Cracovia Półmaraton
Pominę te wszystkie pierdoły przedstartowe typu rozgrzewka odbiory pakietu itp.
Po kilku tygodniach walki ze zdrowiem które opisywałem na blogu na szczęście stanąłem do biegu w pełni zdrowy i nic mnie nie bolało. Zdecydowałem się biec w krótkim rękawie plus rękawki. W ostatniej chwili zostawiłem cieńkie rekawiczki.
Buty adisas adizero adios pro.
Pogoda super. około 8C i delikatne słońce.
Po rozgrzewce "wskoczyłem" do swojej strefy startowej. tam od razu wyłapał mnie Dawid (DKrunner). Przywitanie, kilka krótkich zdań co i jak. Pejs ma lecieć równo po 4:00. Patrzę na pejsa o to niezły brodaty pakerek. Mięśni w @#$%^. Ja przy nim to anoreksja. Po chwili ktoś mnie się jeszcze ze mną wita. Okazało się, że to Przemek(forumowy Przemkta). Przed nami kilka metrów pusto a potem elita.
Chwila skupienia i jedziemy z tematem. Aha, przed startem pokazuję dawidowi puls. Chyba 96 było, gdzie przed treningami mam maks 60

Więc adrenalina działała.
Poczatek oczywiście lekko ale jeszcze nerwowo. Biegniemy z Dawidem raczej z tyłu grupy. Pierwsze kilometry juz mój GPS łapie za flagami. Wychodzi że lecimy po 3:58-57. Dawid gada, ze ok bo ma stryda czy tam inne dziadostwo i jest dobrze. Przed 5km wodopój. To była zajebista porażka. Z tego co czytałem miały być butelki a tak styropianowe kupki. łapię kubek a tam nic nie ma.
A nie sorry coś jest na dnie. pół łyka wypijam a drugie pół wlewam do oka. Chcę brać dugi ale już dupa bo teraz są iziotniki a tego się nie łapię. dodam że od samego startu jakiś dzienwie zalepiony pysk miałem. pić mi się chciało.
Flagę na 5km mijam z czasem 20:07. Może być ale nie biegnie mi się komfortowo. Do tego jakby początki kolki. Denerwuje mnie to. Po chwili obok pojawia się jakiś facet który niemiłosiernie tupał. Nie wiem co miał model Nike ale @#$%^ jakby w drewniakach biegł. Strasznie mnie to wkurwiało. Biegniemy dalej. Co jakiś czas mocne krótkie podbiegi lub zbiegi. Most i inne podobne niespodzianki. Żle się biegnie. Cały czas coś mi nie pasi. coś jest nie tak. Dość dużo zakrętów i podbiegów i zbiegów. Jeden zbieg był bardzo stromy po kostce tempo poszło zajebiste a potem taki sam podbieg. Znowu most i wkońcu wpadamy na długą prostą. Idzie niebezpiecznie ciężko, dalej coś jest nie tak. Zegarem pika mi kilometry cały czas w okolicy 3:55 ale nie zwracam zbyt uwagi bo GPS się rozjechał na samym początku. Po 9km wodopój, zjadam w ostatniej chwili małego żela i znowu porażka z wodą. W kubkach parwie nic nie ma. łapię jeden, jeden łyk. W drugim @#$%^ to samo a żel leży na podniebieniu. Jeszcze mi wkurw nie przeszedł a tu kolejna niespodzianka. Flaga z 10km, patrzę a na zegarku 39:30. No @#$%^ pieknie!!!!! To juz wiem co mi cały czas nie pasowało. Ryczę do Dawida co z tym tempem bo jest w @#$%^ za mocno. lecimy na 1:24!!! Nawrotka o 180% i lecimy dalej.
Dawid Gada, że faktycznie ta piątka za mocno ale że chyba mu się ten stryt czy coś zjebało albo coś w tym rodzaju.
Dobra, jest jak jest. Mamy zajebisty zapas leciutko odpuszczam pejsa ale nie za daleko. Spokojnie biegnę i czekam na około 2km podbieg mniej więcej 11,5k do 13,5km.
Pejs jakieś 10m przed nami. Po chwili Dawid mówi, że zaraz podbieg będzie ale będzie spoko, ledwie zauważę. Faktycznie myślałem że będzie gorzej. Jesteśmy gdzieś w okolicach rynku. Jak podbieg to ja oczywiście lekko odpuszczam. lata treningów "na puls" zrobiły swoje. ja już nad tym nawet nie panuję

Pejs i mała grupka pomału odchodzi. Cisną stałym tempem. Po jakimś czasie robi się nagle już kilku metrowa dziura pomiędzy ostatnim zawodnikiem z grupy a mną i Dawidem.
W tym momencie Dawid mówi, że zaraz koniec podbiegu. niby zakręt w lewo i już będzie lajt. Od razu decyduję się skleić grupę.
Robię to bez problemu. Po około 13,5km trudniejszej profilowo trasy zaczęła się druga łatwiejsza część. Ogólnie teraz lekko w dół. Oddech się całkowicie uspakaja. zaczyna iść bardzo lekko. Dobiegamy do Wisły. Zaczyna mi się robić troszkę zbyt ciepło ale może być. mam wrażenie że tempo minimalnie siadło. Zaczęły się nawet małe żarty. jeden gość pyta czy ktoś ma żela. Coś tam dostaje. Potem się pyta czy ktoś ma wodę do popicia. No ja pierdolę, restauracja. Żartuję żeby się wody z Wisły napił.
No tak sobie biegniemy. Patrzę a przed nami facet kosmita!! Długie spodnie, bluza, komin i czapka!!!!!! Ja pierdolę szok.
Mówię chłopakom, że jak patrzę na tego gościa to mi się gorąco robi. Ale nikt nie podchwycił gadki. Niestety przez te pogaduszki nie zauważyłem flagi z 15km. Biegne teraz koło pejsa. ramię w ramię. mówię mu, że było za szybko. " no może troszkę za szybko było"
Na 16km sprawdzam i tam mi wyszło że dalej jesteśmy jesteśmy na czasie. czyli jednak trzecia piątka była najwolniejsza. Mijamy 17km super samopoczucie. Na tym etapie już wiem że na 100% będzie w granicach 1:24:30.
Pytam się pejsa czy będą jeszcze jakieś podbiegi. Mówi, że coś będzie ale symbolicznie. Aaaaa to git.
ostatni wodopój. teraz jestem z przodu. mam duże pole manewru. Łapię kubek i odziwo są ze dwa łyko. W drugim to samo. Trzeci chcę wylać na głowę ale z niego wypada kilka kropel. Znowu porażka.
Zastanawiam się chwile co zrobić. Teraz już czuję trochę zmęczenie ale mam w nogach 17km na tempie 4:00.
Postanawiam powalczyć i zbliżyć się do 1:24. Kto nie ryzykuje ten nie pije browarów! Czas wypruć flaki
Przyspieszam. Bez szaleństw ale od razu odjeżdżam od pejsa. Momentalnie oddech mocniejszy. teraz już jestem w strefie mocnego dyskomfortu. Kilometr wchodzi mocno i nagle jeb. W jednej i drugiej łydce krótkie skurcze/szarnięcia. po zewnątrznej stronie. Na przedłużeniu płaszczkowatego. No ja pierdolę od razu lekko odpuszczam. Po chwili znowu lecę swoje i jeb łydy. Coraz mocniej i coraz gorzej. koniec prostej wzdłuż Wisły, skręt w lewo i krótki ale mocny podbieg(chyba pod wał) Tam nie mocno postawiło. Łydy dostały !@$%^& dodatkowo.
Wkurw niesamowity. Mijam 19km, nawet nie patrzę na zegarek. Z pewnego lajtowego biegu "po swoje" zrobiła się walka o życie.
Obczaiłem, że biegnąc na samych piętach z podciągniętymi palcami łydy odpuszczały. Jak ja tak biegłem utrzymując już słabe 4:05 to nie wiem. Czekałem kiedy w końcu któraś łyda powie dość i mi ją złapie całkowicie. Jeszcze 2km na piętach!!
Trzymam plecy gościa przedemną. Na 20km stoi Przemek i dopinguje gościa przede mną ze 1:24 jest jego. Nie ma bata!!!
Jak ja utrzymywałem tempo na poziomie 4:05 - 4:00 to nie wiem. Strasznie się teraz dłuży. dziwię się, że pejs mnie nie dochodzi i nie wyprzedza. Słyszę go za mną jak dopinguje zawodników ale nie dochodzi. Według zegarka ostatni pełny kilometr zrobiłem 3:54. Może dla tego. Cierpię z tymi lłydami okrutnie do tego wkurw zajebisty bo w nogach ogólnie opary paliwa jeszcze są i można by było kilku gości z przodu łyknąć.
Na reszcie skręt w prawo do Areny Kraków. Myślicie że to koniec "zabawy" ?
No to finiszujemy:
Wbiegając do hali trzeba jeszcze skręcić o 90stopni. Na ścianie zegar z czasem. Patrzę a tam czas w granicach 1:24:40. No serce prawie mi stanęło. jakim @#$%^ cudem. Przecież miałem duży zapas. Wpadam na ostatnia prostą. Gaz do dechy na piętach.
Patrzę na zegar przy linii mety i jak w zwolnionym filmie 1:24:55 ...56...57...58...59...1:25:01 @#$%^ JA PIERDOLĘ.
Jedna sekunda. Padam za metą na ryj. Poza do Allaha. Podchodzi sanitariusz pyta czy ok. Mam siłe tylko Kciuka wystawić że jest git.
Jakim cudem nie zmieściłem się w 1:25. Pejs był za mną. nagle słyszę jak spiker mówi: drodzy Panstwo proszę pamiętać że czas jaki widzicie to czas brutto
Wszystko jasne ale jeszcze jestem nie pewny. Podchodzi Dawid. Gratuluje biegu. Wychodzę na zewnątrz. Nie wiadomo skąd pojawia się Przemek z żoną. Opowiadam mu krótko jak było. Patrzę że jest stoisko z gdzie grawerują medale. Proszę, żeby mi sprawdzili czas. Jest oficjalnie 1:24:48 netto.
No zapomniałem przecież że najpierw elita pobiegła, potem była krótka przerwa i dopiero my pobiegliśmy.
Jajca zajebiste!
Podsumowanie:
Planem minimum było 1:25 w tak dobrych warunkach ale biegłem z myślą 0 1:24:30(tempo 4:00)
Jest jak jest, płakać nie będę bo wstydu nie ma.
Skąd problemy z łydami? Podejrzewam carbony. W nich się inaczej biega niż w zwykłych. Wymuszają mocniejsze bieganie ze śródstopia. ostatnie najmocniejsze akcenty w przygotowaniach do maratonu będę biegał w carbonach.
czy coś bym zmienił podczas biegu? Tak, zabrał bym ze sobą 200ml wody w butelce. Akurat by starczyło spokojnie do drugiego wodopoju gdzie brałem żela.
Formy życiowej nie było bo nie mogło być. Poprostu zabrakło czasu. Zabrakło jakieś 4 tygodni.
Kilku treningów Vomax i przede wszystkim tempowych akcentów typu 3x3km , 3x4km itp.
Plany: teraz 2 tygodnie roztrenowanie czyli zero biegania a potem 22 tygodnie pod maraton w Dębnie.
Z wyniku jaki zrobiłem w Krakowie do biegania maratonu w 2:55 dużo brakuje ale stać mnie żeby jeszcze minutę urwać.
Chciałbym złamać w maratonie 2:55 i 1:24 w HM.
Wiem, że to już raczej mój sufit będzie ale spróbujemy. To są dwa cele biegowe na najbliższe lata.
Z pośród 194 zdjęć znalazłem się na jednym
Chyba widać, że lekko na końcu nie było

Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.