To może zacznę od tego, że to były zawody, na które zapisałem się, żeby mieć checkpoint po dyszce z maratonem, a przed Piotrkowską (jak mi trening idzie). Nie wziąłem pod uwagę dwóch rzeczy: tego, że przez tą cholerną kontuzję wypadnie mi prawie 3 tygodnie treningu, oraz tego, że to jest naprawdę wymagająca trasa

Do samego rana w sobotę biłem się z myślami, czy jechać na zawody, czy pobiec tysiączki w parku, ale wygrała opcja "słabe zawody są lepsze niż dobry trening". Kostka nie doskwiera, więc przywdziałem mój nowy zestaw Garmin 235 + Stryd i o 12 wyruszyłem. Na miejscu 15 minut przed startem (13:00), pogoda znacznie bardziej biegowa niż w piątek (13 stopni). Miałem wyrzuty sumienia, bo wiedziałem, że zostawiam żonę z marudnymi dzieciakami na 3h. Nic to, kazała jechać, pojechałem.
Na miejscu 10 minut prowizorycznej rozgrzewki, spotkałem kilku znajomych i ustawiłem się na na starcie. To że z jednym chwilę pogadałem uratowało mi dupę i zaoszczędziło umierania od połowy, bo mimo ze to bieg rozgrywany po raz 11, ja byłem tu pierwszy raz i nie za bardzo wiedziałem jak wygląda profil trasy "będzie ciekawie na 6, będą górki". Uprzedzając fakty - było ciekawie


Początek już na wstępie pod górę, staram się trzymać tempo 5:00 patrząc na intensywność, a tu niemiła niespodzianka, 5:20. Stwierdziłem, że mam zapas, więc ruszyłem, zostawiając znajomego za sobą. Ostatecznie przybiegł 4 minuty po mnie. Starałem się biec mając tempo i intensywność pod kontrolą, jak się zrobiło równiej, kolejny wpadł 4:46, następny 4:44 (wciąż mając w głowie 2 połowę trasy), na czwartym już trochę pod górę, to 4:54. Tutaj gdzieś doszedłem innego znajomego (pozdro Kamil), którego relację dla www.festiwalbiegowy.pl również polecam, chwilkę pogadaliśmy po czym stwierdziłem że odjeżdżam dalej (Kamilowi uciekłem na 1m15s) i tak piątkę zamknąłem w 24:38, mając szanse na sub50 jak się zepnę w końcówce. Ale... to była ta łatwiejsza piątka


Niemnie 6 i 7 to preludum do ósmego - garmin zmierzył 18m up w długim, jednostajnym podbiegu. Marzenie na tym etapie, co nie?

Czas brutto 51:25, netto (z zegarka) 51:10. Miejsce 137/366 startujących. Czas zwycięzcy, Tomka Osmulskiego, 34:52.
Cieszy to, że noga nie doskwierała, że pobiegłem fajne zawody na maksa, w trudnym terenie, rozegrałem dobrze taktycznie, dałem radę na górkach i po piachu, średnie tempo <5, dycha poniżej 50 (więc plan minimum, ustalany jak nieznana mi była trasa) zrealizowany, jakbym znał trasę to to by był plan optimum/maksimum. Było z czego przyspieszyć na koniec, jest fajnie

Tu począteczek, klasa:
Tu końcóweczka, widać po minie - cieszę się, że mi się kolegę z numerem 395 udało wyprzedzić, bo mocno się trzymał

43/2019 poniedziałek - 6,8 km - podbiegi (8x160m)
Wracam do moich klasycznych podbiegów na wiadukt - sobota dobitnie pokazała, że siły biegowej nie mam, więc trzeba dosztukować




Panowie, bez się pojawił, trzeba zbierać u żon punkty na zawody

