Strasb - w pogoni za formą

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Czwartek 17/10/2013

Wspinaczka + ping pong 3h :hahaha:

Pierwszy dzień bez bólu nóg, ale do końca tygodnia jeszcze urlop od biegania. Żeby się nie zastać wizyta w boulderowni, szczególnie, że otwarli nową salę ostatnio. Na początku średnio mi podeszła, bo materace jakieś twarde itd., ale szczególnie jak się przeluźniło (dla chętnych zawody w głównej sali były), to jakoś się rozkręciłam. W ramach odpoczynku dla skóry chwyciliśmy za paletki tenisowe (w nowej sali jest stół) i całkiem długo graliśmy - do skutku, aż udało mi się wygrać seta. :hej: Potem jeszcze trochę się wspinałam, prawie zrobiłam swoją pierwszą drogę z poziomu niebieskiego - zabrakło położenia drugiej ręki na ostatnim chwycie, na poprawę zabrakło sił i czasu.

Są oficjalne wyniki Defis du Jubile, mój czas 8h09. :hej:
New Balance but biegowy
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Coś się to roztrenowanie przeciąga, małe spiętrzenie obowiązków w pracy, potem wyjazd. Roztrenowanie pełną gębą było, bo i w zasadzie się nie wspinałam. Czuję, że już czas wrócić do treningów, tylko jakoś tak zimno i wilgotno się zrobiło. :oczko: Dziś pobiegać się nie udało, ale chociaż idziemy się powspinać. Proszę o motywującego kopa, aby jutro trening jednak był biegowy (u mnie nie ma wolnego, normalny dzień pracujący). :hej:

A w ramach wypełniacza niedawno wyszperane zdjęcie z zawodów - otwiera nowo dodany album na stronie biegu. :hej: W tle Rodan, w nogach 30+ km.

Obrazek
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Czwartek 31/10/2013

Wspinaczka 2h

Niby krótko, ale starczyło, by się nieźle sponiewierać na boulderze. Męczę taką jedną drogę i już ją umiem zrobić w dwóch kawałkach, ale w całości bez przerwy się nie udaje.

Piątek 01/11/2013

45'E, buty Light Silence

W motywującym towarzystwie męża, po lasku na campusie i nad jeziorem. W lasku wzięli się na poważnie za budowę ścieżek niczym autostrady, niezłe zbiegi i podbiegi z tego wyszły, na jednym zbiegu z błotkiem ślizgałam się jak na łyżwach, wbieganie stromo po żwirze też najłatwiejsze nie było. Niemniej niezły teren to crossowania będzie. Druga część treningu spokojniej, nad jeziorem. Nieco czułam, że nogi się odzwyczaiły od biegania, nieco protestował żołądek, ale ogólnie trening na plus. Trzeba pewnie sobie dać ze 2 tygodnie na rozbieganie, a potem może jakiś PLAN. :spoczko:
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Sobota 02/11/2013

Wspinaczka 3h

Ścianka w Sottens. Oj cieniutko z wytrzymałością odkąd głównie grasujemy na boulderze, a całkiem ostatnio to nigdzie. Trzeba będzie częściej do Sottens zaglądać. Boli mnie nieco paluch w prawej stopie, którym jakiś czas temu niefortunnie przyłożyłam w ścianę na boulderze.

Niedziela 03/11/2013

Cross 55', buty WT 110

Planu dalej nie ma, ale było bieganie. Wahaliśmy się, czy nie pobiegać wczoraj po wspinaczce, pomimo zmęczenia, bo prognoza pogody na dziś była zdecydowanie zniechęcająca. Ale z drugiej strony w niedzielę mieliśmy właśnie pełno czasu na bieganie i pod wieczór w sobotę prognoza już się poprawiła - po 13ej koniec potopu. Wybraliśmy się więc do Chalet a Gobet pohasać po lesie. Na starcie - błoto, rześko (to jednak 500m wyżej niż nasza dzielnica, na dole nie było zdecydowanie 6 stopni), ale nie pada. Ubiegliśmy kilkaset metrów - lunęło. No to rura w stronę lasu, oby szybciej z odsłoniętego pola. Jak już się nieco rozgrzaliśmy, to biegło się nawet przyjemnie, choć deszcz nawracał jeszcze kilka razy. Na dłuższej górce przy piątym kilometrze mężowskie tempo było wyraźnie szybsze od mojego, kazałam mu lecieć przodem, a ja sobie doczłapię. No to poleciał. Niebawem zaczęła się zlewa jeszcze większa niż wszystko wcześniej, ale pod koniec treningu to już nic człowiekowi nie przeszkadza. Tylko spacerowicze spod parasoli dziwnie na mnie patrzyli. W szatni sprawdziłam w lustrze - mieli powody. :hahaha:
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

No niezłe zaległości mam w pisaniu. :bum: Mam nadzieję, że jeszcze pamiętam co nieco.

Poniedziałek o4/11/2013

Bouldering, 2.5h?

W większym towarzystwie, wesoło było, całkiem nieźle mi szło (wskoczyłam na poziom niebieski :spoczko: ).

We wtorek miałam biegać, bo choć pogoda nie najlepsza, to wróciłam wcześnie z pracy. Ale głodna wróciłam, więc najpierw zjadłam, a jak się uleży miałam wyjść. Nigdzie nie wyszłam, żołądek zastrajkował. No nic, pobiega się w środę, gdzieś się z pracy wyskoczy. Nic z tego, ani chwili wolnego nie miałam. A na wieczór umówiona byłam.

Środa 06/11/2013

Wspinaczka 3h

Znów w nieco większym gronie, motywujące to było, trochę nowych wyzwań podjęłam. Ale to, co robiłam zeszłej wiosny wciąż poza moim zasięgiem.

Czwartek 07/11/2013

53'E, buty Light Silence

Z mężem pod wieczór, niesamowity zachód słońca nad jeziorem był. I niesaowity brak pary na podbiegach, ale z godniościom wymęczyłam. :spoko:

A na dokładkę byłam na debacie pomiędzy Blaise'm Dubois w Clinique du Courrer i lokalnymi postaciami ze światka okołobiegowego. Ciekawie było, zgodnie z przewidywaniami.

Sobota 09/11/2013

Błotobieganie, 1h30', 12km

Dzień podarowany, bo miało być tak, że nosa nie wychylisz, a pięknie w końcu było. Zatem po zakupach prosto do lasku i atak na dużą pętlę. Błota do woli, przeszkadzało tylko na początku, zanim się rozgrzaliśmy, bo bryzgi dość zimne były. Początkowo spotykaliśmy zdecydowanie mniej osób niż tydzień wcześniej w ulewie, zdziwiliśmy się. Przed połową pętli spotkaliśmy trzy biegnące panie, zostawiliśmy je z tyłu na mega błotnistym zbiegu, one schodziły ostrożnie, my byliśmy już zaprawieni w ślizgach. :hej: Główny długi podbieg nieco dał się we znaki, ale ogólnie dosyć równe tempo, pewnie nawet lepsze niż te 7:30 min/km, bo nie odliczyłam wiązania butów i lawirowania w bagienkach.

Na dobiecie Wspinaczka, 3h

Bo skoro już byliśmy tak blisko i mamy karnet - jak tu było nie pojechać na ściankę. Pomimo ogólnego zmęczenia nie było źle, tylko jedna droga mnie starsznie wkurzała. :hahaha:

Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Tradycyjnie w plecy z pisaniem, zagoniona jestem w pracy i jakoś ogólnie zmęczona.

W niedzielę była z tego tytułu regeneracja. Szczególnie, że po małym remanencie stwierdziłam, że boli mnie:
1) drugi palec u lewej stopy w stawie śródstopno paliczkowym - od dawna, bieganie i wspinaczka nie pomaga mu, ale ból w sumie mało uciążliwy
2)paluch u stopy prawej - od kopnięcia w ścianę w parę tygodni temu, bieganie i wspinaczka nie pomaga mu
3) kostka lewa przy specyficznym skręcaniu (ale nie przy chodzeniu czy bieganiu)- wykręcona lekko w Hiszpanii chyba?
4)prawy nadgarstek - od kiepskiego zeskoku ze ściany

Więc odpoczynek chyba nie zawadził

Poniedziałek 11/11/2013

Wspinaczka, 2h pewnie

Dzień pracujący, pod wieczór bulderowianie z ekipą. Metodycznie pracowałam nad kilkoma drogami - dwie nowe niebieskie i jedna taka żółta padły. Pomimo tego, że ręcę sobie wcześniej załatwiłam taszcząć ciężkie pudło przez calusieńki campus.

Wtorek 12/11/2013

53' E w tym przebieżki 8x100m

Przepiękny dzień, słońce, góry w śniegu na horyzoncie, ale chłodno i przewiew. Ruszyłam później niż chciałam, ale jeszcze za jasności, więc zaczęłam od campusowego lasku. Gdzie robią właśnie porządną ścieżkę spacerową biegową z taaakimi podbiegami i zbiegami. Zaorali ziemię pod te ścieżki, potem kładą włókninę i kamienie sypią. Ale gdzie póki co tylko zaorali, to niezłe kartoflisko po tych deszczach. :hahaha: Zakręciłam pętlę (i na koniec doczytałam, że podczas prac las w zasadzie zamknięty :oczko: ), potem petlę większą przez Chavannes, by znów wrócić ku jezioru. Po trzydziestu kilku minutach byłam pod stadionem, więc postanowiłam się poprzebieżkować. Wyszło nieźle, przerwy w marszu (100m). To był dobry trening.

Środa 13/11/2013

Wspinaczka - ściana, 2.5h

Już pierwsza droga pokazała, że wcale jeszcze nie wypoczęłam po poniedziałku - bolały ramiona, bolała skóra na dłoniach. Z resztą nie tylko mnie. Ogólnie nie szło, ale coś tam starałam się podziałać.

----

Dziś w czwartek miało być biegane, ale nadal trzyma się to ogólne zmęczenie, więc zamiast tego ponadrabiałam zaległości w pracy, a śmignąć ma nadzieję jutro.

-----

Ogłoszenia drobne:

1)Umówiłam się wstępnie z koleżankami na powtórkę z Christmas Midnight Run - tym razem na trasie 7.5km.

2)Znów prawie rozwalił mi się garmin, pasek niemal całkowicie przerwany połamany - nie wiem jak, spojrzałam na nadgarstek na koniec sobotniego biegu i ledwo się trzymał. Jak zakładałam chyba ok było. W każdym razie 3 raz nie będę dokupywać tego samego zegarka, chyba aniołek pod choinkę mi podrzuci coś nowego. Rozważam co.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Piątek też stracony w pracy, miałam rzeczy do biegania i wspinania ze sobą, ale wstałam od kompa z oczami na zapałkach po godzinie 22ej. Wkurzona nieźle, ale c'est la vie.

Sobota 16/11/2013

Rano szybkie latanie na miotle czy innych ścierach po domu, potem ruszyliśmy po narty biegowe - tak przed sezonem, żeby tłoku w wypożyczalni nie było i wybór dobry. Taaa. Na miejscu kłębił się tłum rodziców z przychówkiem i na swoją kolej czekaliśmy chyba z godzinę. Samo dobieranie też trochę zajęło. Zażyczyłam sobie na początek tych samych juniorskich nart, co tak super śmigały w zeszłym roku - ale po testach pani orzekła, że za ciężka na nie jestem. Uuuups. No to powybrzydzałam wśród tych dla dorosłych, szukając takich z najlepszymi krawędziami do lodu na leśnych ścieżkach i jak najkrótszych - do wykręcania w zaspach. Teraz potrzeba tylko śniegu, by je przetestować. Na lodowcu już się da, ale zaczekam jak się zima niżej pofatyguje.

Wczesnym popołudniem byliśmy omówieni na wspinaczkę, ale wróciliśmy tak późno z nartami, że nawet byśmy nie zjedli. Przełożyłam spotkanie i to od razu od tyle, żeby jeszcze wcisnąć trening biegowy (bo nie zdzierżyłabym, jakby znów przepadł - wieczór też juz był zajęty). Wykręciliśmy z mężem po parku:

45'E, buty Hyperspeed

To takie człapanie koło domu, ale wcale nie najłatwiejsze, bo park na lekkim zboczu, więc jest non stop góra dół (kółeczko nwet kilometra nie ma). Pięć kółek zrobiliśmy razem, potem mąż przyspieszył i miał spróbować mnie zdublować podczas pozostałych - mnie - dwóch okrążeń. Udało mu się, ale on nie robił dodatkowych rundek wokół klombów. Następnym razem ja też nie będe. :hahaha:

Po bieganiu super szybki obiad i

Wspinaczka, 3h

Nie najgorzej, nie najlepiej, słaba jestem, ale coś tam powalczyłam.

A wieczór to już sportowy nie był. :oczko:
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Niedziela 17/11/2013

Długie wybieganie 1h30', buty Hyperspeed

Jak sobie po południu poczytałam i popisałam na bieganiu, to przyjemnie byłam zmotywowana do wieczornego wyjścia w mrok i ziąb. Szczególnie, że wreszcie udało się strawić jakże pyszny obiad z deserem. :oczko: Ubrałam się podobnie jak wczoraj, tylko dołożyłam buffa na głowę. Ziąb okazał się nie taki zimny i ogólnie biegło się dziś bardzo dobrze. Pobiegłam wzdłuż drogi nad jeziorem do Vevey - przez Pully, Poudex i Lutry. Zawróciłam po dokładnie 45 minutach i najwyraźniej tempo mi spadło w drodze powrotnej, po drugie 45 minut skończyło mi się przy stacji metra, zamiast pod kamienicą. Nic to, do z powrotem jest bardziej pod górkę niż droga od domu. Obejrzałam dziś przy zakładaniu moje wysłużone Hyperspeedy, bo uświadomiłam sobie, że mają one bagatela 2.5 roku. :szok: Podeszwy są miejscami mocno starte, ubite mi się nie wydają, bo biegam i w butach na samej gumie, tylko się zaczynam obawiać, że się zrobiły zbyt krzywe te moje buty. Niby tego nie czuję, ale ostrzegał trochę przed tym Blaise Dubois na swojej konferencji. Nie chce mi się teraz robić zdjęć butom, ale może zrobie montaż porównawczy.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Poniedziałek 18/11/2013

Bouldering 2h

Nie za długo a konkretnie, skora boooli.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Wtorek 19/11/2013

42'E, buty Evo

Bieg użytkowy, z domu do pracy po poster na jutro. Dzięki temu pośpię jutro dłużej. Ta myśl mnie zmotywowała i wyszłam szybciutko, zanim mnie deszcz zdemotywował. Przez kwadrans żałowałam, że nie ubrałam rękawiczek, ale potem ok było. Nawet dokręciłam pętęlkę już pod samą pracą.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Środa 20/11/2013

Wspinaczka 3h

Wróciłam z Genewy z sympozjum zmulona, ale zebraliśmy się sprawnie na wspinanie, zanim zdążyłam się do kanapy przykleić. Pierwsze drogi beznadzieja, ale potem wreszcie jakaś klapka zaskoczyłam i zmęczyłam dwie drogi, z którymi boksowałam się już chwilę i trzecią prawie. Dzień dobrej głowy był, udało mi sie znaleźć parę sprytnych rozwiązań dla takich mniej wysokich jak ja i przede wszystkich utrzymać strach na wodzy. Naprawdę zaczyna być widać efekty regularnego powrotu na ściankę i pomimo tego, że jest słabiej niż późną wiosną, to z kolei lepiej niż w listopadzie ubiegłego roku. Zatem na wiosnę powinno być naprawdę nieźle - to świetna motywacja do "rzeźbienia".

Wczoraj wieczorem po raz pierwszy w tym roku śnieg dotarł na płaskowyż, narty już się niecierpliwią w piwnicy.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Czwartek 21/11/2013

48' E w tym przebieżki 8x30'' przerwa 1' w truchcie, buty Light Silence

Trening w dużej mierze dzięki forumowej motywacji, bo już tak jakoś późno się zaczynało robić i głodno, i zimno, więc jak by tak może pobiegać jutro itd... Ale jednak wyszłam dziś. Jedynie z okazji pierwszego śniegu w Lozannie wyciągnęłam zimową bluzę biegową. Pod spód wciąż jeszcze nie golf na mrozy, ale jednak długi rękaw. Na przebieżkach było za ciepło, ale lżej ubranej chyba ciężej byłoby mi wystartować, a już na pewno wyjść za drzwi. W połowie treningu biegło się dość ciężko, obawiałam się przebieżek, ale weszły przyjemnie. Nawet brzuch, który wcześniej gdzieś tam ciągnał, na przebieżkach się widocznie naciągnął i było lepiej, choć nie idealnie.

Jutro wspinaczka, a w weekend prawdopodobnie szusowanie, pobiega się pewnie z raz, być może na nartach.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Piątek 22/11/2013

Wspinaczka 3h

Znów po chwili zawahania bardzo dobre wspinanie. Trzy nowe drogi zrobione, w tym jedna o stopień wyżej. Tym razem bardziej od pokonywania strachu chodziło o pokonywanie zmęczenia i parcie dalej, gdy się wydawało, że już się nie da.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Sobota 23/11/2013

Narty biegowe 10km

Dyszka na otwarcie sezonu. Nie mogliśmy jechać zbyt wysoko, bo jeszcze przez parę dni nie mamy zimowych opon, więc się ucieszyliśmy na wieść o otwarciu tras na przełęczy Mollendruz. Po drodze pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie - słońce, deszcz, wiatr, chmury, mgła. Na miejscu było dość ponuro. Teoretycznie przetarta była 14 kilometrowa pętla, ale pan od winietek szczerze nam zalecił zawrotkę po 5km, bo dalej solidny wygwizdów. Ruszyliśmy, nogi szybko sobie przypomniały właściwe ruchy. Warstewka śniegu była czasami mniej niż cienka, tzn. wychodziły gałęzie, błoto, trawa, liście. Czasem dało się przejechać na jednej narcie, czasem nie. Niemniej jak tylko był kawałek bez wiatru, było bardzo przyjemnie. Ubrałam się w sam raz, choć w miarę nieprzemakalnie, bo prawdopodobieństwo gleby było spore. W końcu jednak nie leżałam, ładnie lawirowałam między dziurami. W miejscu zawrotki była taka mgłą i wiatr, że nie trzeba było nas przekonywać do skrętu ku przełęczy. Nowe, dłuższe narty dają radę, niosą ładnie, choć trzeba będzie jeszcze lepiej przetestować, jak trzymają pod górkę.

Po obiadku Wspinaczka 3h

Bez takich spektakularnych sukcesów jak wczoraj, raczej mozolna praca nad tym, co sprawia mi problemy.
Awatar użytkownika
strasb
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4779
Rejestracja: 01 sie 2010, 11:25
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Lozanna

Nieprzeczytany post

Niedziela 24/11/2013

Długie wybieganie 1h20', buty Hyperspeed

Nie obudziłam się zbyt wcześnie po wczorajszym intensywnym dniu. Spojrzałam za okno i zaskoczyło mnie przepiękne słońce, zupełnie niezgodne z prognozami, choć okraszone sporą porcją bise (=lokalny wiatr). Tak nam brakowało ostatnio słonecznego światła, że powiedziałam sobie - zmienię plan dnia, ale pobiegam przed południem, bo w taki dzień się kulać po zmroku to czysta głupota. Odczekałam jednak, by trochę strawić śniadanie, wyszykowałam wiatrówkę, rękawiczki, buffa. Tuż przed wyjściem przypomniałam sobie, że niedawno znalazłam słuchawki od telefonu (mam taki zimowy sweter z kieszeniami, zawsze jak go wyjmuję z dna szafy, to coś ciekawego w kieszeniach odkrywam, święcie wierzyłam, że słuchwaki zgubiłam wiele miesięcy temu na uniwersyteckiej siłce) i mogę dodatkowo wziąć muzykę. Wyszłam w super humorze, pomimo pobolewających stawów od nart wczorajszych. Z muzyką biegło się super, a wiatr okazał się zupełnie nie taki mocny, w słońcu było nawet bardzo ciepło. Ruszyłam ścieżką nad brzegiem jeziora w kierunku Lutry, mając nadzieję, że wiatr jednak trochę przerzedził spacerowiczów na tym wąskim trakcie. Nie było źle pod tym względem. Po około pół godzinie zaczęło się biec ciężej. Około tego momentu minęła mnie para biegaczy. Facet wycieniowany i profesjonalnie ubrany, a pani w rzeczach nie do końca biegowych, ale zapodająca niezłym tempem. Myślę sobie - pewnie ją ta ładna pogoda skusiła do towarzyszenia mężowi-wyjadaczowi. Za jakiś czas pani zawróciła, gość już dawno zniknął za horyzontem. Dobiegając do Lutry widziałam i jego w drodze powrotnej do Lozanny już, pomachał z daleka, nie byłam pewna czy do mnie. W Lutry zawróciłam i po jakimś czasie natrafiłam na pana uskuteczniającego gimnastykę. Chwilę później mnie dogonił i zaczął gadać. Tempo miał szybsze ode mnie, przyspieszyłam by dorównać, myślałam, że po chwili i tak on pomknie w dal. A tu on nawija dalej, przebieram ostro nogami, bo dobrze się od czasu do czasu żwawiej poruszać. Od czasu do czasu przytakiwałam, ale w większości był monolog. Otóż mój towarzysz jest trenerem przygotowania fizycznego w sportach najróżniejszych i sam ma na koncie z 15 dysciplin. Dociągnęłam z nim do bulwarów na Ouchy, choć pod koniec naprawdę nie było łatwo. Potem chciałam sobie pomaszerować do domu, ale kazał mi truchtać, po zmarznę. Dostałam różne złote rady i jego numer jak bym nie miała z kim biegać. :oczko: No zobaczymy, w sumie szybkie bieganie z chłopakami z Jog'R to chyba to, co pozwoliło mi w Strasbourgu takie szybkie postępy zrobić, ale ja szukam jak co partnera tylko do treningów. Na następny ewentualny wspólny bieg muszę zabrać męża i obserwować reakcję. :bum:

Po takim rozruchu, to te wcześniej gdzieś tam ciągnące biodra, teraz zapodają konkretnie. Jeśli jutro będę za bardzo zmęczona, to raczej odpuszczam boulderownię. W ogóle chciałabym zacząć biegać jakieś bardziej urozmaicone treningi, ale przy obecnym grafiku często jestem na to zbyt zmęczona.
ODPOWIEDZ