Grzesiek: 2014 - 10 w 47, HM w 1:50, M w 3:50 i TJ 12,75m

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

No i pobiegałem wczoraj. Wpis dziś, bo wieczorem byłem już lekko spompowany całym dniem, lewym okiem popatrzyłem, jak nasi tradycyjnie przegrywają na Łemblej i zasnąłem.
Sam trening tak monotonny jak wszystkie ostatnie. Trzymam się w pulsie, tempo mam w d..., ale przynajmniej biegnę niezmęczony. Tj. nie jestem zmęczony biegiem, bo cały ciężki dzień daje się jednak organizmowi we znaki. I to się też czuje w biegu - niby pod górkę leciutko, prawie płasko, a u mnie tętno sporo ponad 160 przy tempie 7:25?! :orany: Co jest? Ano zmęczenie organizmu po długim i nerwowym dniu. Organizmu, który jeszcze kwadrans temu nieśmiało prosił "Chrzańmy trening, jest mecz i wygodne łóżko!", a teraz musiał dreptać poboczem? :hahaha:
Jakbym tak policzył moje treningi, to większość wypadała rano, choć był taki okres (kwiecień), że zmieniłem się w night runnera i bardzo to sobie chwaliłem. Jednak tak na co dzień, to ja raczej ranny ptaszek jestem, a 7 rano to dla mnie już przedpołudnie ;) Ponieważ jednak Mikołajkowy startuje o 21, wypada organizm przyzwyczaić do wysiłku wieczornego, raz na jakiś czas, może to tętno przestanie wariować.
Generalnie wariowało nie tak długo, pierwsze 2km zdarzały się przy wyniku 171bpm, mimo, że się straaaaasznie wlokłem. Potem tętno spadało, tempo nie rosło, po 5km zrobiłem zawrotkę na stacj BP i już było z górki :)
W sumie wyszło to (z 5 przebieżkami na koniec) 10,8km średnim tempem 7:00 na tętnie 157bpm. A następny tren w czwartek rano.
New Balance but biegowy
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Się pochwalę ;)
http://tri-book.pl/sprzet/testy-recenzj ... it2-s.html
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Rano jest jednak fajniej. Zwłaszcza, jak kawę zastąpię wodą - od razu tętno jest niższe... Dziś w zasadzie wlokłem się, jeśliby wnioskować z liczby uderzeń serca, tymczasem średnie tempo było sporo wyższe, niż ostatnimi czasy. W zasadzie to krótko dziś było, bo po 7 musiałem zameldować się nach Hause, ale nawet niespełna godzinny trening to fajny początek dnia. Jak to mi się często zdarza, zacząłem sobie od lekkiego, ale długiego (ponad km) podbiegu, gdzie tętno w maksie oscylowało ok. 159-161. Potem z górki, więc tam truchtając sobie jakoś po 6:30-6:45 miałem tętno znacznie poniżej 150 :) Potem już na płaskim, więc miarodajnie, ale przestałem obserwować tętno i biegłem trochę na czuja. I nos mnie nie zawiódł :) Na koniec 4 czy 5 przebieżek już pod blokiem, wzdłuż parkingu, tam i z powrotem, sąsiedzi chyba myśleli, że biegnę na autobus, albo auto mi kradną :hahaha:
W sumie wyszło 7,6km tempem 6:40 (6:45 bez sesji przebieżkowej) na średnim tętnie 154bpm
Dziś jeszcze basen, jutro luz, a w sobotę ze 2 godzinki szurania. Niedziela w pełni rodzinna :)
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Ech, zmarzłem dziś trochę. Jak zaczynałem trening, na termometrze było 5, jak skończyłem - było 0 :hahaha:
Troszkę później wstałem, niż planowałem. W dodatku musiałem podjechać pod Reala autem, bo miałem zrobić tam zakupy o 8, więc zaczynając właściwy trening o 6:20 byłem skazany na ok. 15km, nie więcej. Real zaburzył mi plan longa, który jeszcze w czwartek mówił wyłącznie o 5 pętlach + dobieg, schłodzenie, przebieżki na Prądniku. Nie wiedząc, jaki wariant wybrać, ruszyłem tam, gdzie mnie nogi poniosły, skutkiem czego poleciałem na Prądnik, ale Biały, a potem do Witkowic, i dupa z płaskiego longa była, bo podbiegów nałapałem po drodze :hej: W sumie to nawet lepiej, bo zawsze trochę nieplanowanej siły. Bieg, jak zwykle ostatnio, na tętno, z nieprzekraczaniem 80% HRmaxa. Trochę się nie udało na największych górkach, ale generalnie wyszło dobrze i to bez częstego kontrolowania zegarka. To cieszy, bo uczę się nareszcie 'czytać' organizm. Biegłem, biegłem, trochę czas gonił, więc poleciałem tyle, żeby lekko przebić kilometraż z zeszłego tygodnia. I przebiłem - o 300 metrów :hahaha: kończąc sześcioma przebieżkami na parkingu Reala (mówiąc po naszemu) czyli robiąc z siebie debila co biega między autami (mówiąc językiem ludzi, którzy gremialnie stali pod szklanymi drzwiami do raju, tj. do taniego schabu) :hej:
Suma sumarum podsumowanie daje 15,3km tempem 6:45 na tętnie średnim 158bpm.
I tylko waga martwi, bo nijak niżej 87 nie schodzi, po zeszłotygodniowym longu było 86,6 ale to chyba jednorazowy wybryk...
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Obrazek
CM2014 - 5.tydzień planu
Dystans:44,9km
Czas:5h7min
Śr.tempo:6:51min/km
Treningów biegowych:4 (same wolne, bez 'elektryka' tym razem)
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Rano pobudka, punkt szósta przed klatką robię parę skipów i podskoków, czyli coś a'la rozgrzewka, i ruszam. Jak zwykle trochę sobie komplikuje, bo miałem zrobić płaską dychę 3 x po pętli, a pobiegłem sobie pod górę, i generalnie pofałdowanym profilem pierwsze 5km, a dopiero potem na pętli się pojawiłem :hahaha: To dlatego, że trochę nudno jest tam, co innego, jak biegam z Krzychem, to sobie gadamy, na takich treningach dyszka schodziła nie wiadomo kiedy. A samemu gorzej, więc sobie różnicuję/komplikuję :) Skutek taki, że lecąc <80%HRmax ta pierwsza piątka była bardzo wolna (tempo 7:16, HRavg 156), podczas gdy druga wyszła w tempie 6:46 na średnim tętnie 158. Na koniec 6 przebieżek, co pozwoliło zamknąć trening z 10,8km na liczniku w tempie 6:54, na średnim HR 158bpm.
Niby wypada teraz bieganie w środę, ale chyba jutro też dyszkę zrobię. W piątek/sobotę wyjeżdżam służbowo do Muszyny, plan jest na piątkowo-popołudniową dyszkę pod górę i sobotni poranny long po wale przeciwpowodziowym nad Popradem, ale kto wie, jak to wyjdzie, dlatego wolę ze trzy dziesiątki nabić na miejscu, żeby w razie czego nie mieć po wyjeździe biegowego moralniaka :hej:
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Od czapy, bo mnie nosiło na najmarniejszy choćby teścik. Gdybym wstał rano, to bym dychę próbował, po południu już tylko o piątce myślałem, a wieczorem o trójce :) Krakowskim targiem wymyśliłem, już w trakcie 3km BS na rozgrzewkę, że polecę 'test Acera', czyli 15 minut ;) I to by było takie moje maksimum na dzień dzisiejszy, jeśli chodzi o szybkie bieganie. W 15 minut 3,1km tempem 4:50 - na tętnie średnim 193 z maksem 201! Dawno w takim zakresie nie biegłem, ostatni raz w Skawinie, tylko tam udało się takie tempo trzymać trochę dłużej :hahaha: Po tej piętnastce lecę jeszcze z kilometr, tętno spada bardzo wolno, więc robię 3 minuty postoju. Wznawiam bieg, kiedy bpm pod 150 podchodzi i robię jeszcze 3km, tym razem już na luzie, takim ok. 7:00/km. A na koniec jeszcze 4 przebieżki pod blokiem, bo mało było. W sumie 10,7km dziś zrobione. Jeszcze miałem siłę poprasować górę małych śpiochów, bodziaków i spodenek, ale teraz padam i trochę mnie na wymioty zbiera. Masakra dziś była dla mnie... Jednak podobny, nocny test, przynajmniej na piątkę, muszę jeszcze ze 3 tygodnie przed Mikołajkowym zrobić, żeby się do nocnych, wysokich obrotów przyzwyczaić.
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Dziś była siłownia, trochę wykroków i przysiadów ze sztangą, hantle zwykłe i młotkowe, maszyny na klatkę i barki, 2km na ergometrze i rowerek na schłodzenie.

A na koniec przykra niespodzianka - pocieszam się, że to jakiś bład, wynikający z tego, że sam dokonałem pomiarów i ruszałem się za bardzo przy tym, ale to dość naciągana teoria.

Tak relacjonowałem 1.lutego wyniki pomiarów (i analogiczne pomiary ze stycznia):
Tkanka tłuszczowa: 19,5% (spadek z 21,7%) <-- a w Skawinie w maj w ogóle było 17,1% (!)
Masa mięśniowa: 38,7% (wzrost z 37,4%)
Otłuszczenie narządów wewnętrznych: 6% (spadek z 7%)

A tak, niestety, było dziś:
Tkanka tłuszczowa: 24,1%
Masa mięśniowa: 38,9%
Otłuszczenie narządów wewnętrznych: 8%
No i waga, która na dziś waha się od 86,5 do 88 kg.

It's a long way home, Grzegorz... Long way home :smutek:
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Uzupełnię na szybko małe zaległości:

25.10 - najpierw 7,6km na Jaworzynę Krynicką, zrobione 600m up, ale z godzinę to zajęło, potem przystanek na herbatkę w schronisku i 5,5km w dół (bardziej stromą ścieżką, więc niezbyt komfortowo, korzenie, kamienie i liście) w 35 minut... doliczając do tego 2-3h na grze w siatkówkę plażową (i nadwyrężenie stopy) plus ognisko/grilla/alko/zabawa sprawiło, że...
26.10 - zamiast longa było 3km marszobiegu z przewagą marszu :hahaha: napierniczała mnie wspomniana stopa, a także uda i łydki (zamiast rozciągania po Jaworzynie, od razu browar był)... ledwo powłóczyłem nogami
27.10 - uda przestały, łydki i stopa nie, a do tego zawiało mnie i nie mogłem odwrócić szyi/głowy w prawo
28.10 - 30.10 - łydki bolą coraz mniej, kark coraz bardziej, a na dodatek Jasiek ma zapalenie ucha... o bieganiu nie ma mowy...

I jeśli nie pobiegam jutro, co jest niemal pewne, to swego życiowego mięsięcznego kilometrażu nie pobiję :wrr: Trzeba się było chwalić po, a nie przed :echech: Ale przynajmniej już ponad tysiąc w 2013 roku zrobiony... Dobre i to...
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Pobiegałem dopiero w niedzielę, niecałe 5km, trochę za szybko, bo śr. 6:23 i tętno średnie 168. Dziś jeszcze bardziej za szybko, bo tempo 5:57, tętno średnie 173 na 6,5km, ale jakoś tak miałem ochotę :)
Dziś zdziwił mnie zapis biegu po zgraniu na movescount.com, bo trening zarejestrował cały dystans, ale mapa jakby ucięła pierwsze 2,5km - więc jak zrobiłe eksport gpxa do run-loga, to najpierw odczytał z pliku tylko 4km, musiałem edytować dystans i czas. Może to wina pogody, deszcz, chmury, poza tym, przed niedoszłą sprzedażą robiłem reset gpx, więc może coś się namieszało, bo dziś niemal minutę musiałem na fixa poczekać :wrr:
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Ponieważ trochę pozmieniałem w planie do CM2014 (wymyśliłem sobie fazę zerową, gdzie, oprócz nudnej budowy bazy, biegam różne wygłupy na jakie mam ochotę :hej: ) - dziś od wyjścia z bloku o 6 rano kombinowałem, co by tutaj...
Najpierw nic nie wykombinowałem, więc ruszyłem pierwszy kaem standardowym człapaniem pod 7:00... Ale potem siakoś się przyśpieszyło leciutko. No, myślę, to sobie zrobię BeeNPe :)
lapy.jpg
Nawet niegłupio to wyszło, bo z każdym kolejnym kilometrem wzrost tempa był mniej więcej podobny: 27-20-20-17-19-21 sekund. Natomiast, co widać na ósmym km, na którym już zwolniłem, tętno wciąż spada u mnie wolno, woooolnusieńko.
Kupiłem wczoraj w Leedlu fajną bluzę, taką na 2. warstwę, ale było dziś za ciepło (4C), żeby ją testować. Wydaje się dobrej jakości i chyba to będzie dobrze zainwestowane 33zł :)
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Fazy 'zero' ciąg dalszy. Podoba mi się ona, bo nie wymusza BSów, a plan zazwyczaj powstaje w windzie jadącej na parter :hej:

Dziś, na 4 tygodnie przed dychą mikołajkową, wymyśliłem sobie, że... lecę piątkę dla wyznaczenia aktualnego VDOT :)
Poza tym, od wczoraj zastanawiam się, czy mój HRmax to 205, czy może jednak więcej? :niewiem: :sss:
Ułani ze swoją fantazją to przy mnie mruki i szachiści :hahaha:

W każdym razie, ruszyłem żwawo, w zasadzie bez rozgrzewki, bo tą odbębniłem w mieszkaniu jeszcze. 13 stopni było, więc, po raz pierwszy chyba tej jesieni, poleciałem w gaciach do kolan :)

Biegnę, i myślę oczywiście o mnóstwie niepotrzebnych rzeczy... Pierwszy kaem w 4:52? Luz, ale może nie szarżować? A kij z tym, test to test, na prawie-maksa ma być. No to 2 i 3 po 4:48. Czwarty w 4:42 (z górki kapkę). No, to finiszujemy! Finiszujemy? Dupa, trochę przeszarżowałem... A już oczami wyobraźni widziałem siebie na luzie łamiącego 24 minuty...
Nie tym razem, bo piąty w 4:57. Oczywiście, tu mi ciężarówka z bocznej uliczki zajechała drogę, więc musiałem w ową uliczkę skręcić, zderzenia unikając, klucząc i ogólnie dupa, bo ostatnie 200 metrów pod minimalną górkę :hahaha: Wiadomo, jakiej baletnicy rąbek spódnicy (czy też majty w kroku, jak mawiał kumpel na studiach)... Spojrzeć prawdzie w oczy trzeba - wymiękłem na końcówce i można co najwyżej gdybać, jak na zawodach by było... Może wtedy by się rozmieniło 24, a może nie. A może nawet 25 nie, bo bym tradycyjnie z fantazją o zegarku zapomniał i poleciał za tymi, co po 4:30 otwierają a po 4:00 kończą :hahaha:

I dalej nie wiem, jak z tym tętnem, bo 205 był max dziś. A wyrzygu nie było. I finiszu nie było. I nie było niczego poza olbrzymią dawką endorfin, bo Jack Danielsem, Daniels Jackiem, a mnie brakowało bardzo treningów od czapy :)

Szkoda trochę, że dziś Krzychu wieczór niebiegowy miał, bo pewnie na luzie by mnie na 23:xx podholował. Z drugiej strony jednak pewnie by mi wybił ten test z głowy, więc może i dobrze? :hejhej:

Podsumka moich mizernych wysiłków :)
piuntak.jpg
I na koniec konstatacja, że magiczny kalkulator wieku, co go Naczelny z Piotrkiem Łudzikiem umieścili w artykule o cesarzu Haile, co się nie starzeje, to troszku rozkalibrowany jest, bo mi podał, że VO2maxa mam 55 czy tam 54, a tu mi z trenu/testu dzisiejszego Suunto rzekło prawdę objawioną, że mam 58 ml/kg/min (i to pewnie jeszcze żaden max), a EPOC w szczyto-maksie był 239 ml/kg (i znowu rozkminka, kurdens, bo nie wiem, czy dużo to, czy mało, i czy dobrze, czy vice versa :niewiem: ) :hahaha: :sss:

I z wieczorem dzisiejszym wróciłem do dumnego grona tych, co mają VDOT > 40 :hej: Znaczy się, na Mikołajkowym ma być 49:58, tak mądralistyczne liczydło rzecze :)
Dobranoc :D
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony 08 lis 2013, 11:34 przez siena_driver, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

De facto, to chyba wczoraj zrobiłem życiówkę na piątkę, bo oficjalnie w Skawinie na półmetku było 24:16, natomiast treningowe, dawne szybkie piątki (24:01 i takie tam) mierzone były Endomondo, a wiadomo, jak jest z wiarygodnością tych komórkowych pomiarów czasem :)
Wczoraj wyszło 24:05 na 5km i w zasadzie to jest mój obecny rekord na piątkę :)
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Poranek w Hajnówce zdrowy - bieg asfaltowo-łąkowy
(do lasu już nie miałem czasu :hahaha: )

Całkiem przyjemnie, bo w zaplanowanym tętnie śr. 160bpm udało się lecieć średnim tempem 6:35 :)
[a jak pominąć końcowe przebieżki, to 158bpm / 6'42")
I to było 6,5km, potem się porozciągałem trochę i zrobiłem 'trening Azora', czyli jak piesek z wywieszonym jęzorem polatałem od garażu do bramy. Po naszemu to się nazywa - robiłem dodatkowe przebieżki :hahaha: Do kupy raptem 6,8km dziś.

Testowałem wczoraj Sunciaka Ambiciaka na trasie - 7h działania (6h20 jazdy plus pitstopy) w 'good gps mode' (czyli co 5 sekund próbkuje). Wg producenta na 12h baterii starczyć ma. A u mnie te 7h zabrało 45% jedynie ;)
Znaczy się - jak kiedyś zostanę ultrasem, to z tym zegarkiem mogę biegać do 13h, pod warunkiem, że bez pulsometru. Taka konstatacja na przyszłość, której nie będzie, bo wydaje mi się, że maraton to będzie szczyt moich możliwości i chęci :)
Awatar użytkownika
siena_driver
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2302
Rejestracja: 25 paź 2012, 12:35
Życiówka na 10k: 49:18
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

eeeech...
Krzychu, jutro nie pobiegamy :(
Domowe obowiązki pozwoliły na trening dopiero po 22. I nie wiem, co mnie podkusiło na półterenowe podbiegi :(
Niby miałem latarkę... Ale nie uchroniła mnie przed małym dołkiem w gruncie pobocza drogi... Wystraszyło bardziej, niż zabolało. Ale trzeba było się zatrzymać. Siąść. Rozmasować. Spojrzeć gospodarskim okiem, czy nie puchnie mi moja dolna lewica. Było ok, więc po paru minutach wznowienie.
I podbiegi. Nie takie na maksa, bo bałem się o kostkę. Raczej dostojne nabijanie elevation up (każdy podbieg ok. 220m nachylenie 8.2%). I kiedy kończę ósmy podbieg, w głowie kiełkuje myśl, że jeszcze dwa, a potem, kawałek dalej, kolejna dyszka takich trochę lżejszych.
A kiedy kończę dziewiąty podbieg, co łączy się z żołnierskim w-tył-zwrotem i lekkim truchcikiem w dół z omiataniem drogi snopem latarki, na drodze tył-zwrotu nagle kiełkuje kupka mokrych liści. I na tych liściach moja słaba jeszcze kostka słabnie jeszcze bardziej, wygina mi się, niczym cyrkowy człowiek-guma, a ja mam nagle oczy w mokrym miejscu z bólu... I kończy się rumakowanie. Zaczyna się spacer... Taki z nadzieją, że może za chwilę będzie lepiej, ale nie jest. Natomiast jest coraz bardziej ciasno w bucie. Świecę latarką. Podchodzę pod uliczną lampę. Nie chce być inaczej - lewa się wylewa. Znaczy ze skarpetki, z buta wylewa się wielka gula w miejscu, gdzie kiedyś była lewa kostka. Sina w dodatku, co się już w domu okazuje. Zatem wyłączam ambita i zostaję już sam samiuteńki ze swoim zmaganiem z dystansem. A do domu prawie 2 kilosy. I znikąd pomocy, raczej trudno liczyć na stopa o północy na ciemnej (choć niby krajowej E7) szosie...
W nieszczęściu szczęście, że orto od ręki mi się w medicover znalazł, o 8:45 jutro i to w najbliższej przychodni :)

Co do dystansu dziś, to powiedzmy, że 6km izi biegiem można zaliczyć i ze 200m up. Reszta to bój o przetrwanie.
ODPOWIEDZ