Mike - półmaraton w 1:20
Moderator: infernal
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Nie wiedziałem jak organizm zareaguje na tę dyszkę i jak długo będę się regenerował, więc z góry zakładałem, że ten tydzień może być nieco leserski.
Wtorek 03.03
12 km po 5:06/km z kilkoma przebieżkami pod koniec. Niby nogi kręciły, oddech był spokojny, ale biegło się jakoś topornie, to u mnie typowe po zawodach na dłuższym dystansie. Dodatkowo coś mnie pobolewa w prawym udzie, konkretnie w górnej części od wewnątrz, ale czasami promieniuje w dół do kolana i w bok jakby oplatając udo. Czułem to już minimalnie na rozgrzewce przed dychą (i jeszcze wcześniej chyba też), ale podczas samego biegu nie dokuczało. Raczej to niegroźne, przeważnie w trzeciej fazie treningu jakieś takie dolegliwości się u mnie pojawiały. Najbardziej boli jak nie biegam :D, tzn. jak po biegu się "zasiedziałem" to chwilę nawet kulałem, ale po rozciąganiu i rozruszaniu nogi ból ustał.
Środa 04.04
Rano wstałem i czułem lekki ból i spięcie w udzie, po rozchodzeniu było dużo lepiej, ból praktycznie niewyczuwalny. Planowo powinien być akcent, ale ze względu na wyżej opisany uraz wiedziałem, że może nie wyjść. Zrobiłem rozgrzewkę i dwa pięciominutowe odcinki w tempie progowym (po 3:50~/km) na minutowej przerwie. Ból nie był jakiś wielki, oceniłbym go może na 3/10, ale były ze dwa mocniejsze ukłucia przy których noga trochę nie trzymała, kolano uciekało do środka, więc stwierdziłem, że nie ma sensu cisnąć na pałę. Odpuściłem i dotruchtałem nieco okrężną drogą do domu, razem wyszło 10.5 km po 4:45/km. W domu zrobiłem porządne rozciąganie (ale też bez przesady, bo wiem że czasem tym można tylko pogorszyć sprawę) po którym ból zupełnie ustał, próbowałem nawet chwilę truchtać w miejscu i nic nie bolało. Może powinienem się porządniej rozgrzewać, nawet przed rozbieganiami?
Cóż, jutro zrobię wolne od biegania, w piątek rozbieganie z jakimś szybszym odcinkiem, żeby zobaczyć co i jak. Sobotni start w GP (miałem tam przebiec 5 km w tempie na 10 km) pod znakiem zapytania. Być może trochę zbyt asekuracyjnie podchodzę do tego urazu (rok temu pewnie bym z takim czymś biegał, no ale wtedy też obciążenia były mniejsze), ale czuję że jestem w formie i lekkie odpuszczenie tego raczej nie popsuje, a pogłębienie kontuzji jest bardziej prawdopodobne. Objawy póki co podobne do bólu który miałem na początku stycznia w lewym pośladku, wtedy minimalnie zluzowałem z treningami, rozciągałem, smarowałem, polewałem zimną wodą i przeszło bardzo szybko, oby teraz też tak było.
Fotka z Wrocławskiej Dychy:
EDIT: wstawiam zdjęcie na nowo bo wcześniejsze zostało zmasakrowane przez 'prace konserwacyjne' na forum
Wtorek 03.03
12 km po 5:06/km z kilkoma przebieżkami pod koniec. Niby nogi kręciły, oddech był spokojny, ale biegło się jakoś topornie, to u mnie typowe po zawodach na dłuższym dystansie. Dodatkowo coś mnie pobolewa w prawym udzie, konkretnie w górnej części od wewnątrz, ale czasami promieniuje w dół do kolana i w bok jakby oplatając udo. Czułem to już minimalnie na rozgrzewce przed dychą (i jeszcze wcześniej chyba też), ale podczas samego biegu nie dokuczało. Raczej to niegroźne, przeważnie w trzeciej fazie treningu jakieś takie dolegliwości się u mnie pojawiały. Najbardziej boli jak nie biegam :D, tzn. jak po biegu się "zasiedziałem" to chwilę nawet kulałem, ale po rozciąganiu i rozruszaniu nogi ból ustał.
Środa 04.04
Rano wstałem i czułem lekki ból i spięcie w udzie, po rozchodzeniu było dużo lepiej, ból praktycznie niewyczuwalny. Planowo powinien być akcent, ale ze względu na wyżej opisany uraz wiedziałem, że może nie wyjść. Zrobiłem rozgrzewkę i dwa pięciominutowe odcinki w tempie progowym (po 3:50~/km) na minutowej przerwie. Ból nie był jakiś wielki, oceniłbym go może na 3/10, ale były ze dwa mocniejsze ukłucia przy których noga trochę nie trzymała, kolano uciekało do środka, więc stwierdziłem, że nie ma sensu cisnąć na pałę. Odpuściłem i dotruchtałem nieco okrężną drogą do domu, razem wyszło 10.5 km po 4:45/km. W domu zrobiłem porządne rozciąganie (ale też bez przesady, bo wiem że czasem tym można tylko pogorszyć sprawę) po którym ból zupełnie ustał, próbowałem nawet chwilę truchtać w miejscu i nic nie bolało. Może powinienem się porządniej rozgrzewać, nawet przed rozbieganiami?
Cóż, jutro zrobię wolne od biegania, w piątek rozbieganie z jakimś szybszym odcinkiem, żeby zobaczyć co i jak. Sobotni start w GP (miałem tam przebiec 5 km w tempie na 10 km) pod znakiem zapytania. Być może trochę zbyt asekuracyjnie podchodzę do tego urazu (rok temu pewnie bym z takim czymś biegał, no ale wtedy też obciążenia były mniejsze), ale czuję że jestem w formie i lekkie odpuszczenie tego raczej nie popsuje, a pogłębienie kontuzji jest bardziej prawdopodobne. Objawy póki co podobne do bólu który miałem na początku stycznia w lewym pośladku, wtedy minimalnie zluzowałem z treningami, rozciągałem, smarowałem, polewałem zimną wodą i przeszło bardzo szybko, oby teraz też tak było.
Fotka z Wrocławskiej Dychy:
EDIT: wstawiam zdjęcie na nowo bo wcześniejsze zostało zmasakrowane przez 'prace konserwacyjne' na forum
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony 29 mar 2015, 13:55 przez MikeWeidenbaum, łącznie zmieniany 1 raz.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Wybrałem się zgodnie z planem na rozbieganie, żeby zobaczyć co z nogą. No i jestem trochę spokojniejszy. Zrobiłem 9 km po 5:00/km, noga bolała dużo mniej niż ostatnio, a były momenty że nie bolała w ogóle, jedynie na trochę bardziej wyboistych odcinkach ból nieznacznie się intensyfikował. Także odpuszczenie akcentów i dodatkowe wolne wczoraj było dobrą decyzją. Niemniej, odpuszczam jutrzejsze GP City Trail, trochę żałuję, ale mam już na koncie 4 biegi, także cykl zaliczony, a jeszcze wolę zachować ostrożność. Pobiegam sobie jutro jakieś krótkie odcinki w tempie dychy na długich przerwach, żeby nie nadwyrężać nogi, ale też żeby się nie zamulić.
Generalnie zakładam takie scenariusze: ból minie sam i będę mógł normalnie kontynuować trening; ból będzie się utrzymywał ale na znośnym poziomie, więc dociągnę do Maniackiej i po niej zrobię dłuższą przerwę; najgorsza opcja (aczkolwiek po dzisiejszym biegu się wydaje też najmniej prawdopodobna) ból będzie się nasilał i będę musiał odpuścić Maniacką.
Kupiłem sobie wałek do masażu w Biedronce (są dwa rodzaje: piankowy za 27 zł i plastikowy z wypustkami za ok. 50, ten drugi wygląda bardziej pro, ale jest pusty w środku, więc podejrzewam że łatwo go połamać, kupiłem piankowy). Przydał się bo dzięki niemu dokładnie zlokalizowałem źródło bólu - tylna/wewnętrzna część uda, tuż pod pośladkiem.
Tak sobie myślę, że trochę dużo mnie kosztowało to "przetarcie" we Wrocławiu, no ale z drugiej strony to było dla mnie obciążenie, ale też bodziec, o wartości pewnie dwóch moich normalnych akcentów, także luźniejszy tydzień po takich zawodach nie powinien jakoś diametralnie wpłynąć na formę. No i dużo też zyskałem mentalnie, jestem zdecydowanie lepiej przygotowany na to co czeka mnie na Maniackiej.
Generalnie zakładam takie scenariusze: ból minie sam i będę mógł normalnie kontynuować trening; ból będzie się utrzymywał ale na znośnym poziomie, więc dociągnę do Maniackiej i po niej zrobię dłuższą przerwę; najgorsza opcja (aczkolwiek po dzisiejszym biegu się wydaje też najmniej prawdopodobna) ból będzie się nasilał i będę musiał odpuścić Maniacką.
Kupiłem sobie wałek do masażu w Biedronce (są dwa rodzaje: piankowy za 27 zł i plastikowy z wypustkami za ok. 50, ten drugi wygląda bardziej pro, ale jest pusty w środku, więc podejrzewam że łatwo go połamać, kupiłem piankowy). Przydał się bo dzięki niemu dokładnie zlokalizowałem źródło bólu - tylna/wewnętrzna część uda, tuż pod pośladkiem.
Tak sobie myślę, że trochę dużo mnie kosztowało to "przetarcie" we Wrocławiu, no ale z drugiej strony to było dla mnie obciążenie, ale też bodziec, o wartości pewnie dwóch moich normalnych akcentów, także luźniejszy tydzień po takich zawodach nie powinien jakoś diametralnie wpłynąć na formę. No i dużo też zyskałem mentalnie, jestem zdecydowanie lepiej przygotowany na to co czeka mnie na Maniackiej.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Pobiegłem dziś na stadion, porządnie się rozgrzałem i zrobiłem kilka szybszych odcinków, nie miałem żadnego planu, ani na ilość powtórzeń, ani na ich długość czy tempo, zwracałem uwagę na to jak reaguje boląca noga i na bieżąco wymyślałem kolejne odcinki wyszło tak: 300 m + 4 x 400 m, tempo z okolic 3:30~ wszystko na przerwach 400 m trucht, potem przerwa 5 minut trucht/marsz i 800 m w 2:45, 2 minuty przerwy w miejscu i 400 m w 1:11. Bardzo mocno wiało na finiszowej prostej, jak się wybiegało z wirażu to momentalnie stawiało, poza tym biegało się przyjemnie. Co do nogi, to generalnie im dłużej i im szybciej biegałem tym mniejszy był ból
. Też "charakter" tego bólu był inny, wcześniej bardziej rwący, dzisiaj to już raczej było spięcie, ale za to trochę bardziej promieniował na inne części uda. Cały czas ból nie przekraczał jednak znośnego poziomu, także chyba jakoś dociągnę do Maniackiej.

- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Niedziela 08.03
8.7 km średnio po 4:45/km, w tym 5 km BNP od 5:20 do 3:50. Tak na odmulenie po tygodniu bez normalnych akcentów, noga minimalnie gorzej niż w sobotę, ale ciągle znośnie (i też, im szybciej biegłem tym dokuczała mniej).
W tygodniu 51 km w 5 treningach; przymusowy tydzień wypoczynkowo-rehabilitacyjny.
Worek 10.03
Dziś wreszcie postanowiłem zrobić w miarę normalny akcent, ostatni przed startem w sobotę. Zrobiłem coś w stylu tego co Daniels proponuje w 4 fazie przed zawodami: 4 x 1600 m TP/ 2 min. przerwy + 2 x 1000 m /2,5 min. przerwy. Weszło tak:
- progi: 3:46, 3:47, 3:48, 3:46/km
- interwały: 3:26, 3:27
Progi trochę za szybko (ale też przerwy dłuższe niż zwykle przy milowych odcinkach), ale jakoś dobrze to tempo siedziało, weszło bez żadnego piłowania, praktycznie ciągle oddech 3/3. Interwały celowo lekko cisnąłem w końcówkach.
Dobrze mi się dziś biegało, chociaż też ten trening nie był jakiś bardzo wymagający. Trochę odbudowałem moją pewność siebie w kontekście wyniku na Maniackiej, bo przez ten poprzedni tydzień dość znacząco mi spadły morale.
Noga w miarę okej, po dniu przerwy zdecydowanie lepiej, w zasadzie dzisiaj nie czułem bólu tylko spięcie, które dokucza przy tempie rozbieganiowym, przy szybszym bieganiu się chyba po prostu "nie przebija". No ale czuję że wciąż coś tam się dzieje, ból/spięcie trochę "wędruje" po różnych częściach uda, najmocniej boli jak długo siedzę bez ruchu. Bez dłuższej przerwy po Maniackiej się raczej nie obejdzie.
Jutro i w czwartek rozbieganie, do tego czwartkowego dodam 1.5-2 km w okolicach tempa na 10 km, w piątek wolne albo leciutki rozruch - w zależności od stanu nogi, no i w sobotę Maniacka. Pogoda zapowiada się niezła, temperatura na lekkim plusie, wiatr z nieco niekorzystnego kierunku, ale raczej zbyt słaby żeby mógł jakoś znacząco wpływać na wyniki.
8.7 km średnio po 4:45/km, w tym 5 km BNP od 5:20 do 3:50. Tak na odmulenie po tygodniu bez normalnych akcentów, noga minimalnie gorzej niż w sobotę, ale ciągle znośnie (i też, im szybciej biegłem tym dokuczała mniej).
W tygodniu 51 km w 5 treningach; przymusowy tydzień wypoczynkowo-rehabilitacyjny.
Worek 10.03
Dziś wreszcie postanowiłem zrobić w miarę normalny akcent, ostatni przed startem w sobotę. Zrobiłem coś w stylu tego co Daniels proponuje w 4 fazie przed zawodami: 4 x 1600 m TP/ 2 min. przerwy + 2 x 1000 m /2,5 min. przerwy. Weszło tak:
- progi: 3:46, 3:47, 3:48, 3:46/km
- interwały: 3:26, 3:27
Progi trochę za szybko (ale też przerwy dłuższe niż zwykle przy milowych odcinkach), ale jakoś dobrze to tempo siedziało, weszło bez żadnego piłowania, praktycznie ciągle oddech 3/3. Interwały celowo lekko cisnąłem w końcówkach.
Dobrze mi się dziś biegało, chociaż też ten trening nie był jakiś bardzo wymagający. Trochę odbudowałem moją pewność siebie w kontekście wyniku na Maniackiej, bo przez ten poprzedni tydzień dość znacząco mi spadły morale.
Noga w miarę okej, po dniu przerwy zdecydowanie lepiej, w zasadzie dzisiaj nie czułem bólu tylko spięcie, które dokucza przy tempie rozbieganiowym, przy szybszym bieganiu się chyba po prostu "nie przebija". No ale czuję że wciąż coś tam się dzieje, ból/spięcie trochę "wędruje" po różnych częściach uda, najmocniej boli jak długo siedzę bez ruchu. Bez dłuższej przerwy po Maniackiej się raczej nie obejdzie.
Jutro i w czwartek rozbieganie, do tego czwartkowego dodam 1.5-2 km w okolicach tempa na 10 km, w piątek wolne albo leciutki rozruch - w zależności od stanu nogi, no i w sobotę Maniacka. Pogoda zapowiada się niezła, temperatura na lekkim plusie, wiatr z nieco niekorzystnego kierunku, ale raczej zbyt słaby żeby mógł jakoś znacząco wpływać na wyniki.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Środa 11.03
7 km BS po 5:04/km. Biegane wieczorem, praktycznie cały dzień przesiedziałem (uczelnia, samochód, praca), a od zasiedzenia noga boli najbardziej. Pierwsze kilka kroków mocno bolesne, ale już po 50 m zaczęło puszczać, a po minucie biegu zostało tylko lekkie '"spięcie". Profilaktycznie wolałem skrócić trochę ten trening.
Czwartek 12.03
12 km po 4:45/km, w tym dwa szybsze kilometry po 3:40~, oddzielone 3 minutami truchtu. Chyba najmniej bolesny trening od początku zmagania się z tą kontuzją/urazem, gdyby nie wcześniejsze objawy to takim bólem bym się nawet nie przejął. Były długie momenty, w których udo w ogóle nie dawało o sobie znać, a czasem tylko czułem lekkie spięcie, ale dyskomfort bym ocenił na 1/10.
Dziś robię wolne, teoretycznie mam pierwszy od dawien dawna zupełnie luźny dzień, mógłbym bez skrupułów nic nie robić, no ale wiem że nie mogę się zasiedzieć, bo to pogarsza stan prawego uda. Przejdę się na spacer, później zrobię rozciąganie.
Cóż, forma jest, wytrzymałościowo jak i szybkościowo jestem dobrze przygotowany co potwierdzają wyniki z wcześniejszych biegów, pytanie tylko czy prawe udo mi nie pokrzyżuje planów. Pewność siebie trochę mi spadła przez te problemy z nogą, ale może to nawet dobrze bo dzięki temu łatwiej będzie zachować chłodną głowę na starcie. Jak dyskomfort będzie na poziomie tego z czwartkowego treningu to myślę że za sprawą adrenaliny i Bengaya noga nie powinna w ogóle dokuczać, przynajmniej na początku biegu. Plan jest taki: nie spalić się na starcie, nie szarpać, biec w miarę równo po 3:42/km, po piątce lekko przyspieszyć, być gotowym na zamułę między 6-9 kilometrem no i ostatni kilometr jak zwykle pocisnąć z serducha z mocnym finiszem. Rzeczywistość zweryfikuje
.
7 km BS po 5:04/km. Biegane wieczorem, praktycznie cały dzień przesiedziałem (uczelnia, samochód, praca), a od zasiedzenia noga boli najbardziej. Pierwsze kilka kroków mocno bolesne, ale już po 50 m zaczęło puszczać, a po minucie biegu zostało tylko lekkie '"spięcie". Profilaktycznie wolałem skrócić trochę ten trening.
Czwartek 12.03
12 km po 4:45/km, w tym dwa szybsze kilometry po 3:40~, oddzielone 3 minutami truchtu. Chyba najmniej bolesny trening od początku zmagania się z tą kontuzją/urazem, gdyby nie wcześniejsze objawy to takim bólem bym się nawet nie przejął. Były długie momenty, w których udo w ogóle nie dawało o sobie znać, a czasem tylko czułem lekkie spięcie, ale dyskomfort bym ocenił na 1/10.
Dziś robię wolne, teoretycznie mam pierwszy od dawien dawna zupełnie luźny dzień, mógłbym bez skrupułów nic nie robić, no ale wiem że nie mogę się zasiedzieć, bo to pogarsza stan prawego uda. Przejdę się na spacer, później zrobię rozciąganie.
Cóż, forma jest, wytrzymałościowo jak i szybkościowo jestem dobrze przygotowany co potwierdzają wyniki z wcześniejszych biegów, pytanie tylko czy prawe udo mi nie pokrzyżuje planów. Pewność siebie trochę mi spadła przez te problemy z nogą, ale może to nawet dobrze bo dzięki temu łatwiej będzie zachować chłodną głowę na starcie. Jak dyskomfort będzie na poziomie tego z czwartkowego treningu to myślę że za sprawą adrenaliny i Bengaya noga nie powinna w ogóle dokuczać, przynajmniej na początku biegu. Plan jest taki: nie spalić się na starcie, nie szarpać, biec w miarę równo po 3:42/km, po piątce lekko przyspieszyć, być gotowym na zamułę między 6-9 kilometrem no i ostatni kilometr jak zwykle pocisnąć z serducha z mocnym finiszem. Rzeczywistość zweryfikuje

- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
37:13, lekki niedosyt jest, ale tylko lekki, można było dziś pobiec szybciej. No ale tragedii nie ma, życiówka z września poprawiona prawie o 1,5 minuty. Jutro coś więcej napiszę.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Maniacka Dziesiątka, wynik netto 37:13, brutto 37:20 miejsce 95/3700~, 40 w M20. Międzyczas na 5 km 18:35 (brutto).
Przed biegiem czułem się dobrze, noga trochę pobolewała ale na rozgrzewce udało mi się ją doprowadzić do znośnego poziomu. Ustawiłem się z Szymonem, potem spotkaliśmy Mikołaja, który tak jak ja chciał łamać 37 minut, więc postanowiliśmy pobiec razem. Pierwsze 4 kilometry minęły bardzo luźno, a tempo (jak się wtedy wydawało) było nawet trochę za szybkie w stosunku do założeń , zerkałem na zegarek przy oznaczeniach i na 4tym kilometrze mieliśmy kilkanaście sekund zapasu, trzymaliśmy tempo, ale piąty kilometr wydawał się jakiś "długi" i przy chorągiewce okazało się że jesteśmy "na styk". Niemożliwe żebyśmy zwolnili o ponad 10 s na kilometrze, to by było czuć, oznaczenia w pierwszej części trasy były po prostu źle ustawione (rozmawiałem z kilkoma osobami po biegu i wszyscy mieli podobne odczucia). Niby tragedii nie było, wynik nadal był do zrobienia, ale jakoś wtedy siadłem psychicznie, zaczął się też pierwszy lekki kryzys, nogi zaczęły trochę słabnąć, oddechowo nadal było bardzo komfortowo jak na takie tempo. Zaczęliśmy mocniej pracować, ale warunki też były co raz gorsze, co raz mocniej odczuwalny był wiatr w twarz, a od wbiegnięcia na Maltę, czyli jakieś 2.5 km do mety, wiało od czoła już cały czas i to dość mocno. Mocniejsza praca nie przełożyła się zatem na tempo. Po 8 km Mikołaj zaczął mi uciekać i nie byłem w stanie utrzymać tempa. Czułem się dziwnie, nogi bolały, oddech spokojny jak na tę fazę biegu i jakaś taka "niemoc", miałem świadomość że nie cisnę na 100%, ale jednocześnie nie mogłem sięgnąć do głębszych rezerw. Na jakiś ruch zebrałem się dopiero ok. 250 metrów przed metą, gdzie jak zwykle przycisnąłem po sprintersku wyprzedzając kilka osób. Wpadłem na metę, złapałem się za kolana, ale dość szybko ochłonąłem, czułem się mniej zmęczony niż po dyszce we Wrocławiu. Tak jak Szymon napisał, czegoś zabrakło, ale nie wiadomo do końca czego.
Po wyścigu byłem lekko rozczarowany, ale z upływem czasu zacząłem co raz bardziej doceniać ten wynik. Na chwilę obecną jestem całkiem zadowolony
.
Co do bolącego prawego uda - w czasie biegu nie przeszkadzało w ogóle, ale po czułem je dość mocno. Yacool stał na 9tym kilometrze i mówił że było u mnie jakieś dziwne "bicie" z jednej strony. Już wcześniej wydawało mi się, że trochę inaczej stawiam stopę przez ten uraz. Także przerwa od biegania obowiązkowa, na początek 3-4 dni, jeśli nadal będzie bolało to przedłużę przerwę do tygodnia. Jak tydzień przerwy nic nie zmieni, no to trzeba będzie się przejść do fizjoterapeuty. Dziś jeździłem luźno rowerem i noga w ogóle nie dawała o sobie znać, ani przed ani po jeździe, więc coś sobie pokręcę w ramach treningu zastępczego, może pochodzę na basen. Fajnie jakby się udało szybko to wyleczyć, bo sezon się dopiero zaczął i jeszcze bym chciał coś pobiegać
, no ale też nie zamierzam trenować na siłę z bolącą nogą.
Przed biegiem czułem się dobrze, noga trochę pobolewała ale na rozgrzewce udało mi się ją doprowadzić do znośnego poziomu. Ustawiłem się z Szymonem, potem spotkaliśmy Mikołaja, który tak jak ja chciał łamać 37 minut, więc postanowiliśmy pobiec razem. Pierwsze 4 kilometry minęły bardzo luźno, a tempo (jak się wtedy wydawało) było nawet trochę za szybkie w stosunku do założeń , zerkałem na zegarek przy oznaczeniach i na 4tym kilometrze mieliśmy kilkanaście sekund zapasu, trzymaliśmy tempo, ale piąty kilometr wydawał się jakiś "długi" i przy chorągiewce okazało się że jesteśmy "na styk". Niemożliwe żebyśmy zwolnili o ponad 10 s na kilometrze, to by było czuć, oznaczenia w pierwszej części trasy były po prostu źle ustawione (rozmawiałem z kilkoma osobami po biegu i wszyscy mieli podobne odczucia). Niby tragedii nie było, wynik nadal był do zrobienia, ale jakoś wtedy siadłem psychicznie, zaczął się też pierwszy lekki kryzys, nogi zaczęły trochę słabnąć, oddechowo nadal było bardzo komfortowo jak na takie tempo. Zaczęliśmy mocniej pracować, ale warunki też były co raz gorsze, co raz mocniej odczuwalny był wiatr w twarz, a od wbiegnięcia na Maltę, czyli jakieś 2.5 km do mety, wiało od czoła już cały czas i to dość mocno. Mocniejsza praca nie przełożyła się zatem na tempo. Po 8 km Mikołaj zaczął mi uciekać i nie byłem w stanie utrzymać tempa. Czułem się dziwnie, nogi bolały, oddech spokojny jak na tę fazę biegu i jakaś taka "niemoc", miałem świadomość że nie cisnę na 100%, ale jednocześnie nie mogłem sięgnąć do głębszych rezerw. Na jakiś ruch zebrałem się dopiero ok. 250 metrów przed metą, gdzie jak zwykle przycisnąłem po sprintersku wyprzedzając kilka osób. Wpadłem na metę, złapałem się za kolana, ale dość szybko ochłonąłem, czułem się mniej zmęczony niż po dyszce we Wrocławiu. Tak jak Szymon napisał, czegoś zabrakło, ale nie wiadomo do końca czego.
Po wyścigu byłem lekko rozczarowany, ale z upływem czasu zacząłem co raz bardziej doceniać ten wynik. Na chwilę obecną jestem całkiem zadowolony

Co do bolącego prawego uda - w czasie biegu nie przeszkadzało w ogóle, ale po czułem je dość mocno. Yacool stał na 9tym kilometrze i mówił że było u mnie jakieś dziwne "bicie" z jednej strony. Już wcześniej wydawało mi się, że trochę inaczej stawiam stopę przez ten uraz. Także przerwa od biegania obowiązkowa, na początek 3-4 dni, jeśli nadal będzie bolało to przedłużę przerwę do tygodnia. Jak tydzień przerwy nic nie zmieni, no to trzeba będzie się przejść do fizjoterapeuty. Dziś jeździłem luźno rowerem i noga w ogóle nie dawała o sobie znać, ani przed ani po jeździe, więc coś sobie pokręcę w ramach treningu zastępczego, może pochodzę na basen. Fajnie jakby się udało szybko to wyleczyć, bo sezon się dopiero zaczął i jeszcze bym chciał coś pobiegać

- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Poniedziałek 16.03
Pompki 6 x 10 powtórzeń na minutowych przerwach (kiedyś robiłem 10 x 11 ;( ).
Wtorek 17.03
Szosa, 39 km ze średnią 30km/h, tętno 144, mocny wiatr, mniej więcej połowa trasy z wiatrem i połowa pod, diametralne różnice w jeździe :P. Generalnie średnia 30 km/h na 40 km to było takie moje wstępne założenie na triathlon, teraz widzę że muszę sobie wyżej zawiesić poprzeczkę.
Wieczorem podciąganie, wszystko nachwytem, nie będę pisał ile serii i po ile powtórzeń bo są to ilości żałosne :D.
Środa 18.03
Szosa, 39 km ze średnia 25 km/h, luźne plumkanie w poszukiwaniu bezpiecznych i nieprzerywanych światłami tras rowerowych w Poznaniu.
Wieczorem basen, 1475 m w 32 minuty, wszystko kraulem dość równym tempem. Nie dokręciłem do 1500 bo zaczynały łapać mnie skurcze, gdyby nie one to mógłbym podobną prędkością płynąć jeszcze długo, a łapią głównie od odbijania się od ściany przy nawrotach, więc na otwartym akwenie ten problem raczej odpadnie. Wiadomo, że na tych nawrotach zyskuję trochę prędkości, ale to tylko jak mi wyjdzie ładny technicznie nawrót (robię takie typowe do kraula, z "saltem"), a taki wychodzi 1 na 10, bardzo często mi się zdarza odbić w złym kierunku i pójść zbyt głęboko w wodę, wtedy więcej tracę niż zyskuję. Generalnie jestem zadowolony, zejście poniżej 30 minut/1500 m na triathlonie powinno być realne.
Czwartek 19.03
Podciąganie.
Podczas jazdy rowerem i pływania noga w ogóle nie boli. Co raz mniej boli też gdy wstaję rano i chodzę, w zasadzie ból przypomina o sobie sporadycznie, np. jak musiałem wnieść dość ciężkie zakupy po schodach. Postanowiłem, że wstrzymam się z bieganiem do końca tygodnia. Od poniedziałku wznowię treningi i zobaczę co się będzie działo. Oczywiście zmieniam plany startowe na najbliższe tygodnie, odpuszczam start w krosie na Woli (szkoda bo szykuje się bardzo fajny bieg) i koncentruję się przygotowaniach do Ekonomicznej Piątki 26 kwietnia, do tego czasu może pobiegnę jakiś parkrun albo mało ważne zawody (max 5 km). Zrobię dwa lżejsze tygodnie wprowadzające i potem wejdę w IV fazę Danielsa. Spróbuję też częściej niż do tej pory zamieniać rozbiegania na "rozjazdy" rowerowe żeby trochę odciążyć nogi, zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeśli ból będzie się utrzymywał na takim bardzo niskim poziomie (jak na ostatnich treningach przed Maniacką) to będę biegał, ale też zapiszę się do fizjo żeby to skonsultować, może mnie oklei jakimiś tejpami :P, jak pojawi się mocniejszy ból to oczywiście spasuję.
Powodzenia wszystkim startującym w weekend!
Fota z mety Maniackiej:
Pompki 6 x 10 powtórzeń na minutowych przerwach (kiedyś robiłem 10 x 11 ;( ).
Wtorek 17.03
Szosa, 39 km ze średnią 30km/h, tętno 144, mocny wiatr, mniej więcej połowa trasy z wiatrem i połowa pod, diametralne różnice w jeździe :P. Generalnie średnia 30 km/h na 40 km to było takie moje wstępne założenie na triathlon, teraz widzę że muszę sobie wyżej zawiesić poprzeczkę.
Wieczorem podciąganie, wszystko nachwytem, nie będę pisał ile serii i po ile powtórzeń bo są to ilości żałosne :D.
Środa 18.03
Szosa, 39 km ze średnia 25 km/h, luźne plumkanie w poszukiwaniu bezpiecznych i nieprzerywanych światłami tras rowerowych w Poznaniu.
Wieczorem basen, 1475 m w 32 minuty, wszystko kraulem dość równym tempem. Nie dokręciłem do 1500 bo zaczynały łapać mnie skurcze, gdyby nie one to mógłbym podobną prędkością płynąć jeszcze długo, a łapią głównie od odbijania się od ściany przy nawrotach, więc na otwartym akwenie ten problem raczej odpadnie. Wiadomo, że na tych nawrotach zyskuję trochę prędkości, ale to tylko jak mi wyjdzie ładny technicznie nawrót (robię takie typowe do kraula, z "saltem"), a taki wychodzi 1 na 10, bardzo często mi się zdarza odbić w złym kierunku i pójść zbyt głęboko w wodę, wtedy więcej tracę niż zyskuję. Generalnie jestem zadowolony, zejście poniżej 30 minut/1500 m na triathlonie powinno być realne.
Czwartek 19.03
Podciąganie.
Podczas jazdy rowerem i pływania noga w ogóle nie boli. Co raz mniej boli też gdy wstaję rano i chodzę, w zasadzie ból przypomina o sobie sporadycznie, np. jak musiałem wnieść dość ciężkie zakupy po schodach. Postanowiłem, że wstrzymam się z bieganiem do końca tygodnia. Od poniedziałku wznowię treningi i zobaczę co się będzie działo. Oczywiście zmieniam plany startowe na najbliższe tygodnie, odpuszczam start w krosie na Woli (szkoda bo szykuje się bardzo fajny bieg) i koncentruję się przygotowaniach do Ekonomicznej Piątki 26 kwietnia, do tego czasu może pobiegnę jakiś parkrun albo mało ważne zawody (max 5 km). Zrobię dwa lżejsze tygodnie wprowadzające i potem wejdę w IV fazę Danielsa. Spróbuję też częściej niż do tej pory zamieniać rozbiegania na "rozjazdy" rowerowe żeby trochę odciążyć nogi, zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeśli ból będzie się utrzymywał na takim bardzo niskim poziomie (jak na ostatnich treningach przed Maniacką) to będę biegał, ale też zapiszę się do fizjo żeby to skonsultować, może mnie oklei jakimiś tejpami :P, jak pojawi się mocniejszy ból to oczywiście spasuję.
Powodzenia wszystkim startującym w weekend!
Fota z mety Maniackiej:
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Piątek 20.03
50 km na kolarce, miało być mniej, ale trochę pobłądziłem eksplorując podpoznańskie drogi gminne :P. Średnia prędkość 27.5 km/h, tętno 135. Generalnie luźno i przyjemnie, zaczyna mi się co raz bardziej podobać kolarstwo szosowe :P.
Sobota 21.03
Rano pompki i rozciąganie, wieczorem basen 1400 m w 32 minuty, wszystko kraulem, luźno, pod koniec kilka szybszych długości.
Niedziela 22.03
Pompki i rozciąganie.
W tygodniu 130 km na szosie, niecałe 3 km na basenie i 5 krótkich ale dość ciężkich treningów siłowych (pompki i podciąganie). Mam nadzieje, że te treningi chociaż w małym stopniu zahamowały spadek formy.
Poniedziałek 23.03
Ostatni dzień bez biegania, tylko podciąganie i rozciąganie. Noga podczas codziennych czynności w ogóle nie boli, jedynie przy jakimś tam obciążeniu siłowym (typu wnoszenie zakupów) coś tam się odzywa, ale jest to minimalne i muszę się mocno "wczuć" w to prawe udo. Próbuję wyczuwać na wałku bolesne miejsce i nie czuję różnicy w bólu przy masowaniu między lewą a prawą nogą, a jeszcze tydzień temu ta różnica była ogromna. Od kilku dni już mnie strasznie ciągnie do biegania, z drugiej strony są obawy że jeszcze nie jestem do końca zdrowy, albo że moja forma będzie dużo niższa. Jutro rano się wszystko okaże
.
50 km na kolarce, miało być mniej, ale trochę pobłądziłem eksplorując podpoznańskie drogi gminne :P. Średnia prędkość 27.5 km/h, tętno 135. Generalnie luźno i przyjemnie, zaczyna mi się co raz bardziej podobać kolarstwo szosowe :P.
Sobota 21.03
Rano pompki i rozciąganie, wieczorem basen 1400 m w 32 minuty, wszystko kraulem, luźno, pod koniec kilka szybszych długości.
Niedziela 22.03
Pompki i rozciąganie.
W tygodniu 130 km na szosie, niecałe 3 km na basenie i 5 krótkich ale dość ciężkich treningów siłowych (pompki i podciąganie). Mam nadzieje, że te treningi chociaż w małym stopniu zahamowały spadek formy.
Poniedziałek 23.03
Ostatni dzień bez biegania, tylko podciąganie i rozciąganie. Noga podczas codziennych czynności w ogóle nie boli, jedynie przy jakimś tam obciążeniu siłowym (typu wnoszenie zakupów) coś tam się odzywa, ale jest to minimalne i muszę się mocno "wczuć" w to prawe udo. Próbuję wyczuwać na wałku bolesne miejsce i nie czuję różnicy w bólu przy masowaniu między lewą a prawą nogą, a jeszcze tydzień temu ta różnica była ogromna. Od kilku dni już mnie strasznie ciągnie do biegania, z drugiej strony są obawy że jeszcze nie jestem do końca zdrowy, albo że moja forma będzie dużo niższa. Jutro rano się wszystko okaże

- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Wtorek 24.03
Wybrałem się dziś na próbne rozbieganie, żeby zobaczyć co z nogą. Zrobiłem 12 km po 4:50/km w tym kilka przebieżek. Nogi całościowo bardzo świeże, rwały do przodu, musiałem się hamować żeby nie biec szybciej, natomiast płuca lekko nie nadążały, ale tylko lekko, intensywność cały czas w granicach BS. Jeśli chodzi o formę to nie straciłem wiele, jak zdrowie pozwoli to za 2 tygodnie powinienem być w podobnej dyspozycji jak przed Maniacką. Co do uda to też jest zdecydowanie lepiej, cały bieg się bardzo wczuwałem i coś tam jeszcze czułem, takie minimalne spięcie/ból, ale to normalne dolegliwości dla tej fazy sezonu, gdyby nie wcześniejszy mocniejszy ból, to bym na to nawet nie zwracał uwagi. Decyzja jest taka że wznawiam trening, oczywiście nie od razu z grubej rury, pierwsze 2 tygodnie będą dość spokojne, rozbiegania i jakieś lekkie akcenty. Oczywiście jeśli udo znowu zacznie mocniej boleć to spasuję. Wizytę u fizjo rozważam wciąż, chyba się wybiorę tak chociażby dla profilaktyki, nigdy jeszcze nie byłem, także pewnie poza poradami w kwestii uda dowiem się kilku innych ciekawych rzeczy.
Wybrałem się dziś na próbne rozbieganie, żeby zobaczyć co z nogą. Zrobiłem 12 km po 4:50/km w tym kilka przebieżek. Nogi całościowo bardzo świeże, rwały do przodu, musiałem się hamować żeby nie biec szybciej, natomiast płuca lekko nie nadążały, ale tylko lekko, intensywność cały czas w granicach BS. Jeśli chodzi o formę to nie straciłem wiele, jak zdrowie pozwoli to za 2 tygodnie powinienem być w podobnej dyspozycji jak przed Maniacką. Co do uda to też jest zdecydowanie lepiej, cały bieg się bardzo wczuwałem i coś tam jeszcze czułem, takie minimalne spięcie/ból, ale to normalne dolegliwości dla tej fazy sezonu, gdyby nie wcześniejszy mocniejszy ból, to bym na to nawet nie zwracał uwagi. Decyzja jest taka że wznawiam trening, oczywiście nie od razu z grubej rury, pierwsze 2 tygodnie będą dość spokojne, rozbiegania i jakieś lekkie akcenty. Oczywiście jeśli udo znowu zacznie mocniej boleć to spasuję. Wizytę u fizjo rozważam wciąż, chyba się wybiorę tak chociażby dla profilaktyki, nigdy jeszcze nie byłem, także pewnie poza poradami w kwestii uda dowiem się kilku innych ciekawych rzeczy.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Środa 25.03
Rozbieganie z szybszą końcówką, razem 8 km po 4:45/km (ta końcówka to było 2.5 km po 4:12/km). Szło ciężkawo, tym razem oddechowo jakby lepiej, ale nogi nie nadążały. Poza tym zrobiłem jeszcze podciąganie.
Czwartek nic bo praca i szkoła.
Piątek 27.03
11 km po 5:08/km, w tym kilka szybszych 200 i 400 na stadionie na odmulenie. Czuję lekkie zamulenie przerwą. Po bieganiu podciąganie.
Sobota 28.03
Pierwsze zajęcia BBL w tym sezonie, przyszło kilka nowych osób, więc zestaw ćwiczeń koordynacyjnych stosunkowo łatwy, ale przypomniałem sobie jak wyglądały moje początki pracy nad tym elementem no i widzę progres, chociaż oczywiście też dużo jeszcze można poprawić.
Zwykle przed/po BBLu robię jeszcze jakieś bieganie, tym razem zwinąłem się do domu, zjadłem coś i ruszyłem na szosę. Zrobiłem 54 km, ze średnią 28.6 km/h, średnie tętno 135, więc luźniutko. Objeżdżałem potencjalnie mało uczęszczane asfaltowe drogi, które wcześniej wytypowałem patrząc na mapy no i większość faktycznie się nadaje do kolarzenia ;). Wszędzie dość płasko, w porównaniu do tego co mam w Świebodzinie (a tam to też przecież żadne wielkie góry), na tej podpoznańskiej trasie suunto naliczyło 143 m w górę, jeżdżąc w okolicach Świebodzina przeważnie takie przewyższenia notuję na trasach o połowę krótszych.
Niedziela 29.03
Dziś nastąpił pierwszy przebłysk powrotu do formy. Najpierw zrobiłem 6 km rozbiegania, w deszczu i pod wiatr, nogi "same" kręciły po około 4:55/km i tym razem płuca dużo lepiej nadążały niż na poprzednich treningach. Po tych 6 km zrobiłem lekkie przyspieszenie na moim ulubionym krosowym odcinku w Lesie Dębińskim, biegło się bardzo luźno i przyjemnie, odcinek jest mocno wyboisty, podbiegi malutkie, ale jest ich sporo. Myślałem że po tym przyspieszeniu biegnę max po 4:30-40/km, tymczasem okazało się że niespełna 2.5 km odcinek wyszedł po 4:15/km. Nogi się na tyle rozkręciły, że jak już wróciłem do intensywności BS to i tak biegłem po 4:45~ i próby hamowania się nie powiodły. Razem wyszło 13 km po 4:45/km. Super samopoczucie, zupełnie bez porównania do poprzednich treningów z tego tygodnia.
Z nogą jest nie najgorzej, ból jest niewielki i przesunął się w dolną część uda (obstawiam, że problem stanowi któraś 'głowa' czwórki, albo mięsień krawiecki), to powodowało lekką niestabilność kolana. Wygrzebałem gdzieś stabilizator którego kiedyś używałem i jak biegam w nim to praktycznie nie czuję żadnych dolegliwości, tylko sam w sobie jest średnio wygodny. We wtorek idę do dr Marszałka, ten eksperyment ze stabilizatorem daje nadzieję, że może wystarczy przykleić tejpy dla stabilizacji i będzie git.
Od przyszłego tygodnia wracam do normalnych treningów (no chyba że fizjoterapeuta zabroni), z tym że "cofam" się w tabelce temp o dwa oczka do tyłu. Zaczynam IV fazę, początkowo wariant z 3 akcentami.
Rozbieganie z szybszą końcówką, razem 8 km po 4:45/km (ta końcówka to było 2.5 km po 4:12/km). Szło ciężkawo, tym razem oddechowo jakby lepiej, ale nogi nie nadążały. Poza tym zrobiłem jeszcze podciąganie.
Czwartek nic bo praca i szkoła.
Piątek 27.03
11 km po 5:08/km, w tym kilka szybszych 200 i 400 na stadionie na odmulenie. Czuję lekkie zamulenie przerwą. Po bieganiu podciąganie.
Sobota 28.03
Pierwsze zajęcia BBL w tym sezonie, przyszło kilka nowych osób, więc zestaw ćwiczeń koordynacyjnych stosunkowo łatwy, ale przypomniałem sobie jak wyglądały moje początki pracy nad tym elementem no i widzę progres, chociaż oczywiście też dużo jeszcze można poprawić.
Zwykle przed/po BBLu robię jeszcze jakieś bieganie, tym razem zwinąłem się do domu, zjadłem coś i ruszyłem na szosę. Zrobiłem 54 km, ze średnią 28.6 km/h, średnie tętno 135, więc luźniutko. Objeżdżałem potencjalnie mało uczęszczane asfaltowe drogi, które wcześniej wytypowałem patrząc na mapy no i większość faktycznie się nadaje do kolarzenia ;). Wszędzie dość płasko, w porównaniu do tego co mam w Świebodzinie (a tam to też przecież żadne wielkie góry), na tej podpoznańskiej trasie suunto naliczyło 143 m w górę, jeżdżąc w okolicach Świebodzina przeważnie takie przewyższenia notuję na trasach o połowę krótszych.
Niedziela 29.03
Dziś nastąpił pierwszy przebłysk powrotu do formy. Najpierw zrobiłem 6 km rozbiegania, w deszczu i pod wiatr, nogi "same" kręciły po około 4:55/km i tym razem płuca dużo lepiej nadążały niż na poprzednich treningach. Po tych 6 km zrobiłem lekkie przyspieszenie na moim ulubionym krosowym odcinku w Lesie Dębińskim, biegło się bardzo luźno i przyjemnie, odcinek jest mocno wyboisty, podbiegi malutkie, ale jest ich sporo. Myślałem że po tym przyspieszeniu biegnę max po 4:30-40/km, tymczasem okazało się że niespełna 2.5 km odcinek wyszedł po 4:15/km. Nogi się na tyle rozkręciły, że jak już wróciłem do intensywności BS to i tak biegłem po 4:45~ i próby hamowania się nie powiodły. Razem wyszło 13 km po 4:45/km. Super samopoczucie, zupełnie bez porównania do poprzednich treningów z tego tygodnia.
Z nogą jest nie najgorzej, ból jest niewielki i przesunął się w dolną część uda (obstawiam, że problem stanowi któraś 'głowa' czwórki, albo mięsień krawiecki), to powodowało lekką niestabilność kolana. Wygrzebałem gdzieś stabilizator którego kiedyś używałem i jak biegam w nim to praktycznie nie czuję żadnych dolegliwości, tylko sam w sobie jest średnio wygodny. We wtorek idę do dr Marszałka, ten eksperyment ze stabilizatorem daje nadzieję, że może wystarczy przykleić tejpy dla stabilizacji i będzie git.
Od przyszłego tygodnia wracam do normalnych treningów (no chyba że fizjoterapeuta zabroni), z tym że "cofam" się w tabelce temp o dwa oczka do tyłu. Zaczynam IV fazę, początkowo wariant z 3 akcentami.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Poniedziałek 30.03
Podciąganie i pompki.
Wtorek 31.03
Bieżnia elektryczna, nachylenie 1%, 3 x 2.5 km po 4:00/km / przerwy 2 min.
Weszło bezproblemowo, przez większość czasu oddech 3/3, tylko w ostatnich 2 minutach 2 i 3 powtórzenia wchodził na 2/2.
Generalnie staram się nie wybrzydzać w kwestii pogody (narzekam na nią często, ale na treningi wychodzę i tak :D) i zawsze podkreślam, że wolę wiatr i deszcz niż letnie upały. No ale dziś w Poznaniu, w czasie kiedy miałem robić trening, był mega mocny śnieg z deszczem i do tego wiatr. Przesada. Przypomniałem sobie, że 10 minut piechotą od mojego mieszkania jest Przystań Posnania (od dawna siedziba klubu kajakarskiego/wioślarskiego, od niedawna także siłownia) i można tam jednorazowo wejść za darmo na próbę. No to poszedłem i zrobiłem trening na bieżni elektrycznej. Trochę się obawiałem nudy, ale nie było tragedii, podobnie jak z kręceniem kółek na stadionie - jak jest konkretny cel to monotonia nie przeszkadza. Oczywiście wielkim fanem biegania na bieżni nie zostanę, ale spodobał mi się fakt, że nie trzeba w ogóle myśleć o pilnowaniu tempa :P. Raz na jakiś czas, szczególnie jak pogoda jest wyjątkowo paskudna, można sobie pozwolić na taki trening. Sama siłownia bardzo fajna, sterylna, stosunkowo nieduża przestrzeń, ale dobrze zorganizowana, do tri będę potrzebował trochę więcej ogólnorozwojówki, więc chyba wykupię tam jakiś karnecik, tym bardziej że ceny na przyzwoitym poziomie.
Na 15:30 miałem zaplanowaną wizytę u dr Marszałka, jak na złość noga dzisiaj prawie nie bolała ;). Z wizyty jestem zadowolony, był mocny, bolesny masaż i terapia igłami, również niezbyt przyjemna. Mam też sam wałkować i masować udo. Jak po dzisiejszym zabiegu i własnych masażach ból nie ustąpi w ciągu 2 tyg. to będziemy walczyć dalej. Co najważniejsze, dr powiedział, że mogę, a nawet powinienem biegać i monitorować sytuację. Także mam w tej kwestii 'czyste sumienie', bo nie chciałbym trenować na siłę. Zaraz lecę na testy pianek triathlonowych na basenie, pewnie coś przy okazji popływam.
Podciąganie i pompki.
Wtorek 31.03
Bieżnia elektryczna, nachylenie 1%, 3 x 2.5 km po 4:00/km / przerwy 2 min.
Weszło bezproblemowo, przez większość czasu oddech 3/3, tylko w ostatnich 2 minutach 2 i 3 powtórzenia wchodził na 2/2.
Generalnie staram się nie wybrzydzać w kwestii pogody (narzekam na nią często, ale na treningi wychodzę i tak :D) i zawsze podkreślam, że wolę wiatr i deszcz niż letnie upały. No ale dziś w Poznaniu, w czasie kiedy miałem robić trening, był mega mocny śnieg z deszczem i do tego wiatr. Przesada. Przypomniałem sobie, że 10 minut piechotą od mojego mieszkania jest Przystań Posnania (od dawna siedziba klubu kajakarskiego/wioślarskiego, od niedawna także siłownia) i można tam jednorazowo wejść za darmo na próbę. No to poszedłem i zrobiłem trening na bieżni elektrycznej. Trochę się obawiałem nudy, ale nie było tragedii, podobnie jak z kręceniem kółek na stadionie - jak jest konkretny cel to monotonia nie przeszkadza. Oczywiście wielkim fanem biegania na bieżni nie zostanę, ale spodobał mi się fakt, że nie trzeba w ogóle myśleć o pilnowaniu tempa :P. Raz na jakiś czas, szczególnie jak pogoda jest wyjątkowo paskudna, można sobie pozwolić na taki trening. Sama siłownia bardzo fajna, sterylna, stosunkowo nieduża przestrzeń, ale dobrze zorganizowana, do tri będę potrzebował trochę więcej ogólnorozwojówki, więc chyba wykupię tam jakiś karnecik, tym bardziej że ceny na przyzwoitym poziomie.
Na 15:30 miałem zaplanowaną wizytę u dr Marszałka, jak na złość noga dzisiaj prawie nie bolała ;). Z wizyty jestem zadowolony, był mocny, bolesny masaż i terapia igłami, również niezbyt przyjemna. Mam też sam wałkować i masować udo. Jak po dzisiejszym zabiegu i własnych masażach ból nie ustąpi w ciągu 2 tyg. to będziemy walczyć dalej. Co najważniejsze, dr powiedział, że mogę, a nawet powinienem biegać i monitorować sytuację. Także mam w tej kwestii 'czyste sumienie', bo nie chciałbym trenować na siłę. Zaraz lecę na testy pianek triathlonowych na basenie, pewnie coś przy okazji popływam.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Środa 1.04
11 km po 4:58/km
Piątek 3.04
4 x 5 minut TP (po 3:55~/km)/ przerwy 1 min + 2 x 1000 m w 3:36/przerwa 3 min. + 4 x 200 R (po 38-39s)/ 200 trucht, weszło nieźle, nogi mega świeże, wydolnościowo lekka zamuła.
Szosa, 40 km, mega luźny rozjazd ze średnią 25 km/h.
20 minut ćwiczeń core/siłowych.
Sobota 4.04
Long, 18 km po 4:52/km, dość pagórkowata trasa, w całości terenowa, tętno z szyi po biegu 140~.
Szosa, 26 km ze średnią 29.2 km/h, tętno średnie 137 (o dziwo pasek działa dobrze na rowerze, a świruje podczas biegania)
Piątek i sobota to były chyba moje najluźniejsze dni w tym roku, nie pamiętam kiedy ostatnio nie miałem zupełnie nic do roboty, więc wykorzystałem to na typowe "eat, train, sleep, repeat" i w sumie bez większych problemów zrobiłem 5 treningów w dwa dni :D.
Niedziela 5.04
Luźne 9 km z kumplami, po 5:30/km w dość trudnym terenie.
W tygodniu 61 km przebiegnięte i 66 przejechane rowrerem. Wreszcie jakiś w miarę normalny tydzień.
Wtorek 7.04
20 minut TP(3:59/km) + przebieżki 5 x 30 s/60 s, biegane w lesie, początek ciężkawo, zacząłem zbyt szybko i akurat na bardziej krosowym odcinku trasy, ale jak ustabilizowałem tempo i złapałem rytm to było ok.
Środa 8.04
13 km BS po 4:56/km
Dziś od rana czułem lekkie objawy przeziębieniowe, więc odpuściłem bieganie. Chyba trochę przesadziłem z zimnymi piwami w święta i za wcześnie zrezygnowałem z noszenia szalika i czapki :P. Mam nadzieję, że szybko to przejdzie no i jest to dla mnie ostrzeżenie, żeby bardziej się pilnować, kolejna dłuższa przerwa w treningu by już raczej pozamiatała sezon wiosenny.
Legendy o doktorze Marszałku leczącym w trakcie jednej wizyty, w moim przypadku się sprawdziły. Dzień po wizycie, czułem już tylko ból po masażu, a od piątku biegam bez żadnego dyskomfortu.
Z formą nie jest źle, na rozbieganiach czuję się już prawie jak przed przerwą przy podobnych prędkościach. Jestem trochę zamulony w intensywnościach z okolic III zakresu, no ale zrobiłem raptem 3 porządne akcenty. Jestem dobrej myśli, niepokoi mnie tylko lekko to przeziębienie.
11 km po 4:58/km
Piątek 3.04
4 x 5 minut TP (po 3:55~/km)/ przerwy 1 min + 2 x 1000 m w 3:36/przerwa 3 min. + 4 x 200 R (po 38-39s)/ 200 trucht, weszło nieźle, nogi mega świeże, wydolnościowo lekka zamuła.
Szosa, 40 km, mega luźny rozjazd ze średnią 25 km/h.
20 minut ćwiczeń core/siłowych.
Sobota 4.04
Long, 18 km po 4:52/km, dość pagórkowata trasa, w całości terenowa, tętno z szyi po biegu 140~.
Szosa, 26 km ze średnią 29.2 km/h, tętno średnie 137 (o dziwo pasek działa dobrze na rowerze, a świruje podczas biegania)
Piątek i sobota to były chyba moje najluźniejsze dni w tym roku, nie pamiętam kiedy ostatnio nie miałem zupełnie nic do roboty, więc wykorzystałem to na typowe "eat, train, sleep, repeat" i w sumie bez większych problemów zrobiłem 5 treningów w dwa dni :D.
Niedziela 5.04
Luźne 9 km z kumplami, po 5:30/km w dość trudnym terenie.
W tygodniu 61 km przebiegnięte i 66 przejechane rowrerem. Wreszcie jakiś w miarę normalny tydzień.
Wtorek 7.04
20 minut TP(3:59/km) + przebieżki 5 x 30 s/60 s, biegane w lesie, początek ciężkawo, zacząłem zbyt szybko i akurat na bardziej krosowym odcinku trasy, ale jak ustabilizowałem tempo i złapałem rytm to było ok.
Środa 8.04
13 km BS po 4:56/km
Dziś od rana czułem lekkie objawy przeziębieniowe, więc odpuściłem bieganie. Chyba trochę przesadziłem z zimnymi piwami w święta i za wcześnie zrezygnowałem z noszenia szalika i czapki :P. Mam nadzieję, że szybko to przejdzie no i jest to dla mnie ostrzeżenie, żeby bardziej się pilnować, kolejna dłuższa przerwa w treningu by już raczej pozamiatała sezon wiosenny.
Legendy o doktorze Marszałku leczącym w trakcie jednej wizyty, w moim przypadku się sprawdziły. Dzień po wizycie, czułem już tylko ból po masażu, a od piątku biegam bez żadnego dyskomfortu.
Z formą nie jest źle, na rozbieganiach czuję się już prawie jak przed przerwą przy podobnych prędkościach. Jestem trochę zamulony w intensywnościach z okolic III zakresu, no ale zrobiłem raptem 3 porządne akcenty. Jestem dobrej myśli, niepokoi mnie tylko lekko to przeziębienie.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Piątek 10.04
13 km BS po 4:48/km, w tym kilka przebieżek, nogi ładnie kręciły.
Sobota 11.04
Od jakiegoś czasu czytam nowe wydanie Danielsa (drugie polskie, trzecie amerykańskie), IV faza w treningu pod 5-10 km wydaje mi się rozsądniejsza niż w planie 5-15 z poprzedniego wydania. Są w niej klasyczne treningi w tempie I, a nie tylko pojedyncze odcinki w sesjach z mieszanymi tempami. Szczególnie w mojej obecnej sytuacji lekkiego zamulenia pourazowego dużo bardziej mi to pasuje, więc dociągnę sezon na planie z nowego wydania, ewentualnie z jakimiś drobnymi modyfikacjami.
Przez kontuzję i luzowanie przed zawodami ostatnie typowe interwały VO2max robiłem pod koniec lutego
, więc dziś nieco asekuracyjnie 5 x 1000 m/3 minuty przerwy (trucht, marsz). Weszło tak: 3:29, 3:29, 3:30, 3:32, 3:32.
Szkoda, że po zimie od razu przyszło lato, biegałem w pełnym słońcu przy 20 stopniach i dodatkowo z dość mocnym wiatrem na przeciwległej prostej. Bardzo źle reaguję na ciepło i przypomniałem sobie jak to jest trenować w upale (wiem, że prawdziwe upały dopiero będą, ale ze względu na duży przeskok temperatury dziś czułem się podobnie). Trochę mnie ta temperatura sponiewierała, co widać po tempach odcinków. Dobrze, że na stadionie odbywał się sparing piłkarski i dla widowni otwarto budkę z gastronomią, a ja przytomnie wziąłem na trening pieniądze. Wypiłem ponad pół litra wody w trakcie i po treningu a i tak wróciłem o prawie 1 kg lżejszy.
Biorąc pod uwagę okoliczności, tzn. długą przerwę w tego typu treningach i warunki pogodowe, to jestem całkiem zadowolony, ale w perspektywie startu za dwa tygodnie i walki o 17:30/5km to wygląda to bardzo kiepsko. Jedyna nadzieja w tym, że po prostu odmulę i wrócę do dyspozycji sprzed przerwy, bo na "uczciwe" wytrenowanie już jest za późno :P.
13 km BS po 4:48/km, w tym kilka przebieżek, nogi ładnie kręciły.
Sobota 11.04
Od jakiegoś czasu czytam nowe wydanie Danielsa (drugie polskie, trzecie amerykańskie), IV faza w treningu pod 5-10 km wydaje mi się rozsądniejsza niż w planie 5-15 z poprzedniego wydania. Są w niej klasyczne treningi w tempie I, a nie tylko pojedyncze odcinki w sesjach z mieszanymi tempami. Szczególnie w mojej obecnej sytuacji lekkiego zamulenia pourazowego dużo bardziej mi to pasuje, więc dociągnę sezon na planie z nowego wydania, ewentualnie z jakimiś drobnymi modyfikacjami.
Przez kontuzję i luzowanie przed zawodami ostatnie typowe interwały VO2max robiłem pod koniec lutego

Szkoda, że po zimie od razu przyszło lato, biegałem w pełnym słońcu przy 20 stopniach i dodatkowo z dość mocnym wiatrem na przeciwległej prostej. Bardzo źle reaguję na ciepło i przypomniałem sobie jak to jest trenować w upale (wiem, że prawdziwe upały dopiero będą, ale ze względu na duży przeskok temperatury dziś czułem się podobnie). Trochę mnie ta temperatura sponiewierała, co widać po tempach odcinków. Dobrze, że na stadionie odbywał się sparing piłkarski i dla widowni otwarto budkę z gastronomią, a ja przytomnie wziąłem na trening pieniądze. Wypiłem ponad pół litra wody w trakcie i po treningu a i tak wróciłem o prawie 1 kg lżejszy.
Biorąc pod uwagę okoliczności, tzn. długą przerwę w tego typu treningach i warunki pogodowe, to jestem całkiem zadowolony, ale w perspektywie startu za dwa tygodnie i walki o 17:30/5km to wygląda to bardzo kiepsko. Jedyna nadzieja w tym, że po prostu odmulę i wrócę do dyspozycji sprzed przerwy, bo na "uczciwe" wytrenowanie już jest za późno :P.
- MikeWeidenbaum
- Zaprawiony W Bojach
- Posty: 1132
- Rejestracja: 23 mar 2013, 21:24
- Życiówka na 10k: 36:27
- Życiówka w maratonie: brak
Dziś długie rozbieganie "na raty" połączone z prowadzeniem kumpli na półmaratonie. Najpierw dobiegłem w okolice 10 kilometra, chwilę poczekałem na kumpli, dobiegłem z jednym z nich prawie do końca (wynik 1:49), na Malcie odbiłem w las, pokręciłem tam chwilę, spotkałem się jeszcze znowu z kolegami za strefą mety i wróciłem do domu. Razem 19 km po 4:55/km.
W tygodniu 68 km w pięciu treningach, dwa nie najgorsze akcenty. Zaczynają pylić moje alergeny, te symptomy przeziębieniowe, o których pisałem w czwartek, to chyba właśnie alergia. Lepsze to niż jakaś infekcja, no ale i tak kolejna kłoda pod nogi w kluczowej części sezonu :P.
W tygodniu 68 km w pięciu treningach, dwa nie najgorsze akcenty. Zaczynają pylić moje alergeny, te symptomy przeziębieniowe, o których pisałem w czwartek, to chyba właśnie alergia. Lepsze to niż jakaś infekcja, no ale i tak kolejna kłoda pod nogi w kluczowej części sezonu :P.