Wtorek (1-04) – regeneracyjny 10 km, 5:31, HR 120/131.
Pierwszy raz przed treningiem pojawił się szczytowy stan wytrenowania i nie zniknął po treningu. Ciekawe jak długo się utrzyma.
Ostrzeżenie – sezon na kleszcze rozpoczęty. Usunąłem dziś jednego, którego przyniosłem w niedzielę z krótkiego pobytu w lesie.
Środa (2-04) – "Próba kostiumowa", w tym 3 km TM po 4:23, łącznie 11 km, 4:53, HR 138/159.
Pierwszy km z wiatrem, drugi mieszany, a trzeci pod wiatr, na którym tętno wzrosło nieco za wysoko. Odczucia średnie.
Na niedzielny mroźny start kupiłem sobie opaski kompresyjne.
Piątek (4-04) – regeneracyjny z przebieżkami 6 x 100 m, łącznie8,2 km, 5:42, HR 127.
Dobrze, że dziś przygrzało, bo uświadomiło mi to, że niedzielna pogoda może nie będzie taka najgorsza.
Jutro wolne i wyjazd do Łodzi.
Okres przygotowań zakończony.
18-tygodniowy plan Pfitzingera wykonałem z niewielkimi ubytkami w pierwszej jego części. Często balansowałem na krawędzi i mogło się to skończyć źle, ale miałem sporo szczęścia i dotrwałem do końca. Z wykonanej pracy jestem zadowolony i czuję się dobrze przygotowany do maratonu.
Czułem, że ten plan był skrojony jakby pode mnie. Był odpowiednio zrównoważony, tak pod względem obciążeń i regeneracji, jak i kolejności/następstw jednostek treningowych. Nie czułem się przemęczony czy zajechany.
I najważniejsze, że realizując ten plan, co pewien czas wyraźnie odczuwałem postęp/progres. Tak powinno to działać.
Na dwa dni pojawił się nawet Szczytowy stan wytrenowania (wcześniej mi się to nie przytrafiało), ale już jest regeneracja.
wytrenowanie 4-04.jpg
Garmin ciągle we mnie wierzy.
prognoza 4-04.jpg
Czuję się przygotowany na realizację założonego celu, czyli zrobienie życiówki w M60, która obecnie wynosi 3:07:49 i którą nabiegałem 2,5 roku temu w Kędzierzynie.
Plan na maraton w Łodzi miałem prosty – pobiec równo na wynik 3:07, czyli tempem 4:26, by na półmetku zameldować się z czasem 1:33–1:34. Gdyby pogoda dopisała, to z tyłu głowy miałem nadzieję, że w końcówce może da się jeszcze przyspieszyć, by zakręcić się w okolicy 3:05. To ambitne cele, ale uważałem je za realne.
Jednak prognoza pogody na niedzielne zawody jest fatalna – na starcie ma być -1, a na mecie +2 (temperatura odczuwalna cały czas mocno ujemna), do tego silny, porywisty wiatr w porywach do 57 km/h. To są trudne warunki, a do tego nie wiem jak się ubrać. Kupiłem nawet opaski kompresyjne na łydki, aby je ochronić przed zimnem i kurczami, ale koledzy biegacze wybili mi ten pomysł z głowy.

Na pewno pobiegnę na 100%, najlepiej i najszybciej jak aktualnie potrafię. Nie ukrywam jednak, że moja wiara w osiągnięcie pierwotnie założonego celu czasowego nieco przygasła.
W mojej kategorii wiekowej zapisanych i opłaconych jest 60 biegaczy. Konkurencja jest spora, a na liście startowej wypatrzyłem dwóch zawodników na moim poziomie i trzeciego – absolutnego faworyta do zwycięstwa, z którym przegrałem przed rokiem na Mistrzostwach Europy Masters w Toruniu o ponad 8 minut. Tak więc oprócz dobrego wyniku czasowego chciałbym także zawalczyć o podium. Oczywiście skupiam się tylko na jak najlepszym pokonaniu dystansu maratonu, czyli na walce z trasą, czasem i samym sobą, a efekt tej walki wskaże mi moje miejsce w szeregu.
Start maratonu w niedzielę o godz. 9.00. Wyniki live powinny być na stronie:
https://wyniki.datasport.pl/results5274/indexnew.php
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.