Po wstępnych oględzinach pacjenta, nic nie wskazywało na to, że operacja przerodzi się w chorobę morską i walkę z potworami jakich nawet Julek Verne by nie wymyślił. W hełmie i z maską na pysku, jak kapitan Nemo w Nautilusie, Zenon eksplorował przepastne trzewia materii.


Ogromne małże, ośmiornice i kałamarnice większe i cięższe od całego zenka, budziły grozę w podróżniku. Spotkanie oko w oko rodziło dreszcz. Hart ducha, determinacja i chirurgiczna stal wbijana w cielsko lewiatana, nadawały ton dramaturgii.
Przed/po

Soczyste treści i twarda chityna. Wokół tryskający tran, smród rozkładu i cofka w gardle. Trudno o bardziej wyczerpującą operację...


Na koniec ulga mlekiem, po zaognionym wymiocinami przełyku.
