

Moderator: infernal
Właśnie wróciłem ... pobiłem o 40 sek. swoją życiówke na 10km (tą ustanowioną na Artemisie, gdzie myslałem ze umrę na mecie), bo pierwsze 5km tak mnie nogi niosły, że potem mi było szkoda tego zmarnowaćkachita pisze:Pierwszy raz po dłuższej przerwie boli, ale potem idzie z górkiPowodzenia przy truchtaniu!
A to nie jest dieta białkowa oparta na białku w proszku?! To tak jakbyś była na diecie Dukana tylko w proszkukachita pisze:nie, poniekąd jestem na diecie, tzn. popijam ten dziwny koktajl z herbalife i wcinam ich błonnik.
Zgadzam się z tym jak najbardziej! W mojej wypowiedzi zastosowałam skrót myślowy, więc może rozwinę. Ogólnie tłumaczę sobie tak, że nie zmieniłam drastycznie moich nawyków żywieniowych, tzn. ograniczyłam (a nie wyeliminowałam) tylko słodycze, fast foody, tłuszcz, zamieniłam mąkę pszenną na żytnią, itp. Staram się utrzymać negatywny bilans kaloryczny, ale nie drastycznie ujemny, jak np. w dietach 1000 kcal. Stąd powolne chudnięcie. Ale mam nadzieję, że w ten sposób łatwiej mi będzie takie zmiany nawyków utrzymać - krok po kroku. Można przejść na drastyczną dietę i szybko schudnąć, tylko jak to potem utrzymać?zoltar7 pisze:efekt jojo, jest spowodowany tym, że osoby które schudły w wyniku zastosowania jakieś diety, po jej zakończeniu wracają do tzw. złych nawyków żywieniowych.
Zdaję sobie z tego sprawę, niestety... Mój plan na utrzymanie wagi jest taki, żeby te niezdrowe i tuczące rzeczy faktycznie jeść maksymalnie raz w tygodniu, w dniu dyspensy. Na początku się będę obżerać, potem mi przejdzie. No bo jeśli będę miała świadomość, że owszem, frytki sobie mogę zjeść w sobotę, to nie będzie ciśnienia, że fryteczki są takie pyszne i że nigdy ich już nie zjemzoltar7 pisze:Prawda jest bolesna, odchudzanie ma dwa zasadnicze etapy: pierwszy to schudnąć, drugi utrzymać osiągniętą wagę... a to może zapewnić tylko silna wola... trzeba zrezygnować z niektórych pozornych przyjemności.