6x300 w 51sek w kolcach, p. 3'
Zapomniałem jak to boli. Dobrze, że wczoraj wypiłem tylko jedno piwko.
1. 49.61
2. 49.25
3. 51
4. 50.47
5. 50.93
6. 53.18
Generalnie majówka z pogodą nie rozpieszcza. Zajechaliśmy do teściów i nagle zaczął padać deszcz.
A będąc u teściów trzeba skorzystać z okazji na bieganie na stadionie.
Ubrałem się na krótko, w sensie spodenki i legginsy. Ale było mi zimno i wrzuciłem jeszcze dres. Na górze bluza i wiatrówka na czas rozgrzewki.
Na początek 2km rozgrzewki, weszło w tempie +/- 5'10 na średnim tętnie ok 150. Miło następnie ok 20min abc. W tym trzy przebieżki już w kolcach. Rozbiórka i wio.
Jak to na bieżni w polu: 150m pod wiatr, ok 70m pod boczny i ostatnia prosta bezwietrzna.
Pierwsze dwa powtórzenia mocno przestrzelone. Stówka w 15s a dwieście w 32 czy 33.
Po drugim już podpierałem kolanka.
Kolejne trzy juz spokojniej zaczynałem, ale z każdą rundą coraz szybciej mi odcinało nogi.
Ostatnie to już jest pokaz bezsilności. Setka 17s, dwieście chyba w 35s. Myślę sobie, trzeba przyspieszyć. To przyspieszyłem na tyle, że biegłem w miejscu

Urwało mi nogi, dosłownie.
Skończyłem, od razu zwinąłem się w żółwia i kwik.
Po ostatnim powtórzeniu mnie wszystko puściło. Zaczął mnie łeb boleć, lekko mnie na wymioty brało. Nie byłem w stanie zmienić butów i się rozebrać. 2km rozbiegania robiłem w tempie prawie 7'/km. Niech to powie wszystko.
Zapomniałem jak to boli. Ale za to czułem moc, w kolcach się biegło bardzo dobrze. Sto metrów w 15sek pod wiatr jest bardzo fajnym prognostykiem.
Z samego wykonu mimo wszystko jestem zadowolony. Po moich zdrowotnych perypetiach i ciężkim powrocie do biegania poszło dobrze.
Mimo przestrzelonych dwóch powtórzeń i cierpieniu na następnych tlenowo dałem radę. Większym problemem była coraz słabsza utylizacja mleczanu oraz słabnące dwójki i pośladki od biegania w kolcach.
Tak samo jestem zaskoczony regeneracją. O ile po samym biegu byłem dętka, po powrocie też nie było lekko. Ale wziąłem kąpiel, zjadłem obiad i nawet planuje jakiś spacer regeneracyjny.
No, jest dobrze.