26.05.2019r.
II Bieg Stawiszyn 5-10-15 km
Czas netto: 1:02:58
Średnie tempo: 4:12 min/km
Miejsce open: 12
Miejsce kat. wiek M16-M29: 2
Średnie tętno: 160
Maks tętno: 188
Mam dziś wtorek, 28 kwietnia kiedy już trochę ochłonąłem po przedostatnim starcie oraz po tym najświeższym. Tak, teraz pare słów będzie o moim w sumie debiucie na dystansie 15km. Tak trochę ani w lewo, ani prawo. Tak patrząc na te cyferki powyżej, wydawać by się mogło że chyba nie jest tak źle? 4 sekundy teoretycznie wolniej na kilometr aniżeli w przypadku ostatniego biegu na 10km. To dobrze czy źle? Ajj, już widzę te komentarze - znów narzeka. Ponownie załączył mu się pesymizm, a przecież zrealizowałem swój taki mini cel na ten rok. Stanąłem na podium. No dobrze, przejdźmy już do relacji.
W niedziele nie spieszyło mi się jeśli chodzi o wstawanie. Godzina 8:30. Nie śpiesznie zjadłem jajecznice czy tosty. Tak, nie przejmowałem się tym co jem. Przeważnie pilnuje się by zjeść standardowo tj. jajecznica+makaron lub chleb nutella/dżem. W tygodniu też rygoru jakoś nie trzymałem, jadłem co popadło. Piłem to na co miałem ochotę. Gdzie tydzień przed startem nawet łyka browara 2% nie wziąłbym. Teraz było trochę inaczej. Wróćmy. Kawa. Toaleta. Standard. Start zaplanowany był na godzinę 12:00. W Stawiszynie, czyli najmniejszym mieście w Polsce znalazłem się koło godziny 11:15. Jakieś 20km ode mnie miejscowość więc blisko. Bieg z tych raczej mocno kameralnych. Około 300 osób, ale trzeba wiedzieć że mamy tutaj do wyboru trzy dystansy. Dużo znajomych twarzy, to przynajmniej nastraja pozytywnie. Pakiet kosztował 40zł, a znalazła się całkiem okej koszulka czy żel. Dodam już tutaj, że po biegu była zacna wyżerka - zupa, ciasto, wafelki, woda, soki. Super. Naprawdę, piękna sprawa. Zacząłem rozgrzewkę ze znajomym, jednym z tych którzy tchnęli we mnie chęć do biegania. Z tego miejsca pozdrawiam Krzyśka, jeśli by kiedyś to czytał

Chwilę tuptania do tego potem dwie mocniejsze przebieżki i wyszły w sumie niecałe 2km. Ustawiam się około 2-3 rzędu. Koło 20 C, wiatr. Będzie ciężko. No ale wiadomo, poczułem chęć walki. Znów. Mnie to chyba po prostu napędza - mimo, że zdaje sobie sprawę - będę cierpieć później. Przynajmniej dobrałem tempo. Teoretycznie. A zresztą, to już poniżej. No to co: 3,2,1. START
1km
Początek to 300 metrów i już skręt w lewo, na szutrową drogę. Słyszę już u niektórych ciężki oddech. Staram się nie patrzeć na innych. Kto wie na jaki dystans biegną. Staram się skupić, złapać tempo. Wybiegam po dosłownie 200 metrach na asfalt. Autolap ustawiony automatycznie co 1km. Pik pik. 4:06 Początek wiadomo, lekko za szybko.
2km
Trasa wiedzie asfaltem, delikatnie w górę. Pik pik, 4:08.
3km
Widzę, ekipę prowadzącą. Aha, zaraz nawrotka. No i jest, najgorsza jaka istnieje czyli trzeba obrócić się wręcz wokół własnej osi. Zaczynam wracać. Myślę ok, przynajmniej będzie teraz delikatnie z górki. Niestety, wiatr się odzywa. Dziwne, jakoś nie czułem go wcześniej w plecy. 4:14 Zwolniłem. Dość znacząco. Może to kwestia nawrotu. Forget. Mijam ludzi którzy dopiero będą nawracać.
4km
Lecimy dalej, ciąg dalszy tej samej trasy. Mijam kilka osób które zwolniły dość mocno. Czyżby pogoda dawała się we znaki? A może przecenienie swojej formy? Jesteśmy niedaleko parku(?) tak czy owak, cienie padające pozwalają momentami odpocząć od centralnego słońca w samo południe. 4:07 Stabilnie
5km
Przebiegam obok miejsca gdzie jest ta ścieżka szutrowa, ale biegnę dalej w dół. Będziemy obiegać i wracać na start/mete. Widzę już. Skręt, staram się skrócić jak się da. 4:08. Punkt nawodnienia jedyny to własnie ten tutaj. Słabo myślę, biorąc pod uwagę warunki. Nie pije. Uznaje, że nie ma co. Nie odwodnię się.
6km
Zaczynają się czarne myśli. Czuję, że zaczynam już grzać. Do tego wiem, że to nie jest jeszcze połowa a zaledwie 1/3 całego dystansu. 4:08
7km
I znów niby płasko, a jednak trochę "w górę". Staram się jednak przebierać nogami, zaczynam myśleć żeby nie spuchnąć. Jak ja przebiegłem to 10k poniżej 40min.... Pik pik 4:10.
8km
Odrzucam te negatywne myśli. Mijam znów liderów którzy już lecą po przeciwnym kierunku. Zaraz znowu ten cholerny nawrót. Grzeje. Wieje znów w twarz, więc chłodzi. Mimo wszystko, czuję że spowalnia mnie to. 4:15. Ohoo, 8km a ja biegnę tempem które miało być minimum.
9km
Wiatr nie ustaje. Zaczynam się pocieszać w myślach, za chwilę ostatnie okrążenie. Pik, budzi mnie autolap 4:12
10km
No to mamy 10k. Średnia wychodzi 4:11. Niecałe 42min. Dramatu nie ma, ale wiem że teraz zaczyna się przeprawa.
11km
Dzieciaki zamiast podawać kubeczki z wodą, to stoją i patrzę. Zdenerwowany, żeby nie używać gorszego słownictwa podbiegam schylam się łapie kubek wody, gdzie połowa mi się wylewa. Biorę małego łyka, reszte wylewam na kark. Drugie kubka już nie zdążyłem złapać. To samo, czekolady. Ajj. To się może źle skończyć. 4:21
12km
Wybiło mnie to z rytmu. Staram się skupić, wejść znowu na obroty. Biegne samotnie. Jak w sumie większość biegu. Staram się podłapać typa przede mną. Okazuję się, że biegnie po 4:30. Wyprzedzam go. Najlepsi już mnie mijają i zbiegają w dół. Pik pik. 4:21. Znów to samo. Męczę się niemiłosiernie. Spoglądam na średnie tempo które spada.
13km
Ten cholerny nawrót. Cieszę się, że już ostatni raz. Suszy mnie. Jestem zalany potem. Czuje jak opuszczają mnie siły. Mija Krzyśka który jeszcze w górę biegnie. Dawaj, już 2km tylko do mety! Jesteś 13 krzyczy mi. Staram się otrząsnąć, najwyżej zejdę tutaj. 4:18
14km
Wiem, wiem że już blisko ale naprawdę grzeje mi się głowa. Nogi są jeszcze ok, oddech też. Po prosu brakuje mi kopa. Bije się z myślami jakbym miał końcówkę maratonu. 4:16
15km
Wiem, wiem że już jestem blisko. Chyba się odblokowałem. 4:10, 4:05 przyspieszam. 500, 400 metrów. W końcu widzę kogoś kto biegnie przede mną. Myślę, skoro jestem w miarę wysoko to może kategoria wiekowa. A co, co jeśli będę czwarty. 300 metrów. Przypomina się, jak Farah próbował wyprzedzić Bekele w końcówce. 4:00. 200 metrów przyciskam na maksa. Widze, że gwałtownie się zbliżam do niego. 3:40, 3:30, 3:15. 100 metrów trzymam to. Wyprzedzam go, oglądam się za siebie. Wbiegam na mete. Ta końcówka! Serio, to było świetne gdy wracam do tego myślami. Tylko czy ja przypadkiem za dużo sił nie zatrzymałem? 3:50
Dostaje medal, siadam na glebę. Plan minimum zrealizowałem. Cieszę się, jest trochę poniżej 4:15 ale czy byłbym w stanie dowieść to na HM. Przy lepszej pogodzie, może. Staram się pocieszyć tymi myślami. SMSa nie ma. Podchodzę pod tablicę elektroniczną w wynikami. Patrzę i nie dowierzam. Chłopak którego wyprzedziłem był faktycznie w mojej kategorii wiekowej. Ja zaś, wskoczyłem... na 2 miejsce w kategorii wiekowej. To mnie raduje. Nie ukrywam, podnosi na duchu. Wtedy. Teraz.
Fotki:
Podczas biegu z moją nowa startówką (dobrze się domyślacie, spaliłem sobie ramiona). Nie wiem które okrążenie.
Wręczenie
Podium
Statuetka - nie puchar, ale może to lepiej. Małe, skromne ale cieszy. Prócz tego jeszcze jakieś książki, smyczki etc.
Czy powinienem być zadowolony z tego startu? Czy średnia 4:12 na 15km przy takich warunkach to dobry wynik? Pozostawiam to ocenie Wam. Nie będę więcej narzekać w tym wpisie. Może w czerwcu gdzieś jeszcze pobiegnę, a potem wakacje to raczej moment gdy zrobię roztrenowanie. Reset całkowity.