Mike - półmaraton w 1:20

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Jak się nabiega jakiś dobry wynik to jest ten problem, że się przeskakuje w Danielsowskich tabelkach z tempem treningów :lalala:. Biegałem do tej pory "pomiędzy" VDOT 54 i 55, teraz jak byk wychodzi 57. Muszę teraz zacząć stopniowo przyspieszać i dojść do tych "nowych" temp.

Wtorek 27.01

10 x 400 m R/ 400 trucht. Weszły tak: 1:18, 1:19, 1:19, 1:19, 1:18, 1:20, 1:19, 1:20, 1:18, 1:19. Nieco szybciej niż tydzień temu, w gorszych warunkach (wiatr), na minimalnie większym zmęczeniu, także jestem zadowolony.

Środa 28.01

BS 10 km po 5:10/km

Czwartek niestety bez treningu, bo praca, szkoła, życie.

Piątek 30.01

45 minut TP, wyszło 11 km po 4:04/km. Mało spałem, pogoda mocno depresyjna (ciemno, szaro, deszcz, śnieg, wiatr) samopoczucie przed wyjściem z domu fatalne, rozważałem odpuszczenie akcentu i zrobienie rozbiegania, ale po kilku pierwszych krokach rozgrzewki pojawiło się to bardzo fajne uczucie: "noga podaje". Z minuty na minutę czułem się co raz lepiej i ostatecznie postanowiłem zrobić ten ciągły. Nie zakładałem konkretnego tempa, wiedziałem tylko że chcę pobiec "trochę wolniej niż po 4/km" no i to 4:04 tak jakoś samo wyszło, biegane na Malcie więc trasa łatwa, 2 kółka, połowa pod wiatr, druga z wiatrem, więc sprawiedliwie ;). Weszło zaskakująco dobrze jak na takie okoliczności, oddech 2/2 pojawiał się tylko momentami na podbiegach lub jak mocniej zawiało i musiałem chwilę ciężej popracować, większość treningu na oddechu 3/3, od razu po zatrzymaniu pomiar tętna "z szyi", nieco poniżej 160, nieźle.

Sobota 31.01

Ten wczorajszy akcent miał być biegany w czwartek, dziś miałem być zwarty gotowy i w miarę świeży na krosowy test na milę w formie biegu na dochodzenie (w ramach oregano project). Jak do tego dołożyć fakt, że już drugi dzień z rzędu spałem jakieś 3-4 godziny to łatwo się domyślić że jednak nie byłem w optymalnej formie. Startowałem sam jako ostatni, biegło się fatalnie, pierwsze 400 metrów jeszcze trzymałem tempo w okolicach 3:10/km, ale potem zupełnie zabrakło motywacji żeby cisnąć, pojawiło się to "średniodystansowe zmęczenie", którego daaawno nie czułem i dziś nie byłem w stanie go przełamać, zluzowałem i dobiegłem z czasem 5:48 (3:28/km, 'browarna mila' ma trochę więcej niż milę). Typowy objaw zamulenia, do okolic tempa na 5 km biega mi się wszystko fajnie, ale wystarczy chwila nieco szybszego biegu i zmęczenie momentalnie wzrasta i przekracza akceptowalny poziom, no ale to raczej normalne na tym etapie.
Po teście technika i siła biegowa na podbiegach, trudne ćwiczenia, ale coś powoli zaczynało dziś "wchodzić".

Po południu yacool pokazał mi ćwiczenia na schodach, które (nie pierwszy raz) obnażyły moje spięcie i brak luzu :bum:. Wyglądało to trochę, jakbyśmy zakładali pierwszą w Wielkopolsce sekcję skoków narciarskich. Takie sytuacje zawsze motywują i uświadamiają, że jeszcze jest pełno rezerw, które można poruszyć. W każdym razie nogi porządnie skatowane dziś, w takim "siłowym" ujęciu, nie wiem czy jutro nie zastąpię biegania lekkim rozjazdem na rowerze, rano ocenię. Ten tydzień miał być odpoczynkowy i w sumie objętościowo na taki wygląda (póki co 42 km), ale paradoksalnie to może być jeden z cięższych tygodni w tym planie.
New Balance but biegowy
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Zgodnie z tym co wczoraj pisałem, dzisiaj zastąpiłem rozbieganie rozjazdem. 20 km na góralu po lesie (średnia prędkość 24 km/h) plus jakieś kilka kilo dojazdu i powrotu po mieście. Sporo błota, ale teren płaski, więc był to luźny i przyjemny trening. W planach mam jeszcze lekkie core-stability.

Tydzień niby luźny, bo tylko 42 km i 4 treningi biegowe, ale 3 z nich bardzo konkretne, czuję to w nogach. Taki jednorazowy zjazd z objętości przed III fazą może wyjść na dobre, a na pewno nie zaszkodzi. Teraz zaczną się kluczowe treningi, skupiam się maksymalnie na porządnym realizowaniu każdego z 3 akcentów, cała reszta schodzi na drugi plan. Nie znaczy to oczywiście, że będę tylko te akcenty biegał, tym bardziej że skończyłem przedostatni semestr na uczelni, przede mną dość łatwa sesja, co za tym idzie, więcej wolnego czasu. Trzymanie kilometrażu 65-70/tydzień nie powinno być problemem. Interwały i progi będę biegał tak jak wujek Daniels każe (o ile pogoda pozwoli), natomiast 3ci akcent będę pewnie czasem zmieniał na coś szybszego.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

W niedzielę wieczorem było jeszcze 20 minut core i porządne rozciąganie, to samo w poniedziałek.

Wtorek 3.02

Interwały, 5 x 1200 m/ 4 min przerwy, założyłem że spróbuję zakręcić się z tempem koło 3:35/km, weszło tak:
4:16 (3:33/km), 4:17 (3:34/km), 4:19 (3:36/km), 4:18 (3:35/km), 4:18. Czyli bardzo fajnie. W przerwach robiłem 400 m truchtu co zajmowało około 2:30, resztę czasu spędzałem na zdejmowaniu i zakładaniu dresu :P, przerwy się lekko dłużyły. Trochę asekuracyjnie pobiegłem ten trening, mogłem mocniej przycisnąć, no ale jak na drugie interwały w tym planie to jestem zadowolony. Za tydzień zostawię też takie długie przerwy, ale spróbuję biegać nieco szybciej.

Warunki były niezłe, dopiero na ostatnim powtórzeniu trochę wiało, ale tartan lekko śliski od deszczu i śniegu, a biegałem w skechersach go run 2 (są podarte, na zawodach bałbym się ich używać bo kiedyś się pewnie zupełnie rozlecą, ale na treningi jeszcze się nadają, a to zdecydowanie moje najwygodniejsze buty i najlżejsze nie licząc kolców, więc jeszcze trochę w nich polatam). Latem robiłem takie treningi szybciej, ale w kolcach.

Dziwna sprawa trochę, ostatnimi dniami takie ogólne samopoczucie mam co najwyżej średnie, mam problemy z zasypianiem i generalnie chodzę "przymulony". Przed wyjściem na trening, szczególnie akcent, mam zawsze złe przeczucie i wydaje mi się że nie podołam, tymczasem już na rozgrzewce wszystko się poprawia i treningi wchodzą co najmniej dobrze. No nic, lepiej tak niż na odwrót :P.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Środa 4.02

11.8 km BS po 5:12/km

Czwartek 5.02

3 x 10 minut TP/ 2 min. przerwy. Biegane na ośnieżonym stadionie, ślisko ale nie na tyle żeby nie biegać, a przy tym bezwietrzne, co na odsłoniętym "Śródeckim" obiekcie jest rzadkością. Biegałem rano przed pracą, jakieś 40 minut po wstaniu z łóżka, było pochmurno, prószył śnieg i momentami miałem wrażenie, że jeszcze śpię. Ze względu na warunki i okoliczności założyłem dość ostrożne tempo "trochę szybciej niż po 4/km". Powtórzenia zaokrągliłem w górę do 2600m, weszło tak: 10:17 (3:57), 10:19 (3:58/km), 10:19. Biorąc uwagę to o czym pisałem wyżej, to weszło całkiem nieźle, bezproblemowo. Wg. tabelki powinienem ten trening biegać koło 3:50/km, ale wszystko w swoim czasie, w optymalnych warunkach pewnie i teraz bym dał radę się w tych okolicach zakręcić.
Jak wróciłem ze stadionu i stanąłem przed drzwiami do mieszkania to zorientowałem się, że klucze zostały na stadionie :nowiesz:. Dzięki temu zanotowałem dodatkowe 3.5 km po 4:30/km, klasyczne "tempo śmieciowe", ale biegło się to nawet przyjemnie. Z rozgrzewką, schłodzeniem i "premią gapy" wyszło 16 km po 4:30/km.

Piątek 6.02

Ze względu na wczorajsze atrakcje dziś tylko mega krótki rozruch przed jutrzejszymi zawodami, niecałe 6 km po 5:00/km z kilkoma przebieżkami i później porządne rozciąganie.

Jutro kolejny start w GP, ale raczej nie będę walczył o poprawę rezultatu sprzed 2 tyg., raz że zmęczenie treningami teraz jest nieco większe, dwa że zapowiadają się mniej korzystne warunki. Pobiegnę "mocno treningowo", jaki wynik z tego wyjdzie to się zobaczy.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Sobota 7.02

GP Citry Trail 2014/2015 bieg #5, wynik netto 18:14, miejsce 24/800~. Międzyczasy (z gpsa): 3:35, 3:44, 3:43, 3:37, 3:33.

Wynik o 26 s gorszy niż 2 tyg. temu, ale zrobiony na dużo większym luzie i w gorszych warunkach (dość mocny czołowy wiatr na ostatnim kilometrze, lód i śnieg nie przeszkadzały bo biegłem w kolcach i przyczepność miałem elegancką ;) ). Pobiegłem tak jak zaplanowałem - mocno ale z rezerwą. Początek jak na przełaj przystało dość szybki żeby się korzystnie ustawić przed oblodzonymi zakrętami, potem już w miarę równa intensywność, tempo siadło trochę na podbiegach, ale generalnie cały czas biegło mi się względnie komfortowo. Dopiero ostatni kilometr zmusił mnie do mocniejszego popracowania, raz że wiatr, dwa że trochę się tam ścigałem. Na początku wyprzedziłem biegacza którego wcześniej miałem 10-20 metrów przed sobą, ale odparł atak i tak szliśmy stale podkręcając tempo "cios za cios" do 200 metrów przed metą, wtedy urwałem się bardziej do przodu, ale na jakieś 100 m przed metą stali (chyba) znajomi mojego konkurenta i zaczęli go mocno dopingować ;), kątem oka dojrzałem że się zbliża, przestawiłem się na tryb "sprint" i ostatnie kilkadziesiąt metrów poleciałem bardzo szybko, ostatecznie przybiegając 2 s przed rywalem, nawet trochę byłem zaskoczony że miałem jeszcze tyle sił w nogach. Zawsze jakaś namiastka ścigania, biegnąc sam pewnie bym poleciał wolniej ten cały ostatni kilometr.

Jestem bardzo zadowolony, to był chyba w ogóle najłatwiejszy i najmniej męczący dla mnie bieg ze wszystkich startów w GP, a zrobiłem swój drugi najlepszy rezultat.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Dziś pojechaliśmy oreganową ekipą do Tuczna na "rozbieganie" pod czujnym okiem yacoola. Wyszło 12 km średnio po jakieś 5:30/km, ale w trakcie biegu robiliśmy sporo ćwiczeń głównie związanych ze schodzeniem na niską nogę i wydłużaniem kroku, było też kilka minutowych przyspieszeń, mniej więcej do tempa startowego na 5 km. Pod względem takiego siłowego zmęczenia to był zdecydowanie najmocniejszy trening w tym tygodniu, trochę się tego nie spodziewałem, następnym razem mając w planach takie "rozbieganie" odpuszczę jeden akcent, bo w sumie to w tym tygodniu miałem 4 niełatwe akcenty (z zawodami licząc).

W tygodniu 68.5 km, objętościowo w normie, intensywność spora, póki co wszystko idzie git. Ostatnie dwa starty na piątkę bardzo dobrze rokują, za trzy tygodnie Wrocławska Dycha na przetarcie na dłuższym dystansie.

Fotka z mety wczorajszego GP:
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Wtorek 10.02

W planie interwały, początkowo miałem robić to samo co tydzień temu, tylko skrócić przerwy, ale stwierdziłem że najpierw spróbuję wejść na wyższe prędkości przy krótszych odcinkach. W założeniu zatem 6 x 1000 m/ przerwy 2:45, początkowo miałem iść na stadion, ale wiało stosunkowo mocno i z zachodu, co oznaczało że na stadionie na Śródce wiało by bardzo mocno na przeciwległej prostej, przypomniałem sobie o odmierzonym kilometrze na wartostradzie przy Szelągowskiej i tam postanowiłem zrobić trening, to był błąd :P. Powtórzenia weszły tak: 3:30, 3:28, 3:35, 3:32, 3:34, 3:36. Strasznie nierówno, bo niestety oznaczenia na tym kilometrze są mocno umowne, tzn. sam kilometr wyznaczony jest ok, ale poszczególne ćwiartki zupełnie od czapy, bo przecież niemożliwe żebym na 250 m miał zapas 3 sekund w stosunku do planowanego tempa, a na 500 m był 3 sekundy "w plecy", szkoda tylko że byłem dziś jakiś przymulony i zorientowałem się że to z oznaczeniami coś jest nie tak dopiero pod koniec treningu, wcześniej próbowałem "równać" i przez to wyszła straszna szarpanina, i mega nierówne bieganie. Wyszedł chyba najcięższy i jednocześnie najgorzej zrealizowany (w takim "tabelkowym" ujęciu) trening w tym planie, co nie znaczy że zupełnie zmarnowany, no ale biegając na bieżni (nawet przy dużym wietrze) można było czas poświęcony na ten trening wykorzystać efektywniej. No trudno, na tym etapie przygotowań jeszcze takie wpadki są dopuszczalne :P.

Środa 11.02

10.5 km BS po 4:57/km, chciałem wolniej, ale nogi kręciły same.

Czwartek 12.02

Ciągły, 40 minut (10 km) TP po 4:00/km. Poza tym, że trochę dokuczał mi żołądek (w środę wieczorem wypiłem dwa piwa, a po nich włączyła mi się "gastrofaza" i jadłem wszystko co było pod ręką) to biegło się bardzo dobrze, praktycznie cały czas oddech "3 na 3". Weszło równo i bez większych problemów, na podobnym zmęczeniu jak poprzedni ciągły (wtedy było 45 minut po 4:04/km). Biegane na Malcie, pogoda świetna, minimalny wiatr. Bardzo udany trening.

Piątek 13.02

Rano tylko krótki rozruch z przebieżkami (7 km po 4:52/km), po południu rower. Kumpel testował kolarkę, ja próbowałem utrzymać koło na góralu, nie zawsze to wychodziło, ale też specjalnie się nie spalałem, 31 km ze średnia 23km/h, tętno średnie 130, więc generalnie luźniutko, ale było kilka mocniejszych sprintów i podjazdów.

Za chwilę ruszam na świebodziński 'orlik lekkoatletyczny' robić rytmy ;).
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Sobota 14.02

Danielsowskie "rytmy" 10 x 400 m R/ 400 m truchtu. Stwierdziłem, że w ramach wciąż trwającej lekkiej zamuły szybkościowej, spróbuję pobiegać rytmy szybciej, nawet jeśli miałoby się to wiązać z koniecznością wydłużenia przerw, albo zmniejszenia liczby powtórzeń. Okazało się jednak, że chyba wreszcie coś u mnie ruszyło do przodu z szybkością i wyżej wspomniane zabiegi okazały się zbędne, weszło tak: 1:15, 1:17, 1:16, 1:16, 1:17, 1:16, 1:16, 1:16, 1:16, 1:15. Biegane w skechersach go run 2, na bieżni 200 m. Przerwy trwały 2:20-2:30, w tym było 400 m truchtu i chwila marszu/stania. Szło to nieco ciężej (choć nie jakoś bardzo ciężko) niż ostatnie rytmy które robiłem, no ale biegałem w końcu szybciej. Generalnie po tym treningu wydaje mi się że poprzednie rytmy biegałem po prostu trochę zbyt asekuracyjne.

Później prawie 2 godziny robót ogrodowych wszelkiej maści w ramach ogólnorozwojówki :bum:. Może dziś jeszcze trochę poćwiczę.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Niedziela 15.02

BS 14 km po 4:52/km, nogi mocno rozkręcone, ciągnęły do przodu mimo dość pagórkowatej jak na moje standardy trasy.

W tygodniu 68 km (plus 30 na rowerze), na początku niezbyt udane interwały, ale dwa kolejne akcenty weszły bardzo ładnie. Czuję, że forma rośnie, coś też wreszcie drgnęło w kwestii szybkości.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

W niedzielę było jeszcze 20 minut core, w trochę bardziej siłowym ujęciu.

Poniedziałek 16.02

Rower, 17 km ze średnią 29km/h, test nowej kolarzówki (canyon endurance al 6.0), krótki bo nie miałem więcej czasu. W weekend potestuję więcej i też napiszę dokładnie po co mi taki sprzęt, chociaż chyba łatwo się domyślić ;). Wieczorem 20 minut core.

Wtorek 17.02

Fartlek, 6 x (2 min. szybko + 1 min. truchtu + 1 min. szybko + 30 s truchtu + 30 s szybko + 30 s truchtu), "szybko" czyli intensywność w okolicach tempa I. W terenie, mało pagórkowatym, ale wyboistym i błotnistym, więc biegane na czuja. Tempa szybkich odcinków wyszły od 3:20 do 3:50 w zależności od kierunku wiatru i ukształtowania nawierzchni. Z jednej strony lubię takie treningi bez spiny na konkretne tempo, szczególnie fajnie biega się je w dość urozmaiconym terenie gdzie co jakiś czas trzeba coś przeskoczyć, ominąć itd., z drugiej strony psychicznie są dla mnie trochę trudniejsze ze względu na brak punktu odniesienia, ciężko ocenić czy trening wszedł dobrze czy nie.

Środa 18.02

BS 13 km po 5:00/km. Wieczorem 20 minut core.

Czwartek 19.02

3 x 2800 m TP/ 2 minuty przerwy. Biegane na stadionie, w skechersach go run 2 (mam nową parę, kosztowały tylko 180 zł, trochę je "rozbiegam", a później posłużą głównie jako startówki na asfalt). Weszło tak: 10:41 (3:49/km), 10:43 (3:50/km), 10:42 (3:49/km). Bezproblemowo i równo, bez szarpania, tempo dobrze "siedziało". Jedynie nieco mocniej musiałem pracować na przeciwległej prostej bo trochę tam wiało. Jestem bardzo zadowolony z tego treningu, wreszcie udało się zrobić progi w tempie z tabelki.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Piątek 20.02

9 km BS po 4:57/km.

Sobota 21.02

Rano połączenie danielsowskiego tempa R i I w jednym treningu: 4 x 200 R/ 200 trucht + 3 x 1000 m I/ 2 min. + 2 x 400 R/ 400 trucht. Na papierze nie wygląda to groźnie, ale ten trening okazał się zdecydowanie najcięższym w tym tygodniu. Weszło tak:

- dwusetki: 36, 38, 37, 37
- tysiaki: 3:28, 3:28, 3:29
- czterysetki: 1:17, 1:17


Trening typu "ciężko ale do przodu", głównie o trudności tej jednostki stanowiły krótkie przerwy między tysiakami (2 min.) i rozkręcone nogi po dwusetkach, przez które interwały zaczynałem zbyt szybko. Trening mały objętościowo, więc szybko się po nim zregenerowałem i całościowo nie był jakoś bardzo męczący, ale w kwestii takiego chwilowego zmęczenia, to chyba jeszcze w tym sezonie na treningu nie czułem się tak słabo jak po trzecim tysiaku. Ale trochę mi tego brakowało, ostatnio miałem wrażenie że treningi idą zbyt łatwo.

Wieczorem rower, testowania kolarzówki ciąg dalszy, 27 km ze średnią 29 km/h, tętno 139. Luźno i przyjemnie, poza pierwszymi kilometrami pod mocny wiatr.

Niedziela 22.02

Dziś już pierwsza poważniejsza jazda na szosie, którą można zaliczyć jako trening a nie "testy" ;). 47 km ze średnią 27km/h, tętna nie mierzyłem, ale było bardzo luźno, poza kilkoma atakami na podjazdach. Jechałem z kumplem, drogi puste więc cała trasa przegadana. Takie zastępstwo luźnego dłuższego rozbiegania - godzina i 45 minut luźnej pracy "tlenowej".

W tygodniu przebiegnięte 56 i przejechane 90 km. 3 solidne akcenty, odpuszczone jedno rozbieganie na rzecz roweru, do tego 2 sesje core stability, także sporo ogólnorozwojówki i całościowo bardzo udany tydzień.

Wracając do mojego zakupu (Canyon endurance al 6.0), potrzebowałem nowego roweru, bo jeździć lubię i latem dość często stosowałem kolarstwo jako trening uzupełniający, a rowery które miałem (stara szosa peżota i zajechany góral GT) nie nadawały się do niczego więcej niż jazda po mieście. Co prawda jeszcze w zeszłym roku zrobiłem na nich kilkadziesiąt treningów, ale zawsze z tyłu głowy miałem obawę, że coś się może w każdej chwili zepsuć i co jakiś czas się psuło. Peżota sprzedałem praktycznie bez straty, GT został do przemieszczania się po mieście. Zawsze chciałem mieć porządną kolarkę, dlatego wybór padł na tego Canyona. Po wstępnych testach stwierdzam, że to bardzo udany zakup,

No i kolejna sprawa, zapisałem się na triathlon w Poznaniu, dystans olimpijski ;). Od jakiegoś czasu mnie kusiło żeby gdzieś wystartować w tri i w końcu się zdecydowałem. Oczywiście, ten start potraktuję zabawowo, bez wielkiej spiny na wynik, tak żeby zobaczyć z czym to się je. Jeszcze do końca kwietnia robię normalny w 100% biegowy trening, pływanie i rower będę traktował jako trening uzupełniający, ew. od czasu do czasu zastąpię jakieś rozbieganie rowerem. Przygotowania do tri potraktuję w pewnym sensie jako "roztrenowanie" tzn. pewnie będę trenował na dość wysokich objętościach i intensywnościach, ale odciążę organizm od stricte biegowego treningu. Po starcie (końcówka lipca) zacznę przygotowania pod jesienne starty biegowe. Jak ta zabawa mi się spodoba to może kolejny sezon już przepracuję pod triathlon. A w sumie szansa, że mi się spodoba jest duża, rowerem zawsze sporo jeździłem, wydaje mi się że mimo ostatnich dwóch intensywnych lat biegania to wciąż dużo więcej czasu spędziłem na rowerze (jak trenowałem żeglarstwo, to rower często stosowałem jako trening uzupełniający i jako dojazd na treningi). Najsłabiej czuję się w pływaniu, co nie znaczy że zupełnie słabo, w gimnazjum dwa sezony chodziłem do szkółki pływackiej, jakieś tam podstawy techniki mam. Z resztą moje sporadyczne wizyty na basenie w poprzednim sezonie wskazują że nie jest źle, pamiętam że 1 km bez większego problemu zrobiłem w około 20 minut, a 1500 m (tyle jest do przepłynięcia na dystansie olimpijskim) w nieco ponad 30. Punkt wyjścia niezły, a poprawić można na pewno sporo.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

W poniedziałek chciałem zrobić jakieś cory, ale zajrzałem w dzienniczek i okazało się że od 2 tygodni nie miałem ani jednego zupełnie wolnego od treningu dnia, a przecież przeważnie w każdym tygodniu taki dzień robiłem. Więc tym razem: laba.

Wtorek 24.02

Interwały 3 x 1200 m/ 4 min. przerwy + 3 x 800 m/ 2 min. przerwy. Weszło tak: 4:11 (3:30/km), 4:12 (3:30/km), 4:14 (3:32/km), 2:48 (3:30/km), 2:47 (3:29/km), 2:47. W przerwach 400/200 metrów truchtu i trochę marszu i stania. Poza trzecim powtórzeniem, w którym się zamyśliłem i trochę "przysnąłem", weszło bardzo równo. Trening umiarkowanie ciężki, porównywalnie do 6 x 1000 m/ 3 min. Jestem zadowolony, czuję że oswajam się z tempem 3:30/km.
Pierwsze 3 powtórzenia były o parę metrów dłuższe, bo panowie czyścili kratkę 'ściekową' przy pierwszym torze i dodatkowo jakaś pani biegała pod prąd, więc trochę biegałem po drugim torze. Zapytałem ją czemu tak biega, powiedziała, że jej tak wygodnie, istotnie, biegając pod prąd można było przy dzisiejszym kierunku wiatru trochę sobie ułatwić trening, bo stadion jest osłonięty od strony prostej finiszowej, a przeciwległa jest mocno odsłonięta i zawsze tam mocniej wieje ;). Pani biegała stosunkowo szybko, wyglądała jakby robiła jakiś tempo run, albo test, więc stwierdziłem że nie będę próbował namawiać do zmiany kierunku.

W niedzielę start na dychę we Wrocławiu (bez atestu, po parkowych ścieżkach), traktuję to jako przetarcie na dłuższym dystansie i ocenę możliwości przed Maniacką. O ile będą normalne warunki to planuję zacząć po 3:45/km (tempo na 37:30), a później zobaczyć co się będzie działo. Tak na dzień dzisiejszy, analizując to jak idą treningi, patrząc na wyniki z GP i porównując to z ubiegłym rokiem, to wydaje mi się, że przy dobrym dniu i w normalnych warunkach powinienem zawalczyć na Maniackiej o złamanie 37 minut, ale będzie to wymagało biegu faktycznie na 100%.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Środa 25.02

BS 11 km po 5:00/km, od razu po zatrzymaniu zmierzyłem tętno "z szyi" i wyszło poniżej 130, czyli git.

Czwartek 26.02

15 min. TP/ 3 min. przerwy/ 10 min. TP/ 2 min. przerwy/ 5 min. TP. Wszystko równo, bez szarpania, po niemiecku po 3:50/km ;). Tempo dobrze "siedziało", czasami musiałem minimalnie mocniej popracować (biegane nad Maltą więc kilka drobnych podbiegów i lekki wiatr), ale od samego początku miałem przeczucie graniczące z pewnością, że bez problemów ten trening domknę.

Dziś wolne bo miałem mocno zarobiony dzień, niby wcisnąłbym jakiś tam rozruch, ale potraktowałem to jako okazję do minimalnego zluzowania przed zawodami. Jutro jadę do Wrocławia i lekko tam pobiegam po trasie zawodów. Czuję się ostatnio nieźle, problemy ze spaniem minęły, biega mi się dobrze, forma zgodnie z planem się ustabilizowała. Z drugiej strony przejawia się już trochę to nawarstwiające się zmęczenie typowe dla III fazy u Danielsa (w sumie pojawiło się dość późno), które w specyficzny sposób czuć w nogach, także bardzo jestem ciekaw jak ta dyszka wyjdzie.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Nabiegane 37:18, trasa chyba lekko niedomierzona (50-100 metrów), ale dość mocny wiatr i 4 nawrotki to nadrobiły, biegło się generalnie nieźle, jestem zadowolony, miejsce 5/350~, w kategorii wiekowej 4 (miejsca w kategoriach się dublowały, więc niestety bez pudła :P). Później napiszę coś więcej.
Awatar użytkownika
MikeWeidenbaum
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1132
Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
Życiówka na 10k: 36:27
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Sobota 28.02

Luźne 6 km po trasie niedzielnego biegu i kilka przebieżek.

W lutym 235 km biegiem i 140 km rowerem. Objętościowo niewiele, ale niemal wszystkie akcenty wchodziły zgodnie z planem.

Niedziela 01.03

Wrocławska Dycha, 10 km bez atestu, 2 okrążenia, Suunto naliczyło 9.9 km, ale na trasie były 4 bardzo ciasne 180-stopniowe nawrotki, na pewno tam trochę gps pogubił, także jeśli nie było pełnej dychy to brakowało niewiele. Trasa wiodła po parku na ziemnej ścieżce (asfalt tylko przez jakieś 500 m), podbiegów brak. Temperatura idealna, nieco poniżej 10 stopni, więc biegłem na krótko, dość mocny wiatr, mniej więcej na połowie trasy wiało w twarz.
Wynik: 37:18, miejsce 5/350~, 4 w M20. Biegłem bez autolapa, a sam zlapowałem tylko po pierwszym okrążeniu, zatem międzyczasy: 18:27, 18:51.

Ruszyłem minimalnie za szybko (start z pierwszej linii i bieg "w czołówce" to dla mnie nowość, więc trochę się podpaliłem :P), ale już przed pierwszym kilometrem się ogarnąłem i znalazłem swoje tempo. Po pierwszym kilometrze byłem siódmy, biegło mi się nieźle, nie wyrywałem do przodu, do czwartego biegło mi się bardzo dobrze i utrzymywałem tempo w okolicach 3:45/km, przesunąłem się na 5 miejsce i na tym etapie wszystko się ułożyło w tej kwestii, spore przewagi między kolejnymi zawodnikami i wszyscy już w zasadzie biegli "solo", swoim tempem. Zaczęła się za to walka z wiatrem, który w moim odczuciu stale się wzmagał, ale może to tylko rosło moje zmęczenie. Dodatkowo nawrotki, ciasne (trzeba się było na nich praktycznie zatrzymać i obrócić) i ustawione wzdłuż kierunku wiatru, więc traciło się rytm zawracając i jeszcze kompletnie inaczej trzeba było pracować ze względu na kierunek wiatru, strasznie dziwne uczucie. Piąty kilometr pod wiatr, utrzymałem tempo, ale pracowałem dużo mocniej. Po pierwszej pętli wiedziałem, że trochę będę cierpiał na drugiej i liczyłem się ze spadkiem tempa, z drugiej strony nie było ze mną jeszcze jakoś bardzo źle i czułem że do takiej zupełnej "odcinki" jest jeszcze daleko. Biegłem w okolicach 3:50/km, na ostatnim kilometrze udało się jeszcze przyspieszyć do 3:40~. Szkoda, że nie było żadnej rywalizacji w końcówce, ale perspektywa zajęcia dobrego miejsca w generalce trochę "niosła". Na mecie bez siadania i odruchów wymiotnych, nogi by jeszcze trochę mogły pobiec, ale ogólne zmęczenie powodowało, ze cieszyłem się że to już koniec.

Jestem zadowolony, to miał być start na "przetarcie" i idealnie się w tej roli sprawdził. Co do oceny szans na łamanie 37 minut na Maniackiej to podtrzymuję to co pisałem wcześniej, przy dobrych warunkach atmosferycznych i dobrym samopoczuciu powinno być to do zrobienia, ale będę musiał dać z siebie 100%. O ile nie będzie mocnego wiatru ze wschodu to trasa Maniackiej będzie na pewno dużo przyjaźniejsza niż ta we Wrocławiu, dodatkowo przed Maniacką chcę trochę bardziej zluzować z treningami, teraz co prawda przed startem miałem wolny piątek i bardzo lekki trening w sobotę, ale wcześniej w tygodniu zrobiłem dwa niełatwe akcenty.
ODPOWIEDZ