Bezimienny drgnął. Wyczulony do granic niemożliwości słuch wychwycił dźwięk, ludzki, świdrujący uszy, krzyk. Tam w dole ludzie i zwierzęta są cicho, ciszej o kilka tysięcy metrów, tu, w górze, ich głosy słychać o wiele wyraźniej. Głośniej. Męczą, denerwują, nie pozwalają spać, przeszkadzają myśleć. 3 dni temu wrzask orła, dzisiaj krzyk człowieka, czy to się kiedyś skończy?
Nie. To się dopiero zaczyna. Ptaki nie wrzeszczą bez powodu, strach jest powodem. Człowiek wygonił je z równin, przegnał z dolin, dzisiaj wspina się na górskie szczyty. Jedyny wiedział, czego boją się orły, znał też ludzi i miał pewność, że wkrótce będzie ich tu więcej. Dotrą wyżej niż kiedykolwiek i przywłaszczą sobie wszystko, co tysiące metrów nad ich miastami i tysiące metrów pod nimi. Ptaki zginą, gdy ich gniazda zostaną zniszczone, a on? Będzie musiał odejść, kiedy hałas, brud i pycha, którą przyniesie człowiek stanie się nie do zniesienia.
Odejdę, powtórzył w myślał Stwórca, a potem niech się skończy ten świat.
'They saw that the perfect world is a journey, not a place.'
- Terry Pratchett