Idzie luty, podkuj buty. Powykręcałem kostki na tych grudach zlodowaciałego błota, które zalegają na wszystkich moich trasach przełajowych. Nie umiem robić innych treningów, niż ostrożne truchty. Udało się kilka razy dłuższe bieganie, ale też przydarzają się ciągle różne nadwerężenia.
do 11 stycznia
kontynuacja do 25 stycznia
Nie mam za bardzo pomysłu na treningi w taką pogodę. trochę biegam na taśmociągu, trochę próbuję truchtać po asfalcie, ale najczęściej jednak biegam przełaje. Sam już nie wiem, gdzie sobie uszkadzam nogi. Jednakowoż kontuzje nie są zbyt poważne, bo za każdym razem jednak w trakcie kolejnego treningu przestaje boleć. Przyjąłem roboczą hipotezę, że to takie nietypowe zakwasy (czy tam domsy po nowoczesnemu). Zobaczymy.
W związku z wątpliwościami biegowymi, zająłem się treningiem siłowym. Określenie "trening siłowy" jest może na wyrost, niemniej pracuję nad moim kręgosłupem, gorsetem mięśniowym i obręczą barkową. Mój tryb życia obejmuje realną outdoorową pracę fizyczną, niemniej teraz, w zimie, trochę się zasiedziałem i - jak często zaznaczam - zrobiłem się żelkowaty.
Gimnastykę poranną robię od wielu lat, nawet tego nie odhaczam na planie (chyba, że potrzebuję pozytywnej enegii).
Oprócz tego włączyłem gimnastykę wieczorną na macie. Jestem bardzo dumny, od kilku tygodni jest stałym punktem programu dnia. To kilka (-naście) ćwiczeń, które mnie prostują i wzmacniają grzbiet, brzuch i okolice.
No i dobrze się po tym śpi, nie wybudza mnie ból reumatyczny.
Równolegle zacząłem ćwiczenia obręczy barkowej, robię to od razu po bieganiu, zwłaszcza, gdy bieganie było ostrożnym truchtem po grudzie, albo krótkim biegiem na taśmie. Traktuję wtedy bieg, jako taką ogólną rozgrzewkę przed ćwiczeniami siłowymi. Trochę drążka, trochę ciężarków, pompek i innych takich pierdół.
Czyli wieczór mój wygląda tak, że wychodząc do obrządków w gospodarstwie, wkładam od razu ciuchy biegowe, konie żrą, a ja biegnę te parę kilometrów wokół pola. Potem zabieram im miski, wracam do domu i jestem rozgrzany na tyle, że od razu mogę zrobić ćwiczenia siłowe - góra 20' - i spokojnie dokonuję wieczornych ablucji. Przed samym spaniem gimnastyka na macie i wiem, że do rana nic mnie już nie powinno boleć.
Oczywiście, gdy zaczną się budowy, to cały schemat się rozleci.
Od czasu mojego doświadczenia astronomicznego, a właściwie od wniosków, chodzi za mną idea nieliniowości. Byłem jej zawsze świadom, jednak sądziłem, że "okiełznałem" ten problem. Teraz wiem, że nie tylko bezmyślnie ignoruję większość nieliniowych zależności, nie tylko nie jestem w stanie ich uwzględnić, nie tylko ich nie zrozumiem, ale nawet nie potrafię niektórych wskazać.
Ba! Nawet dostrzec ich nie umiem!
Dopisek 06.02.2026
Mając na myśli nieliniowość, widzę niedokładność identyfikowania obserwowanych zjawisk, jako zgodnych z wyobrażonym modelem. Precyzując, to nie o dosłowna liniowość funkcji mi chodzi, tylko o tożsamościową zależność wyobrażonego modelu z rzeczywistością.
Wszystko, co trudno precyzyjnie opisać, jest dla mnie fascynujące.
Plan.
Bolące okolice stawu skokowego to - zakładam - skutek ciągłego przemrażania nóg w trakcie treningów outdoorowych. Niby biegam w ciepłych skarpetach, stuptutach i staram się rozgrzać, ale daje o sobie znać ogólne zmęczenie zimą.
Realizuję, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, plan treningowy z dużym naciskiem na gimnastykę siłową, taśmociąg, a ostatnio nawet trenażer rowerowy.
Nudnawe, ale co zrobić?
Wstawię krótką notkę zdrowotną. Pół roku temu posypały mi się wyniki krwi, zatem dostałem pakiet skierowań na różne badania, po których zalecono mi powtórzenie ich po 6 miesiącach. No i powtórzyłem. Dostałem leki i postanowiłem ich nie brać. Zobaczymy, co się stanie.
Tu jest dobre miejsce na aktualizację mojego stanowiska w sprawie AI. Miałem ostatnio dwie interakcje.
Pierwsza, gdy rozmawiałem o moich wynikach krwi i byłem mile zaskoczony, bo wypromptowałem nie tylko entuzjastyczne halucynacje modelu, ale też sporo artykułów źródłowych, z których większość wydrukowały poważne periodyki medyczne (żadnych krzykliwych tabloidowych klikbajtów). Dopóki owe źródła same nie staną się wytworami sztucznej inteligencji, dopóty można pomijać konfabulacje tej ostatniej, a skupiać się na treści artykułów, które podsuwa.
Drugim razem to AI wykazała się inicjatywą i swój wytwór wepchnęła mi do głowy korzystając z JM Algorytmu. Staram się zachowywać higienę w swoich listach odtwarzania, a nawet jeśli pojawiają się w niej jakieś bzdury, to dotychczas szybko diagnozowałem ten spam i eliminowałem bez problemu, a nawet z pewną satysfakcją. Tym razem odtworzyłem krótki (15') podcast i łyknąłem na raz za kierownicą. Lektorka gadała dokładnie tak, jak ja myślałem. Wróciłem do domu, sprawdziłem inny monolog tego samego twórcy i znów było tak, jakby ktoś "masował moje poglądy". Normalnie można się zakochać. Sprawdziłem w kilku dostępnych narzędziach - faktycznie, dobór tematów, formułowanie opinii i synteza głosu to były wytwory AI. Dowiedziałem się nawet, że w ciągu ostatniego roku, ten/ta/to zarobiło na monetyzacji swojego "kontentu" 12-36kpln. Dokładnie coś takiego przewidywał Jacek Dukaj w swoim "Po piśmie". Model językowy skopiuje mój "myślunek postpiśmienny" i zawłaszcza moją uwagę, potem może dowody mojego zaangażowania zmonetyzować.
I tu jeszcze kilka spostrzeżeń i analogii. Naciąganych.
Świat przedstawiony (pod modną nazwą "uniwersum"), przeniknął ze sztuki do świata rzeczywistego już dość dawno. Opisy nierzeczywistych wydarzeń, miejsc i ludzi towarzyszą nam odkąd zaczęliśmy tworzyć opowieści. Z czasem te opowieści przenikały do rzeczywistości i materializowały się w postaci zdarzeń jak najbardziej rzeczywistych, bo ludzie postępowali zgodnie z logiką świata, który znali z opowieści. A może było odwrotnie i to obserwatorzy rzeczywistości przekładali ją na język abstrakcyjnego modelu?
Wszak nie wiemy, czy Homer w ogóle istniał, ale wiemy, że napisał "Iliadę".
Wątpimy w historyczność Księgi Wyjścia, ale Dekalog jest bardzo realny.
Co jest bajką z morałem, a co "transakcją z rzeczywistością"?
Dużo, dużo później dokonano próby rozdzielenia tych dwóch światów. Powiedzmy, że to sacrum i profanum, żeby nie komplikować, niech będzie termin XX-wieczny.
Internet jest twardo osadzony w sferze profanum, bywa pogardliwie określany "liczydłem". Czy osiągnął już poziom skomplikowania godny umieszczenia go w sferze sacrum? I kto jest uprawniony do umieszczania go tam?
Czy to jest problem statku Tezeusza?
Muszę to opisać swoimi słowami.
Statek był jak najbardziej rzeczywistą i namacalną, wykonaną przez cieśli okrętowych rzeczą pływającą, jednak nabrał, dla Ateńczyków wartości sentymentalnej. Zachowali go, ale wymagał konserwacji, wymieniano zmurszałe deski, aż w końcu nie było już w nim nic, co byłoby pierwotnym statkiem. Zatem z gracją przepłynął ze sfery profanum, do sacrum.
Początki Internetu bardzo ładnie opisuje Leon Lederman w swojej książce "Dalej niż boska cząstka". Można wyczuć duże podobieństwo do mitu statku Tezeusza.
Zaraz... mitu, czy logosu?
No właśnie.
Czytam "Prolegomena" Kanta, akurat dobry moment. Coś czuję, że jednak mi nie wystarczy i całą "Krytykę..." trzeba będzie udźwignąć, wszak to podstawa wszelkiej przyszłej metafizyki, no nie?
dopisek 13.02.2026
Mam koncepcję dotyczącą bolących stawów skokowych. Otóż pojawiły się uporczywe bóle w okolicach dolnych wewnętrznych przyczepów Achillesa (-ów). Główkowałem, główkowałem i wymyśliłem, że to przez kompresyjne skarpety, które kupiłem rok temu i zacząłem na treningach stosować. Wkładałem je, bo dzięki nim przestały mnie boleć mięśnie łydek, a właściwie to miejsce gdzie Achillesy "wplatają" się w m. brzuchaty. Okazało się, że praw fizyki nie zmienię i sztuczne wzmocnienie łydki przeciążyło piętę. Biegam teraz bez tych podkolanówek i już mnie pięta nie boli, ale za to znów łydki kłują. C'est la vie!
dopisek 16.03.2026
Śnieżek prószy...
Achillesy całkiem przestały boleć. Haha, wystarczyło zdjąć skarpety, kto by pomyślał? Biegam teraz, ile dusza zapragnie i lenistwo pozwoli. Tak mi z tym dobrze, że nie wiem, jak uda mi się przejść od "długich wybiegań bazy tlenowej" do bardziej agresywnych jednostek szybkościowych.
Mam plan, żeby życiówkę HM zaatakować w kwietniu w Gdyni.
rocha - 75' w tri-sprincie
Moderator: infernal
- rocha
- Zaprawiony W Bojach

- Posty: 1191
- Rejestracja: 06 maja 2002, 11:44
- Życiówka na 10k: brak
- Życiówka w maratonie: brak
- Lokalizacja: Świecie/Jelenia Góra/Wrocław
