
To, że życie pisze kompletnie nieprzewidziane scenariusze, najlepiej pokazała tamta niedziela...Wszystko ułożyło się przecudnie: skład, pogoda, forma....Miałem w planie małą celebrę, okoliczności wymarzone...Każde z nas cieszyło się chwilą....ale...finał potoczył się...zupełnie nie po naszej myśli....Cóż, bywa, na wszystko trzeba być gotowym...Również na to, że życie przygotuje o niebo ważniejsze i cenniejsze zadanie, niż tylko poprawianie cyfr w biegowym CV....
Był moment, że miałem nie pojechać...Jestem szczęśliwy, że tam byłem....
Razem…czyli słodko-gorzkie podbijanie Śląska..