Teraz jest N, 21 października 2018, 16:56

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pn, 13 sierpnia 2018, 00:11 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (6.08) - 16 km BS, 4:45 (HR 139).
Pierwszy kilometr drętwy, ale potem z każdym krokiem noga lepiej podawała, a tempo i tętno były na przyzwoitym poziomie.
Po wczorajszej niemocy dzisiaj fajny BS wyszedł. Częściowo to zasługa pogody i przyjemnych podmuchów rześkiego wieczornego powietrza.

Wtorek (7.08) - 11,1 km BS, 5:21 (HR 136).
Ze względu na wysoką temperaturę pokręciłem się po parku.

Środa (8.08) - 2 x 2x(P 1,6 km + 2 min tr) p. 5 min, P=3:56-4:02. Łącznie 16,6 km, 4:43.
W planie było 2 x (3,2 P / 3 min tr) + 1,6 P, ale wiedziałem, że nie wytrzymam tak długich tempówek progowych. Zmieniłem więc plan na 4 x 1,6 km na przerwie 2 min. w truchcie.
Słabo się dziś czułem i miałem lekkie problemy żołądkowe. Pod koniec pierwszego odcinka przycisnęło mnie w kiszkach i postanowiłem pobiec jeszcze tylko drugie powtórzenie i na tym zakończyć bieganie tempa (zwłaszcza, że biegło się ciężko). Po drugim odcinku zatrzymałem stoper i poszedłem w krzaki. Odpocząłem przy tej okazji (łącznie 5-6 minut) i postanowiłem jednak polecieć jeszcze dwie tempówki. W ten sposób jakoś uratowałem trening (również mentalnie).

Czwartek (9.08) - 11 km BS, 5:02 (HR 135).

Sobota (11.08) - Zawody - VII Półmaraton Henrykowski - czas 1:29:25, tempo 4:14, HR 163/174, rytm 186. M50 - 1 / 14, Open - 13 / 190.
To mój siódmy start w tym biegu. Trasa atestowana, ale mocno pagórkowata (wg mnie nieco trudniejsza od Półmaratonu Ślężańskiego).
Trochę obawiałem się tego biegu. Przed rokiem uzyskałem tu czas 1:29:02, a miałem wtedy jeszcze o 2 tygodnie więcej czasu na przygotowania do maratonu w Poznaniu, niż mam do Warszawy. Powinienem więc być teraz w niegorszej formie niż przed rokiem, aby myśleć o dobrym wyniku w Warszawie. Pomyślałem, że minimum przyzwoitości to złamać 1:30 i to się udało.
Na zbiegu w okolicy 13. km rozbolała mnie lewa pięta. To były ostre ukłucia, raz mocniejsze, a raz słabsze. Na chwilę nawet zwolniłem, potem ból nie był już tak mocny i przestałem się tym przejmować. Jednak to nie pierwszy raz odzywa mi się ta pięta, muszę na nią uważać.
Na 350 metrów do mety zaatakowałem zawodnika przede mną i rozpocząłem mocny finisz. Okazało się potem, że o 6 sekund wyprzedziłem biegacza z mojej kategorii wiekowej, który przed rokiem wygrał tutaj ze mną o ponad 3 minuty. :)
W półmaratonach bieganych na maksa osiągam średnie tętno 166-168, a tu wyszło "tylko" 163. W czasie biegu oczywiście kontrolowałem tętno, ale nie mogłem się zmusić do biegu na wyższym tętnie.

Obrazek

Niedziela (12.08) - 9,6 km BS-R, 5:39 (HR 124).
Bieg regeneracyjny po parku.

Tydzień - 85 km.
Miniony tydzień uznaję za przełomowy - wreszcie coś drgnęło z formą. Jest jeszcze dużo do zrobienia i nadzieja nie umarła. :)

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: So, 18 sierpnia 2018, 23:49 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (13.08) - 16 km BS, 4:55 (HR 138).

Wtorek (14.08) - 14 km BS, 4:49 (HR 137).

Środa (15.08) - Interwały 6 x 600m / 2min (I 3:35–3:36, ostatni 3:30) Łącznie 14,5 km, 4:38.
Ten trening nie był w planie.
Zapaliło mi się światełko w głowie, że jak nie wezmę się do roboty, to w Warszawie będzie straszna lipa.
To dość łatwe interwały, bo krótkie, mało powtórzeń i przerwa spora. Udało się dobrze oszacować tempo i poszło bardzo fajnie. Czuję się podbudowany i zmotywowany - to największy zysk.

Czwartek (16.08) - 10,1 km BS, 5:06 (HR 132).

Piątek (17.08) - 12,1 km BS, 4:54 (HR 137).
Czuję już lekkie zmęczenie materiału. Mam jeszcze do zrobienia bieg długi i dzień wolnego.

Sobota (18.08) - 27,6 km BD, 4:53 (HR 144).
Ciężko to się biegło, czułem zmęczenie całym tygodniem biegania. Jutro nareszcie wolne.
Po 16 km odezwała się lewa pięta i lekko zaczęło boleć lewe kolano. Po paru kilometrach pięta uspokoiła się, a kolano odczuwałem do końca.

Tydzień - 94 km w sześciu treningach.
Czuję się zmęczony, ale zadowolony jestem z tego, co zrobiłem w tym tygodniu, kolejny powinien być lżejszy.
Pozostało już tylko 6 tygodni do maratonu.

Żona już mnie prawie przekonała, żeby nie startować za dwa tygodnie w Biegu Koguta, lecz w Sobótczańskiej Dziesiątce - trasa również z atestem, ale pofałdowana, więc raczej nie na życiówkę. Trudniej będzie też ocenić aktualny poziom. Z drugiej strony chyba nie potrzebuję sprawdzianu formy, czy szacowania tempa na maraton, skoro i tak zamierzam biec na 2:55. ;)

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: N, 26 sierpnia 2018, 20:39 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (20.08) - 14 km BS, 4:49 (HR 139).

Wtorek (21.08) - 7 km BNT + 6 x 150 m BPG. Łącznie 20,3 km, 4:40 (HR 146).
Nieudany akcent. Miało być 10 km z narastającym tętnem - od 145 do 175. Najtrudniejsze i kluczowe trzy ostatnie kilometry (8 i 9 km - 170, 10 km - 175+) nie wykonałem. Nie potrafiłem wejść na 170 uderzeń na 8 kilometrze - przebiegłem go ze średnim tętnem 165 (a powinno być 170), głowa powiedziała dość i przerwałem tę nierówną walkę. Pod koniec zrobiłem jeszcze 6 podbiegów, aby nie uznać treningu za całkowitą porażkę.

Środa (22.08) - 10 km BS-R, 5:19 (HR 125).
Bieg spokojny regeneracyjny.

Czwartek ( 23.08) - 12,8 km BS, 5:00 (HR 135).
Jutro wolne, a w sobotę zawody na krosowej trasie - 10,4 km. Muszę pobiec je szybciej niż przed rokiem, bo inaczej to...

Sobota (25.08) - Zawody - 3. Bieg Oborygena - dystans 10,4 km, czas 43:52, tempo 4:13, HR 169/175, rytm 186. M50 - 1 / 21, Open - 18 / 461.
Do zawodów nastawiony byłem bojowo - zamierzałem poprawić czas sprzed roku (43:39), zwłaszcza, że do maratonu pozostało o 2 tygodnie mniej niż przed rokiem (więc teraz powinna być już wyższa forma).
Trasa bardzo ciekawa, urozmaicona, krosowa, prowadząca głównie przez lasy.
Plan był prosty, pilnować tętna, aby po 2 km wskoczyć na tętno 170+ i starać się je utrzymać (średnie tętno z ubiegłego roku to 170). Na tętno 170 wskoczyłem ok. 2,5 km, ale utrzymać je nie było łatwo. Oczywiście kontrolowałem też tempo, które niestety było słabsze niż przed rokiem. Walczyłem z narastającym zmęczeniem i narastającą niewiarą, że mogę być szybszy niż rok temu. Głowa protestowała coraz bardziej, a największe zwątpienie przyszło na kilometr przed metą, gdy tętno spadło do 168 (przed rokiem 175 w tym miejscu). Gdy zegarek zasygnalizował 10 km zobaczyłem, że nie tracę tak dużo, jak myślałem, przyspieszyłem więc resztkami sił końcówkę. Kilkanaście sekund straty do ubiegłego roku to porażka, ale nie tragedia.
Planu nie wykonałem. Miało być szybciej niż przed rokiem, a nie było...
Na osłodę zaliczyłem zwycięstwo w kategorii wiekowej.

Obrazek

Niedziela (26.08) - 14,4 km BS, 4:59 (HR 132).
Spokojny bieg. Nie czułem zmęczenia po wczorajszej dyszce. Jedynie pięta się odezwała.

Tydzień - 82 km.
Wg planu miało być 90 km i jeden akcent się nie udał - trochę to martwi, ale nie załamuję się.

Aktualny stan formy ciągle porównuję do ubiegłorocznych przygotowań do maratonu w Poznaniu i stwierdzam, że jestem na niższym poziomie niż w adekwatnym okresie sprzed roku.
Niby forma poprawia się, ale jednak zbyt wolno, by 30 września być gotowym na łamanie 2:55. Muszę przyspieszyć, a pozostało zaledwie 5 tygodni.
Nie wiem, czy iść założonym planem, czy coś drastycznie zmienić.
Już za późno na duże zmiany, więc zastanawiam się, czy nie dołożyć dwa starty na dystansie 10 km, tak, aby w każdy weekend do maratonu biegać dyszkę na zawodach. Takie starty można śmiało potraktować jako trening progowy. A w środku tygodnia zrobić drugi akcent - tempo maratońskie lub długie wybieganie.
To powinno podbijać mnie z tygodnia na tydzień i może styknie? ;)

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: N, 2 września 2018, 23:47 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (27.08) - 16,6 km BS, 5:03 (HR 136).

Wtorek (28.08) - 8,6 km BS, 5:39 (HR 120).
Krótko i regeneracyjnie.

Środa (29.08) - Int 6 x 800m / tr. 2:30. Łącznie 16,2 km, 4:44.
Po wczorajszym krótkim biegu regeneracyjnym miałem nadzieję, że dziś interwały wejdą lekko i przyjemnie, a tu zonk.
Ciepło i wiatr nie sprzyjały, do tego od początku nie miałem ani luzu, ani mocy. W głowie od początku trwała walka o to, czy nie odpuścić akcentu. W końcu zdecydowałem, że spróbuję, najwyżej zrobię tylko 4 powtórzenia, albo skrócę je do 600m.
Pierwsze powtórzenie pod wiatr weszło tempem 3:48, oj słabo. Zrobię drugie z wiatrem i na tym zakończę - pomyślałem. Z wiatrem wyszło 3:35, czyli tyle, na ile liczyłem przed treningiem. Po kolejnych, w takich samych tempach, powtórzeniach miałem dość, ale zdecydowałem, że wymęczę choć sześćsetki, jednak zawalczyłem do końca i ilościowo się zgodziło. Przedostatni odcinek (pod wiatr) wszedł tempem 3:50, a ostatni (z wiatrem) - 3:30. Co do jakości/tempa, to było jednak zbyt wolno, ale to jest wszystko na co teraz mnie stać. Najważniejsze, że głowa dała radę i nie odpuściłem treningu.
To był drugi i zarazem ostatni trening interwałowy przed Warszawą.

Piątek (31.08) - 12 km BS, 5:00 (HR 136).

Sobota (1.09) - Zawody - 5. Sobótczańska Nocna Dziesiątka - atestowane 10 km, czas netto 40:14, tempo 4:02, HR 166/173, rytm 188. M55 - 1/16. Open - 23/354.
Całą sobotę padał deszcz i nie bardzo chciało się jechać na zawody w taką pogodę. Start o godzinie 20. Trasa ulicami Sobótki mocno pofałdowana (wg Garmina 115 m wzrostu wysokości) - na dwóch pętlach sześć wyraźnych podbiegów (i na szczęście zbiegów też ;) ).
Znowu nie potrafiłem wejść na wyższe tętno (wcześniej mocne dyszki biegałem na średnim tętnie 170 i więcej). Cały bieg był pod kontrolą, bez typowego kryzysu w połowie dystansu, ale dziwnie nie mogłem przyspieszyć, być może to jakaś blokada w głowie. Start ten uznaję jednak za dobry trening!

Obrazek

Niedziela (2.09) - 12,1 km BS, 5:01 (HR 131).

Tydzień - 75 km.

Sierpień - 380 km. Bardzo przyzwoity kilometraż.

Już tylko 4 tygodnie pozostały do Maratonu Warszawskiego, w tym tylko dwa tygodnie mocniejsze.
Dwa kolejne weekendy miały być wolne od startów, ale poważnie zastanawiam się czy w najbliższy weekend nie wystartować w krosowej dyszce albo może nawet polecieć Wrocław Maraton w roli pacemakera na 3:30. Wiem, ze miałem tego nie robić i w planie tego nie ma, ale ponieważ czuję się na niższym poziomie niż przed rokiem, to korci mnie coś zmienić, coś dodać...

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: So, 8 września 2018, 21:01 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (3.09) - 14 km BS, 4:51 (HR 137).

Wtorek (4:09) - 16 km BS, 4:42 (HR 138).
Chłodny wieczór, przyjemnie to weszło.

Środa (5.09) - BS + 10 km M (4:05) + BS. Razem 18,7 km, 4:25 (HR 151).
No wreszcie coś się przełamało. Niby tylko 10 km TM i tętno nieco za wysokie jeszcze, ale nie było rzeźbienia, choć lekko też nie było.
Na 4 km TM odezwała się pięta i mniej lub bardziej bolała już do końca treningu. Chyba zgłoszę się z tym do fizjo, przy okazji zrobi przegląd podwozia przed głównym startem.
Bardzo cieszy mnie ten trening, długo czekałem na takie przełamanie, wrócił optymizm. :)

Czwartek (6.09) - 11 km BS-R, 5:29 (HR 122).
Bieg regeneracyjny z kolegą.

Piątek (7.09) - 10 km BS, 5:06 (HR 133).

Sobota (8.09) - 29,7 km BD, 4:43 (HR 145).
Bieg długi. Na 16km zjadłem żela, piłem co 3km. Od 19km zaczęła boleć pięta, ale dało się biec. Pod koniec, na kilometrach 23-26 nieco przyspieszyłem (do ok. 4:25), ale szło to już ciężko, potem zwolniłem. Wróciłem do domu zmęczony ale zadowolony.
Nie przepadam za takim treningiem, wolę już start w maratonie. ;)

Tydzień - 99 km.
Tydzień bardzo udany, może bez fajerwerków, ale pojawiła się nadzieja na dobre bieganie.

Zostały już tylko 3 tygodnie do startu. W najbliższym tygodniu chcę jeszcze zrobić 15 km TM (dużo mi powie) i może jakieś progi.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: N, 16 września 2018, 19:59 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (10.09) - 12 km BS, 4:51 (HR 136).

Wtorek (11.09) - 14 km BS , 5:04 (HR 129).
Na dziś zaplanowałem akcent. Ustawiłem w zegarku progi 4x2km/tr. 2:30 i wyszedłem z domu. Rozpocząłem biegiem spokojnym, który wchodził wyjątkowo źle. Czułem się bardzo słaby i bez energii. Pogoda też nie zachęcała do szybszego biegania.
Po paru kilometrach już wiedziałem, że nie podejmę nawet próby wykonania akcentu. Przeczłapałem więc trening w butach do szybkiego biegania (NB Zante) i przybity wróciłem do domu.
Wygląda na to, że dwa dni odpoczynku po biegu długim to za mało, by wystarczająco się zregenerować. Może jutro wieczorem podejmę próbę wykonania akcentu i może w lżejszej wersji (4x1600). Tak słabo to już dawno się nie czułem, oby to był tylko incydent.

Środa (12.09) - BS + P 4 x (1,6 km / 2 min. tr.) + BS. Razem 16,7 km, 4:29 (HR 150/174).
W ciągu dnia delikatnie drapało w gardle i pojawił się lekki katar (nie podejrzewałem, że to początek czegoś poważniejszego). Po wczorajszej niemocy wychodziłem dziś na trening pełen obaw.
W zegarku uruchomiłem łatwą wersję progów (4x1,6km) aby zwiększyć szansę wykonania akcentu.
Już na wstępnym rozbieganiu noga podawała lepiej. Pierwsze powtórzenie weszło nadspodziewanie dobrze tempem 3:53. Pomyślałem, że powinienem dać radę jeszcze to powtórzyć no i kolejne weszło dobrze, choć końcowe metry były dość ciężkie. Jednak podczas 2-minutowych przerw odzyskiwałem oddech i siły. Po trzecim powtórzeniu postanowiłem ostatnie polecieć na maksa (3:48). Na ostatniej setce myślałem że się zes..., tak mnie przycisnęło. Wracając do domu musiałem przerwać bieg i poszukać krzaków.
Podsumowując, nie rozumiem, jak z wczorajszej totalnej niemocy odrodziłem się dzisiaj. Trening udany i budujący mentalnie.

Czwartek - bardzo źle przespana noc, zapchany nos, ból gardła, podwyższona temperatura i dreszcze. Złapałem jakiegoś paskudnego wirusa, który rozłożył mnie całkowicie. Piątek - bez zmian - osłabiony snuję się jak wrak człowieka, większość dnia przebywam w łóżku, jestem nie do życia. Sobota - następuje delikatna poprawa, ale dobrze nie jest, pojawia się sporadyczny kaszel. Niedziela - odczuwalna poprawa, ale od rana pojawił się upierdliwy kaszel. Czuję się mniej osłabiony, ale o bieganiu nie ma mowy.
Mam złe wspomnienia z tego typu infekcjami, co rok przechodzę je w niemal identyczny osób - 3-4 dni ostry przebieg, po ok. tygodniu już prawie po chorobie, ale pozostaje lekkie osłabienie i przez około miesiąc utrzymuje się kaszel z odkrztuszaniem flegmy z płuc czy oskrzeli. Tak więc perspektywa przed startem jest nieciekawa.

Tydzień - 42 km. :smutek:

Na jutro umówiony jestem do fizjoterapeuty (przegląd podwozia i zwrócenie uwagi na pięty). Mam nadzieję, że już we wtorek wyjdę na krótki rozruch.
Nie wiem za bardzo co z tej sytuacji wyniknie i co robić, jak trenować do maratonu. Wypadł mi bardzo ważny trening 15 km TM, który miałem zrobić w sobotę/niedzielę. W najbliższą środę planowałem mniejszy akcent - 2P+3M+2BS+2P+3M, który wykonywałem o tej porze przed ostatnimi maratonami. Jeśli wrócę do zdrowia i będą siły, to spróbuję go wykonać.

Realnie patrząc, to już przegrałem maraton w Warszawie, bo 2:55 w tej sytuacji jest chyba poza zasięgiem. Zobaczę jak miną te ostatnie dwa tygodnie i jakie będzie samopoczucie, a nowy cel wyznaczę tuż przed startem.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pn, 17 września 2018, 19:29 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (17.09) - 6,6 km BS, 5:39 (HR 126).
Pogoda dziś piękna, a samopoczucie lepsze niż wczoraj. Planowałem zrobić ten kontrolny rozruch jutro, ale nie wytrzymałem i zrobiłem to dzisiaj. Nie mogę się pogodzić z porażką...
Spore osłabienie, kaszel i lekko bolesne miejsca w punktach rozpracowanych przez fizjo (wizyta była dziś o g. 10). Bieg pokazał niewiele, może tyle, że żyję i ruszam się. :oczko:
Jeśli jutro będzie kolejny dzień poprawy, to zamierzam pobiec 10-12 km BS-a, a w środę zrobić już akcent (może 2P+3M+2BS+2P+3M).

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Śr, 19 września 2018, 22:22 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Wtorek (18.09) - 12,1 km BS, 5:14 (HR 132).
Nadal duże osłabienie, biegło się ciężko i mało komfortowo. Planowany jutrzejszy akcent jest mało prawdopodobny, chyba że odzyskam siły.

Środa (19.09) - 12 km, 5:06 (HR 130).
Miał być akcent. Do zegarka wgrałem najłatwiejszą wersję progów, czyli 4x1200m/tr.2min. Niestety, dziś, podobnie jak wczoraj, czułem osłabienie od początku biegu. Postanowiłem jednak rozpocząć pierwsze powtórzenie, aby przekonać się co z tego wyjdzie. Zacząłem tempem 3:58, ale nie byłem w stanie go utrzymać i systematycznie zwalniałem do 4:14 - średnia tych 1200 m wyszła 4:08, czyli tempo maratońskie, a nie progowe. Podczas biegu lekko piekło mnie w gardle i czułem płuca. Nie miałem już ochoty na drugie powtórzenie i spokojnie wróciłem do domu.

W sobotę mam lokalne zawody (10,5 km) i miałem zamiar pobiec je intensywnością okołomaratońską, ale już niczego nie planuję, bo nie wiem w jakim będę stanie i czy osłabienie minie.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: N, 23 września 2018, 18:15 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Czwartek (20.09) - 11 km BS, w tym 6 przebieżek, 5:16 (HR 132).
Nadal osłabienie. Jutro wolne, a w sobotę próba pobiegnięcia na zawodach dyszki tempem maratońskim.

Sobota (22.09) - zawody - 4. Bieg w Naturze - 10,47 km (wg gps zegarka), czas 43:08, tempo 4:08, HR 165/172, rytm 185. M50 - 1/6. Open 7/134.
Ważne zawody, bo to miał być trening tempa maratońskiego i zarazem test, czy po chorobie wróciłem już do żywych.
Trasa biegła głównie szutrowymi, leśnymi drogami, płasko. Pogoda dopisała.
W kategorii miałem dwóch rywali, którzy biegają na dychę o ok. 2 minuty wolniej ode mnie - nie chciałem z nimi przegrać.
Zakładałem, że po pierwszym kilometrze wejdę na tęno 160, a następnie będę utrzymywał je w okolicach 163, zaś tempo będzie jedynie tego skutkiem. Gdy jednak okazało się, że tempo ok. 4:08 jest do utrzymania i biegnie się bez groźby zajedni, to pozwoliłem tętnu na lekki wzrost. Dopiero na niecały kilometr przed metą, gdy dochodziłem zawodnika, to lekko przyspieszyłem, żeby go wyprzedzić i potem bezpiecznie utrzymać pozycję do mety. Dlatego w końcówce tętno wzroszło do ponad 170.
Odczucia w czasie i po biegu pozytywne, jestem mile zaskoczony, bo mogło się to skończyć dużo gorzej. Martwi jedynie nieco za wysokie tętno.
Średnie tempo wyszło maratońskie, ale intensywność była jednak sporo wyższa.

Niedziela (23.09) - 12 km BS, 4:55 (HR 131/141).
Spokojne rozbieganie. Po wczorajszych zawodach lekko czuję czwórki i ponownie odezwała się lewa pięta. Czuję się w miarę dobrze, ale nieco tak, jakbym za chwilę miał się znowu rozchorować, może to sprawa niskiej temperatury otoczenia i tego, że nadal odkrztuszam flegmę. Nie czuję się jeszcze w 100% zdrowy.

Tydzień - 64 km.

Pozostał już tylko tydzień do maratonu i mam poważną zagwozdkę, jak go pobiec i na jaki cel się nastawiać. Gdyby nie choroba, to cel pozostałby jeden - złamać 2:55. Teraz rozpiętość możliwych celów jest duża - od nierealnego 2:55, przez również mało realną życiówkę, poprzez łamanie trójki, aż po pomoc koledze w łamaniu 3:25.
Szkoda, że przez chorobę wypadły dwa ważne akcenty - 15 km TM oraz 10 km tempem mieszanym (progowym i maratońskim). Najbardziej brakuje mi obiegania tempem maratońskim.
Bardzo trudno jest zrezygnować z celu głównego, jednak patrząc realnie, to złamanie 2:55 jawi się jako mission impossible... :smutek:

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Śr, 26 września 2018, 21:11 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Poniedziałek (24.09) - 14 km BS, 5:05 (HR 132).

Środa (26.09) - BS + P 3x1600/2,5 min. + BS. Łącznie 14,7 km.
Tradycyjny już, danielsowski półakcent przed maratonem.
Weszło tak sobie, bardziej dobrze niż źle. :oczko:
Po drugim powtórzeniu odezwała się pięta, ale ból nie nasilał się, więc pobiegłem również trzeci odcinek. Tempówki progowe wchodziły kolejno tempem 3:54, 3:53, 3:52.
Bardziej niż zwykle czułem ciągnięcie i pieczenie z tyłu i boku lewego uda (kulsz?). Nadal czasami odkrztuszam flegmę po przebytej chorobie.
Pozostał jeszcze tylko piątkowy trening, czyli 8-10 km BS i w sobotę rano wyjeżdżam pociągiem do Warszawy.
W piątek wieczorem postaram się opisać swoje samopoczucie i nastawienie przed biegiem i ewentualnie plan/strategię na start.
Na dziś, przy założeniu dobrej pogody (a taką prognozują), dobrego zdrowia i dobrego samopoczucia na starcie, biorę pod uwagę atak na 2:55. Wiem, że to trudne i ambitne zadanie, ale tym bardziej chciałbym spróbować... :jatylko:

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Pt, 28 września 2018, 18:55 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Piątek (28.09) - 8,9 km BS, w tym 6 przebieżek, 5:07 (HR 136).
Ostatni lekki trening przed maratonem. Nie czułem mocy, a tętno było nieco za wysokie. Od kilku dni coś mnie mdli i muli (od żołądka?) i nie czuję się optymalnie. I to nie jest stres, tylko ze zdrowiem jest coś niewyraźnego. Ciągle mam jednak nadzieję, że w dniu startu będzie OK i powalczę o jak najlepszy wynik.

Mój numer startowy: 10540
Wyniki na żywo: http://live.sts-timing.pl/mw2018/
Cel maksimum, to złamać 2:55, a minimum to 3:00.

Nie zamierzam biec szybciej niż rozpisane międzyczasy na opasce, no przynajmniej do 30 km. :oczko:
Obrazek

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pod prąd – czyli 2:50 przed 60
Nowy postNapisane: Śr, 3 października 2018, 23:25 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): Cz, 2 lutego 2012, 01:11
Posty: 2008
Lokalizacja: Brzeg Dolny/Wrocław
Niedziela (30.09) - Zawody - 40. Maraton Warszawski - czas 3:00:42, tempo 4:17. M50 - 9 / 682, Open - 210 / 7521. HR 159/171, rytm 186.
Pomimo problemów z przygotowaniami (choroba na 2 tygodnie prze startem) i niewyraźnego samopoczucia praktycznie do startu, nastawiałem się na bieg po życiówkę na poziomie 2:55. Wiedziałem, że podejmuję ogromne ryzyko. Był też plan B - gdyby okazało się, że mam problemy z utrzymaniem tempa ok. 4:08, to nieco zwalniam i bronię wyniku poniżej 3:00.
Pogoda na starcie była dobra - chłodno (ok. 8 st.C), słonecznie i lekki wiatr. Podczas krótkiej rozgrzewki, przy przebieżce, zakłuło mnie w pięcie, z którą mam ostatnio problemy. Zakląłem w duchu i pomyślałem, że nie jest to dobry prognostyk, i że jeśli ból się pojawi i będzie nasilał w trakcie biegu, to mogę go nawet nie ukończyć. Po dłuższej chwili ból ustąpił i nie myślałem już o tym.
Na start, do swojej strefy dotarłem w ostatniej chwili. Ustawiłem się tuż przed pacemakerem na 3:00 i tuż za elitą. Po chwili, ku mojemu zaskoczeniu, podszedł do mnie forumowy Glonson, przywitaliśmy się, wymieniliśmy kilka zdań i życzyliśmy sobie powodzenia w biegu.
Pierwszy kilometr wszedł w 4:07, drugi 4:01, a trzeci 4:00. Być może poniosło mnie na samym początku, ale wtedy byłem przekonany, że pomaga mi wiatr i jest lekko z górki, więc jest to normalne i taką sytuację trzeba wykorzystać. Pierwsza piątka wyszła zgodnie z planem, a biegło mi się dobrze. Na 8 km, gdy przebiegaliśmy przez ZOO, jeden z biegaczy wyjął smartfona i robił sobie sefie - rozbawiło mnie to, ja bym tak nie potrafił. :hahaha:
Druga piątka weszła również wg założeń. Starałem się utrzymywać tętno na poziomie nie wyższym niż 163 (podobnie jak w poprzednich maratonach). Nagle pojawił się ostry ból w pięcie, zaniepokojony delikatnie zwolniłem, zaraz ból złagodniał i kontynuowałem bieg. Jeszcze ze trzy razy powracał ostry ból pięty, jednak po chwili łagodniał i tak z bólem biegłem już do samej mety.
Trzecia piątka i tempo utrzymane, jednak zaczynam już czuć trudy biegu i pojawia się zmęczenie, jednak nie rezygnuję.
Na półmetku jestem praktycznie w zakładanym czasie, ale utrzymanie tempa przychodzi z coraz większym trudem. Uświadamiam sobie, że kontynuowanie biegu w takim tempie to pewna katastrofa. Mimo tego podejmuję próbę utrzymania tempa przez kolejne 5 km (teraz oceniam to jako poważny błąd) - przychodzi to z ogromnym trudem, nogi sztywnieją coraz bardziej, brakuje sił, pojawia się też piekący ból na śródstopiu (krwawiące otarcie spowodowane przetartą skarpetką).
Po 25 km postanawiam zwolnić i powalczyć o złamanie trójki. Wydaje się, że zapasu czasu mam sporo i wystarczy do końca utrzymywać tempo ok. 4:20, a będzie dobrze. W zasadzie do 35 km udaje mi się to zrealizować, jednak potem uderza we mnie jeszcze silniejszy kryzys. Wyraźnie słabnę, nogi zesztywniałe - czuję jakbym biegł na szczudłach, wszystko zaczyna boleć (kolano, biodro, stopa pięta, dwugłowe sztywnieją) i nie potrafię już utrzymać tempa 4:20. Nie poddaję się jednak (to nie jest w mojej naturze), mocno cierpię i walczę o to, by tracić jak najmniej.
Na 38 km mija mnie pacemarker na 3:00 i jedynie przez kilka sekund próbuję się do niego przykleić. Co za bezradność - bardzo chcę, a nie potrafię szybciej biec - traumatyczne przeżycie. Pacemaker powoli oddala się. Mimo wszystko nadal nie odpuszczam i chcę zrobić wszystko, aby na mecie nie przekroczyć 3:01:00.
Tempo spada, wyprzedzają mnie inni zawodnicy, a ja czuję się taki bezradny - to nowe, niemiłe dla mnie przeżycie. 40 km jest najwolniejszy - 4:49, po nim próbuję przyspieszyć i rozpocząć tradycyjnie długi finisz. Jestem obolały i wyczerpany, ale nadal walczę: 41 km w 4:33, 42 km w 4:25, ostatnia długa prosta do mety i ogromny doping - 420 m (wg Garmina) tempem 4:02. Za metą słaniam się na nogach i siadam przy krawężniku.
To była bardzo trudna walka, ale nie poddałem się. Niewiele zabrakło do złamania trójki - czas na mecie 3:00:42.

Trasa biegu okazała się mocno pofałdowana i wiatr nieco przeszkadzał lub pomagał - stąd czasami spore różnice czasów sąsiednich kilometrów.

Poszczególne kilometry wg Garmina:
Obrazek

Pomiar organizatora:
Obrazek

Obrazek

Na 9. kilometrze - luz blues... :oczko:
Obrazek

Podsumowanie biegu w kilku słowach: ułańska fantazja - szarża - walka - umieranie...
Ten bieg to nowe, bolesne i pouczające doświadczenie, które powinno zaowocować lepszymi startami w przyszłości. :taktak:
Przemyślenia i wnioski w następnym wpisie.

_________________
BlogKomentarze
10 km - 38:28 (5.03.2017), HM - 1:24:30 (25.03.2017), M - 2:56:00 (15.10.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: ldamianl, sebbor i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL