Tam są tempa bliżej 2:20, więc agresywnie samo się robi. Powinniście z bliska pooglądać zawodników. Wtedy jest inna perspektywa. Dynamika zadziałania tkankowego, szarpnięcie, szybkie przechodzenie od stanu napięcia do rozluźnienia i z powrotem. To wszystko jest bardzo inne od typowej praktyki amatorskiej. Nasi zawodnicy mają taką dynamikę, tylko że mają też nakładki na to. Asymetrie, zanik zakresu, dysfunkcje. To jest nadbagaż, za który płacą w dłuższej perspektywie zdrowiem, a na co dzień przeciętnymi wynikami.
To co wyprawia Glinka, to normalnie nie ma prawa się wydarzać, bo zawodnik wyczynowy większość czasu spędza na obozach. Jest w stanie przygotować formę. Amator w Polsce nie ma szans tego zrobić i powinien przegrywać. I to wyraźnie. A jednak Glinka rozwala system, ponieważ na nasze podwórko wystarczy dobry ruch, nawet bez fajerwerków. Z Sebastianem jest tak samo. Nasi wyczynowcy powinni go zmieść z planszy samym tylko długotrwałym przygotowywaniem formy w Hiszpanii w Stanach, czy gdziekolwiek, gdzie są warunki i można tylko tym się zająć i odpoczywać. Seba nadrabia ponadprzeciętnym przygotowaniem biomechanicznym, bo nie jest o to trudno, żeby mieć lepszy ruch od polskiego wyczynowca.
No ale jak rządzi pomiar kwasu to mamy to co mamy. Nasi mierzą kwas jak Almgren. Pełna profeska.
Jacek Ksiąszkiewicz – czy istnieje ładne bieganie?
- yacool
- Zaprawiony W Bojach

- Posty: 13596
- Rejestracja: 03 gru 2008, 11:25
- Kontakt:
