Dawno mnie nie było, więc nadrabiam zaległości

a post będzie zbiorczy (co nie znaczy krótki

)
16.08 sobota - dyszka pod wieczór
Przed urlopem jak to przed urlopem, padnięty byłem, rozkojarzony, więc wszystko wolniej szło, a i na biegabie jakoś wstawać się nie chciało, ale w sobotę już musiałem, nosiło mnie żeby pobiegać

Więc wyszedłem, zacząłem na niskim tętnie od 5:45, i przyspieszałem. W tym zrobiłem piątkę w tempie półmaratońskim, po 5:05, ostatni km na rozluźnienie i do domu, bo w niedzielę czekało wybieganie.
Łączny dystans: 10,24km
Czas: 54m:26s
Średnie tempo: 5:
19 min/km
Tętno średnie: 157 ,
Tętno max: 172,
Kadencja średnia: 158
Kadencja max: 166
17.08 niedziela - wybieganie bez akcentów tempa
Tu Daniels pisze, że albo 25% dystansu tygodniowego, albo 2,5h, zależnie co trwa krócej. No to u mnie 25%, i by wyszło 12-13km, więc mało na wybieganie, planowałem 20-21km. No ale do tego trzeba wstać

wyszedłem o 9 rano, poleciałem do Konstantynowa, miało być ciut szybciej, ale na niskim tętnie, i było. Ale subiektywnie odczuwałem ten trening nie tak lekko jak bym chchiał, ale składam to na karb poprzedniego, zrobionego raptem 12h wcześniej i zmęczenia, które jeszcze nie zaczęło ze mnie schodzić.
Łączny dystans: 17,59km
Czas: 1g:39m:51s
Średnie tempo: 5:41 min/km (coś często ostatnio 5:41 średnio mi wypada

)
Tętno średnie: 151 ,
Tętno max: 162,
Kadencja średnia: 156 (znów wszystkie kmy równiuteńko)
Kadencja max: 162
20.08 środa - URLOP - w planie 8x 5-6' P z 30s. przerwy
Nooo, plan planem, a teren terenem

Jakis czas temu nowa aktualizacja google maps dała możliwośc sprawdzania pochylenia tras pod kątem rowerzystów. Biorąc pod uwage, że pochylenie dla biegacza raczej się nie zmienia w stosunku do trasy rowerowej :P wypatrzyłem sobie w moich magórkowatych Górach Sowich proste, "płaskie" odcinki. No, płaskie to one nie były :D
Kulturalne 5,5km ciągle pod górkę, przewyższenia 200m. Dla górali to może niewiele, ale u mnie jakby to powiedzieć - progi, zwłaszcza pod górę nie wchodziły w grę. Za to plus, że trzymałem stałem tempo i nog dały radę temu podbiegowi. Średnio wychodzi 5% nachylenia, ale były i odcinki 9-10%

za to przy zbiegu to aż się musiałem hamować i o czwórki się bałem, bo i 11-12% zaliczałem (max był 14%

). No ale postanowiłem zrobić ile się da odcinków tempowych, no dało się 3 - jeden niepełny (4:58), i dwa szybsze, żeby zniwelować różnicę wysokości (4:38 i 4:37) - oczywiście nie na maksymalnym pochyleniu
Widoczek z górki miałem taki:
Łączny dystans: 11,77km
Czas: 1g:09m:49s
Średnie tempo: 5:56 min/km (no więcej nie dałem rady, płasko nie było),
Tętno średnie: 152 (i tu szok) ,
Tętno max: 172 (w sumie też szok),
Kadencja średnia: 156 (to chyba moja kadencja przy tym tempie

)
Kadencja max: 172 (oj zapier...dzielałem z górki
Aha, i dane z Garmin Connect (włączona korekta wysokości):
Wzrost wysokości:
416 m - no to można lecieć na
Bieg 7 Dolin, przetarcie jest
Spadek wysokości:
423 m
Min. wysokość:
353 m
Maks. wysokość:
565 m
21.08 czwartek - URLOP - to ja sobie po prostu pobiegam i poćwiczę siłę
No jak mówiłem, płasko nie jest, więc zamiast szybkości, można poćwiczyć siłę. Obiegnięcie Jeziora Bystrzyckiego to jakieś 8km, z czego trzy sepentyny za zbiegnięcie z tamy trzeba "odrobić" po drugiej stronie

Więc najpierw poleciałem dookoła, planując zrobić 2 kółka BSem, ale mając już jakieś 6,5km stwierdziłem (geniusz) - ciekawe co jest na tej górce. Pod górkę wiodła kręta droga, którą próbowałem pokonac biegiem, i prawie mi się udało

No więc na 2km było 200m przewyższenia, i były momenty, że nachylenie było 16%, a rekord to 20% przez 800m

no płasko nie było.No w każdym razie, jak już byłem na górze, stwierdziłem, że nie chce mi się wracać po śladach, za to zbiegnę z drugiej strony (geniusz). Dobrze, że mam w zegarku mapę trasy przebytej i mogłem się nawigować podług niej, bo inaczej był spooooooro km nadłożył :D bo ścieżki zamiast mnie przybliżać do hotelu, oddalały mnie od niego.
Ale co tam, najważniejsze, że jest szeroka droga i prowadzi w dół - byle do trasy (a stromo jak cholera). Więc bigne, mineło kilkaset metrów, droga się zwęziła, po kolejnych kilkuset, zrobiła się z niej ścieżka, potem coś co wyglądało na jakieś wyschnięte niby-koryto strumienia, w międzyczasie trafiłem na jakieś krzaczory, biegłem po jakichś gównianych korzeniach, luźnych kamorach, no ogólnie było wesoło :D jakiekolwiek pilnowanie tempa w ogóle nie wchodziło w grę, priorytety były dwa - zbiec do trasy nie kręcąc kostek (bo moje Asicsy nie mają terenowego bieżnika

), i biec we właściwym kierunku. Na koniec już praktycznie mogłem biec po błotnistym korycie jakiejśc stróżki wodnej, ale udało mi się wejść na zbocze tegoż i tam było coś co przy pewnej dozie samozaparcia dałoby radę nazwać ścieżką :D
Jeszcze oczywiście był element psychiczny - bo ostatnio oglądałem program o barszczu sosnowskiego - parzacym chwaście przytarganym z Kaukazu, który inwazyjnie rozprzestrzenił się w niektrych rejonach Polski - głównie na południu, i występuje w korytach rzek i strumieni w górach - czyli nie mniej ni wiecej tylko w terenie przez jaki biegłem

Na szczęście na nic takiego nie natrafiłem, dotarłem do asfaltuu którym wracałem dzień wcześniej, więc na luziku poleciałem do pensjonatu. Ale ciekawe doświadczenie :D
A moje jeziorko tu:
Łączny dystans: 12,2km
Czas: 1g:19m:10s
Średnie tempo: 6:29 min/km (i tak nieźle, po tym terenie uważam),
Tętno średnie: 153,
Tętno max: 172 (20% nachylenia

),
Kadencja średnia: 146,
Kadencja max: 160 (no tutaj nie szalałem

)
Wzrost wysokości:
374 m
Spadek wysokości:
384 m
Min. wysokość:
312 m
Maks. wysokość:
556 m
23.08 sobota - URLOP - już trzeci trening, a jutro wybieganie
Znów miałem obiec moje jezioro, może coś dołożyć, ale najpierw postanowiłem wbiec na inną górkę (tzw. nauka na własnych doświadczeniach, a właściwie jej brak :P ). Ale tym razem był to szlak, więc pół biedy. Wyszło 1,2km pod górkę (taki szlak, że pożal się boże, żony bym tam nie zabrał), ale ciągle biegiem, 100m przewyższenia. Jak droga zaczęła opadać po drugiej stronie, pomny nauczki z czwartku wróciłem po śladach i obiegłem jezioro. Był tam bardzo przyjemny fragment oznaczony znakiem 9% nachylenia

a potem drugi, już bez znaku, ale też przyjemny
Wzrost wysokości:
250 m
Spadek wysokości:
253 m
Min. wysokość:
311 m
Maks. wysokość:
445 m
Łączny dystans: 9,62km
Czas: 57m:34s
Średnie tempo: 5:59 min/km,
Tętno średnie: 155,
Tętno max: 171,
Kadencja średnia: 152,
Kadencja max: 172
24.08 niedziela - po urlopie baterie naładowane, wypoczęty, zrelaksowany, czas zrobić długie wybieganie
Rano śniadanie, 280km do Łodzi (S8 z Wrocławia jest wspaniałą trasą, jak ktoś się zastanawia czy jeździć - JEŹDZIĆ!

). Na miejscu powitał mnie deszcz, już miałem przerzucać bieganie na rano, ale chmura przeszła, więc bukłak z wodą na plecy i w drogę. Na ten trening Daniels zaplanował taki akcent:
3,2km BS + 2x 10-12' P (4:46) przerwa 2' + 80' BS + 15-20' P (4:46) + 3,2km BS
Jednostka "dość" mocna - lekko licząc ze 28-29km. Zobaczymy jak wyjdzie, zwłaszcza ten trzeci próg. No i ruszyłem, okazało się, że za grubo się ubrałem (licząc z tym, że będe robił długie bieganie w deszczu), i wziąłem za mało wody (1l), ale co tam, lecę. Umówiłem się z żoną, że będę na 21, więc na wejsciu wiedziałem, że pełnego kilometrazu dziś nie zrobię. Leće na Konstantynów to spora pętla.
Po 2 milach BSa, poszedłem w progi. Postanowiłem trochę podnieść ich tempo, tak na 4:46, żeby zwiększyć bodziec treningowy (od dawna nie miałem sprawdzianu ani zawodów).
Ambitnie ustawiłem na 12 minut - pierwszy wszedł nieźle - 4:45 (równy teren = równe bieganie), drugi po 2 minutach przerwy, już gorzej, ale to dlatego, że końcówka przypadła lekko pod górkę - a wierzcie mi, jak się robi tego proga częściowo po leśnej ścieżce, to taka zmiana nachylenia, nawet drobna, ma znaczenie. Ale poszedł
4:48. Oba po 12 minut.
Po czym BS. Przyznaję bez bicia, że 80 minut nie zrobiłem, tylko 65, ale to tylko dlatego, że mi się ramy czasowe rozjechały - i bym się spóźnił na kolację

(w międzyczasie walcząć z na 17km z kryzysem psychy - zaczęły się myśli, "nie zrobię tego treningu". "znów BD nie taki jak trzeba", ale po jakichś 10 minutach pilnowania się poszedł w diabły. A potem poszedłem w trzeci próg - i tu niestety słabo poszło - zrobiłem 7 minut po 4:57 - no ciągu nie miałem w nogach, oddychałem rękawami, byłem przemoczony i pobolewało mnie lewe ścięgno Achillesa. Więc wróciłem spokojnie do domu, robiąc łącznie 25km, w tym półmaraton poniżej dwójki.
Łączny dystans: 25,04km
Czas: 2g:22m:37s
Średnie tempo: 5:42 min/km,
Tętno średnie: 160,
Tętno max: 183 (no dokładnie, rękawami),
Kadencja średnia: 156,
Kadencja max: 176
Podsumowanie:
No poczułem w nogach ten tydzień,
3x bieganie po górach (Tatry to nie są, ale ja jestem z płaskiej Łodzi

), i na koniec
25km z progami, łącznie 58,6km, więc niewiele brakło do rekordowego tygodnia

Miesiąc zamknę chyba/na pewno
dwusetką 
bo już mam 163 nakręcone, a jeszcze wskoczą co najmniej trzy treningi, w tym w niedzielę 3,2km BS + 2h TM + 3,2km BS = >27km