wieczorno-nocne bieganie z czołówką: 20 km (2h6') wałem wzdłuż Warty, trochę torowiskiem, lasem, polami, rzeką ....
...... chłopaki zapowiadali wcześniej, że będzie przeprawa przez rzekę, ale potraktowaliśmy to z przymrużeniem oka; jak się okazało - zupełnie niesłusznie


tak więc następne 10 km na mokro, z ociekającymi gaciami; zaleta taka, że jak powiedziała koleżanka Ania - tyłka już dziś myć nie trzeba

woda to jedno, a łąki to drugie - nad rzeką komary w liczbie koszmarnej; trawy dla chłopaków po pachy, dla nas powyżej głów; wąziutkie ścieżki na szerokość stopy; piękne plenery; płasko, bo w sumie raptem jakieś 60 m up
bieg był bardzo spokojny, nie wiem, czy nie za długi jak na regenerację po zawodach; w sumie nie zmęczyłam się, ale pod koniec jakieś 3-4 kilometry trochę mi się już nie chciało, może dlatego, że weszliśmy w straszne chaszcze ... jeśli ktokolwiek nie wierzy - mogę zapewnić, że w cz-wie jest prawdziwa dżungla; przedzieraliśmy się przez nią w tempie 10'/km albo i lepiej - stąd średnie tempo sporo ponad 6 wyszło
