Komentarz do artykułu Naukowe podejście do treningu nie dla początkujących

Biegowe "citius, altius, fortius": miejsce dla tych którzy chca biegac dalej i szybciej.
Ryszard N.
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2241
Rejestracja: 15 maja 2010, 23:49

Nieprzeczytany post

Wrzucam już od dwóch dni na luz, i nic z tego nie wychodzi. Zauważyłem, że wątek przekroczył swoją masę krytyczną i stał się wątkiem humorystycznym,.... Staram się trzymać w konwencji,... Qba, z rozumieniem aluzji i ironii u mnie zawsze było kiepsko! Ale Qba, co to ma wspólnego z kiepskimi wynikami Kulawego Psa,..?
New Balance but biegowy
Qba Krause
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 11474
Rejestracja: 16 kwie 2008, 22:31

Nieprzeczytany post

po zastanowieniu - raczej niewiele :)

widocznie trudniej mi wrzucić na luz czytając bzdury - zazdroszczę umiejętności.
być jak brad pitt w Indiana Jonesie.

Do Things Always.

komentarze do bloga
blogspot
Awatar użytkownika
fotman
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1738
Rejestracja: 25 wrz 2008, 15:43
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Gdańsk

Nieprzeczytany post

Myślę, że ta dyskusja pt. "amator biegacz a pulsometr" jest już wyczerpana.
Jedynym zdecydowanym obrońcą pulsometrów dla amatorów jest Iwan, który jest niezłym dyskutantem, ale słabym słuchaczem. Sprawnie żongluje słowami, umiejętnie czepia się wieloznaczności, nie unika ataków osobistych. Zgadzam się z przedówcą, że sugeruje to wykształcenie prawnicze. Ta grupa zawodowa ma właśnie tak ustawiony tok myślenia, żeby zadyskutować adwersarza na śmierć bez konieczności dotarcia do prawdy obiektywnej. Prawnicy nawet wiedząc, że nie mają racji, mają wewnętrzny imperatyw by bronić swojego stanowiska do upadłego. I mam nieodparte wrażenie, że taki sposób podejścia do dyskusji ma Iwan.

Jeszcze mała dygresja a propos cytatu:
Iwan pisze:Rozwój idzie zawsze do przodu, a nigdy wstecz.
Chyba zapomniałeś dodać słowa "techniki" (ewentualnie "nauki") po słowie "rozwój".
Z tym się zgadzam- rozwój techniki/nauki idzie zawsze do przodu. Niestety, rozwój techniki/nauki prowadzi też do fizycznego uwstecznienia człowieka.
Społeczeństwa najbardziej zaawansowane cywilizacyjnie niekoniecznie są społeczeństwami najsilniejszymi.
Wyeliminowanie naturalnej selekcji będące wynikiem postępu medycyny, tudzież wszelkie udogodnienia cywilizacyjne powodujące brak potrzeby ruszania tyłka sprzed różnego rodzaju monitorów (TV, komp) spowodowały regres w stanie fizycznym społeczeństw. Czy w stanie umysłowym, psychicznym, duchowym też? Mam wrażenie, że tak. Bo stan umysłu/ducha jest związany ze stanem ciała.
Nie lubię człapać kilometrów. Wystarczy 400m.
'anything over 400m, I take a taxi' Jimson Lee www.speedendurance.com
O MOIM TRENINGU
KOMENTARZE NA TEMAT MOJEGO TRENINGU
Awatar użytkownika
Iwan
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1161
Rejestracja: 23 mar 2004, 11:36
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Qba Krause pisze: widocznie trudniej mi wrzucić na luz czytając bzdury - zazdroszczę umiejętności.
Nie monitorujesz pracy serca....

fotman pisze: Jeszcze mała dygresja a propos cytatu:
Iwan pisze:Rozwój idzie zawsze do przodu, a nigdy wstecz.
Chyba zapomniałeś dodać słowa "techniki" (ewentualnie "nauki") po słowie "rozwój".
Nie zapomniałem... Zostawiłem taką małą "furteczkę" ale nikt nie chciał "skorzystać".
fotman pisze: Z tym się zgadzam- rozwój techniki/nauki idzie zawsze do przodu. Niestety, rozwój techniki/nauki prowadzi też do fizycznego uwstecznienia człowieka.
Społeczeństwa najbardziej zaawansowane cywilizacyjnie niekoniecznie są społeczeństwami najsilniejszymi.
Wyeliminowanie naturalnej selekcji będące wynikiem postępu medycyny, tudzież wszelkie udogodnienia cywilizacyjne powodujące brak potrzeby ruszania tyłka sprzed różnego rodzaju monitorów (TV, komp) spowodowały regres w stanie fizycznym społeczeństw. Czy w stanie umysłowym, psychicznym, duchowym też? Mam wrażenie, że tak. Bo stan umysłu/ducha jest związany ze stanem ciała.
Z przedstawionego punktu widzenia masz rację.
Z punktu widzenia rozwoju medycyny czy sportu już nie.
fotman pisze:Myślę, że ta dyskusja pt. "amator biegacz a pulsometr" jest już wyczerpana.
Też tak myślę. :usmiech:
"Nie żyję, by lepiej biegać. Biegam, by lepiej żyć" R.W.
rosomak
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 599
Rejestracja: 29 maja 2008, 09:20
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

kulawy pies pisze:w związku z tym, że wszystko już zostało w tym wątku powiedziane ( i to z siedem razy, wiaderka nie liczę), pozwolę sobie zadać jeszcze jedno, fundamentalne pytanie :tonieja: :

pojawiały się tu zdania, że "pulsometr może być pomocny", może się przydać', 'zwłaszcza początkującym...' itd.

czy istnieje jakakolwiek niezastępowalna zaleta/cecha pulsometru, która sprawia że nasz trening jest bardziej efektywny z nim niż bez niego?
To ciekawe pytanie. Teraz już chyba tak się nie uważa.

Kiedy wiosną 2007 kupowałem swój RS800 SD miałem już Danielsa i chciałem testować jego trening (zrobiłem kombinację tych dwóch najwyższych 16-o tygodniowych). Wybór pulsometru był spowodowany tym, że liczyłem na to że będę w stanie kontrolować i korygować tempo R/I/T w trakcie ich robienia, pomiar pulsu był już wartością pomocniczą.
Mając pulsometr biegałem przez pewien czas rozbiegania (Easy) bazując raczej na formule Maffetone'a niż na tempie, ale ze względu na chęć wykorzystania pofałdowania terenu na Pomorzu robiłem to nie do końca ortodoksyjnie (czyli jak wyszło poza skalę na jakimś wzniesieniu to nie histeryzowałem i nie zwalniałem tempa).
Korzystałem również z pulsometru obserwując spadek tętna podczas przerw w I. Miałem sprzęt, było to wygodne.
Porównywałem również te wartości w sezonie. Ale to była informacja dodatkowa, pomocnicza.

Ale kiedy w 2004 zaczynałem biegać kierowałem się informacjami z czerwonej książki Skarżyńskiego. Mierzyłem tętno na tętnicy szyjnej, potem prowadziłem dość rozbudowany dzienniczek treningowy zapisując wartości różne pulsu (poranne, przed treningiem, bezpośrednio po, po jakimś czasie). Jak sięgam pamięcią to nie mogę sobie przypomnieć żeby istniała w obiegu jakaś inna metoda (poza Skarżyńskim). Jurek ma naprawdę ogromne zasługi jeśli chodzi o rozpoczynanie amatorskiego biegania w Polsce i ogromna chwała mu za to. Ja go w każdym razie zawsze za to będę ogromnie szanował.

Teraz jest inaczej. Jest więcej możliwości - jak choćby Daniels czy Lydiard. Jest kilka portali, łatwiej znaleźć informacje, łatwiej o biegających znajomych, suma wiedzy która już się zebrała pozwala początkującym na większy rozwój.
Kiedyś słowo JS było dogmatem, potem punktem odniesienia, teraz jest jedną z kilku propozycji. Jak nie wystarcza książek w kraju można zamówić bardzo ciekawe obcojęzyczne pozycje np. przez Amazon (choćby ta "Run Faster" Brada Hudsona - bardzo wartościowa, stawiam ja na równi obok książek Petera Coe, Noakesa, Lydiarda, Danielsa i Pfitzingera).

Kilka lat temu pulsometrowi zeloci w typie tego migrującego trolla byli normą. To że pulsometr jest rzeczą obowiązkową dla amatora z ambicjami było przyjmowane jako oczywistość. Teraz - pewnie sporo osób spróbowało i okazało się że trening stricte według pulsu to nie jest ten biegowy Święty Graal. Testy miCoacha chyba to dość dobrze pokazały.
Jeżeli dobrze się orientuję to obecnie amatorzy z ambicjami raczej używają pulsometru jako urządzenia do kontrolowania swoich rozbiegań. Rzecz jasna to pewna generalizacja, na pewno są wyjątki.
Biegamy w sposób znacznie bardziej zróżnicowany niż kiedyś.

Osobiście uważam, że jak już sobie kupujemy jakiegoś Garmina z GPS to głównie po to żeby mieć w necie rysunek trasy. :hejhej: No i dobrze, to fajny drobiazg a cieszy :hahaha:

PS: Yacool - ogromne dzięki ! Uwielbiam Bustera Keatona, Harolda Lloyda, Maxa Lindera (ktoś tego ostatniego pamięta) ?
Nazwanie psa Cezar nie robi z niego Imperatora
Awatar użytkownika
kulawy pies
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1911
Rejestracja: 29 sie 2010, 11:38
Życiówka na 10k: słaba
Życiówka w maratonie: megasłaba
Lokalizacja: hol fejmu

Nieprzeczytany post

eeeej!
Keatona to jeszcze znałem, ale Petera Coe - nie bardzo.
to znaczy wiedziałem że spłodził, ale nie wiedziałem że książkę też.
uprzedzając: Lindera nie pamiętam, nie pamiętam też, żeby płodził.
obaczym, obaczym.

-------------------------

poza tym czuję się kolejny raz głęboko dotknięty Ryszardową niewiarą w ludzi, (a konkretnie kulawych ludzi, sztuk jeden):
może jeszcze nie biega w skarpeteczkach kompresyjnych w których my wyglądamy tak ślicznie????
co prawda w skarpeteczkach nie biegałem (nie było różowych w odpowiednim rozmiarze), ale
sam żem pisze: miałem okazję przetestować getry kompresyjne salomona - te z ładnym heksagonalnym wzorkiem.
co prawda na łydki się nie zmieściły, więc założyłem je na przedramiona... i...
voila!

po pięćdziesięciu kilku kilometrach ścigania po górach w ogóle nie czułem łydek!

kompresja działa!
poza tym ładnie grzeje i groźnie wygląda.
jestem absolutnie zachwycony.
chociaż...właściwie... różowe CEPy z dziurawą piętą (na kciuk) na zimę byłyby znakomite.
muszę to przemyśleć.

zdrówko
mastering the art of losing. even more.
rosomak
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 599
Rejestracja: 29 maja 2008, 09:20
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

kulawy pies pisze:eeeej!
Keatona to jeszcze znałem, ale Petera Coe - nie bardzo.
to znaczy wiedziałem że spłodził, ale nie wiedziałem że książkę też.
uprzedzając: Lindera nie pamiętam, nie pamiętam też, żeby płodził.
Żartujesz (z Peterem Coe). Info wzięte z jego książki "Better Training for Distance Runners" (a.k.a. : Jak trenowałem Sebastiana Coe) pojawiało się na bieganiu. Silnie inżynierska pozycja, spodoba Ci się :hahaha:

Max Linder ... mało kto go kojarzy. Francuski komik z USA, święcący triumfy przed Chaplinem. Do dziś pamiętam sceny z jego "The Three Must-Get-Theres" - a oglądałem to jeden raz bardzo dawno temu. Włóczęga Chaplina wysiudał z serc publiczności galancika Maxa, potem popełnił samobójstwo w Paryżu.
Jakoś nigdy nie miałem serca do Chaplina - jakoś wolałem właśnie Bustera i innych. Jakoś tak ...

PS: Nie napisałem tego, a może warto ?! Ściągnąłem swego czasu treningi ze strony Polara, wgrałem do zegarka i nawet ich używałem - tyle że nie w bieganiu ale na rowerze. Tam rzeczywiście, żeby rozbujać serducho na tyle żeby wejść w zakres wskazań trzeba było się solidnie napocić. Spróbowałem raz użyć programu treningowego napisanego i udostępnionego przez Polara pod bieganie - ale mi nie leżał. Nie pamiętam już o co chodziło. Samemu też miałem podefiniowane treningi, nawet pamiętam że biegałem jakieś LSD w widełkach ale też się w końcu z tego wycofałem. Nie pomnę teraz dlaczego. Coś co na rowerze było do przełknięcia podczas biegania z jakichś tajemniczych powodów już nie. :hahaha:
Nazwanie psa Cezar nie robi z niego Imperatora
rosomak
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 599
Rejestracja: 29 maja 2008, 09:20
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

thomekh pisze:
rosomak pisze:Gdyby jakiś czytelnik zastanawiał się nad zakupem jakiegoś urządzenia z footpadem:
Iwan pisze:Dobrze skalibrowany Foot Pod jako alternatywa dla GPS-u załatwia sprawę.
Owszem, ale tylko w reklamach producenta. W praktyce jeżeli biegamy z różnymi prędkościami w różnym terenie w różnych butach błąd potrafi dochodzić do 10 procent. Tak więc jeżeli na przykład chcecie trenować w/g tempa i macie jakieś czterysetki czy kilometrówki (czy coś w ten deseń) do wykonania i zależy Wam na dokładnym monitorowaniu tempa - tylko pomierzona trasa i stoper. Ani footpad ani gps nie pokażą Wam wartości chwilowej tempa. Jeżeli ktoś Wam wciska kit że jego urządzenie to potrafi - to po prostu kłamie.

A co za poblem ustawić zakres procentowy dla konkretnych prędkości?
Robię wybieganie ustawiam 104%, robię maratońskie ustawiam 101%. Margines błędu we wszystkich aspekatach nie więcej niż 1%
Odświeżam na wypadek gdyby jakiś czytelnik przeczytał powyższa wymianę zdań i uznał że footpad jednak pomoże w robieniu akcentów. Po wymianie maili z tomkiemh okazało się że człowiek w ogóle nie przeczytał tekstu który skomentował (wyraźnie piszę jakie treningi mam na myśli, w jakim terenie, że chodzi o różne buty).
Treningi typu R/I/T tomekh biega tylko na stadionie, robienie ich poza stadionem przyrównuje do narzekania że rakieta tenisowa za 20000$ nie poprawiła wyników pływania motylkiem na zawodach pływackich do których się szykowaliśmy.

Porównania nie skomentuję - bo po co.
Natomiast - wiem że to głos wołającego na puszczy - ale proszę czytać teksty które chcecie merytorycznie skomentować.
Nazwanie psa Cezar nie robi z niego Imperatora
Awatar użytkownika
Adam Klein
Honorowy Red.Nacz.
Posty: 32176
Rejestracja: 10 lip 2002, 15:20
Życiówka na 10k: 36:30
Życiówka w maratonie: 2:57:48
Lokalizacja: Polska cała :)

Nieprzeczytany post

kulawy pies pisze:eeeej!
Keatona to jeszcze znałem, ale Petera Coe - nie bardzo.
to znaczy wiedziałem że spłodził, ale nie wiedziałem że książkę też.
Nie uważnie czytasz to co się pojawia na bieganie.pl nawet to komentując :)
http://www.bieganie.pl/?show=1&cat=48&id=3389
Awatar użytkownika
kulawy pies
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 1911
Rejestracja: 29 sie 2010, 11:38
Życiówka na 10k: słaba
Życiówka w maratonie: megasłaba
Lokalizacja: hol fejmu

Nieprzeczytany post

wiem, też już skojarzyłem.
mój problem polega na tym, że trochę za dużo tych nazwisk wpada i wypada do/z głowy.

ale mam alibi: książka już zamówiona. :)

zdrówko
mastering the art of losing. even more.
ODPOWIEDZ