Teraz jest So, 22 lutego 2020, 19:01

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 323 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: Pn, 6 stycznia 2020, 22:14 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek Bieg Trzech króli

Pierwsze zawody za mną, jestem zadowolony z wyniku, a jednocześnie czuje jakieś nienasycenie analizując przebieg.

Przed zrobiłem 3km rozgrzewki, trochę jeszcze posiedziałem i na dziesięć minut przed startem ustawiłem się w strefie. Co mi się podobało, to oddzielenie stref taśmami i wpuszczanie do konkretnych przez wolne luki w ogrodzeniu. Nie trzeba było więc skakać przez, czy przesuwać się z daleka do przodu.

Pierwsze 200m trochę ciasno, ale każdy w dość podobnym tempie leci, nie ma więc skakania. Wybiegając z Manufaktury krótki, ale dość ostry podbieg, nie szaleję na nim. Po nim sprawdzam tempo, lekko ponad 4/km, trochę więc podbijam intensywność, by w okolicach czwórki wszedł kilometr. Szybciej boję się otworzyć, mam w pamięci wigilijny sprawdzian, gdzie z trudem wycisnąłem 20 minut.

Na początku 2km jeszcze raz sprawdziłem tempo i na długo przestałem zerkać. Nie chciałem się stresować, czy ograniczać. Biegnę na intensywność i tyle co płuca pozwolą. Jedynie czuję, że idzie nieźle i poniżej 4/km jest na pewno. Od drugiego kilometra stopniowo, acz systematycznie zyskuję pozycję.

Tyka zakończenie km, nie patrzę na zegarek, biegnę 3km. Leci tak samo jak wcześniejszy, kolejne osoby mijam, staram się mieć cały czas kontakt z kimś przed sobą.

Przeskakuje czasomierz na 4km, Piotrkowska pięknie oświetlona, ale nie mam czasu się rozglądać. Dłuży się ten kilometr, przestałem wyprzedzać zawodników, mnie za to 3-4 osoby przegoniły. Większość tego odcinka pokonuję sam, mając stratę do poprzedzających. Zastanawiam się czy słabnę i zwalniam, aczkolwiek czuję, że nadal idę dobrze.

Pyka rozpoczynający się 5km, zerkam wreszcie na tempo chwilowe i potwierdza się, że nie puchnę. Nie bardzo kojarzę, jak on będzie szedł, przez co nie wiem czy i kiedy rozpocząć długi finisz. Wreszcie jest ostatnia prosta, dobrze że dość długa, bo mam moc (chyba za dużo jak na końcówkę biegu) i dociskam znacznie, pierwszy raz finiszuję poniżej 3/km.

Sprawdzam czas 19:08 i jestem zadowolony, wręcz trochę zaskoczony, bo przed brałbym w ciemno. Po dłuższej chwili przychodzi jednak refleksja, że zupełnie nie jestem wypruty, jakieś za małe to zmęczenie. Może można było mocniej, może pierwszy kilometr za asekuracyjnie. Wyszedł też trochę brak obiegania na krótkim dystansie, niepewność ile się pociągnie i czy starczy do końca na danej intensywności. Nie chcę powiedzieć, że mogłem ciut lepiej, niemniej gryzie mnie czy nie mogłem. Gdzie wiem też, że się nie opierdalałem.

Po takim bieganiu co biegam, czekając na ferie i roztrenowanie, to jest dobrze.
Ale jak by chciało mi się bardziej potrenować, było by może lepiej. Choć z drugiej strony zawsze świeżej i lepiej biega mi się z wypoczynku, wręcz niedotrenowania. Co z kolei może być hamulcowym do dalszego rozwoju, jeśli zbyt często będę zażywał relaksu.
Mętlik sprzecznych myśli mam w głowie, lecę na ferie :usmiech:

Obrazek

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: N, 26 stycznia 2020, 17:23 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek

21.01 - 10km po 4:54/km, nieźle odczuciowo jak po locie i 90 minutach snu.

24.01 - 8km na elektryku w 45 minut.

26.01 - Wyszedłem na niedzielną szesnastkę. A, że całkiem dobrze się biegło, postanowiłem dołożyć km. Zmotywowała też mnie myśl o żonie, która przygotowuje się do maratonu i zrobiła z rana 26km, zanim ja wyszedłem. Przy jej trzech godzinach, moje 23km w 100 minut nic nie znaczy. Ale weszło w miarę po 4:50/km, choć ostatnie km czułem że ciało nie jest przyzwyczajone do takich długasów. Za to wydolnościowo ładnie, chyba na dość niskim tętnie, niestety wyłączyłem pomiar pulsu na wyjazd i jak chciałem sprawdzić po biegu to nie mogłem.

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: Pt, 31 stycznia 2020, 21:02 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek Styczeń

Tylko 130 km i 12 treningów w tym jedynie 4 trwające ponad godzinę. Ale też były zimowe wakacje i w ogóle nie ma się co zajeżdżać, jeszcze się nabiegam ciężkich jednostek. Więc nie mam bólu głowy z tego powodu. A z rzeczy budujących i jedynych wymienił bym dobre zawody na 5km, niezłe treningowo 23km i dziś 10 setek w tempach ok. 3min/km, choć z GPS i po wypukłym terenie gdzie po połowie było w dół, więc nie ma co żadnej wagi do tego przywiązywać. Bardziej odnotowuję fakt, że trochę szybciej poganiałem.
Na luty również żadnych założeń nie mam, co pogoda pozwoli a głowa z ciałem będą chciały, tak będę biegał. Startowo myślę żeby na koniec miesiąca na hali polecieć 3000m.

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: N, 2 lutego 2020, 14:33 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek

2.02 - Niedzielny long, tym razem taki prawdziwy, nie lubię ale to rok maratonu, więc nie ma co jęczeć i wybrzydzać, muszę dłuższe jednostki wplatać do swojego treningu.
Choć z początku biegłem na zachód skąd wiało, już miałem myśli, że nie będę z nim wojował i zawijam jedynie szesnastkę. Ale następne kilometry szły z wiatrem i jakbym dostał wiatr w plecy. Odbiłem więc zamiast w lewo w kierunku lotniska, to w prawo na Chocianowicką, skąd wiedziałem że już nie będzie odwrotu. Całość dobrze mi się biegło i gdyby nie ukształtowanie terenu i podmuchy wiatru, to myślę, iż mógł bym dość równe jednostajne tempo utrzymać. Tak wyszło dość szarpane, ale w żaden sposób go nie kontrolowałem jak i kilometrażu. Dopiero przed domem zerknąłem na zegarek i jak zobaczyłem 23,7, postanowiłem dokręcić do 25 i trochę w końcówce przyspieszyć. Nic kalorycznego nie wziąłem, więc całość na czysto, ale nie miałem jakiś słabnięć przez te 2 godziny. Dobrze mi wchodziło oddechowo, choć jak teraz sprawdzam puls średni 157bmp (84%), to zdziwiony jestem, że tak wysoki, co świadczy iż jednak spacer to nie był. Zaraz po rwały mnie trochę nogi, żona mówi przez to że się nie rozciągam, posmarowałem je końską maścią chłodzącą i jest dobrze, tylko trochę chodzę okrakiem.

Obrazek

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: Śr, 12 lutego 2020, 21:36 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek

3.02 - To był bardzo ciężki BS, zupełnie nie zregenerowałem niedzielnego longa. Męczyłem strasznie, myślałem że zrobię dyszkę, ale się rozpadało z czego się ucieszyłem. Nie namyślając się wcale od razu skróciłem, wyszło jakieś 8,5km po 5:20/km.

5.02 - Zwykłe 10km po 5:15/km.

7.02 - Ta sama dycha co wyżej po 5:29/km.

9.02 - Jak to w niedzielę, staram się trochę dłużej. Pętelka 16,5km po 4:42/km, choć realnie ze 2 sek. szybciej, gdyż zegarek późno załapał GPS. Dość intensywny bieg, tętno 84% max.

10.02 - Chyba pogoda nieciekawa była, pobiegałem na elektryku 8km coś po 5:35/km. Plus 1km na prędkości 16km/h, czyli ok. 3:45min/km, przy nachyleniu 2%. Dłużej wiele bym nie uciągnął, nie lubię tak nawijać na taśmie.

12.03 - I znowu dyszka BS-a po 4:52, choć 8,9,10 już męczące były, bo dość szybkie w 4:20, 4:12 i 4:27 ten pod wiatr.

Jak widać, nie dzieje się wiele, ale też jakieś cofki formy się nie obawiam. Za to w ping ponga widzę wyraźny postęp, więc jeśli nie wyjdzie mi w bieganiu, rozejrzę się za zawodami tam :hejhej:

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: Pt, 14 lutego 2020, 23:38 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek

14.02 - Ależ cienki jestem...
chciałem się przetestować, mając w planie za dwa tygodnie wystartować na 3000m, do tego czytam jak większość tu śmiga, trochę zazdraszczam i myślałem że też tak mogę. No to poleciałem 3km na full i z bólem 12 minut urobiłem. Wiem, iż od czapy to strzeliłem, ale bardzo licho wyszło, dramatycznie wręcz. No smuteczek mały :smutek:
Na co żonka mi jeszcze w walentynki dowaliła, że stary już jestem i szybszy nie będę :chlip:

Z innych spraw, to przyszły dziś nowe buty Brooks Launch 6, które nabyłem w zamian za odsprzedane nówki Adidas Boston 8.

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: N, 16 lutego 2020, 20:16 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek

No to jak już ustaliliśmy, że szybki nie jestem, sprawdziłem więc czy jestem wytrzymały. Ci co mnie znają, wiedzą iż żadnego planu na trenowanie nie mam, a biegam to co mi do głowy strzeli. A że dziś w końcu moja ulubiona pogoda, czyli ponad 10C, postanowiłem to wykorzystać. Do tego wolny weekend, wczoraj jedynie kilka zdjęć na ścianę zamontowałem i z córami na łyżwach pojeździłem. A że słabo mi to idzie i jedynie do przodu, więc szaleństw nie było. Dziś też bez żadnych zobowiązań, ach jak super mieć nastolatki w domu które się sobą zajmą, a wręcz burkną jak chcesz się nim zainteresować. W zasadzie myślałem, że wstanę i jestem wolny. Niestety nigdy nie jest tak pięknie. Zaczęło kapać z wylewki w łazience, to ją rozkręciłem i skręciłem co oczywiście nic nie dało, do wymiany. Duperela, a już tym plecy ponaciągałem.
Dobra, ubrałem się i idę. W sumie to też gdyby żonka wczoraj nie przebiegła 31km, pewnie bym się na coś takiego nie szarpnął. Nie ma jak to małżeńska obopólna motywacja.
Wziąłem 100ml wody, żel i baton. Przebiegłem 100m i stanąłem, bo się kuźwa przez plecy wyprostować nie mogłem, myślę chyba dupa z tego. Skasowałem te kilkadziesiąt sekund w zegarku i drugie podejście. Jakoś już poszło, że mogłem biec.
Lecę na samopoczucie, zegarek jedynie mam ale nie kontroluję. Słucham ambitnego wywiadu ze stewardesą o jej pracy. Na szybko szukałem coś długiego, a to szło 2 godziny. Bo jak ostatnio zapuściłem T.Love i po jednej piosence przeskoczyło mi na film instruktażowy o robieniu makijażu to miękłem słuchając. A nie lubię się zatrzymywać i merdać w telefonie, bo jak trening ma być ciągiem to nie przerywany.
Odszedłem od sedna. Czyli biegnę i jakoś ciężkawo, może nie bardzo ale spodziewał bym się swobodniej na tym etapie i już się boję czy dam radę trzydziestkę zrobić. Bo tyle wstępnie planowałem. Teraz z kilometrówek widzę, że pierwsza dycha w 4:40min/km poszła, więc rozumiem skąd pełnej swobody nie było. Choć fajnie gdybym nie odczuwał takiego tempa. Wbiegam na Chocianowicką, ta pofalowana, więc w dół swobodnie idzie, w górę trochę męczę, ale jest jeszcze energia. Następnie Rudzką, jestem na 15km, płaski odcinek, dobrze idzie, mam jakiś przypływ endorfin i wpadam na diabelski pomysł, że zrobię powtórkę z kiedyś i pobiegnę 3 godziny. Obiegam stawy Stefańskiego, masa ludzi spaceruje, dodają mi energii, zjadam żel i nawrotka powrotna. Ponownie pofalowany odcinek, ale jakoś jeszcze podbiegi łykam. Kończy się audycja w słuchawkach, co jest dla mnie informacją, że minęły dwie godziny. A ja poczułem się już znużony tym biegiem, niby już nie daleko, acz to jednak godzina, co otuchy nie dawało. W słuchawkach cisza, ale przecież nie zatrzymam się. Myślę o tym, że idzie jakby lepiej niż w czerwcu kiedy tą samą trasę robiłem, ale wtedy było ze 30C. Z drugiej strony zbliżam się do odcinka, gdy wtedy osłabłem i zastanawiam się jak będzie teraz. Co jakiś czas wizualizuję sobie jak wciągam piwo które czeka na parapecie. Nie mogę jednak tylko o tym, bo męczy mnie ta myśl strasznie, zwłaszcza że popitek mam już znacznie uszczuplony na trasie. Na 29km zjadam baton, czując spadek energii. Raczej za późno, gdyż kolejne 6km, już ponad 5min/km robię. Nie jest to jakiś drastyczny zjazd, ale jest. Obieram punkt, kiedy będę mógł uraczyć się ostatnimi dwoma łykami wody i wyczekuję jak urlopu w pracy. Pyka 34km akurat w miejscu kiedy mogę się napić. W końcu sprawdzam zegarek jak mi idzie, ile czasu jeszcze, po czym ustalam taktykę. Czyli utrzymać średnią 4:50min/km, mając w tej chwili sekundę zapasu. Zostało mi 16 minut biegu, odbijam do lasku, gdzie jeszcze muszę się trochę wdrapać pod górę, jeszcze ten kilometr przez to słabo wchodzi. Przedostatni lepiej, a ostatni jeszcze przyspieszam momentami pod wiatr, ale wtedy lawiruję po osiedlu, nie che mi się już z nim szarpać. No i ostatnia minuta, lekkiego finiszu.

I jakie wnioski;
Pierwsza myśl taka, że maraton w 3g25min bym zrobił. I to mnie jednocześnie martwi, bo nie widzę wielu minut do zdjęcia, wiem że to jeszcze nie nie ten moment i czas, ale on płynie już długo.
Tym razem jakoś bardzo mnie nie postawiło, ale nadal od 30km więdnę.
Z tą wziętą ilością wody to przesadziłem, tyle że ja na treningach mało piję, też myślałem że jedynie trzydziestkę zrobię, a też przesadnie to nie cierpiałem z tego powodu.
Wstępnie chciałem wypróbować nowe Brooksy, bo teraz kolejny nowy pomysł, że to w nich pobiegnę maraton. Ale żona powiedziała, że błoto na odcinku gdzie budują trasę, więc jakoś szkoda mi się zrobiło takich czystych nówek. Wziąłem ubite Kinvary i zero problemów mięśniowych na trasie.
Sam bieg trudny, ale wszedł bez płaczu, można sporo więcej znieść. Tyle, że już w domu poczułem się przemielony, nawet chciałem się kimnąć i ze zmęczenia nie mogłem, przy tym jeszcze obręcz biodrowa rwała, chyba od tych pleców. Poza tym trochę chodzę jakbym na byku pojeździł, takie uroki dłuższego bieganka :usmiech:

Średnie tętno 151bmp (81% max)
Obrazek
Obrazek

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jacek, czy przebiegnę ...?
Nowy postNapisane: Pt, 21 lutego 2020, 21:33 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt, 8 września 2015, 14:56
Posty: 1554
Lokalizacja: Łódź
Obrazek

17.02 - Wyszedłem dla sprawdzenia, jak się czuję po niedzielnym longu. I zupełnie brak najmniejszych oznak tak długiego biegu. Nawet ostatnie 1600m przycisnąłem w 4:12min/km, chcąc się upewnić. Całość 7,5km.

19.02 - Również jedynie 7,5km, o dziwo dużo słabiej się czułem niż dwa dni wcześniej, taki jakiś organizm nie zregenerowany, albo z opóźnieniem wyszło zmęczenie, a w poniedziałek jeszcze na adrenalinie szło.

21.02 - Na elektryku rozgrzewka 6km po 5:30min/km. Trzy minuty przerwy, po czym 4km w 3:45min/km, przy nachyleniu 2%. Myślałem zrobić 3km, uciągnąłem jednak 25% więcej, zmęczenie oceniam na 9.
Kiedyś to było T5, dziś bliżej T3, powinienem polecieć za tydzień na hali coś w tych okolicach.
Już się zapisałem, a dziś żona informuje mnie, że tego samego dnia jest turniej w tenisa stołowego. Niby od 10:00 a bieg 15:40, ale czy zdążę w przypadku ew. finału :oczko: , muszę się dowiedzieć do której przewidują.

Edit. Nie ma już miejsc na turniej, zostaje skupić się na bieganiu.

_________________
Biegam swoje, co nabiegam to moje.

Blog
Komentarze
Moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 323 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: sebbor i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL