Teraz jest Śr, 18 września 2019, 09:23

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 127 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: So, 17 sierpnia 2019, 19:01 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 620
"Razy trzy"

Trzy dni, trzy różne dystanse i trzy różne trasy, ale zacznijmy od początku.

Jakiś czas temu zapisałam się na Żółwiową Triadę Biegową przede wszystkim po to, żeby znaleźć sobie dodatkową motywację do wyjścia i dreptania. Tempo tutaj nie miało żadnego znaczenia, nie było też rywalizacji, a w zasadzie jakaś tam była, musiałam konkurować z własnym "nie chce mi się". Wiem, wiem, nie powinno się biegać dzień po dniu, ale nikt nikomu biegać nie kazał, można było nawet przejść dany dystans, choć nie były to jakieś szaleńcze odległości a na ich pokonanie była cała doba.
Żeby nie przedłużać, zaczęłam od poniedziałku. W planach miało być 5km przedreptanych w towarzystwie dwóch znajomych, lecz jak na złość prawie cały dzień padał deszcz, który jedną osobę skutecznie zmył. Pobiegłyśmy we dwie. Traf chciał, że w chwili gdy człapałyśmy, nie spadła ani kropla, choć powietrze było bardzo ciężkie a na niebie chmury zbierały siłę na kolejne długie padanie.
Trasa jak najbardziej mi znajoma. W zasadzie dwa podbiegi, trochę płaskiej drogi pieszo-rowerowej, duże osiedle uznane za sypialnię miasta, dziurawy chodnik na obrzeżu ni to miasta ni to wsi i koniec. Nie było szybko,ale oddychać nie było czym.
Pierwszy dzień zaliczony:
dystans 5,24km
czas 35:10
tempo 6:43
tętno 164

Wtorek
Znów biegniemy we dwie, ale towarzyszy nam dwójka nastoletnich dziewczynek na rowerach. Gorąco, słońce pali. Dzisiejszej trasy nie znam, mogę zdać się tylko na osobę towarzyszącą mi. W planach 7km.
Początek kiepski, przyplątał się jakiś okoliczny, Burek wypuszczony samopas, który obszczekiwał mnie jak tylko na niego spojrzałam. O bieganiu mowy nie było, bo oczami wyobraźni widziałam jego kły wbite w moją łydkę. Kawałek przeszłyśmy. Psu chyba się znudziło i poszedł w przeciwnym kierunku. Włączyłyśmy zegarki i pobiegłyśmy. Trochę z góry, wzdłuż rzeki, przez kilka przejść dla pieszych do parku, tam kółeczko i powrót. Nie biegłyśmy cały czas, ponieważ nie było jak ominąć przejść a dzieciaki są jeszcze na tyle małe, że trzeba je mieć na oku. Mimo wszystko jak dotarłyśmy do górki, pod sam koniec drogi, to niestety, wysiadłam i zrobiłam sobie ciut spacerku. Nachylenie w sam raz na ćwiczenie podbiegów, ale bardzo trudne jak na koniec biegu. Muszę tam kiedyś zajrzeć, ale zrobić tylko podbiegi.
Drugi dzień zaliczony.
dystans 7,03km
czas 50:22
tętno 157
tempo 7:10

Środa. Skład identyczny jak dzień wcześniej, tylko tym razem jedno dziewczątko na rowerze a drugie na rolkach. Przed nami 10km. Czy dzieci dadzą radę? Tak, to jeszcze dzieci. Trasa Parkrunowa, więc asfalt, z jednym, niezbyt dużym podbiegiem, jak dla mnie, to najłagodniejsza z wszystkich tras. Jest dobrze po 19.00, pogoda w sam raz, nie za zimno, nie za ciepło, słońca już nie ma.
Czuję zmęczenie po poprzednich dwóch dniach. Czy dam radę? W sumie jak nie dam, to się przejdę na spacer. Tempo wolniutkie. Co chwilę mijają nas rolkarze, rowerzyści i ... biegacze. Niektórzy biegną tak wolno jak my. Jestem ciekawa czy też zaliczają triadę. Nie zatrzymujemy się jednak, choć pozdrawiamy.
Tym razem robimy tylko jeden, krótki postój żeby dziewczynki mogły się napić i biegniemy dalej. Wreszcie na zegarku pojawia się "magiczne" 10km. KONIEC

Dystans 10,03
czas 1:07:78
tętno 158
tempo 6:47

Zadanie wykonane

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Pn, 26 sierpnia 2019, 01:14 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 620
"Pod górkę"

Aż trudno w to uwierzyć, ale odnoszę wrażenie, że ktoś rzucił na mnie jakiś urok. Już było tak fajnie. Kiedy kończyłam żółwiową dyszkę, na samiutkim końcu poczułam, że mogłabym biec dalej, nie czułam zmęczenia, tak jak dawniej, tak jak rok temu, a i wskazania pulsometru potwierdzały to niesamowite uczucie.
Długo jednak nie musiałam czekać aż życie znów rzuci mi kłodę pod nogi. Może dlatego, że energia mnie rozpierała i w domu chciałam "góry" przenieść i zrobić tysiące robót na raz.

Tym razem schyliłam się, żeby podnieść maszynę do szycia i odstawić ją na miejsce. Zdążyłam tylko trochę ją unieść kiedy poczułam przeszywający ból w plecach. Zaczęło robić mi się słabo, na oczy spadła biała zasłona, słyszałam swój głos jakby spod wody... Czułam jak tracę świadomość. Zdążyłam tylko złapać telefon... Jestem sama w domu. Gdzie dzwonić, kogoś wołać, czy od razu na pogotowie nim jeszcze jestem w stanie...?
Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak przerażona jak wtedy. Udało mi się położyć na wersalce, bez żadnej poduszki, na płasko. Coraz bardziej odpływam w nicość. Unoszę ręce, próbuję się uśmiechnąć ... jest symetrycznie, czyli dobrze.To nie udar. Powoli zaczynam znów widzieć i słyszeć, choć w głowie potworny szum. Próbuję wstać ... masakryczny ból, nie jestem w stanie nawet na centymetr unieść nóg. Lewa strona niczym sparaliżowana od pasa w dół.
Dwie godziny zabrało mi spełznięcie z wersalki, otworzenie drzwi (były zamknięte na klucz a klucz został w zamku) i zadzwonienie po kogoś z rodziny.

Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że załapałam się na rwę kulszową, ale w takiej odmianie, że omal z bólu nie zemdlałam.
Noc przespałam na siedząco, na fotelu, bo nie byłam w stanie ani się położyć, ani wstać. Już kiedyś mi się to zdarzyło, choć inaczej się zaczęło, a że nie przepadam za przychodniami, spróbowałam sobie sama poradzić. Dobrze, że mam urlop. Trzy pierwsze dni to była droga przez mękę, później zaczęło puszczać.

Na tydzień odpuściłam bieganie, z resztą nawet gdybym chciała, to i tak nie dałabym rady. Znów mam do tyłu... co trochę podciągnę, to coś takiego się wydarza, co skutecznie pcha mnie wstecz. Zaliczyłam basen, woda przynosi ulgę. Spróbowałam pójść na spacer. Nie było źle.

W tę sobotę poszłam więc na Parkrun, mimo, że lewy bok i noga jeszcze pobolewały. Pomyślałam, że muszę jakoś to co boli rozćwiczyć, rozciągnąć, nie muszę przecież biec, a spacer dobrze mi zrobi. Spróbowałam delikatnie potruchtać, choć znajomi z Parkrunu pilnowali, żeby mnie nie poniosło przypominając, żebym nie szalała i raczej szła. Przykleiłam się do pewnego chłopaka któremu jakoś trudno się tuptało i razem przedreptaliśmy 5km w zasadzie zamykając stawkę.

5km w 37:48

Od tego tygodnia chciałabym znów spróbować zacząć biegać, choć bardzo ostrożnie i niezbyt daleko.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Pt, 30 sierpnia 2019, 18:55 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 620
"I do przodu"

Po sobotnim truchtaniu nic mi nie było, czyli czas powrócić na "szlaki". We wtorek znów zaliczyłam basen. Trochę pływania, trochę masażu wodnego, leżenie w solance. Za bardzo nie można było poszaleć, ponieważ ukropy spowodowały, że chyba pół miasta poszło się pomoczyć.
Na środę umówiłam się na bieganie ze znajomą. Wokoło naszego miasta podawane są alerty burzowe. Powietrze ciężkie, parno. U nas jak zwykle nawet kropla deszczu pewnie nie spadnie. W planach mam 5km, bez szaleństw, wolniutko, bardziej na zasadzie wycieczki spacerowo-dreptanej niż biegu. Mimo, że słońce już zaszło, to warunki są trudne. Jest sporo po 19.00 a na termometrze nadal 29 stopni.

Zaczynamy biec w stronę parku. Fajnie, ponieważ z górki. Dobiegamy do jednej z głównych ulic, tutaj remonty. Wszystko rozkopane, ruch pojedynczymi pasami. Trudno przedostać się na drugą stronę. Biegniemy dalej, kolejna ulica. Niestety, na tej trasie nie da się przejść dla pieszych ominąć. Wbiegamy do parku. Drzewa dzielą się z nami swoim specyficznym mikroklimatem. Można trochę odetchnąć od parujących betonów. Biegniemy wkoło pomnika Flory i wracamy do punktu z którego wyruszyłyśmy. Teraz jest zdecydowanie trudniej. Niby teren niewiele się wznosi, ale mam wrażenie, że cały czas idzie delikatnie w górę.

5km zabrzęczało w zegarku, lecz biegniemy dalej. Niestety, nie daję rady, zaczynam przeplatać trucht z marszem. Gorąco, zbyt gorąco. Mam wrażenie jakbym nogi z ołowiu miała. Docieramy do ostatniego kawałka drogi, a tam ... tam taki podbieg, że skapitulowałam. Nie będę cisnąć, tętno i tak szaleje. Temperatura zrobiła swoje. Koleżanka pobiegła, a ja postanowiłam się przejść.

Z góry biegnie jakiś człek, zdecydowanie starszy ode mnie i radośnie woła " nie obijać się". :bum:
Tiaaa... :ojoj: myślę sobie, też mogłabym tak krzyczeć biegnąc z góry, tak jak on. Tym razem nawet podejście pod górę było dla mnie wyzwaniem. Dziwnie słaba byłam. Na górze znów zaczęłam truchtać. Jeszcze trochę, jeszcze 300 metrów, 200, 100... ufff, koniec. Pot zalewał mi oczy. Usiadłam za kierownicą, ale zanim ruszyłam, musiałam chwilę odpocząć.
Chciałam przeanalizować dane z biegu w telefonie, ale coś poszło nie tak i nie pokazuje mi odcinków 1km, tylko podaje całość. :orany: Niewiele mi to powie, ponieważ dużo czasu straciłyśmy czekając na możliwość przejścia na drugą stronę ulicy. Tempo też będzie liche przez moje spacery i ostatnią górkę, którą przeszłam zamiast przebiec.
Wyszło skromne 7km
czas 51:45
tempo 7:24
tętno 166

Zastanawiam się co się wydarzyło z zegarkiem, że nie ma trasy którą przebiegłam i nie ma podziału na odcinki 1km. Reszta jakoś jest. Czyżby GPS nie załapał? Ale to chyba nie mogłabym mieć innych danych. Nie wiem.

Jutro znów idę na Parkrun, może przebiegnę, może przejdę. Temperatury są iście saharyjskie, więc nie ma co się wysilać, ma być fajnie i to wystarczy. :taktak:

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: So, 31 sierpnia 2019, 15:48 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 620
'Parkrun'

W zasadzie nie ma co opowiadać. Żar z nieba się lał, od asfaltu dawało jeszcze bardziej, cienia jak na lekarstwo. Założenie - przetrwać. Softflask w rękę i do przodu. Zagadałam się po drodze z koleżanką i nie zwróciłam uwagi, że wbiegamy na ostatnią 'prostą'. Sił wystarczyłoby żeby wcześniej ciut przyspieszyć... gdyby nie moje gadulstwo.

Podsumowanie:
5km
32:18
Tętno 168 (max 189)
Tempo 6:26
Za tydzień znów przyjdę na Parkrun :bum:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Cz, 5 września 2019, 21:46 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 620
"Coś nowego"

We wtorek miałam iść pobiegać. Ogarnął mnie leń, żeby się zmobilizować, wrzuciłam na messingera pytanie, czy ktoś dzisiaj biega i dołączyłam się do dwóch dziewczyn. W planach spokojna piąteczka. Coś usłyszałam, że polecimy w dół, obok rzeki, ale nie wnikałam za bardzo gdzie ta trasa jest.
Okazało się, że to moja "umiłowana droga" z podbiegami. Na sam jej widok tętno mi skacze w górę. No nic, trzeba się z tym zmierzyć. Tempo było fajne, nie za szybkie, nie za wolne, takie w sam raz.
Podsumowanie:
czas 54:56
dystans: 8:01
tempo: 6:52
tętno: 168 (min. 79, max 178)

Tak nam się jakoś biegło, że trasa sama się wydłużyła. Do tego ja na miejsce spotkania 1km jeszcze dobiegłam, więc wyszło w sumie 9km. Nie jest źle.

Środa. Ten dzień postanowiłam przeznaczyć dla siebie. Niech się pali, niech się wali, idę na BBL. Trochę mi tak dziwnie, nie jestem orłem w bieganiu, a tam będą ludzie świetnie dający sobie radę. Z jednej strony głupio mi, że za nimi za nic nie nadążę, z drugiej ciekawość mnie pożera jak tam jest. No nic, pójdę, powiem, że ja to tak tylko przyszłam się poprzyglądać, bo nie za bardzo ani z bieganiem ani z ćwiczeniami. Może coś spróbuję zrobić, choć trochę poćwiczyć.

Podjechałam, widzę zbierają się jakieś obce mi osoby, choć ubrane na biegowo. Nie mam pojęcia co to za grupa i czy to ta. Zajęcia odbywają się na stadionie miejskim przy którym są także korty i mnóstwo innych zajęć sportowych. Czekam przy samochodzie aż ktoś znajomy przyjdzie. Ufff... podjeżdża jedna dziewczyna. Już nie jest źle. Podchodzimy razem do rozbawionej grupy, wszyscy się ze mną witają ( choć to ja powinnam z nimi) i nagle słyszę ...
- A my się znamy, biegasz po lesie, prawda?
Usiłuję przypomnieć sobie twarz tego człowieka, ale za nic nie mogę. Przyznaję się, że nie kojarzę.
- Ja biegam z psem...
Aaaaa, to już wiem.

Kolejna osoba:
- Widzę cię jak biegasz w mieście.
I następna:
- Widzę cię z okna jak przebiegasz obok mojego domu, ostatnio jak cię zobaczyłam pomyślałam sobie, że skoro ty biegasz, to ja też muszę wyjść na trening,... i poszłam pobiegać...

Noooo i tyle mi wyszło z mojego misternie obmyślonego planu. Miałam tak po cichu, gdzieś na końcu, niezauważona przemknąć się przez trening. :hahaha:

Zajęcia były bardzo fajne. Rozgrzewka - trucht wokół stadionu (400m okrążenie), wolno, bez spinania się.
Wyszło mi 5 okrążeń.
Później kilka ćwiczeń ogólnorozwojowych. Dalej zadanie - panie 8 kółek, panowie bodajże 12 lecz: jedno szybko, jedno wolno. To wolno można było albo truchtać albo przespacerować. Ku mojej radości w zasadzie wszyscy wybrali tę drugą opcję :bum:

Po wykonaniu zadania znów zebraliśmy się na kilka ćwiczeń rozciągających. Tak minęła godzina.
Ćwiczenia wydawały się prościutkie lecz....
na drugi dzień poczułam, że mam mięśnie o których istnieniu nie miałam pojęcia. Jak ja dawno zakwasów nie miałam.
Wcale nie byłam na zajęciach najsłabsza, tak w zasadzie kilka dziewczyn jest na podobnym poziomie co ja.

Za tydzień znów tam pójdę. Szkoda, że zajęcia są tylko do 6 listopada. To nic, wykorzystam tyle, ile się da.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: So, 7 września 2019, 12:40 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 620
"Deszczowo"

Od rana dzisiaj padało. Wreszcie jest czym oddychać. Po tych wszystkich upałach to wymarzona pogoda by odpocząć. Dzisiaj Parkrun z "zajączkami". Kamizelki dla prowadzących są już naszykowane. Patrzę na tę z czasem 35:00. W sumie mogłabym już na ten czas innych poprowadzić i za bardzo bym się nie zmęczyła. Następna kamizelka 32:00. Tutaj muszę jeszcze poćwiczyć.
Podchodzi do mnie znajomy:
- Na ile biegniesz?- pyta
- Nie biegnę.

Widzę zdziwienie w jego oczach.
- Wcale nie biegnę. Nie chce mi się. Złapię się kogoś z tyłu i spokojnie przeczłapię w ramach relaksu.

3,2,1...ruszamy. Jakoś tak mnie poniosło, że lecę przed osobą prowadzącą na 32:00 ale jak daleko, kiedy mnie wyprzedzi? Nie wiem czy dam radę utrzymać to tempo do końca. Dzisiaj nikt ze mną nie biegnie, za to biegną przede mną i za mną. Jeszcze kawałek. W głowie ciągle mam hamulec, który ostrzega mnie przed zbytnim zmęczeniem i przypomina mi co jeszcze niedawno się działo, gdy przycisnęłam. Próbuje go nie słuchać. Jestem już blisko mety. Gość z kamizelką na 32:00 nadal biegnie za mną, czuję wręcz jego oddech na swoich plecach.
Na mecie słyszę okrzyk:
"Dawaj... złamiesz 32:00, dasz radę, szybciej".
Patrzę na zegar a tam 31:38. Zdążę, spróbuję jeszcze przycisnąć".
Wpadam na metę. Koniec.
Oczywiście o zegarku przypomniałam sobie jak już postałam i pogadałam. Znów bzdury wyjdą, będę musiała sama sobie policzyć co i jak.
Zanim jednak do tego się zabrałam, przyszły wyniki z Parkrunu:
Dystans 5 km
Czas 31:26
Ooo, to co ja na tamtym zegarze widziałam? :szok: :bum:
Tak to jest, gdy się biega bez okularów (bo pada).
Tempo 6:17
Tętno 166 (max 191)

Mała rzecz a cieszy. Podoba mi się to 31z przodu. :uuusmiech:

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Cz, 12 września 2019, 00:05 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 620
"BBL"

Z wtorkowego wybiegania nici wyszły, ale podejrzewałam, że tak będzie, bo od początku dnia, czułam, jakbym w żołądku żyletki mała. Po 2,5km biegu odpuściłam i spacerem poszłam do domu. Koleżanka poradziła odgazowaną Colę, więc po drodze kupiłam dużą butelkę i poszłam się kurować. W środę przecież trening na stadionie.

Na drugi dzień na szczęście wszystko mi przeszło. Trening rozpoczyna się od wolniutkiego truchtu wokół stadionu. Jedno koło to 400 metrów, biegniemy 5 okrążeń. Później ustawiamy się na linii i zaczyna się ... skipy, wypady, krążenia, podskoki, przeplatanka... Nagle znalazłam się w świecie, który był moją częścią 26 lat temu lub nawet więcej. Czasy szkolne. Tak wyglądał nasz WF, tylko wtedy to ćwiczyłam, bo musiałam, a teraz, ponieważ chcę. Dawniej to była dla mnie kara, a teraz - przywilej.
Następnie ćwiczenia przygotowujące do sztafety. Nigdy, przenigdy nie biegłam w sztafecie. Pot ciurkiem się ze mnie leje, ale bawię się na całego. Krótkie odcinki szybko biegane też są fajne.

Na koniec ćwiczenia rozciągające. Dzisiaj dokonałam kolejnego odkrycia ... mam mięśnie w pośladkach :hahaha:
Po chwili poczułam też te z łydek. Oj, będą jutro zakwasy, będą. To nic, za tydzień znów pójdę na trening BBLu. Świetny czas, super trener i wspaniali ludzie.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 127 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL