciej doszedłem do siebie. Puls też niższy niż ostatnio.

Ale muszę popracować nad refleksem, bo na początku treningu w Polar Flow też widzę, że bieg zaczyna się dopiero po ~3 sekundach? Na końcu też może z sekundkę straciłem. A wg Strava moving time to 3:17. WTF? Też tak macie?

Po treningu jeszcze 3 km schłodzenia w truchcie i wio do domu. Myślę, że w czerwcu podejmę jeszcze jedną próbę złamania 3:20. :taktak:

LINK - Polar Flow
LINK - Strava

3:23 - 1,00 km ~ 173 bpm (max 184).

Okrążenia:
1:06,7
1:10,6
1:05,8

_________________
Blog treningowy
Komentarze do bloga

STRAVA: ja
STRAVA: klub forum bieganie.pl

5 km - 19:42 (City Trail, 17.02.2019)
10 km - 40:46 (Wroactiv, 16.03.2019)
HM - 1:31:19 (Półmaraton Warszawski, 31.03.2019)
M - 3:27:50 (Cracovia Maraton, 28.04.2019)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL