Z kronikarskiego obowiązku krótki opis raczej nieudanych zawodów. I nie chodzi o sam wynik, bo w sumie przy obecnych możliwościach i braku wybiegania wynik 51:02 na 10 km i dość dobre miejsce open i w kategorii nie są takie złe. Ale chodzi o styl.
To był 1. Dycha Pekao, w ramach maratonu Warszawskiego. Dopisałem się w ostatniej chwili "dla towarzystwa". Przewidywany rezultat wg prognoz to blisko 51 minut Ale, że pierwsze 3 km miały być lekko z górki, to postanowiłem pobiec je szybciej, tempem na 5 km i potem zwolnić, czyli cos ala positive spllit. Sam byłem ciekawy co będzie jak zacznę za szybko, wcześniej zawsze biegałem w miarę równym tempem od startu do mety, dobranym wg wcześniejszych treningów.
A wyszło tak:

Zegarek zawyżał nieco tempo około 4 sek./km (bo trasa miała atest, choć słupki co 1 km były na pewno ustawione losowo). 4 km były tempem 4:50, kolejne 2 km starałem się zwolnić, były po 5:00. Po nich pierwszy raz mnie lekko zatkało, po krótki marszu biegłem już wolniej, ale to i tak okazało się tego dnia za szybko, musiałem na prawie 200 m przejść w marszobieg, bo odruchy wymiotne były bardzo silne. Potem już 2 km dobiegłem tempem hipotetycznym M do mety.
Podsumowując raczej nie polecam amatorom metody positive split na dystansie 10 km.
Po zawodach byłem bardzo zniechęcony, ale tydzień temu ogłoszono , że jednak będzie po 3 latach przerwy 11.11 bieg, który 3 lata temu był początkiem mojej "kariery" biegowej i który bardzo miło wspominam, więc od razu się zapisałem i nawet ułożyłem szybko jakiś mini 5-6 tygodniowy plan przygotowawczy.
Cell to czas poniżej 50 minut, ale i w miarę dobry styl, abym te może kończące "karierę" zawody wspominał równie dobrze jak bieg sprzed 3 lat. Wtedy celem był czas poniżej 60 minut i udało się z małą nawiązką 58:10 .