mgrzeg w biegu

Moderator: infernal

mgrzeg
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 257
Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
Życiówka na 10k: 41:09
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Poniedziałek 09.03
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.92 km, 55:34 (@5:36)

Wtorek 10.03
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*500m.
6*500m / 200m p. spacer, (1:52.6, 1:57.5, 1:51.3, 1:55.2, 1:48.8, 1:52.5)

Nieparzyste lekko pod górkę, ale z wiatrem, w przeciwną - odwrotnie. Pierwsze powtórzenie z synem, reszta samemu. Jakoś nadspodziewanie szybko wyszły, ale była ładna pogoda (słońce i +13C), więc na krótko i może dlatego tak radośnie. Starałem się nie dociskać, więc z zapasem, ale nie hamowałem się też jakoś specjalnie. Pierwsze bieganie < @3:40 w tym roku.

Środa 11.03
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.93 km, 55:16 (@5:34)

Czwartek 12.03
Trzy małe kółka wokół SGGW - 9.78 km, 50:30 (@5:10). Po 3km wstępu dwa małe kółka (5km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.

5km, 23:32 (@4:42)

Planowałem nieco więcej (10-13km), ale raz, że się spieszyłem, a dwa, to jednak ciągle coś się odzywa tu i tam.

Piątek 13.03
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.93 km, 56:08 (@5:39)

Sobota 14.03
521. Parkrun Ursynów.
5 km 20:29 (@4:06). Wyniki.

Powtórka ubiegłego tygodnia, ale tym razem bez spóźnienia i nieco żwawiej. Plan był pobiec < 21min i troszkę się przetrzeć przed PW. Było sporo osób (156) i nie bardzo wiedziałem gdzie się ustawić - nie chciałem za dużo wyprzedzać, ale też nie planowałem biec od razu ostro. Na szczęście był pace na 22min i ustawił się w okolicach 3 rzędu, więc stanąłem obok niego i tak ruszyłem. Pierwsze dwa kilometry po 4:13-14, potem przyspieszyłem. Zapas jest, ale to nie jest jeszcze moment, żeby sięgać po rezerwy. Pogoda bardzo dobra (słońce, ok 10C, umiarkowany wiatr płd-zach) i tym razem ubrałem się lżej - dół krótko, góra lekka koszulka z długim i na nią lekka koszulka bez ramion.
Dobieg na i powrót z parkrunu podobnie do zeszłego tygodnia.

Niedziela 15.03
Dereniową i KENem na SGGW + dwa duże i jedno małe kółko.

16.57 km, 1:33:24 (@5:38)

Dobieg i pierwsze duże kółko z synem i pogaduchy. No cóż, przez ostatnie 3 tygodnie nie miałem dłuższych wybiegań, więc to było najdłuższe. Nie chciałem przeginać - ponad półtorej godziny biegu to i tak stąpanie po grząskim gruncie i mam nadzieję, że do przyszłej niedzieli uda się to zregenerować.

Σ = 80.26 km

Nie do końca tak zaplanowałem sobie te 3 tygodnie przygotowań. Życie jednak szybko weryfikuje plany i jest jak jest. Pachwina, tyłek, achilles, ręce - trochę się tego nazbierało i ciągle woła o zmiłowanie. Czasem - jak w czwartek - zastanawiałem się, czy w ogóle zakładać buty. Efekt? Zamiast cotygodniowych 13km ciągłych wyszło raz 8km, a w tym tygodniu 5km. Wybiegań po 25km też nie było. Zrobiłem za to 2 parkruny i trochę pięćsetek. Został tydzień, ale tu już nie będzie niczego specjalnego - zrobię pewnie wt/śr kilometrówki w tempie ostatnich ciągłych, bo na sam ciągły już się nie nastawiam. Reszta to max 10km spokojnie, w sobotę lekki rozruch z kilkoma dwusetkami, jak przed Chomiczówką i Wiązowną - to mi się sprawdziło. Przejdźmy zatem do przyszłej niedzieli i Półmaratonu Warszawskiego.
Nie wiem na co się nastawiać. Opcja minimum to w ogóle start, lub bieg z kolegą na 1:50. Życiówkę z PW mam 1:36:10, ale była na nieco innej trasie i w innym terminie (wrzesień), więc w 100% nie da się porównać. Chciałbym ją poprawić, a jeszcze lepiej zejść poniżej 1:35:00. O poprawieniu wyniku z Wiązowny (1:33:56) mogę chyba tylko marzyć.
Obawiam się startu ze strefy na 1:35, nie wiem, czy się nie ugotuję. Z drugiej strony jest opcja startu z dalszych stref, co świetnie mi się sprawdziło w dwóch wcześniejszych biegach, ale biorąc pod uwagę planowaną liczbę uczestników - 25tys. to może się wiązać z wyprzedzaniem dużej liczby osób. Porównując to z Wiązowną, gdzie było ponad 3300 osób - wychodzi 8 razy tyle, więc łatwo nie będzie. Będzie jednak start w falach co 15 minut i strefa 2 - na 1:45 zaczyna o 11:15. Mam zatem chytry plan ustawić się na początku tej strefy i gonić wcześniejszą falę. Zakładam, że pierwsze 3km będą stosunkowo luźne i będę mógł spokojnie się rozpędzać, a potem powinno być względnie luźno. I tu pytanie do osób, które mają to przerobione - czy odstęp między falami jest odpowiednio duży i moja kombinacja może się udać?
Tak czy owak trzymajcie kciuki, z góry dziękuję :)
PKO
mgrzeg
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 257
Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
Życiówka na 10k: 41:09
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Poniedziałek 16.03
Dwa małe kółka wokół SGGW - 7.31 km, 39:56 (@5:28)

Wtorek 17.03
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*1km.
6*1km / 1' trucht, (4:37.2, 4:33.7, 4:37.8, 4:33.0, 4:36.3, 4:32.8)

Ostatni akcent przed niedzielnym PW. Kilometrówki weszły bardzo lekko i w tym momencie zaczęła mi kołatać myśl, żeby zaryzykować i ustawić się w strefie na 1:35, bo może jednak nie będzie większej tragedii.

Środa 18.03
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.93 km, 55:10 (@5:33)

Czwartek 19.03
Dwa małe kółka wokół SGGW - 7.30 km, 41:07 (@5:38)

Piątek 20.03
Dwa małe kółka wokół SGGW - 7.30 km, 41:07 (@5:38).

Zgodność co do sekundy i metra z dniem wcześniej, jeszcze tak nie miałem :)

Sobota 21.03
Jedno małe kółko wokół SGGW, a potem 6*200m 6.87 km, 38:25 (@5:36).

6*200m / p. 1' trucht (54.7, 54.8, 55.0, 52.9, 52.6, 51.8)

Rozruch przed niedzielą.

Niedziela 22.03
20. Półmaraton Warszawski
21.0975km 1:32:27 (@4:23) (Nowy PB!). Wyniki

Rozważałem jeszcze start z samego początku drugiej fali (na 1:45), ale po rozmowie w strefie debiutanta z Jakubem Karaskiem i jednym z organizatorów nie miałem pewności, że będę miał ok. 7-8 minut przerwy między falami i luźnego biegu, a potem mijaniu całej strefy na 1:40 i być może 1:35. I dlatego po wtorkowym akcencie zdecydowałem, że jednak spróbuję powalczyć od początku i wystartuję ze strefy na 1:35.
Na ten czas prowadziło trzech pacemakerów, którzy podzielili się całą strefą i po krótkiej rozmowie i ustaleniu, że wszyscy planowali prowadzić równo ustawiłem się po prostu za ostatnim z nich. Miałem nadzieję, że przy takiej liczbie ludzi start naturalnie się rozciągnie i będę mógł spokojnie zacząć, a potem trochę przyspieszyć. Wziąłem też pod uwagę to, że bieg w zasadniczej części był na linii płd-płn, gdzie pierwsza połowa była lekko z górki z mniejszą liczbą i lżejszych podbiegów, wiatrem i słońcem w plecy, więc lepiej było zacząć nieco żwawiej, żeby później było z czego w razie co odcinać.
Baloniki puściłem nieco przodem i pierwszego pace'a mijałem na 2. km, w okolicy bramy głównej UW, gdzie grała Mery Spolsky, kolejnego na 5-6 km, a ostatniego już na 9.. Gdy zobaczyłem na znaczniku 10. km, że biegnę poniżej 44 min, to z jednej strony - o, fajnie!, ale z drugiej - o, cholera!. Bałem się, że później za to zapłacę i stwierdziłem, że teraz to już bez szaleństw aż do 16. km, a potem się zobaczy.
Dalej przez ponad 4km była Wisłostrada - szeroko, lekko pod wiatr i pod słońce. Aż w końcu przyszedł 15. km i podbieg na Most Gdański. Od początku miałem plan, żeby tu po prostu biec na utrzymanie intensywności i nie przejmować się tempem, ani wyprzedzającymi. Było wolniej, ale nie dramatycznie wolniej i po pokonaniu podbiegu widząc, że mam spory zapas postanowiłem przyspieszyć. W ten sposób wszedł najszybszy kilometr na trasie, ale tuż po nim odezwał się organizm, który miał swój nowy piękny plan, nieco odmienny od mojego. W którymś momencie, jeszcze tuż przed mostem poczułem ból spod paznokcia palca wskazującego lewej stopy i kilka kroków musiałem walczyć ze sobą, żeby się nie zatrzymać i nie zdjąć buta i skarpety. Czułem, jak skarpetka naciska mi na palec i każdy krok to ruch przód-tył stopy w bucie i tylko zerkałem, czy aby nie pojawiają się czerwone krople na bucie. Rano uznałem, że na bieg założę letnie skarpetki, ale skurkowane miały sporo luzu, podciągnęły się i mocno ścisnęły mi palce z przodu. Kilkoma grzebnięciami jakoś je lekko poluźniłem, ale ból palca ciągle nie ustawał i każdy mocniejszy krok przypominał o sobie. Od razu przypomniałem sobie moje perypetie sprzed niemal 5. lat, gdzie też na tym samym moście organizm odmówił współpracy i postanowiłem, że teraz łatwo nie odpuszczę. Zacząłem się trzymać pleców jakiejś Klaudii, która już od jakiegoś czasu biegła w niewielkiej odległości i stale wyprzedzała kolejnych zawodników. Jakoś to szło, ale po 19. km odpuściłem - nie byłem w stanie przyspieszyć, bo każdy mocniejszy krok kończył się karą, a nie chciałem się zatrzymywać. Cholera mnie brała, bo oddechowo czułem pełen luz, nogi też nie były jakieś mocno zniszczone, a czułem, że właśnie ucieka mi sprzed nosa całkiem dobry czas. Minąłem 20. km i szybko policzyłem, że życiówka powinna być, więc odpuściłem już jakąś walkę i nawet ostatnią prostą - 400m biegu skupiłem się raczej na równym kroku, bez kuśtykania i patrzenia, że oto wszyscy mnie wyprzedzają. Jeszcze przed metą doszukałem się pozytywów - mam czas, który mogę poprawić, bo co by było, gdybym pobiegł tak mocno, że już nie zostawiłbym sobie żadnej rezerwy? A tak czuję, że jest bardzo dobrze, a może być jeszcze lepiej :)

Kolejne kilometry (z zegarka):

1 4:35
2 4:24
3 4:25
4 4:18
5 4:19 (oficjalnie 22:08)
6 4:14
7 4:15
8 4:21
9 4:19
10 4:17 (oficjalnie 43:48)
11 4:20
12 4:19
13 4:20
14 4:22
15 4:38 (oficjalnie 1:05:51)
16 4:08
17 4:16
18 4:21
19 4:28
20 4:23 (oficjalnie 1:27:41)
21 4:26
21.25 1:00

Kolejne odcinki:
0-5 22:01
5-10 21:27
10-15 22:00
15-20 21:36

0-10 43:28
10-20 43:36

Najlepsze podsegmenty
5 21:24
10 43:01
15 1:04:47

Liczby potwierdzają to, że bieg był z grubsza równy, więc wygląda na to, że rezerwy na dalsze mocne poprawianie czasu powoli się kończą. Oczywiście Półmaraton Warszawski to impreza zupełnie inna, niż Wiązowna - inna pogoda (pełne słońce, 10 stopni więcej - bieganie na króciutko), zdecydowanie więcej ludzi, ale w gruncie rzeczy i tu i tu skupiałem się na kolejnych wyprzedzanych osobach i realizowałem jakąś tam strategię. Przygotowania były nieco inne, niż wcześniej - nie robiłem już tylu długich ciągłych, tylko raczej krócej i intensywniej, ale też nie odpuszczałem całkowicie kilometrażu i chyba wszystko razem zagrało całkiem nieźle. Dziś co prawda patrzę na swój sino-szary paznokieć, który jeszcze na pewno przez jakiś czas będzie o sobie intensywnie przypominał, ale jestem mega zadowolony i zapisując się w grudniu na trzy biegi (Chomiczówka, Wiązowna, Warszawa) naprawdę kompletnie nie spodziewałem się, że przez zimę poprawię swoją niemal 5-letnią życiówkę półmaratońską o prawie 4 minuty (1:36:10 -> 1:32:27). Wow! :)


Σ = 74.14 km
mgrzeg
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 257
Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
Życiówka na 10k: 41:09
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Spokojny tydzień po połówce.

Poniedziałek 23.03
Jedno małe kółko wokół SGGW - 4.81 km, 28:29 (@5:55)

Wtorek 24.03
Jedno duże kółko wokół SGGW - 6.13 km, 36:53 (@6:01)

Środa 25.03
Dwa małe kółka wokół SGGW - 7.30 km, 41:34 (@5:41)

Czwartek 26.03
Dwa małe kółka wokół SGGW - 7.30 km, 41:32 (@5:41)

Piątek 27.03
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.93 km, 56:18 (@5:40).

Sobota 28.03
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.92 km, 56:13 (@5:40).

Niedziela 29.03
Kabaty.
15.02 km 1:25:51 (@5:43).

Spokojny bieg i pogaduchy z Markiem Primikiem.

Σ = 60.41 km
mgrzeg
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 257
Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
Życiówka na 10k: 41:09
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Poniedziałek 30.03
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.94 km, 55:45 (@5:36).

Wtorek 31.03
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*500m.
6*500m / 200m p. spacer, (2:02.3, 1:56.5, 2:01.1, 1:57.4, 1:59.6, 1:50.2)

Trochę wiało, więc nie do końca równo.

Środa 01.04
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.92 km, 53:56 (@5:26).

Czwartek 02.04
Trzy małe kółka wokół SGGW - 9.79 km, 48:31 (@4:57). Po 3km wstępu dwa małe kółka (5km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.

5km, 22:37 (@4:31)

Piątek 03.04
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.92 km, 56:22 (@5:41).

Pogaduchy z synem.

Sobota 04.04
524. Parkrun Ursynów.
5 km 20:07 (@4:01). Wyniki.

Kolejny trening na parkrunie. Nie miałem jakiegoś szczególnego planu, chociaż chciałem zmieścić się poniżej 21 minut i przy okazji sprawdzić, czy mogę wrócić do mocniejszych jednostek po Półmaratonie Warszawskim. Ustawiłem się w jakimś 4-5 rzędzie, a przede mną stał Wojtek Staszewski. Pomyślałem, że spróbuję trzymać się przez pewien czas jego pleców i tak też wystartowałem. Oczywiście na początku wszyscy ruszyli za mocno, ale jakoś nie czułem, żeby było dla mnie nie do utrzymania. Po ok. 700m zagadałem Wojtka o jego biodro, a chwilę później uznałem, że mogę teraz ja trochę poprowadzić. Pierwszy kilometr wpadł w 4:05 i tak jakoś szło, aż na 3km zobaczyłem na zegarku 12:10. Na walkę o sub20 się nie nastawiałem, więc nie szarpałem się i nie goniłem nikogo. Reszta już w miarę równo do samej mety.

Dobieg i powrót też biegiem.

Niedziela 05.04
Kabaty.
20.01 km 1:48:07 (@5:24).


Σ = 82.73 km
mgrzeg
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 257
Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
Życiówka na 10k: 41:09
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Poniedziałek 06.04
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.91 km, 55:13 (@5:34).

Wtorek 07.04
Cztery małe kółka wokół SGGW - 12.27 km, 1:00:53 (@4:58). Po 3km wstępu nieco ponad trzy małe kółka (8km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.

8km, 37:00 (@4:37)

Środa 08.04
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.92 km, 53:37 (@5:24).

Zimno - legginsy + bluza + wiatrówka, komin, czapka, rękawiczki.

Czwartek 09.04
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 8*500m.
8*500m / 200m p. spacer, (2:04.4, 1:55.1, 2:00.6, 1:54.1, 1:58.1, 1:56.6, 1:56.1, 1:49.1)

I znowu biegane na długo.

Piątek 10.04
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.94 km, 54:39 (@5:30).

Sobota 11.04
Jedno małe kółko wokół SGGW, a potem 6*200m 6.87 km, 38:25 (@5:36).

6*200m / p. 1' trucht (49.0, 47.3, 48.6, 48.6, 50.1, 44.7)

Rozruch przed niedzielą. Planowałem 50-52 sekundy każdą, ale słabo mi to szło. Ostatnia na rozruszanie się.

Niedziela 12.04
XVI Bieg Raszyński.
10km 41:11 (@4:07) (Nowy PB na atestowanej trasie!). Miejsce 68/389, M50-6/32. Wyniki
Zarejestrowane przeze mnie nagranie biegu

Na zawody zapisałem się dopiero w połowie tego tygodnia, dlatego nie wspominałem o nich wcześniej.
Bieg zaczynał się o 11, ale żonka przywiozła mnie nieco wcześniej - na tyle, żeby odebrać pakiet i zdążyć się przebrać. Pogoda była bardzo dobra - słoneczko, nieco ponad 10C i leciutki wiaterek. Krótka ok. 1.5km rozgrzewka i na start.
Organizator przewidział limit 600 miejsc, więc nie pchałem się do pierwszych szeregów - wiedziałem, że powiniem ustawić się gdzieś za 60. miejscem, bo ani nie aspirowałem do czołówki, ani nie chciałem zacząć za mocno. Wiedziałem, że skoro w czasie Półmaratonu Warszawskiego byłem w stanie pobiec dychę w 43 minuty, to raczej te 43 minuty powinienem traktować jako minimum. Zeszłotygodniowy parkrun dawał nadzieje na okolicę 42 minut i tego postanowiłem się z początku trzymać. Na moje szczęście trasa to były 3 pętle po ok. 3.3km, więc czułem się jak w domu - zazwyczaj pierwszą biegam na rozpoznanie, drugą na utrzymanie, a ostatnia wychodzi nieco mocniej - nawet jeśli nie mam takiego zamiaru. Nie inaczej było i teraz.

Kolejne kilometry (z zegarka):

1 4:10
2 4:14
3 4:10
4 4:11
5 4:10
6 4:07
7 4:05
8 4:00
9 4:03
10 3:51
10.05 0:10

Kolejne odcinki 5km:
0-5 20:55
5-10 20:07

Najlepsze podsegmenty

500m 1:53
1km 3:50
3km 11:54
5km 20:05

Wygląda na to, że mam jeszcze pewien zapas - druga piątka wyszła sporo szybciej od pierwszej.
Czy ktoś pamięta Klaudię, której pleców trzymałem się na PW? Skurkowana była i tym razem i znowu biegłem za nią przez większość trasy :) Tym razem jednak zameldowałem się na mecie przed nią (choć zdaje się poprzednio też tak było - po prostu doszedłem ją 'netto' po drodze, a czas brutto miała lepszy).
Ale, ale! Kupiłem sobie w tym tygodniu (odebrałem z paczkomatu w piątek) kamerkę Insta360 GO 3S - najlżejszą (39.1g) z jakimi kiedykolwiek biegałem. Wcześniej (od 2018r) biegałem czasem z Sony FDR-X3000, ale jest 3 razy cięższa, ma dosyć niewygodne mocowanie na głowie i pomimo świetnej stabilizacji niestety przy przyczepieniu z boku głowy wpadała w dodatkową boczną oscylację, co przy szybszym biegu eliminowało ją z użycia. Do nagrywania trekingu, etc. jest świetna, ale do zastosowań biegowych GO 3S bije ją na głowę - nawet pomimo gorszej jakości kolorów i pewnych innych mankamentów. Najpoważniejszym z nich jest oczywiście krótki czas pracy - podobno do ok. 38 min, ale z tego, co widzę, to rzadko komu udaje się nagrać ponad 35 min. Dlatego też zdecydowałem się dziś nagrać tylko pierwsze i trzecie okrążenie, bo na sub35 jeszcze się nie nastawiam :) Jak wyszło, to możecie zobaczyć w podlinkowanym na początku YT. Nie obyło się bez problemów - po 2. okrążeniu wcisnąłem przycisk nagrywania, ale ze względu na spory hałas nie słyszałem piknięcia i wcisnąłem jeszcze raz, co oczywiście skończyło się nagraniem 1 sek., wyłączeniu (tu usłyszałem 3 dodatkowe piknięcia) i dopiero potem ponownym włączeniu. Będę musiał też przyzwyczaić się do spływających po okularach kropel potu - do tej pory używałem miękkiego daszka Buffa, który skutecznie zbierał całą wilgoć z głowy, ale jest za miękki na mocowanie kamerki i muszę używać pożyczonego daszka żony, który zakładam do tyłu, a klips przyczepiam do paska.

Σ = 72.62 km

W tym tygodniu nieco zmieniłem kolejność i bieg ciągły zrobiłem we wtorek, a w czwartek pięćsetki. Na razie jeszcze nie będę robił nic szybszego - zostawiam to sobie na cieplejsze dni (w tym tygodniu tylko w niedzielę biegałem bez rękawiczek i na krótko).

Poza Raszynem zapisałem się jeszcze na Bieg Zająca (10km) (25 kwietnia - za 2 tygodnie) i Bieg Konstytucji (5km) (3 maja - za 3 tygodnie). W przyszłym tygodniu na Parkrunie Ursynów zamierzam po raz pierwszy w życiu zaatakować sub20 na 5km - wygląda na to, że jestem bardzo blisko i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to to ma szansę się wydarzyć! :) Tym samym najbliższe 3 tygodnie zapowiadają się dosyć intensywnie i pewnie będę tu wrzucał opisy swoich 'wypocin', jak to poetycko określa Rolli ;)
mgrzeg
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 257
Rejestracja: 19 cze 2018, 11:00
Życiówka na 10k: 41:09
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Poniedziałek 13.04
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.43 km, 1:09:19 (@5:35).

Wtorek 14.04
3km rozgrzewki + standardowe ćwiczenia i latarnie przy SGGW. A potem 6*500m.
6*500m / 200m p. spacer, (1:57.5, 1:57.9, 1:49.5, 1:54.3, 1:46.9, 1:50.6)

Trochę wiało.

Środa 15.04
Dwa duże i jedno małe kółko wokół SGGW - 12.41 km, 1:09:34 (@5:36).

Czwartek 16.04
Trzy małe kółka wokół SGGW - 9.78 km, 49:41 (@5:05). Po 3km wstępu dwa małe kółka (5km) odrobinkę szybciej, bez zatrzymywania przed i po.

5km, 23:16 (@4:39)

Myślałem o 8, czy nawet 10, ale 5 też było w planach, szczególnie, że nie byłem pewien, czy wtorek nie zostanie ze mną dłużej w nogach. A nie chcę nawalić w sobotę :)

Piątek 17.04
Dwa duże kółka wokół SGGW - 9.91 km, 55:47 (@5:38).

Sobota 18.04
526. Parkrun Ursynów
5 km 19:37 (@3:55) (Nowy PB!). Wyniki
Zarejestrowane przeze mnie nagranie biegu

No i stało się, co się miało stać, kolejna kurtyna opadła.
Rano było dosyć chłodno i nie bardzo wiedziałem jak to rozegrać. Ubrałem standardowo szary singlet, ale rozważałem jeszcze pod spód cienką koszulkę z długim rękawem. Ostatecznie zamiast cienkiej koszulki założyłem na siebie bluzę + rękawiczki i tak pobiegłem na start. Dzięki temu nie zmarzłem i nieco się rozgrzałem.
Cały bieg jest zarejestrowany, więc mogę tylko opisać swoje odczucia. Pierwsze kółko postanowiłem się pilnować i raczej puścić przodem wszystkich, którzy chcieli zacząć na ostro, choć wiedziałem, że powinienem jednak pilnować ich pleców i nie puszczać za daleko, bo większość z nich będzie celować w 19:00-20:00. Na otwartych prostych wiało chłodem i przyznaję, że na drugim kilometrze troszkę żałowałem, że nie wziąłem koszulki z rękawem i nie mogłem doczekać się, aż się mocniej rozgrzeję. Później było już ok.
Linię 3 km przekroczyłem w 11:42 i to mnie trochę uspokoiło. Do ok. 3.5-4 kilometra czułem, że bieg mam pod całkowitą kontrolą, ale w tym momencie zrozumiałem, że trzeba zacząć ciężej pracować, bo samo się nie zrobi. Tu lekko uciekł mi chłopak w żółtej koszulce, z którym co chwila się tasowaliśmy i postanowiłem trzymać się jego pleców. Na ostatnim zakręcie, czyli ok. 400-500m przed metą wiedziałem już, że mam sub20; chyba, że się przewrócę. Na walkę o miejsce i jak najlepszy wynik jednak nie miałem sił i ochoty i odpuściłem końcowe przyspieszenie. W końcu trzeba sobie zostawić coś na przyszłość :)
Kolejne kilometry (z zegarka):

1 3:57
2 4:02
3 3:57
4 3:57
0.96 3:45

Trasa Parkrunu nie ma atestu, może brakować ze 30-40 metrów, choć jak patrzę na ślad GPS to sporo ucina na zakrętach. Nie jest też zupełnie płaska i ma trochę zakrętów, więc prawdopodobnie na prostej i płaskiej atestowanej trasie wynik mógłby być zbliżony i sub20 też się ziści. Spróbujemy to buńczuczne stwierdzenie zweryfikować w przyszłości ;)

Niedziela 19.04
Kabaty
20.02km 1:48:12 (@5:24)


Σ = 88.37 km
New Balance but biegowy
ODPOWIEDZ