bulbuliera czyli mocne dziesięć.

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4326
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

26 tygodni do zawodów.

słów się rzekło, wpis u płota.

na początek redakcja odpowiada na pytanie czytelników.
tak zdaje sobie sprawę, że 26 tygodni to
szmat czasu.

nie planuję jednak jakiś planowanych startów po drodze.

stryd tak układa trening, że co jakiś czas w planach są testy,
które wystarczy zamienić na sobotniego parkruna lub co tam innego
i on sobie to odpowiednio przeliczy.

na razie nic nie wbijałem w dwa tygodnie testowe w tym planie
btw pierwszy zna 7 tygodni drugi za 10 gdyż ciekawi mnie jakie testy zaproponuje.

jedyne co zrobiłem to napisałem do stryda, żeby obniżył mi CP lekko z 300 wat
na 293.

te 300 wat to aktualnie tempo około 4:07 i na pewno nie jest to moje tempo LT
na ta chwilę.
4:01/14 i to też optymistyczne ale realne przy 293 watt powinni wejść.

nie chcę nakręcać bębenka, mam czas.

cały tydzień prawie zgodny z planem, prawie gdyż odpuściłem czwartek.

organizm podpowiadał, że dwa razy podbiegi i środa było lekko za dużo
wiec stwierdziłem, ze dam sobie na luz i w sumie patrząc po sobotnim treningu
dobrze zrobiłem.

wiosko są takie z tego czwartku atomista, ze znów bardzo niewielka korekta dni
i znów po zatoczeniu wielkiego koła wyszło ze początkowa koncepcja
wtorek piątek wolne jest najlepsza.

wczoraj w planie było 1:30 luźnego biegania i stwierdziłem, że skoro mam
tyle czasów do zawodów, pierw w soboty będę budował wytrzymałość
a dopiero za jakiś czas zacznę dokładać mocniejsze wstawki w środku.

stryd zaproponował easy plus 30min + 25 min delikatne Z2 pośrodku
i jak najbardziej to pasowało.

miało z tego wyjść około 17.4km i trzeba przyznać, że tu akurat w punkt
to sobie przelicza te moce na tempo a potem na planowany dystans treningu,
różnicę są dosłownie metrowe czasem i bardzo to wygodne.

ale tak dobrze się biegło o dziwo, że po szóstym tym kilometrze, postanowiłem
przełamać schemat, ciągle kanałem i po coś nowego znaleźć.

jest to o tyle trudne, ze mieszkam na nowych śmieciach dopiero dwa lata i znam głownie
trasę praca-sklep-dom.
ale pomyślałem, !@#$% biedę, wrócę taksówką jak coś nie tak.

i wpadło bez błądzenia, połaje po fajnych, tu akurat była mocna kołyska
góra-dół, trasach.

o dziwo całość 20km weszło po 5:13 na tętnie 133 czyli wszystko w pierwszej strefie.

niedzielę miałem zrobić spokojne rozbieganie, podczas zawodów na które się
zapisałem już w listopadzie, i uważam, że był to błąd.
tzn błąd, że się zapisałem.

no ale jak juz zapisane, zapłacone, to co tam, zrobimy wybieganie.
tym bardziej, że fajna trasa, pod tunelem łączącym Liverpool z Birkenhead.
nie całość, ale jakieś trzy kilometry.

plan był zrobić rozbieganie, także wczorajsza dwudziestka i 2 piwka po niej
w niczym nie stanowiły, rano kawka i rura do liverpool.
Obrazek
na starcie jakiś dramat chyb z 5 tys osób, masakra, ale ja bez ciśnienia, to nawet się nie pchałem
na początek, miałem dobra minutę straty do zegarów.

początek dobry kilometr mocno w dół, ale potem zaczyna się więcej niż kilometrowy konkretny podbieg
i straszna duchota w tunelu.

ale co tam, nic nie goni, zaczynam na bogato bo z górki i już pierwszy kilometr
przesadzony, bodajże 5:01.
no ale z górki, to niesie, potem staram się lżej, ale
jak to stary przyjaciel z tras biegowych mawiał jak pytałem
czumu przspieszasz, a on zawsze odpowiadał bo jest pod górkę.
btw jak to w wycou bywa, chłop rok starszy ode mnie, znamy się
całe życie, dosłownie całe bo poznałem jacka jak miałem 6 lat,
biegał całe życie maraton 2:45, połówka 1:14 kiedyś
a teraz mi pisze, ze złamał 30 min na 5km
o @#$%^.
to ze mną nie jest tak żle.
wciąż w zielone gramy.

no i tak se truchtam do 5tego kilometra na powolutku
bo międzyczas z 5tki to 24:56
ale zaraz gdzieś po piątym kilometrze
spłoszyły mi się konie i poniosły mocniej.
pewnie dlatego, ze pod wiatr było i fajnie się ludzi wyprzedzało.
tam już nie było rumaków jak ja, każdy przeważnie rzeźbił swoje
a ja też swoje, tylko trochę mocniej.

nie że na 100% ale powiedzmy na 95 ostatni kilometr.
a finisz na 99.

drugie 5km weszło w 21:14 i spokojnie było do urwania
i weszło akuratnie czułem już że robi się mocno pod koniec
chociaż głownie przez porywisty wiatr.
całość zaliczyłem sobie jako bieg progresywny z czasem 46:11
Obrazek
jak już o koniach mowa,
stryd mnie zrobił w konia pokazał 10,240km wiec biegam na treningach wolniej niż myślałem.
zrobiłem korektę, ale i tak się nie sugeruję tempami tylko mocą wiec walić tempa.
będzie wolnie to będzie.
odczuci owo tak samo mocno.

co ciekawe po biegu Xert mi pokazał nowe CP 294watt a
jak ktoś uważnie czytał, pisałem, że pisałem do stryda o ustawienie 293.
chyba zacznę grać w totolotka.

tydzień słaby przez brak czwartku raptem 50.6km
trudno.
za to wpisy dwa.
PKO
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4326
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

25 tygodni do zawodów/49 dni do Port Sunlight 10

wpis porządkowy, żeby była jakaś ciągłość.

przemyślawszy sobie wszystko, co pisaliście, że strasznie długi okres do
docelowej 10tki nie zmieniając nic za dużo generalnie,
zapisałem się na zawody na 10km siódmego czerwca, w
ięc zostało 49 dni do startu.
stwierdziłem, że faktycznie mieli racje Ci co pisali, że za długi okres bez startu
i niech tam, trzeba wiedzieć gdzie jestem.

prawda jest też taka, że ja lubię gonić tego króliczka na różne sposoby
więc i tym razem lekkie modyfikacje, których mam zamiar się trzymać,
nie powinny zaszkodzić a zabawa trwa.

ale do czerwca zostaję przy jednej koncepcji

nawet obiecałem wigiem, że jak tym razem coś zmienię,
może śmiało nakopać mi do dupy.

postaram się jednak iść w zaparte a jako zodiakalny baran,
nie powinno być z tym problemu.

ustawiłem start na 10km w planie i postanowiłem trzymać się
tego planu na 100%

ale z małym ale.

no właśnie, ten plan adaptacyjny stryda, jak już pisałem
działa tak, że daje treningi na tydzień w przód,
i system nie zmienia tego tygodnia dynamicznie.
co dał jest już na sztywno.

czy pobiegliśmy mocno, czy słabo ostatni trening,
te zaplanowane na tydzień w przód nie ulegają zmianie.

i tu właśnie wkracza cała na biało ale
czyli “generacja alternatyw”

nie jestem pewnie, czy działa to na 100% w połączeniu z planem
treningowym, ale wygląda na to, że tak, chociaż stryd nie odpowiedział
mi na tą chwilę na te pytanie.

niemniej.

w dniu treningu, możemy sobie wygenerować trening, który nadpisuje
trening wygenerowany przez plan treningowy ( ten na 7 dni w przód)
i daje nam trzy propozycje.

“najbardziej pasujący” lżejsza wersję i trudniejszą.
już o tym pisałem.
teraz jest to o tyle dla mnie ważne, że postanowiłem każdy trening
sprawdzać te najbardziej pasujące,
i dostosowywać trening do dyspozycji dnia.
wstępnie będę się trzymał planu,
ale najbardziej pasujący będzie sprawdzany
i będzie decydowane na bieżąco co jest biegane.

wszystkie te treningi generowane przez sztuczniaka powinny
pasować do planu, kwestia dyspozycji dnia.

tak są imponderabilia, podstawa jednak to
robić swoje, lepiej lub gorzej, ale robić.

jakoś mimo, że tempa słabe, ja słaby
ale czuję że dostałem drugiego życia
i chęci znów na trenowanie.

biegowo, nie ma o czym pisać w tym tygodniu,
cztery razy easy po 45-48 min i szlus.

była więc okazja do wypicia piwka
bez większej szkody treningowe.
ostatnia na najbliższe tygodnie.
Obrazek
New Balance but biegowy
ODPOWIEDZ