W całej imprezie bralo udział 28 tys ludzi. Z czego 8 tys bieglo 10 km, 14 tys polmaraton i 6 tys maraton. Nie spotkalem ani jednej osoby z Europy, o Polsce nie wspominajac. Kiedy odbieralem swoj zestaw startowy powiedziano mi ze jestem pierwsza osoba ktora mowi po angielsku
Bieg był bardzo cięzki. Zlozylo sie na to kilka rzeczy: przylecialem w czwartek rano, a juz w niedziele o 8 rano był maraton. Tak wiec aklimatyzacji bylo bardzo mało. Sam lot trwal 18h - nie liczac przesiadki. Zmiana czasu, kłopoty ze snem, duzo tez zwiedzalem, co niekoniecznie bylo dobre dla nóg ktore podczas biegu potrzebuja swiezosci. Noc poprzedzajaca bieg spalem z 2-3h. Wstalem o 4 rano aby sie przygotowac i o 7 bylem juz na starcie.
Bieg zaczal sie ok, pełna adrenalina, niesamowita atmosfera, dobre samopoczucie, do czasu... Ponad 30 stopni ciepła, jak rowniez trasa ktora do 30 km cały czas delikatnie prowadziła pod górę, dawały coraz bardziej znać o sobie. Na 20 kilometrze mialem pierwszy kryzys, gdzie w Polsce smigam ten dystans duzo szybciej i to bez zadyszki. Po 30 km zaczalem miec klopot z przypomnieniem sobie własnego imienia. Wtedy przełączyłem sie na tryb polegający na biegu napędzanym siłą woli... Na 40 km to juz byl trans i cel wykuty na moim czole - jeszcze tylko 2 km z haczykiem ! Nic nie mogło mnie powstrzymac !
Czasowo przygotowywalem sie na zejscie ponizej 4h. Wyszło czterdziesci kilka minut dłużej. Jednak biorac pod uwage wszystko powyzsze jestem usatysfakcjonowany. Maraton to nie bajka, Chile to nie Polska...
Podsumowując: to był mój pierwszy maraton i na pewno nie ostatni. Wiele niesamowitych rzeczy wydarzylo sie podczas tej impezy i np. ludzie ktorzy stali obok na całej trasie i dopingowali mnie wykrzykując w śmieszny sposob moje nazwisko ktore bylo napisane na moim numerze startowym przypietym do koszulki zapamietam do konca zycia !
Biorąc pod uwage sam bieg jak rowniez miejsce w ktorym sie odbywal, bylo to pod wieloma wzgledami niesamowite doświadczenie.
Pozdrawiam !




