dzisiaj jest równy tydzień jak mnie zamknęli. ostatni trening biegowy miałem w czwartek 11.03. w piątek jeszcze skoczyłem na siłkę i tyle.
ogólnie od piątku to sie zachowywałem w sumie jak na wakacjach. jadłem co chciałem i ile chciałem. z piciem było tak samo


w poniedziałek wieczorem złapała mnie temperatura 37,4 i trzymała też we wtorek. miałem ból głowy, ból gałek ocznych, podrażnienie skóry i w sumie tyle z covidowych objawów.
w środę przyszedł trenażer, to ogarnąłem temat i zacząłem się "ruszać"
w czwartek jeszcze miałem ok 37 stopni i ból głowy aczkolwiek jak się kładłem spać to termometr pokazał 36,3. wczoraj było lepiej, bo oprócz lekkiego bólu głowy - zero objawów.
generalnie od piątku do środy typowe roztrenowanie. zero jakiejkolwiek aktywności fizycznej, brak biegania mi zbytnio nie przeszkadzał, śmiałem się z tej kwarantanny. nawet na tym trenażerze tak z przymusu jeździłem na początku. czwartek jeszcze jakoś jakoś, ale wczoraj już zacząłem mieć nerwy, że nie mogę wyjść. że muszę jeździć w miejscu jak chomik. powoli wraca chęć wyjścia pobiegać, zaczyna pojawiać się głód.
Śr - 25min
czw - R 30 min, W 30min
pt - R 40min, W 40min
sob - R 45min (15min rozgrzewki, 10x1'/1' p. mocno, 10min schłodzenia), W 50min (5min lekko, 15min luźno, 5min lekko, 3x 4'/1'p solidnie, 10min schłodzenia)
generalnie miałem jeździć na tętno, ale nie da się przełożyć 1 do 1 biegania i trenażera, więc jeżdżę na samopoczucie. jak miałbym to zobrazować, to tętno 100-110 na trenażerze to takie 135-140 podczas biegania. to 3x 4' robiłem na tętnie ~160 to odczuciowo było takie ok 175-180 może. biorę poprawkę na jazdę w pomieszczeniu więc nie ma co patrzeć na HR.
jutro zrobię pewnie jedną jednostkę żeby nogi odpoczęły. bo o ile wydolnościowo idzie jako tako, tak nogi nie są przyzwyczajone do takiego rodzaju wysiłku. zwyczajnie są słabe i nie dojeżdżają.
jeszcze 10 dni, nie mam pojęcia jak je przeżyje.