Teraz jest N, 29 marca 2020, 05:27

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 192 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Śr, 13 listopada 2019, 10:58 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (4.11) - 11,7 km BS (las), 5:27, HR 130/142.

Środa (6.11) - 12,3 km BS, 5:17, HR 129/141.

Piątek (8.11) - 12 km BS, 5:03, 134/147.
Trzeci z kolei dzień bez bólu stopy, oby tak dalej.

Poniedziałek (11.11) - zawody - XXVI Bieg Niepodległości w Górze. Dystans: 10 km z atestem. Czas 40:49, tempo 4:05. M50 - 2/12, Open - 16/143. Rytm 187.
Bieg Niepodległości w Górze ma już dość długą tradycję, ale zawody są kameralne. Trasa ma 4 pętle, sporo zakrętów, asfalt, ale też trochę kostki w Rynku. Organizacja i ogólnie atmosfera były bardzo dobre.
Jestem na roztrenowaniu, więc zakładałem, że będzie to start/bieg na luzie, bez napinki na wynik. Zakładałem początkowe tempo 4:15-4:20, by później lekko przyspieszać, aby na mecie zameldować się w okolicach 42 minut.
Przed wyjazdem do Góry przejrzałem na liście startowej kategorię wiekową i wychodziło na to, że czas 42 minuty powinien gwarantować pudło w kategorii, a może nawet zwycięstwo.
W biurze zawodów niespodzianka - spotkałem znajomego biegacza z kategorii wiekowej, który na miejscu dopisał się do listy startowej. Biega on na podobnym poziomie do mojego (a dwa dni wcześniej przebiegł półmaraton w Świdnicy w czasie 1:27). Gdy mu powiedziałem, że planuję zacząć tempem 4:15, a wynik ok. 42 minut mnie zadowoli, odparł, że przecież niedawno połówkę przebiegł po 4:07, więc po tyle spokojnie powinien tę dyszkę pobiec. Pomyślałem, że straciłem właśnie jedną pozycję na pudle... chyba że... ;)
Szybko w głowie urodził się prosty plan na ten bieg: jak najdłużej trzymać się za plecami kolegi i jak najmniej tracić do niego dystansu, tak, aby mieć możliwość ataku w końcówce, gdyby pozostało trochę sił.
Na starcie ustawiliśmy się obok siebie. Chwilę po wystrzale kolega jest już przede mną. Zerkam na zegarek i widzę tempo ok. 4:00, więc nie przyspieszam, a kolega zaczyna się powoli oddalać. Czuję dziwny ucisk w lewej stopie, ale myślę, że to przecież ta zdrowa, więc pewnie zaraz się ułoży i przejdzie. Pierwszy kilometr zegarek wybija 4:03, ale do znacznika pozostało jeszcze ok. 50 m, więc myślę sobie, że faktyczne tempo jest jednak sporo słabsze. To dobrze, bo jednak nie biegnę za szybko, a znajomy oddalił się niecałe 10 metrów. Odkrywam też, że pomiar tętna jest nieprawidłowy (po 1km tylko 142). Następne kilometry zegarek odmierza dużo lepiej, więc mogę polegać na wyświetlanym tempie, jednak tętno wariuje i nie biorę już pod uwagę tego mojego ulubionego parametru. Oceniam, że to i tak nie ma znaczenia, bo ścigam się z kolegą i biegnę na pozycję, a nie na czas. Staram się biec równo i nie szarpać, czuję się całkiem dobrze.
Po 4 km nagłe ukłucie w prawej stopie, tej, z którą mam ostatnio problemy. Po chwili drugie ukłucie i myśl, że zaraz skończy się to moje ściganie, delikatnie zwalniam starając się rozluźnić, ból łagodnieje, przemieszcza się w inną część stopy i staje się znośny. Wracam do poprzedniego rytmu i tempa.
Jestem za plecami kolegi ok. 20 metrów, całkiem nieźle jak na połowę dystansu. Postanawiam, że do 8 km utrzymuję ten dystans, by potem zbliżyć się i zaatakować. Tak też się dzieje - przekraczając znacznik 8 km jestem już parę metrów za nim, zbliżam się dość łatwo i nie czekam już dłużej na atak - zdecydowanie wyprzedzam, tempo w tym momencie rośnie do 3:45, następnie przez 500 m tylko minimalnie zwalniam utrzymując wysokie tempo. Przy walce bezpośredniej zawsze manewr wyprzedzania robię zdecydowanie, mocno przyspieszając po to, aby odebrać rywalowi chęci do podczepienia się i odparcia ataku. Nie odwracam się i biegnę dalej, będąc przekonanym, że złamałem przeciwnika.
Do mety coraz bliżej i myślę, że utrzymując tempo 4:00-4:05 nic mi nie zagraża i obronię pozycję. 9 km zamykam w czasie 3:59, jednak od pewnego czasu słyszę za sobą jakieś kroki. Pomyślałem, że to jakiś młody zawodnik zbliża się i nawet jeśli mnie wyprzedzi, to będzie bez wpływu na kategorię. Czas płynie, a tupot stóp ciągle jakby w tej samej odległości za mną. Na 300-400 m przed metą nie wytrzymuję - odwracam głowę i widzę kolegę ok. 5 m za sobą. Mocno zaskoczony rzucam resztki sił do walki i przyspieszam ile potrafię. Czuję potworne zmęczenie, ale cisnę na maksa aż do samej mety, oczywiście już nie oglądam się za siebie. Na metę wpadam ciężko dysząc, a kolega jest 4 sekundy za mną. Za metą uściskałem go, pogratulowałem walki i finiszu, którego się nie spodziewałem. Powiedziałem mu, że twardziel z niego. Ostatni pełny kilometr wszedł w 3:57, a ostatnie 40 m tempem 3:13.
Podczas dekoracji okazało się, że zająłem dopiero drugie miejsce w kategorii - ktoś inny nas pogodził. ;)
I tak, zupełnie przypadkiem, ze spokojnego w założeniach biegu zrobił się kawałek biegowej walki. Było fajnie, tak lubię. :usmiech:
W domu sprawdziłem baterię w pasku pomiaru tętna i była rozładowana (od razu ją wymieniłem).
Obrazek

Późnym wieczorem tego samego dnia pobiegłem jeszcze dwie pętelki (2 x 2,9 km) w miejscowym/domowym biegu „V Operacja 11:11”. Formuła tego biegu jest taka, że o godz. 11:11 następuje jego start, a kończy się 11 godzin i 11 minut później, czyli o godz. 22:22. Każdy uczestnik biegnie dowolną liczbę pętli, które potem przeliczane są na kilometry. Tym razem zwyciężyła Jolanta Witczak, która nabiegała 98,36 km.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pn, 30 grudnia 2019, 15:44 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Listopad - 127 km. Do końca listopada bardzo mało już biegałem. To był miesiąc roztrenowania.

2-8.12 - 46,5 km, same rozbiegania.

9-15.12 - 51 km, rozbiegania plus 2 razy podbiegi (10 i 15x 100m).

16-22.12 - 64,6 km.
Środa - 8 km TWL. Sam trening wyszedł całkiem fajnie. Początkowo zakładałem tempo 4:40/4:10, ale wyszło minimalnie wolniej, za to bez rzeźbienia i pod kontrolą. Nie zerkałem na tętno. Garmin zaproponował nowy próg - 4:14/166 - wydał mi się sensowny więc go przyjąłem. :)
Pierwsze użycie nowych butów NB Zante Pursuit. Lekkie i szybkie buty. Z powodu jednolitej i twardej podeszwy hałaśliwie tupałem. Cholewka komfortowa. I jedno niemiłe zaskoczenie - na drugim palcu lewej (dłuższej) stopy powstał mały, bolesny pęcherz. Nie sądzę, by buty były za małe, ale może jednak? Jeszcze nie wiem, czy się polubimy i czy będą z nich startówki.
Niedziela - 9,5 km dość trudnego krosu pasywnego.

23-29.12 - 71,9 km, 4 rozbiegania i raz podbiegi (16x100m).
W środę zamierzałem powtórzyć trening sprzed tygodnia - 8 km TWL, jednak biegło się ciężko i po pierwszym odcinku odpuściłem.

Przedwczoraj było wolne, wczoraj spokojne rozbieganie z pięcioma przebieżkami. Dzisiaj wolne, a jutro start na 10 km (Bieg Sylwestrowy w Jelczu, atestowana trasa). Nastawiam się na czas w granicach 41-42 minuty - na tyle oceniam swój aktualny poziom. Jestem wypoczęty więc nie będzie na co zwalić ew. niepowodzenie. :oczko:
Wczoraj drugi raz założyłem buty NB Zante Pursuit. Nadal coś mi nie pasuje i jakoś nie mogę zaprzyjaźnić się z nimi, ale to w nich chyba pobiegnę zawody.
Taktyka na bieg jest prosta - pierwsze 5 km trzymam tempo w widełkach 4:05-4:10, potem oceniam sytuację i albo bronię sub42, albo atakuję 41. :usmiech:

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Śr, 1 stycznia 2020, 22:38 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Wtorek (31.12) - zawody - V TOYOTA Bieg Sylwestrowy (Jelcz-Laskowice), 10 km z atestem. Czas 42:23, tempo 4:14. M50 - 9/58, Open - 92/658. Tętno 165, rytm 186.
Klapa...
Do Jelcza pojechałem busem z grupką znajomych biegaczy i w połowie drogi zaczęło się dziać ze mną coś dziwnego. Zaczęło mnie mdlić, zacząłem się pocić i było mi gorąco, poczułem się mocno osłabiony. Do tego goniło mnie do toalety, ale nie chciałem przerywać innym podróży i niecierpliwie czekałem na jej koniec. Podobne objawy, ale łagodniejsze, miewałem już, gdy jechałem samochodem jako pasażer.
Na miejscu, po skorzystaniu z toalety, poczułem ulgę, ale nadal byłem osłabiony. Krótka rozgrzewka szła słabo, byłem bez energii. Ponieważ wiał chodny wiatr, to na koszulkę z długim rękawem ubrałem wiatrówkę. Na start wszedłem od czoła więc ustawiłem się w piątej linii. Pierwszy kilometr w tłoku wszedł dość szybko bo w 4:04, następny - w biegu pod wiatr - 4:15. Trzeci kilometr był decydujący - czułem, że za ciężko mi idzie, ale po nawrotce było znów z wiatrem, więc liczyłem na odrobienie straty. Nie potrafiłem jednak przyspieszyć i oceniłem, że nie ma sensu się katować, że dziś nic nie ugram.
Gdy głowa się poddała, to i tempo, i tętno zaczęły spadać. Gdy tętno spadło do 160 postanowiłem nie dopuścić, by spadło jeszcze niżej, pomyślałem, że wyjdzie z tego trening w tempie HM. Wiatrówka dobrze spisywała się na odcinkach pod wiatr, ale gdy było z wiatrem, to robiło się gorąco i niekomfortowo.
Gdy dogoniła mnie koleżanka z K40 powiedziałem jej, że już o nic nie walczę i niech leci dalej. Jednak nie oddalała się, więc postanowiłem jej potowarzyszyć i może nawet pociągnąć stałym tempem do mety. Po kilkuset metrach zaczęła odstawać, a ja biegłem nadal swoją znośną intensywnością. I tak już do mety, pod wiatr wolniej, z wiatrem nieco szybciej, toczyłem się bez większych emocji. Dopiero na 200 m przed metą, gdy zrównało się ze mną dwóch młodych biegaczy postanowiłem mocniej zafiniszować i nie dać się wyprzedzić. Czas na mecie 42:23 - całkowicie niesatysfakcjonujący.

Nie wykonałem założeń i bardzo szybko poddałem się. Kiepskie samopoczucie przed biegiem i wiatr pokonały mnie już na 3 km. Nie jest to ani przyjemne, ani budujące, ale staram się tym nie przejmować. Traktuję ten bieg jako lekcję pokory. Kolejny raz przekonałem się, że biega głównie głowa, którą wspierać powinna silna motywacja.
Motywacji zabrakło. Gdybym nie poddał się tak szybko i walczył do końca, to złamałbym zapewne 42 minuty. Jednak to i tak byłby słaby wynik, dużo słabszy od moich aspiracji.

Startowałem w butach NB Zante Pursuit i tym razem nie myślałem o nich podczas biegu (to dobrze). Jednak parę godzin po biegu czułem ból w przodostopiu i chwilami ból kolana. Ten ból w przodostopiu powtórzył się kolejny raz i mam wrażenie, ze to kształt sztywnej podeszwy (zawinięty do góry przód) do tego się przyczynił. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że prawdziwą przyczyną problemów są moje słabe stopy, a buty tylko ten fakt obnażają. Tak czy siak ten model wyraźnie nie chce się ze mną zaprzyjaźnić.

Grudzień - 244 km. Przyzwoity przebieg.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: N, 5 stycznia 2020, 00:30 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Krótkie podsumowanie 2019 roku.
Miniony rok nie był łatwy. Problemy, głównie ze stopami, nie pozwalały na solidny trening w pierwszej połowie roku. Mimo tego biegałem dość regularnie, choć były to głównie wolne i krótkie rozbiegania. Nie chciałem całkowicie się zapuścić.
Od czerwca zacząłem powoli odbudowywać formę chcąc przygotować się do jesiennego maratonu. Start w Poznaniu potraktowałem poważnie, nastawiając się na złamanie trójki. Uważam, że byłem przygotowany na styk na taki wynik, ale okoliczności (skurcze) i błędy (choćby bieg w dużej grupie) spowodowały, że celu nie osiągnąłem i nabiegałem wynik 3:02:10. Z perspektywy czasu oceniam, że choć poniżej moich oczekiwań, nie był to zły czas.
Pod względem wyników to był bardzo słaby rok, a ostatnim porównywalnym rokiem (nawet nieco lepszym) był rok 2014.
Rekordowym rokiem, był rok 2017. Zanotowałem więc drugi z kolei rok regresu. Może się wydawać, że najlepszy okres mam już za sobą.
Z roku na rok czuję się coraz słabszy, biega mi się coraz ciężej i dłużej trwa dochodzenie do przyzwoitego poziomu. Zrobiło się wyraźnie "pod prąd"...
Choć ostatnio czuję się zmęczony i nie mam powodów do optymizmu, to nie poddaję się i jeszcze zamierzam powalczyć.

Ciekawie wygląda poniższe zestawienie:
Obrazek
Wyraźnie widać spadek średniego tempa w ostatnich latach i długości treningu.

W tym roku zamierzam (takie postanowienie noworoczne) niezależnie od treningów biegowych dodatkowo poćwiczyć w domu (2 razy w tygodniu po 30 minut) - gimnastyka, rozciąganie, rolowanie itp. To wbrew pozorom spore wyzwanie, bo leń ze mnie.

Chciałbym aby miesięczny kilometraż w styczniu-marcu przekraczał 300. W styczniu-lutym stawiam na podbiegi i krosy.

Biegi, na które już się zapisałem:
7.03 - 7. Dziesiątka WROACTIV
21.03 - 13. PANAS Półmaraton Ślężański
19.04 - 6. Gdańsk Maraton
20.06 - 8. PKO Nocny Wrocław Półmaraton
16.07 - Złoty Maraton (45 km, DFBG Lądek Zdrój)
Najważniejszym wiosennym startem będzie 6. Gdańsk Maraton, na którym chciałbym złamać trójkę. Czy zdążę i czy dam radę się przygotować na taki wynik, to się okaże. Dobrym sprawdzianem będą Dziesiątka WROACTIV i Półmaraton Ślężański.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: N, 26 stycznia 2020, 22:14 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Już tylko 12 tygodni do maratonu. Czas na konkretne przygotowania i odpowiedni progres, tak, aby 19 kwietnia w Gdańsku być gotowym na złamanie trzech godzin.
Od początku stycznia biegam 5 treningów tygodniowo, w tym 2 akcenty.

30.12-5.01 - 67,5 km, w tym kros aktywny (9,5 km - 6 pętli, a na każdej 2 wzniesienia), trudny dla głowy trening.

6-12.01 - 80,1 km
Środa - interwały 12x400m, p. 1:30, średnie tempo odcinków 3:47. Początek drętwy, ale później już dużo lepiej.
Sobota - 10 km TM, 4:20. Za wysokie tętno (pod koniec doszło do 169). Po pierwszej piątce chciałem już odpuścić, tak nie szło. Na drugiej piątce postanowiłem nie patrzeć na tempo, tylko na tętno i jakoś domknąłem trening.
Niedziela - bieg 20,4 km (las), 5:24.

13-19.01 - 80 km
Środa - interwały 12x400m, p. 1:20, średnie tempo odcinków 3:43 (oprócz ostatniego - 3:35). Wiosenna pogoda pozytywnie nastroiła do biegania. Powtórka treningu sprzed tygodnia. Zmniejszyłem przerwę z 1:30 na 1:20 i delikatnie podkręciłem tempo (założenie by nie wolniej niż 3:45) - było akuratnie, mocno ale bez rzeźbienia. :usmiech:
Sobota - 10 km TM, 4:18. Podobnie jak przed tygodniem - deko za wysokie tętno (HR 163/168), czyli nieco za duża intensywność, ale bez przegięcia i bez rzeźbienia. Minimalna poprawa jest.
Niedziela - bieg 20 km (las), 5:45.

20-26.01 - 70,6 km
Środa - Nie wykonałem zaplanowanego treningu. Miało być 8x600m (tempem 3:45) na przerwie 2min.
Pierwszy odcinek z wiatrem i do 400m spokojnie, kolejne 200m już ciężko. Drugi odcinek pod wiatr i po 200m czuję, że nie utrzymam tempa, robi się mega ciężko, tempo spada (3:57), a głowa poddaje się. Jeszcze trzecia próba na odcinku z wiatrem i ledwo zamykam 600m. Poddaję się, jestem zmęczony i bez sił, to nie mój dzień.
Żeby choć częściowo ratować trening to pod koniec zmuszam się do zrobienia 10 przebieżek.
Sobota - kros aktywny, powtórka sprzed 3 tygodni (9,5 km - 6 pętli, a na każdej 2 wzniesienia). Trudny mentalnie trening, te dwa podbiegi na pętli dają popalić.
Na jednym zbiegu leżały ścięte konary drzewa, które musiałem omijać - strata kilku sekund. Na drugim kółku zderzyłem się czołowo z rowerzystą, na szczęście na małej prędkości, bo na zakręcie - strata ok. 10 sekund. Mimo tego 6 pętli pokonałem o 2 sekundy szybciej i na nieco niższym tętnie niż 3 tygodnie wcześniej - jest więc progres.
Miałem ochotę dzisiaj (w niedzielę) zrobić spokojne wybieganie ok. 20 km, aby dobić tydzień do 90 km, ale spasowałem i zrobiłem wolne. Zwyciężył rozsądek, od dłuższego czasu pobolewa lewa pięta, a od paru dni również lewe kolano coś tam kwili - trzeba uważać.

W kolejnych tygodniach trening będzie podobny, przy czym od połowy lutego zamierzam wprowadzić biegi progowe. Chciałbym też delikatnie podnieść objętość - w porywach do 90-95 km tygodniowo. Nadal biegam bez planu treningowego, na wyczucie, i jak to się potoczy zależy głównie od zdrowia i dolegliwości czy kontuzji. Muszę uważać i balansować z obciążeniami. Nie sztuką jest zajechać się czy złapać kontuzję, sztuką jest stanąć na starcie i osiągnąć cel. :oczko:
Teraz relacje z przygotowań będą co tydzień.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: So, 1 lutego 2020, 23:26 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (27.01) - 19,2 km BS (las), 5:12, HR 137/149.
Przyjemne wybieganie. Po wolnym w niedzielę czułem się po prostu wypoczęty.

Wtorek (28.01) - 19,4 km BS (las), 5:37, HR 130/146.
Ech, pechowy trening. Zrobiłem 11,9 km spokojnego rozbiegania i okazało się, że nie mogę wejść do mieszkania, bo zapomniałem klucza, a żona po mnie też wyszła pobiegać. Zadzwoniłem do niej i zdecydowałem, że lecę jej naprzeciw po klucz. No i uzbierało się ponad 19 km, co prawda wolnego biegu, ale jednak obciążającego, ze względu na czas trwania. Następnego dnia chciałem robić akcent i chyba zmienię plany.

Czwartek (30.01) - BS + 10 km M + BS. Łącznie 18,6 km.
Tempo maratońskie 4:25 (HR 162/167). :smutek:
Tradycyjnie tempo biegam na wahadle długości 2,5 km. Już na dobiegu (z wiatrem) czułem, że może być ciężko. Brakowało mi dziś mocy i po pierwszej nawrotce (po 2,5 km) postanowiłem biec na tętno. Biegnąc pod wiatr myślałem, że ciągły zakończę po 5 km, tak głowa nie chciała współpracować. Zmusiłem się do dalszego biegu, by wykonać trening, jednak ani razu nie zerknąłem już na tempo, obserwowałem tylko tętno, by się nie stresować i dotrwać do końca.
Tempo 4:25 wygląda bardzo słabo, choćby w porównaniu z ciągłym sprzed 2 tygodni (4:18). Wiatr wszystkiego nie tłumaczy, bo z takim wiatrem miałem już do czynienia i nigdy nie miał decydującego wpływu. Dziś byłem po prostu słaby.

Piątek (31.01) - 12,1 km BS, 5:29, HR 128/141.
Regeneracyjnie.

Sobota (1.02) - kros aktywny (9,5 km - 6 pętli). Całość 16 km, 5:12, HR 154/179.
Powtórka sprzed tygodnia. +16 st.C. Góra i dół na krótko.
Uprzątnąłem zbieg, który od tygodnia był zawalony konarami i teraz można było biegać płynnie.
Na zbiegach sporadycznie (ale dość mocno) pobolewało pod lewym stawem skokowym i myślałem, że przerwę kręcenie pętli, ale dotrwałem do końca.
Jak zwykle trudny trening dla głowy. Pierwsza pętla nieco za szybko (8:05), ale i ostatnia najszybsza z dotychczasowych. 7:35 to nowy rekord pętli. :usmiech:

Tydzień - 85,3 km. Mimo, ze ciągły (10 km TM) słabo mi wyszedł, to z kilometrażu jestem zadowolony, będzie dobrze.

Styczeń - 357 km, śr. tempo 5:14.
Spory kilometraż, o ponad 100 km większy niż w grudniu. Dużo było wolnego biegania, dlatego przetrwałem. Zadowolony jestem, bo taka objętość to baza, zarówno fizyczna, jak i mentalna.
W lutym chciałbym utrzymać objętość i może trochę przyspieszyć.

Obserwuję treningi kolegów, którzy chcą na wiosnę po raz pierwszy złamać trójkę w maratonie i widzę, że biegają szybciej i swobodniej ode mnie, zarówno tempa jak i rozbiegania. Patrzę też na swoje treningi z czasów, gdy łamałem trójkę i wygląda na to, że jestem w czarnej d....
Na razie słabo idą treningi, ale liczę na to, że wkrótce nastąpi wyraźny przeskok formy. Potem jeszcze ze dwa takie przeskoki i będę witać się z gąską, już tak bywało...
Coraz starszy jestem i wszystko idzie coraz wolniej i trudniej, jakby pod prąd... :oczko:

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: N, 9 lutego 2020, 15:50 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (3.02) - 14,7 km BS, w tym 10 przebieżek, 5:17, HR 137.

Środa (5.02) - I 8x600m, p. 2min. Łącznie 16,5 km, HR 149/176.
Interwały weszły tempem 3:42-3:50 (średnio 3:46).
Bardzo obawiałem się tego treningu po ostatnim niepowodzeniu.
Warunki podobne jak dwa tygodnie temu (nieco słabszy wiatr), ale trening domknięty, a wykonanie spokojniejsze. Z wiatrem nieco szybciej, a pod wiatr wolniej - z wyczuciem. Ostatni odcinek chciałem pocisnąć mocniej/szybciej, ale się nie dało, czyli siły rozłożone odpowiednio. Tempo może nie powala, ale na tyle mnie teraz stać.

Czwartek (6.02) - 14 km BS, 5:02, HR 138/148.
Nieco żwawszy BS niż zwykle.

Piątek (7.02) - 12,1 km BS, 5:21, HR 130/138.
Regeneracyjnie przed akcentem następnego dnia.

Sobota (8.02) - BS + 12 km M + BS. Łącznie 21,2 km, 4:36, HR 152/166.
Tempo maratońskie 4:17 (HR 161/166).
Wychodząc na trening liczyłem, że nie będzie dziś wiatru. Okazało się, że przy ekranie dźwiękochłonnym, gdzie biegałem na 2-kilometrowym wahadle trochę wiało. Zdecydowałem, że będę pilnował tętna, zerkając czasami na tempo.
Pierwsze 2 km pod wiatr i przy nawrotce widzę tempo 4:22 - trochę mnie to zmartwiło. Jednak już z wiatrem tempo robiło się na zegarku coraz szybsze i to mnie uspokoiło i podbudowało.
Po 8 km ciągłego, przy kolejnej nawrotce, poczułem ból w okolicy pięty i tak już on został do końca treningu.
Tętno było w akceptowalnym dryfie, a tempo nawet minimalnie rosło. Z treningu jestem zadowolony, chyba przesunąłem się lekko do przodu.
Obrazek

Tydzień - 78,6 km.
Od połowy grudnia biegam regularnie pięć razy w tygodniu. Myślałem, że może dziś zrobię szósty trening i podbiję kilometraż, ale musiałem odpuścić. Boli mnie pięta w lewej stopie - od spodu i z boku pod kostką od wewnętrznej strony. Smaruję i delikatnie masuję gumową piłeczką.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pn, 17 lutego 2020, 13:37 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (10.02) - 14 km BS, 5:16, HR 134.
Słabe samopoczucie i brak sił. Wiatr jakiego dawno nie było. Na 2 km przed końcem złapał mnie deszcz z gradem i porywistym wiatrem, ale jakoś dotarłem do domu.

Wtorek (11.02) - 14,3 km BS, w tym 10 przebieżek, 5:22.
Nadal jakieś osłabienie. Jutro planowałem akcent, ale może przełożę go na czwartek.

Czwartek (13.02) - 12 km BS, 5:16, HR 131.
Miał być akcent (P 6×1600 po 4:05), a wyszła kupa. Dramat, brak energii. Po 400 m pod lekki wiatr wiedziałem, że nic z tego nie wyjdzie i odpuściłem.
To kolejny dzień osłabienia i nie mam pojęcia z czego to się bierze, może jakaś choroba... :ech:

Piątek (14.02) - P 4 x 1600 m, p. 2 min., łącznie 16,7 km, 4:49, HR 147/173.
Progi wyszły średnio po 4:07. Dzisiaj osłabienie jakby nieco mniejsze, więc postanowiłem powtórzyć wczorajszy nieudany trening, choć założyłem tylko 4 powtórzenia i tempo wolniejsze od wczorajszych planów.
Pierwsze powtórzenie na szczęście wypadło z wiatrem, co pozwoliło je domknąć i rozpocząć drugie pod lekki wiatr. Ostatni odcinek wszedł już bardzo ciężko. W trakcie progów ponownie odezwała się pięta w lewej stopie - praktycznie każde mocniejsze bieganie ją narusza.
Akcent nie powala, ale lepszy taki niż żaden.

Sobota (15.02) - 10,5 km BS, 5:25, HR 129.
Regeneracyjnie.

Niedziela (16.02) - 26,4 km BD (las), 5:10, HR 141/152.
Ponieważ kończący się tydzień nie mogłem zaliczyć do udanych, to kusiło mnie w niedzielę zrobić 12 km biegu ciągłego (2. zakres lub TM), ale trochę wiało, więc postanowiłem pobiec do lasu na dłuższe wybieganie. Biegło się nieźle, a pięta odezwała się dopiero na ostatnich kilometrach.
Do maratonu chciałbym wykonać jeszcze ze dwa biegi długie.

Tydzień - 93,9 km, 6 treningów. Rekordowy przebieg w tym sezonie.
W tym tygodniu planuję ok. 70 km, z nadzieją, że zrobię dwa konkretne akcenty.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pn, 24 lutego 2020, 14:39 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Wtorek (18.02) - 14,2 km BS (las), 5:12, HR 138.
Bez polotu.

Środa (19.02) - 12,1 km BS, 5:15, HR 129.
Regeneracyjnie. Miał być akcent, ale wiatr i nie czułem mocy.

Czwartek (20.02) - BS + Int 6x800m, p. 2:40. Całość 16,4 km, 4:45, HR 147/176.
Odcinki nieparzyste pod lekki wiatr, parzyste z wiatrem - wchodziły w granicach od 3:51 do 3:42.
Ciężki trening, ledwo domykałem odcinki. Nie potrafię szybko biegać.

Piątek (21.02) - 12,1 km BS, 5:15, HR 131.

Niedziela (23.02) - BS + [b]12 km TM + BS. Łącznie 21,3 km, 4:35, HR 152/167.[/b]
Śr. TM 4:18 (HR 162/167).
Ten trening miał być wczoraj, ale lekko bolała mnie pięta, więc przełożyłem go na dziś.
Pilnowałem tętna, które lekko przekroczyło maratońskie. Niestety tempo jeszcze niezadowalające.

Tydzień - 76,1 km.

Na razie czuję, że stoję w miejscu, ale oczekuję że wkrótce nastąpi przeskok.
Już myślałem, że problem z piętą został wyciszony, a on jednak ciągle wraca.
Teraz będzie więcej biegów progowych i liczę na to, że mnie podciągną na wyższy poziom.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: So, 29 lutego 2020, 23:36 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Wtorek (25.02) - 10 km BS, 5:23, HR 126.
Regeneracyjnie z powodu niepewnej pięty. Brak mocy.

Środa (26.02) - P 4 x 2 km, p. 2:45 min., łącznie 18,7 km, 4:41, HR 150/173.
Śr. tempo progowe 4:04 (zakładałem 4:05).
Trudny trening. Już myślałem o przerwaniu, ale jakimś cudem głowa dała radę. Tętno nieco za wysokie, ale trening domknięty. Ogólnie jestem zadowolony.
Pięta lekko bolała, jutro się okaże, czy dziś nie przegiąłem.

Czwartek (27.02) - 14,1 km BS, 5:11, HR 130/137.

Piątek (28.02) - BS + 10 podbiegów. Łącznie 13,8 km, 5:18, HR 137/165.
Miały być podbiegi 150 m, ale wiał czołowy wiatr i było za ciężko, więc ostatnie pięć skróciłem do 100 m.

Sobota (29.02) - 29,1 km BD (las), 5:18, HR 140/150.
Miało być max 26 km, ale nieco pobłądziłem i uzbierało się. Po 20 km zaczęła boleć pięta. Końcówka wymęczona. Bez picia.
Jutro wolne.

Tydzień - 85,7 km.

Luty - 350 km, śr. tempo 5:04.
Uzbierało się kilometrów, z czego jestem zadowolony.
W marcu chciałbym utrzymać objętość, ale zamierzam zwiększyć intensywność/tempo.

Za tydzień, w niedzielę, startuję na 10 km (Dziesiątka Wroactiv). To będzie sprawdzian aktualnych możliwości. Żeby spokojnie myśleć o łamaniu trójki w kwietniu, powinienem zrobić wynik ok. 39 minut, ale nie ma na to żadnych szans. Wyznaczyłem więc minimum przyzwoitości, które da jeszcze nadzieję, czyli złamanie 40 minut. To jednak nie będzie takie łatwe i proste. Zamierzam pierwszą piątkę polecieć w 20 minut, a potem się okaże.
Acha, we wtorek lub środę, przed startem, chcę zrobić jeszcze akcent - interwały lub progi, albo coś pośredniego. :oczko:

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pn, 9 marca 2020, 14:52 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (2.03) - 14 km BS, 5:07, HR 135.

Wtorek (3.03) - 10 km BS, 5:11, HR 134.
Niemoc, więc o akcencie nawet nie pomyślałem.
Jutro spróbuję prawdopodobnie 4-6 x 1 km po ok. 3:50 lub wolniej.

Środa (4.03) - BS + T 5x1km+600m, p. 3min. + BS. Łącznie 17,8 km, 4:54.
Śr. T 3:54. Nieparzyste odcinki z lekkim wiatrem, parzyste pod wiatr.
Od początku były dziwne wskazania tętna - okazało się, że pas nie połączył się z zegarkiem.
Miało być 6x1km, ale na ostatnim odcinku wiatr w twarz wzmógł się i po 600m odpuściłem. Trening ciężki. Nie bardzo widzę tempo 4 na dystansie 10 km w niedzielę.
Pod koniec interwałów odezwała się pięta i z bólem wracałem do domu.

Czwartek (5.03) - 11,8 km BS (las), 5:25, HR 130.
Regeneracyjnie.

Piątek (6.03) - 10,9 km BS, w tym 5 przebieżek, 5:09, HR 134.

Niedziela (8.03) - zawody - 7. Dziesiątka WROACTIV, 10 km z atestem. Czas 39:55, M50 - 11/82, Open - 226/1083. Tętno 170/178.
Na start przyjechałem z raczej obojętnym nastawieniem. Ogólnie tego dnia czułem się dobrze. Pogoda dopisała - temperatura ok. 9, sporo słońca i delikatny wiatr - nic, tylko biegać szybko i bić życiówki. Moim celem było oczywiście "tylko" złamanie 40 minut.
Ze względu na problemy z piętą na start wybrałem buty Saucony Ride ISO, które są bardzo wygodne i dobrze amortyzowane, a ważą tyle samo, co Saucony Freedom ISO, w których ostatnio startowałem. Na górę ubrałem dwie warstwy - długi rękaw i koszulkę na ramiączkach. Po krótkiej rozgrzewce zrobiło mi się bardzo ciepło i zdecydowałem, że jednak pobiegnę tylko w długim rękawie - to była dobra decyzja, być może oszczędzająca kilka cennych sekund.
Na pierwszych kilometrach czułem się bardzo dobrze i fajnie było widzieć na zegarku tempo 3:5x. Na 3. kilometrze odezwała się pięta, ale do końca ból utrzymywał się na niskim poziomie, więc nie przeszkadzał w biegu. Na półmetku miałem kilka sekund zapasu, jednak wtedy nastąpiła nawrotka i długa prosta pod lekki wiatr, nastąpił lekki kryzys, poczułem wyraźne zmęczenie, a tempo spadło. Starałem się trzymać grupy i jak najmniej tracić. Po 8 km byłem już kilka sekund w plecy, jednak wtedy nastąpiła kolejna nawrotka i korzystniejszy kierunek wiatru. Zebrałem się w sobie i starałem się przyspieszyć, choć nie bardzo było już czego. Ucieszyłem się, gdy na zegarku ponownie zobaczyłem tempo 3:5x. Uwierzyłem, że jeśli nie odpuszczę i maksymalnie pocisnę do mety, to się uda.
Przy znaczniku 9 km rozpoczął się najtrudniejszy odcinek - podbieg na esplanadę stadionu, na zegarku zobaczyłem tempo 4:20. Cisnąłem ile się da i na wypłaszczeniu tempo zaczęło się poprawiać. Oceniłem, że jeśli ostatni kilometr zrobię poniżej 4 minut, to cel osiągnę. Na metę wbiegłem wyczerpany, ciężko łapałem oddech, ale wiedziałem już, że 40 minut złamałem, czułem ulgę i radość. Na dziś to moje maksimum, i choć nie jest to wynik marzeń, to i tak jestem zadowolony, bo głowa dała radę.
Obrazek

Dzięki temu startowi i wynikowi nie tracę jeszcze nadziei na sub3 w Gdańsku. Największa niewiadoma w tej chwili, to nawracający ból pięty po szybszym bieganiu (akcenty, zawody).
Za niecałe dwa tygodnie ostatni start kontrolny przed maratonem - Półmaraton Ślężański w Sobótce.

Tydzień - 74,5 km.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pn, 16 marca 2020, 23:54 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2300
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Wtorek (10.03) - 12,4 km BS (las), 5:22, HR 133.
Półmaraton w Sobótce odwołany/przełożony. Jeśli jeszcze odwołany będzie Gdańsk Maraton, to chyba przestanę naciskać na treningach, choćby ze względu na piętę.

Środa (11.03) - 10,3 km BS, 5:26, HR 126.
Regeneracyjnie.

Sobota (14.03) - 12,2 km BS (las), 5:19, HR 128.
Dziwna sprawa. W środę podczas rozbiegania nie bolała mnie pięta. Dziś, po dwóch dniach wolnych, praktycznie od początku pięta bolała.
Powinno być lepiej, bo więcej odpoczynku, a jest gorzej. Myślę jednak, że taki urok tej kontuzji i z czasem będzie lepiej. Wygląda to na problem z rozcięgnem podeszwowym.

Tydzień - 34,9 km.
Jak widać, po odwołaniu startów wiosennych, wrzuciłem na luz. Do końca marca tylko spokojne rozbiegania z ewentualnymi przebieżkami. Priorytetem jest zaleczenie kontuzji pięty.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 192 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL