Paweł - luzik, robisz swoje, masz plan i trzymaj się go sztywno, przesadnie nie ufaj zbyt dobremu samopoczuciu na początek i jak są luzy to się z tego ciesz, korzystaj z tego po półmetku jak będą dobre warunki a jak gorsze to dopiero po 30 tym , wynik nabiegasz bardzo dobry i nie myśl o tym, że na 37mym będziesz żałował, że nie pobiegłeś szybciej, jeszcze takiego nie spotkałem kto żałował bo to są teoretyczne rozważania i większość na 37mym jest w dupie a żalami to sobie można co najwyżej chusteczkę zasmarkać, na ostatniej dyszce idzie urwać do 2 minut a jeszcze na ostatniej dwójce z pół, lepiej na końcu urywać niż rozpaczliwie bronić albo nie bardzo pamiętać ostatnie 2 kilometry na których przez palce spierdoli 4 minuty albo i lepiej. Zapomnij o cyfrach, to tylko sztuczne bariery, wiem, że to nieco zaciemnia sprawę ale masz po prostu pobiec najlepszy możliwy wynik a nie złamać trójkę - a najlepszy możliwy wynik biega się głową i jest on zawsze najlepszy, lepszego nie da się pobiec po prostu

. Chłopców od mężczyzn oddziela to, że najszybszy kilometr biegu to jego ostatni kilometr i wielkie zastosowanie ma w tym temacie słynna maksyma Leszka Milera o sposobach kończenia i nie idzie tu o kończenie się. W maratonie kto nie biegnie ten ginie

Więc głównie trzeba myśleć o tym by do końca biec i to biec bardzo sprawnie - reszta to pierdzielenie i teoretyka budowania miraży na podstawie wątpliwych przesłanek.