Teraz jest Pn, 30 listopada 2020, 12:42

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 383 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 22, 23, 24, 25, 26
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), start small: 21:30+43:00 jesienią
Nowy postNapisane: Pn, 9 listopada 2020, 01:01 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
Czas coś napisać, co? :bum:

No to lecimy. Krystian, dzięki za motywację na łamanie 21 minut. Mocno weszło mi to w głowę, i i m dłużej myślałem, tym bardziej czułem, że to jest do zrobienia. Nawet zaczęły mnie nachodzić myśli o 20:50, jakbym nie przewiózł początku i dał radę odpalić nitro na ostatnim kaemie.

Ostatnio opisałem poniedziałek. Trening mocny, ale i głowa i nogi pociągnęły, więc byłem dobrej myśli. Nawet na Garminie pułap tlenowy 53 się pojawił, nie żeby mnie to obchodziło, ale zawsze łechcze, bo wyżej nie było.

W środę wieczorem ostatni miniakcent, bo co to za trening 2 km BS + 3x 1,2 km progowo? Ok, weszło szybciej, 4:44, 4:40, 4:35, ale zapas czułem i to duży. Kupiłem też koło pomiarowe - mina żony bezcenna :bum: zmierzyłem moją bieżnię, 1 tor 178 z kawałkiem, 2 tor 185, trzeci 190. Czyli Garmin ze Speedcellem pokazały co do metra praktycznie. Można z tym żyć :hejhej:

Tu pojawiają się schody, bo zacząłem czuć pachwinę, jakieś lekkie naciągnięcie czy coś, kilka dni się plątało. A w sobotę sprawdzian. No nic, masażyk i trzymamy kciuki. W czwartek miałem zrobić 5-6 km i przebieżki, ale mi się zeszło, to przełożyłem na piątek. Wyskoczyłem w trakcie dnia, nie mierzyłem całości, tylko zrobiłem dwa kółka (każde ma 2220m). Miejscówka płaska praktycznie jak stół, oznaczenia co 100m (oprócz trzech może), lapowałem co 100m, żeby sprawdzić czy dobrze łapie - było git. Ale. W piątek pogoda po zbóju, wiało, mżyło, asfalt mokry, buty przemoczyło mi całkiem, wypiździło mnie, to miodzio kurfa. Nie dość, że pachwina, to jeszcze się przeziębię. Noga rwała do przodu, to ciężko mi było utrzymać tempo wolniej niż 5:30, więc puściłem jak szło. Ostatnie 500m ruszyłem w docelowym (4:12), musząc się hamować, źle nie było.

Do domu, i całą resztę dnia tylko modliłem się, żeby jakaś gówniana infekcja się nie przyplątała. Na obiad risotto, na kolację home-made pizza i dwa driny, więc węgli w bród.

Miałem biegać około 10. Rano dzieciaki pozwoliły pospać (do 7:50), na szczęście pobudka bez znamion infekcji, pitu pitu, jajecznica na śniadanie (lekko strawnie jak cholera), więc of korz, że obsuwa, tel do kumpla, ustawka na 12. Mała kawa przed wyjściem, tojlet i wio.

10 stopni, nie padało, bez wiatru praktycznie, jedziemy. Na krótko, plus minibuf na szyję i rękawki z Deca (nie chciałem, żeby mi piździło). Poszlliśmy oznaczyć metę, jeszcze byśmy się o 100m jebnęli, bo pierwszą kreskę narysowaliśmy za daleko, na szczęście zrobiliśmy korektę, kredą wpizdu wielkie oznaczenie i rozgrzewka. Ludzi niedużo, może ze 20 sztuk dookoła, niektórzy z psami (to dość istotne :uśmiech: )

Na rozgrzewkę 1,5 koła w tempie 5:50, tętno 140, więc bez wyskoków, trochę przegadane, na jednej s dwóch prostych wiatr w ryło (na 2 i 5 a jakże). Ustaliliśmy, że biegniemy zgodnie z ruchem wskazówek zegara (a przeciwnie do oznaczeń), pierwszy km w planie 4:15 (czyli 25,5 s/100m), kolejne 4:12 (no ok, myślałem o 4:10 - 25s/100, prosto).

, i lecimy. Obok siebie, Łatwo liczyć, w głowie gdzieś kołacze się "a może 4:10?", ale początek ma być 4:15 i już. Pierwsze 120 metrów miało wejść w 31, poszło 28, ściągamy lejce i lecimy, po 200 metrach jakieś dwie babki z bullterrierami z przeciwka, 2x mijaliśmy je, to za trzecim jeden z nich postanowił się ze mną zaprzyjaźnić, więc sprawdzian na życiówkę zacząłem od jordanowskiego przeskoku nad bullterrierem :bum: niezrażeni lecimy, kumpel lapuje co 100m, ja zerkam, idzie po 25-26 sekund, jak w aptece. Ja jak na to tempo - komfort, źle nie jest. Pierwszy pika w 4:10. Zrzuciłem na błąd GPS, bo szliśmy w punkt (tak mi się wydawało). Jak na to tempo, oddech i nogi pod kontrolą, idę swoje.

Drugi bez historii, 4:11, w punkt. Kumpel obok, czasem jak ludzie z przeciwka - trochę za mną, ale motywacja jest, tyle ile trzeba, słyszę tylko jego ręczne lapowanie. Wiatr w paszczę na tym etapie jeszcze nie zabójczy, jest ok. Lecę swoje. Widzenie tunelowe niemalże. Lapuję na pierwszym okrążeniu, 54s., cholera wie, czy dobrze (fajnie to odciąża głowę, liczenie już mi przestawało iść), lecimy dalej. W połowie trzeciego przypomina mi się komentarz Przemka, ze jak nie ścina na trzecim, to znaczy, że się oszczędzam :hahaha: no kurła, nie ścina. Lecimy, ciężej się robi. Ale z aptekarską precyzją, noga za nogą, oddech za oddechem. Tutaj przechodzę na oddech 2-2, co u mnie oznacza, że jest ciężko. Przez chwilę rozkminiam, czy nie za szybko, ale myśli umykają, zostaje trasa i noga za nogą. Motywacja z boku, ja swoje.

Jak minęliśmy oznaczenie mety (zostało 1 okrążenie) i kumpel rzucił "to już ostatni raz jak widzisz ten odcinek przed metą", dodało mi to skrzydeł i pewności. Czułem, że jest mocno, ale czułem, ze nie ZA mocno. Lecimy. Patrząc później na Garmin Connect zobaczyłem swoją kadencję - 175+! Tyle to na 400kach miałem, uważam, że to jeden ze składników wyniku jaki wykręciłem.

Czwarty jak to czwarty na piątce, bolał chyba najbardziej, ale trzymamy tempo, ja prowadzę, gdzieś w międzyczasie przestałem patrzeć na zegarek, zdaję się na kumpla, bo wiem, że cisnę mocno, a tu mi dodawanie pokazuje 28//29 sekund na setkach, więc stwierdziłem, że nie ma chuja we wsi i lepiej odpuścić kminienie i trzymać tempo. To trzymamy. Dostaję co jakiś czas info z boku, jest dobrze, trzymamy. Oddychaj. 1300. Ja na to: "Ej, 1800". Kumpel tłumaczy, że nie, bo tam przecież 2220, itp. Słyszę, ale kumam z 1/3, zdaję się na niego (tu mnie okłamał, bo było 1400 :hahaha: ). Lecimy. Jest mocno, na tyle mocno, że zbliżając się do znacznika 1000 do końca, wiem że nie ma bata na odpalenie nitro tutaj, bo piłuję na czerwonym. Gdzieś w międzyczasie wpada kilometr w 4:09, aha, rejestruję bez refleksji i cisnę. Byle równo, byle nie przytkało, byle nie zwolnić i nie wydłużyć kroku, kadencja kurwa, KADENCJA!

Zbliżamy się do końca drugiego okrążenia, kumpel do mnie "musimy trochę przyspieszyć", "nie da rady" odpowiadam, ale cisnę. Tunelowe widzenie 110%. Napieram. Mijam koniec drugiej pętli, 460, 440, szarpię, 100 metrów wcześniej modliłem się, żeby nie zacząć zwalniać czując metę. Słyszę za plecami 340, 240, szukam wzrokiem tego jebanego znacznika, Strava pokaże tutaj 3:20, zapierdalam jakbym miał życiówkę do zrobienia, :bum: 140, jest, ściągam go myślami, zbliża się, równo nad nim lap, z ust zwalniając rozlega się "o kurwa...", patrzę na zegarek i widzę XX:34:Xx i w pierwszej chwili myślałem, ze 21:34, ale jak dotarło do mnie, że tam jest 20:34, to wbiłem się w gruby szok. Podbiega kumpel, klepie mnie w plecy (ja po minucie oddychania rękawami
postanowiłem usiąść) i mówi, że trochę mnie oszukał, bo skoro widział, że mnie nie zgina, nie puchnę, a na drugim kole zacząłem jeszcze przyspieszać, to pilnował żebym się nie zajechał i odciągał mi głowę.

To był mój maks maksów - zagrało wszystko. Jak sobie pomyślałem, że 10 dni wcześniej byłem nastawiony na 21:29, 3 dni wcześniej na 20:59, a tu wskakuje 20:34,5 to szok i niedowierzanie. Sam bym zrobił pewnie 20:50, tak jak planowałem, ale tu mi się udało zgrać pójście w trupa od początku z kenijskim finiszem. Co ciekawe - puls na mecie 184, gdzie 190+ na dużo mniej ostrych biegach mierzyłem.

Forma jest, teraz tydzień luzu, dwa tygodnie wytrzymałości i chyba pokuszę się o 43:2X :spoczko:

Jak ktoś dotrwał - dzięki :taktak:

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), start small: 21:30+43:00 jesienią
Nowy postNapisane: Wt, 10 listopada 2020, 12:22 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
Z uwagi na fakt, że test na piątkę podbił mi "trochę" pozycję na skali VDOT, wklejam ją tu dla referencji, żebym szukać nie musiał :hejhej:
Załącznik:
VDOT 48.PNG

Załącznik:
2020-11 - VDOT 48 training Paces.PNG

Załącznik:
2020-11 - VDOT 48 Race equialents.PNG


Taki baseline mam na 10.11.2020:
Waga poranna: 75,6 kg
VDOT: 48,2
HR Max: ? ciekawostka, najwyższe zmierzone 197, a max testu na piątkę - 184. To ciekawostka, będę musiał się przyjrzeć tematowi, zobaczymy ile wyjdzie na dyszce.

----------------------------
Jak już się popławiłem w nadspodziewanie zajebistym wyniku testu na 5k :bum: to czas było pobiegać, żeby formy przed testem na 10k nie stracić.

Trochę nie wiedziałem co biegać, a wychodząc wieczorem miałem 45-50 minut na trening przed kolacją, więc postanowiłem zacząć od 7-8 km BSa, w nowym, danielsowskim zakresie, tak 5:40.

No ale nogi rozochocone stwierdziły, że mają ochotę szybciej, i ciężko było wytłumaczyć im, że się jeszcze nabiegają. Pierwszy tradycyjnie GPS pogubiony o jakieś 30s/km, 5:52, ale następny przy odrobinę szybszym tempie 5:13, a kolejne szły 4:50 +- 3 sekundy. Zdrowy rozsądek przypomniał, że za bieganie treningów za mocno nie ma medali, ale raz nie zawsze, postanowiłem to potraktować jako dłuższy ciągły w 2 (?) zakresie, na koniec kilometr spokojnie. Bez piłowania wpadła dycha w 51 z groszami.

Teraz ze 2-3 tygodnie szlifowania formy pod dyszkę. Na razie nie będę drastycznie zwiększał temp treningowych, podbiję o jakieś 5s/km, w stosunku do poprzednich tygodni. I przejrzę to co chciałbym pobiegać do sprawdzianu. Na pewno jednym z kandydatów będzie Treshold-Interval-Repetition od Bartka Olszewskiego

A pozostałe - popatrzę co Hudson z Fitzggeraldem mają w końcówce planu, nie zamierzam się żyłować, ale coś w T10 trzeba pobiegać.


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), 2020: 20:35 done, 42:XX ongoing
Nowy postNapisane: Pt, 13 listopada 2020, 15:03 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
12.11 "Zderzenie z TIRem" - czyli Threshold -> Interval -> Repetition

Szlifowania formy pod 10k ciąg dalszy. Trening wzięty od Bartka Olszewskiego. Założenia:
20' Progowego + 5' przerwy + 3x 800 interwałowego (p. 400m) + 4x200 rytmów, Bartek Olszewski pisze o prawie maksie, ale postanowiłem zrobić tempo R (3:45).

Początek to zabawa w logistykę - najpierw odebrać roślinność zieloną, zamówioną przez żonę, potem paczkomat (przyszły nowe buty, Salomon Speed Cross :hejhej: ) i na Zdrowie na tartan (planowałem bieżnię, ale ciemno było, a ta jest nieoświetlona.

Ustawiłem trening w zegarku, żeby nie skupiać się na myśleniu co mam biegać i wio. W planie progowe było po 4:40 (po zawodach powinienem biegać po 4:23 według Danielsa, ale jako nie idę całego cyklu teraz, tylko szlifuję pod sprawdzian, postanowiłem podbić tylko odrobinę (wcześniej biegałem po 4:43-4:45.

Na tartanie te 200 są generalnie dobrze odmierzone, więc nic tylko biegać. Ok, 1,5 km rozgrzewki i start. GPS odrobinę przekłamywał, pierwszy minąłem 4:40, piknął kilka metrów dalej 4:45. Następny 4:32, 4:36, 4:32 i ostatnie 350 m 4:29. Chyba głowa mentalnie przyjęła, że to tempo to progowe, było lekko komfortowo wymagająco, ale do "komfortowo, ale trudno" miałem zapas. Jakbym nie miał w perspektywie osiemsetek i dwusetek, bez problemu zrobiłbym to po 4:23 bez zajezdni. Coś parę miesięcy temu niewyobrażalnego.

5 minut przerwy w truchcie, i osiemsetki. Też nie szalałem, i postanowiłem lecieć po 4:10. Pierwszy mięciutko, 3:13 (odpikałem lap ręcznie w 3:17 za znacznikiem, czym popieprzyłem ustawienie treningu niestety), 400m truchtu (niecałe 3 minuty) i druga 800.

Szło elegancko, trochę wymagająco, ale żadnego piłowania, całkowicie pod kontrolą, 3:14 według znacznika, 3:19 odpikane z GPS. I tutaj "zaczęły się" dwusetki, a ja miałem jeszcze 400 przerwy, trzecią 800 i kolejne 400 przewry :nienie: przerwa w truchcie 2:45 i ruszam na trzeci odcinek. Ten już czuć mocniej, ale wciąż bez dramatu. Lecę swoje, tutaj patrzę po znacznikach dodaję to 50s i trzymam tempo, bo te 200 pikają jak chcą. Co prawda wpadają za szybko, jedna to chyba nawet w 44s ;) ale koryguję i nie umieram, wiem,że weszło szybciej niż 4:10, chyba bliżej 4:05. Kończę odcinek i przechodzę do truchtu.

Odpoczynek popełniony, to cztery 200ki powinny wejść. GPS jak spojrzałem później pokazywał 180-190m, ale ja wiem ile tam jest, więc czas się liczy. Mocny start i pierwsza lekko z górki idzie domknięta w 37.1. Przerwa marsz. Druga z nawrotką - 41s. Trzecia 38,0. Ostatnia najmocniej, zalapowana w 35,7s, ręce na kolanach i micha uśmiechnięta - trening zrobiony :hejhej:

Wracając do samochodu zagadałem jakiegoś trenera, bo widziałem, że jego dwóch łepków robiło jakieś dłuższe odcinki w konkretnym tempie. Szykują się do MP młodzików w przełajach na 3km i biegali 2, 2, 1, 1 na 6' przerwy. Jeszcze mi się komplement trafił, że przyzwoicie biegam pod kątem technicznym, równo i powtarzalnie w całkiem sensownym tempie. :bum:

Podsumowując - trening w teorii gruby, w praktyce całkiem zrabialny, nawet z zapasem. W nogach było go czuć do późnego wieczora (biegałem do 19), dziś prawie nic. W weekend jeszcze jeden trening, może coś spokojniejszego, ale chodzi mi po głowie 6-7x1 albo 4-5 x1,5 T10. A po weekendzie zaproponowany przez Wojtka 8-10x 500/500, to będzie interesujące :bum:

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), 2020: 20:35 done, 42:XX ongoing
Nowy postNapisane: Pn, 16 listopada 2020, 10:02 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
14.11 (sobota)
Zbliża się test na 10k, więc "trening wytrzymałości specyficznej" trzeba sobie zapodać. Stwierdziłem zatem, że będę biegał 4-5x po 1,5 km po 4:15 (ostatecznie wyszły odcinki 1,6 żeby łatwiej odliczać).

Wyskoczyłem w ciągu dnia na tartan na Zdrowie, bo mi się tego nie chciało biegać na <200 bieżni, poza tym, mam świadomość, że to Zdrowie nie jest 100% płaskie, więc też zostaje gdzieś z tyłu głowy, że trening zrobiony w nie do końca idealnych warunkach, jest bardziej wymagający i więcej pokazuje.

No to wio. 1,5 km rozgrzewki po 5:30 i ruszam pierwszy odcinek. 51s/200 daje tempo 4:15, więc o 3s szybsze niż założony cel na dyszkę. Może to przez to, że biegłem po prawie 6h od śniadania, może jeszcze czwartkowy TIR w nogach siedział, nie biegło mi się w 100% luźno jakbym chciał, ale się biegło bez piłowania.

Wielkiej filozofii tu nie było, wszystkie odcinki biegłem równo, nie zwalniając jak było pod górkę i nie cisnąć jak było w dół (nie żeby tam jakieś mega przewyższenia były), pilnując tego, żeby wpadały po 51 sekund, i żebym jak biegł luźno, możliwie sporą kadencją i żeby nie piłować. Przerwy 2' w truchcie, wystarczały, choć po 2, a zwłaszcza 3 odcinku nie pogniewałbym się za więcej ;)

W połowie odrzuciłem pomysł pobiegania piątego odcinka, bo miałem świadomość, że mogłoby to być za mocno, a nie o to chodzi. Kilometr schłodzenia na koniec. Takie trochę odczucia mieszane, to nie był dzień, w którym bym to tempo utrzymał na odcinku 10km, inna sprawa, że jak się jest na to 4:18, a biega ciut szybciej, to też trzeba wziąć pod uwagę.

W niedzielę pojechaliśmy na spacer do Arturówka, bo chciałem trochę polatać tronem i zrobić parę zdjęć lasu jesienią (jeszcze), i trafiliśmy na morsy - cel na 2020 - pomorsować i zobaczyć, czy mi dupa nie odpadnie z zimna :bum:

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), 2020: 20:35 done, 42:XX ongoing
Nowy postNapisane: Wt, 17 listopada 2020, 16:13 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
16.11 (poniedziałek)

Trening wieczorny (chcę wrócić do treningów porannych, co przy home office nie jest łatwe). 28-29.11 planuję test na dyszkę (jeśli pogoda nie sprzyja). Postanowione, atak na sub43.

Co do wczorajszego treningu, to wzięty z Hudsona i Fitzgeralda. 1,5 km BS + 5km "umiarkowanie męczące" (~4:45) + 1,5 km + 3 km T10 docelowego + 1,5 km.

No już na papierze wygląda wymagająco. I jest :bum: bo 8 km treningu przyspieszamy do docelowego tempa na dychę, mając progowy w nogach. To żeby było weselej, po 2km rozgrzewki poleciałem nie po równym (kolejny raz zrobiłem sobie ten sam psikus przed tym samym treningiem :bum: ), tylko progowy wyszedł mi trochę pod górkę, zrobiło się ciężej, ale dało się utrzymać także mając w perspektywie mocniejsze bieganie w drugim odcinku.

Poszczególne kilometry wpadały:

4:47
4:46
4:43
4:43
4:44


Puls do 165-168 na podbiegach, ciekawie w kontekście 184 HR Max z testu na piątkę. Aż jestem ciekaw co mi pulsometr pokaże na końcu testu na dyszkę. Przerwa w BSie, a nie w truchcie i start.

I to jest moment, kiedy fajnie byłoby to biegać na odmierzonych odcinkach, bo GPS zgłupiał. I ja przyspieszyłem na bank do T10, a ten pokazuje 4:35. DAFUQ?! Lecę dalej, bo najczęściej jest tak, że po chwili się opamiętuje i albo tempo chwilowe, albo odcinka wracają do normy. A tu ni chuya. Kilometr piknięty w 4:28 :ojnie: a na bank było poniżej 4:20

No nic, dołożyłem jeszcze jeden, trochę dając się podpuścić i chcąc zobaczyć 4:18 na średnim, chwilowe skakało do 4:20, ale miałem świadomość, że to dalekie od T10, chyba nawet szybciej niż T5, bo jeśli wierzyć w to 184 HRMax, to dojechałem do 96% :bum: Więc dociągnąłem ten odcinek i trzeci odpuściłem, żeby się nie zajechać. I tak trening na jakąś ósemkę, osiem i pół, przez to przeciągnięte tempo. Trzeba było zwolnić, a nie cisnąć, ale nie zawsze się mądrze zadziała. HR średni 157, czyli taki jakiego już dość dawno nie widziałem, też pokazuje, że za mocno.

Niecały 1 km BS i z poczucia lekkiego niesmaku z głupio przeciągniętego drugiego odcinka postanowiłem dorzucić sprinty, po płaskim, bo już pod domem, ale 6 sztuk weszło ładnie. Choć tu już GPS totalnie odjechał, pokazując mi tempo najszybszego odcinka 3:52 :hahaha: , gdzie nie zdziwiłbym się, jakby realnie dwójka z przodu była. Życie. W tym tygodniu jeszcze 2-3 treningi i w kolejnym luzowanie przed weekendem.

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), 2020: 20:35 done, 42:XX ongoing
Nowy postNapisane: Cz, 19 listopada 2020, 17:23 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
18.11

Widmo testu zagląda w oczy, a ja chyba zadyszka treningowa, muszę chyba zluzować, bo ostatnie treningi dość wymagające, albo jestem w dupie i forma spada, albo po prostu dwa gorsze treningi wpadły. Zobaczymy za około 10 dni.

Podjechałem na Zdrowie, w menu 2 odcinki T10, planowałem to biegać 4:15-4:18.

1,5 km rozgrzewki, i ruszam, kolejne 200 między 51 a 52 sekundy, więc liczenie proste jak budowa cepa. GPSowi nie wierzę tam :taktak:

Otwieram, żwawo, a tu 54s. WTF?! Następny już mocniej podkręcony, 52. Kichuj?! W tym momencie stwierdziłem, że będzie ciężko i przez chwilę zastanawiałem się, skąd to. No ale biegać trzeba. Więc zebrałem się w sobie i zaczęły wpadać prawilnie, 51/52, ale kosztowało mnie to więcej niż bym chciał i niż powinno. Poszczególne kilometry weszły w czasie założonym <=4.18. Przerwa 1,6 km w BSie i drugi odcinek. Tutaj zastosowałem ciakawy 'trik', ponieważ pierwszy odcinek leciałem mokrym tartanem, a moje Reeboki za dużo wsparcia nie mają, to zrobiłem krok w bok i pocisnąłem po asfalcie, może placebo, ale miałem lepsze czucie i odbicie, co przełożyło się na łatwiejsze (relatywnie) odliczanie poszczególnych odcinków, mimo że wciąż miałem wrażenie siłowego biegu. Pilnowałem kadencji, i odliczałem, końcówka drugiej trójki to już mocny dyskomfort, i tętno 182. Aż mi się wierzyć nie chce, że na teście na 5k pokazało mi 184, jak ja byłem na takim zmęczeniu, że głowę wyłączyłem. Ale kij z tętnem, tempo się liczy :bum:

Kilometr schłodzenia i do domu.

Jutro coś lżejszego, w planie 6 km progów po 4:40 :hahaha:

Ogólnie zostały mi:
piątek: 3 km Easy + 6 km (4:45) + 3 km Easy
niedziela: 1,5 km Easy + 2 x 2 T10 (docelowe 4:18) p. 2' tr. + 1,5 km Easy + 4x10s. podbiegu sprintem
środa: 1,5 km Easy + 3 km T10 + 1,5 km Easy (ew. może zamienię na 3-4x800 T50
piątek 4-5 km rozruchu

weekend: szybkofchuj!

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), 2020: 20:35 done, 42:XX ongoing
Nowy postNapisane: So, 21 listopada 2020, 15:56 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
20.11

3 km BS + 6 km progowo (~4:40) + 3 km BS

Piątek. Pierwszy raz w tym sezonie trza było skrobać szyby. Na szczęście padło na moją żonę, nie na mnie :bum: ponieważ średnio miałem ochotę szybko biegać w takim piździszewie, przełożyłem trening na południe.

Zakopałem się w robocie, ciuchy miałem przygotowane na +10, a nie +4, więc miałem mały poślizg. Na szczęście bezprzewodowe słuchawki i MS Teams w telefonie pozwoliły mi nie spóźnić się na meeting :bum:

Anyway, jak wyszedłem i czułem, że nogę świerzbi. Początek 5:35-5:40, końcówka już bliżej piątki, nie mogłem się doczekać pełnego kilometra, żeby wejść na progowe. I poszło, jeszcze komfortowo, lekko trudno. Poszczególne kilometry szły:

4:35, 4:38, 4:35, 4:40, 4:37, 4:39

Potem 3 km schłodzenia. I 4x2 podciągnięcia. Ogólnie trening uspokajający głowę, nogi wróciły. 3 treningi do testu.

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dream big: (20+40+90+180), 2020: 20:35 done, 42:XX ongoing
Nowy postNapisane: Pt, 27 listopada 2020, 15:00 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 16 stycznia 2014, 11:35
Posty: 3276
Lokalizacja: Woodge aka Uć
Z kronikarskiego obowiązku napiszę, że chwilowo mój plan na nakurwianie dychy jest wstrzymany, a ja stopniowo odhaczam wszystkie objawy z reklam wszelakich specyfików na przeziębienie i grypę. Okazało się, że jak się zamierza iść na spacer, gdzie są 2 stopnie, mżawka i pizga złem, to nie jest dobrym pomysłem myć włosy przed wyjściem :bum: ale nie było tego na ulotce, to teraz zdycham.

W poniedziałek wydawało mi się, że mi się uda zdusić gnoja w zarodku, że w środę zrobię trening i w weekend będę cisnął, ale jak o 1:30 w nocy znalazłem się grzebiąc w szafce z lekami w poszukiwaniu Gardimaxu, stwierdziłem że chyba nie. No i liczę, że do niedzieli się wykuruję, tydzień stabilizacji, 2-3 treningi przypominająco-ostrzące i cisnę. Plus taki, że może będzie ciut cieplej, bo to co teraz jest za oknem słabo nastraja.

Dziękuję :taktak:

_________________
Mój blog biegowy & Komentarze do bloga & Profil na Endomondo
5 km - 20:35 (11.2020)
10 km - 44:41 (2018) <- teraz Ty!
HM - 1:47:11 (2014)
M - 3:59:38 (2014)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 383 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 22, 23, 24, 25, 26

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL