dlatego wole takie treningi biegać z rana.

wrzucam tylko szybkie bo wtedy była praca, a na wolnych był odpoczynek.
słowo wyjaśnienia: po piątym dłuższa przerwa bo siku, a po trzynastym jeszcze dłuższa, bo jelito mi się zbuntowało.
akcenty wolę z rana bo:
-bardziej mi się chce
-mam więcej siły
-jestem przed pracą
-i w sumie bardziej mi się chce
-bo mam więcej siły.
-i z rana pije kawę.
taki żarcik. myślałem, że będzie ciężej. nie to, że było lekko. ale też nie było umieralni.
może ze względu na ubiór. jest progres, zamiast długiej termy założyłem krótką pod bluzę. a na dół spodnie 3/4 czyli jakby krótkie. i wiecie co? zmarzłem

2km rozgrzewki, jakieś krótkie abc żeby złapać trochę ciepełka i wio.
pierwsze pięć takie na przetarcie i złapanie zadyszki. później jakoś się tak to wszystko ustabilizowało do dziesiątego mniej więcej. a ostatnie pięć zaczęło wchodzić w nogi, bo troszeczkę ciężkie się robiły czyli mleczan się przestał ulatniać. ale generalnie nie było źle.
jedynie czternasty niedomknięty, bo zwolniłem przed przejściem dla pieszych gdy jechało auto a następnie było za mało czasu żeby podgonić.
średnia kadencja 178. czułem to, bo brakowało trochę takiego luzu w nogach. być może dlatego, że długo nie mogłem złapać ciepłoty.
podsumowując: nie było źle. było wymagająco ale nie było zdychania. warunki pogodowe też całkiem całkiem. jedynie przydałoby się bardziej popracować nad krokiem, żeby na zmęczonych nogach nie skracać kroku.