sobota, 15 grudnia
...
dystans: 12,09 km
czas: 1:14:53
średnie tempo: ok. 6,12
Myślałam, że dzisiaj nie wyjdę /chlapa/; ale jakoś poszło; 4 na plusie, oddech jakby głębszy, tyłek nie podmarzał więc bieganie-marzenie; nawet ten słodki plusk błota pod nogami dodawał animuszu; w planie było wybrać się gdzieś dalej, wyczytałam że są w pobliżu /po sąsiedzku nawet/ niejakie Kawie Górki; na mapie nie znalazłam - okazuje się, że i owszem były, obecnie nieco zrównane z otoczeniem /bloki/; na rekonesans się nie wybrałam bo ichnie chodniki jeszcze bardziej grząskie dzisiaj były niż moja wierna promenada;
Przez cały czas siąpił drobny deszczyk, bardzo przyjemne uczucie jak po 1,5 km podbiegu chłodził twarz, a wilgotne powietrze czyniło oddech lekkim. Wcześniej dziwiłam się trochę jak widziałam przez okna biegaczy, nordic-walkerów w mroźne albo deszczowo-błotniste dni

a okazuje się, że plumkanie jest takie ...

.
Towarzysko dzisiaj nie było, znaczy się mijałam kilku biegaczy /uśmiechy, parę słów i takie tam/, była też ta sama co zawsze starsza pani z kijkami, ale nikogo znajomego; dziś mi to jednak nie przeszkadzało, aaa... i gliny były - dwa patrole (pieszy, konny + wozem) - aż się bardziej rozglądałam dookoła /ostrożność/
Ostatnio czytam trochę o tym jak nauczyć się dobrze biegać w terenie

- jak wzmocnić ciało, jak wykorzystywać teren /technika/; może uda mi się po świętach /jak będzie urlop/ wybrać do takiego jednego mieszkania wakacyjnego w górach - spróbowałabym tam chętnie sił

; jak nie wyjdzie - to w lutym z wakacji narciarskich /w tym roku orava/ zrobię biegowo-narciarskie
