Na bieżąco
zmienia się w podsumowanie stycznia ^^
Tydzień 2/15, trening 1/4
Biegałem dopiero w środę, bo we wtorek jeszcze wpadło 1000m na basenie. No w każdym razie staram się, żeby było coś jakościowego w każdym treningu. Więc tutaj było 8,5 km BS + 1,5 km umiarkowanie męcząco. Czyli jak na wtedy, to było około 5'20-5'30.
Tydzień 2/15, trening 2/4
Piątek to kalka treningu sprzed dwóch dni - wyszło trochę ciężko na nogach, chyba się nie zregenerowały, ale wydolność lepsza - a końcówka po 5'00-5'15.
Treningów 3/4 i 4/4 brak, bo w sobotę wyjechaliśmy na ferie do Szczyrku na tydzień i ogarnialiśmy wyjazd i szkółkę narciarską dla dzieci
---------------------------------------
Tydzień 3/15, trening 1/4
10 km po Szczyrku. Miało być nawet 15, jako mini long po górach, nawet przeszło mi przez myśl, żeby wbiec na jakąś górę. Patrzę na mapę - Skrzyczne niedaleko. Ok, 1200+ n.p.m. "niedużo" ^^ ale spojrzałem, że Szczyrk to 500, i miałbym na 15 km zrobić 700m przewyższenia. "ok, za dużo, nie mam czasu na tyle". I dzięki bogu, że 'rozsądek' zwyciężył, bo jak chyba na drugim czy trzecim kilometrze zrobiłem ponad 160m przewyższenia, to łydki poczuły wysiłek ^^ bo na 10 km wyszło 210+ up.
Tydzień 3/15, trening 2/4
Drugie bieganie w Szczyrku, tym razem rozsądniejszy teren, góry ominąłem, bieg w typie mini-long, bo niecałe 15 km. Wiem, koło longa to nie leżało, ale nie od razu Rzym zbudowano

Tempo też zacniejsze, bo średnio 5'40, 150m UP, a teren w kształcie litery w - najpierw w dół 3,5 km, dwa leciutko w górę i prawie dwa dość mocno w górę, a potem nazad, dokładnie tak samo.
Tydzień 3/15, trening 3/4
Już w Łodzi, po powrocie ze Szczyrku. Już prawilniejszy long - prawie 2h biegania. Miał być biegany rano, ale wpadły sanki z rodziną, priorytety to priorytety

jak pisałem na Stravie, obiad umknął w procesie, i na 2h biegania wyszedłem o 17 mając na rozkładzie śniadanie

ponieważ trenuję do maratonu, a wiem, że poprzednimi razami ugryzł mnie w dupę brak trenowania TM, to teraz stwierdziłem, że będę to tyrał ile wlezie, więc long z elementami TM postanowiłem.
Nooo, tylko że mocy w nogach nie było - bo o ile pierwsza dycha BSa poszła fajnie (czyli za szybko, bo po 5'30 średnio), to zamiast 2x4 km TM zrobiłem 2 km, kilometr przerwy i 2 km TM, a końcówki już nie nastarczyło. Nooo, nie mój dzień. Niemniej 1h50 minut biegania wyszło i kilometraż też jakiś przyzwoit(sz)y.
Treningu 4 brak, dni w tygodniu brakło
---------------------------------
Tydzień 4/15, trening 1/4
Trening szybkości, poczułem potrzebę pobiegania na wyższych prędkościach po tym niemiłym epizodzie z tempem maratońskim dwa dni wcześniej. Więc bieżnia. 2,5 km dobiegu, i ruszam. Wyszło summa summarum 9 odcinków po 390 metrów, bieganych po 1:29, gdzie 4 ostatnie to 1'31, 1'32, 1'33 i na koniec 1'29, żeby pokazać, że te powyżej 90s to tylko z kontroli tempa, a właściwie jej braku takie wolne

do domu 2,5 km i fajne przetarcie.
Tydzień 4/15, trening 2/4
Tu sobie przypomniałem, że. mój zgrubny plan przewiduje bieganie TM w odcinku 50' co tydzień. To wyszedłem pobiegać, ale rozsądnie podzieliłem na odcinki, niby 3 + 3 +1 na przerwie 2 minuty. Jako że podzielone na kawałki, to pobiegłem szybciej niż 5'00, tak 8-12s/ km szybciej. Close enough. Średnia z treningu - 5'15.
Tydzień 4/15, trening 3/4
Półmaraton - shit just got real

postanowiłem sobie pobiegać tak 2h, ale z pazurem, takie BNP wzięte od Bartka Olszewskiego. Najpierw 13 km BSa, takiego dość żwawego, nawet żwawszego niż powinnienem, bo po 5'35, potem piątka TM po 4'55 (powinno być 5'00) na koniec 3 km czegoś okołoprogowego po 4'40. Faaaajnie weszło! Całość po 5'21 średnio, czyli raptem 6 km od życiówki sprzed prawie dekady. Przyjdzie na nią czas.
Treningu czwartego znów brakło.
-----------------------------------
Tydzień 5/15, trening 1/4
Poranne bieganie, dopiero co prawda w środę, ale udane i konkretne. 2km BSa i znów tempo maratońskie, ale w odcinkach 2x4 km na przerwie 2 minuty. TM pierwszej czwórki bardziej 5'05, drugiej już bliżej 5'00. A i odczuciowo dużo lepiej. Tm zaczęło się robić bardzo strawne. Średnia z całości 5'19
Tydzień 5/15, trening 2/4
Trening z serii "mogłem wstać wczoraj, to bym po suchym biegał, a tak to białe gówno wszędzie zalega..."
Nooo, to dyszka po takim lekkim trailu, ale z wkurwiającym ubitym śniegiem uślizgującym się spod nóg mimo trailówek. Czyli biegniesz 15s wolniej niż byś chciał i męczysz się jakbyś biegł 15s szybciej niż miałeś biegać.
Tydzień 5/15, trening 3/4
Long. Znów półmaraton. Śniegu jeszcze leży trochę, ale postanowiłem biegać tak, żeby go nie było pod moimi stopami. I pierwsze 13-14 km udawało się tak trzymać, nie licząc jakichś kawałków na zasadzie 5-7m białego. Generalnie 5'30 szło w trailówkach dość lekko (wieeeem, za szybko). Ale potem 15-18 km to już ścieżki parkowe i tam śnieg był, owszem ubity, ale był. No i ja trzymałem tempo, w każdym razie się starałem, bo siadło o 10 s/km, ale ten sam case co poprzednio - tempo 5'40, a ja czuję jakbym biegł 5'10 - wydolność ok, ale nogi dostały do wiwatu. Ostatnie 3 km to już bliżej 6'00, żeby techniki nie kaleczyć w miarę możliwości. Bałem się, że skasowałem sobie nogi, ale następnego dnia nie było śladu. Miło
Czwartego treningu, zgadnijmy - znów brak.
--------------------------
Bieżący tydzień. Jutro ma być biegane (choć plan na tydzień się posypał, jak w poniedziałek nad ranem junior przyszedł z 39 stopniami i mamy go na chacie cały czas), a wczoraj było biegane
Tydzień 6/15, trening 1/4?
2 km BS plus 10 km TM, wyszło po 4'55, i średnia z całości 5'01. Bardzo fajnie się to tempo oswaja. Jeszcze 2-3 tygodnie temu tempo 5'00 i dyszka jawiła się jako coś męczącego, to tutaj już mam wrażenie, że HM tym tempem po suchym chodniku mógłbym zrobić i w nadchodzącą niedzielę. Tylko HM a pełny dystans to inny temat, ale czuję, że forma idzie powoli do góry. Trochę czasu jest jeszcze
