NB 1080v12
 
6 listopada 2014 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Test butów Puma Faas 500 Trail


Jesień to idealna pora roku na sięgnięcie po nowe biegowe doznania. My postanowiliśmy się skusić na przetestowanie trailowego modelu od Puma – Faas 500 Trail. Co z tego wybiegło? Test poniżej, a na dole artykułu – KONKURS!

MG 1918 2
fot. Piotr Bartkowiak

Wstęp (dość nerwowy)

Za 5 godzin startuję w górskiej setce. Muszę ją ukończyć, żeby skompletować punkty do przyszłorocznego UTMB. Dzieci zasnęły i mam wreszcie czas, żeby przygotować sprzęt. Przede mną leżą 3 pary butów. Które wybrać? Czuję się jak w teleturnieju. Obok mnie stoi Zygmunt Chajzer i uśmiecha się tajemniczo. Publiczność skanduje: „idź na całość! Idź na całość!” Wreszcie sięgam po Pumy. Przebiegłem w nich do tej pory zaledwie 17 km, na jednym treningu. No dobra. Jeżeli mnie zawiodą, pewien Benek będzie sklepany jak maska starego Golfa. Ale do tego jeszcze wrócimy…

Jestem dla Ciebie tylko Pumą, podobną do stu tysięcy innych Pum…

Koczując przez kilkadziesiąt godzin pod drzwiami w oczekiwaniu na kuriera miałem sporo czasu, żeby sprawdzić, co o modelu Faas 500 Trail mówi producent. Po pierwsze, z całej kolekcji trailowej Pumy jest to model najbardziej polecany w trudny, techniczny teren. Oferuje sporą amortyzację, którą zapewnia podeszwa środkowa, zbudowana w całości z jednego kawałka pianki Faas. Spadek pięta-palce wynosi 4 mm. Podeszwę zewnętrzną pokrytą gumą EverGrip (dla polepszenia trakcji) wyposażono w kołki różnej wielkości i ustawione pod różnym kątem (dla polepszenia trakcji). 

Na co dzień biegam w lżejszym, bardziej elastycznym i mniej amortyzowanym obuwiu. Przekonałem się jednak na własnej skórze, że kilkanaście kilometrów po podpoznańskich lasach to nie to samo, co 80 czy 100 w górach. Tym niemniej obawiałem się, czy Pumy nie okażą się żelazkami, w których będzie ciężko biegać, bo przecież…

…Puma nie zawsze chce wyskoczyć z krzaków…

…o czym mogłem się przekonać jakiś czas temu, biegając w Puma Faas 250 Trail. Tamten model był pierwszym dedykowanym w teren butem z serii Faas i miał niestety jedną zasadniczą wadę, która bardzo mocno wpływała na jego zachowanie w trudnym terenie: cholewka była zbyt elastyczna i zbyt obszerna, przez co na nierównym podłożu stopa mocno przesuwała się w bucie, wychodząc poza obrys podeszwy. Jednak już po wyjęciu Faas 500 Trail z pudełka wiedziałem, że to jest całkiem inny but. 

MG 1938 2
fot. Piotr Bartkowiak

Po pierwsze, faktycznie jest to konkretny but trailowy już z samego wyglądu i pierwszego macania. Głęboki i agresywny bieżnik, cholewka z dość sztywnego materiału, który wygląda na bardzo solidny, otok chroniący palce, usztywnienia w środkowej części cholewki – wszystkie elementy, których należałoby się spodziewać w modelu dedykowanym w trudny teren.

Oględziny nie trwały zbyt długo, bo chciałem od razu sprawdzić, czy nie powtórzy się historia z Faas 250. Założyłem buty i zacząłem wykręcać nogę na wszystkie strony i stawać na krawędziach. Uff… Jest ok. Ponieważ tętno spadło do pierwszego zakresu, mogłem na spokojnie rozpocząć test.

Tak naprawdę wcale nie mogłem spokojnie przeprowadzić testu, ponieważ Pumy miały mi posłużyć na Biegu 7 Dolin, do którego zostało zaledwie kilka dni. Przedstawię więc najpierw moje spostrzeżenia z tego krótkiego okresu zapoznawczego, a następnie napiszę, jak Faasy sprawdziły się podczas zawodów.

Mam Pumę i nie zawaham się jej użyć!

Od początku byłem fanem serii Faas. Podobała mi się jej główna idea, czyli prostota konstrukcji buta. Faasy nie miały zbędnych elementów, zarówno w cholewce jak i w podeszwie; były lekkie i elastyczne, ale jednocześnie miały dość amortyzacji, by trafić w gusta tych biegaczy, którzy do tej pory biegali w butach tradycyjnych i nie chcieli przesiadać się na minimale. Niestety, przynajmniej w polskiej dystrybucji, w serii Faas zaczęły przeważać buty o coraz sztywniejszej konstrukcji i na coraz grubszej podeszwie. Dodatkowo – jak już wspominałem – pierwsze podejście do trailowego Faasa było nie do końca udane. Obawiałem się, że 500 Trail okaże się mocniej amortyzowanym i sztywniejszym odpowiednikiem 250. Na szczęście te obawy prysły przy pierwszym kontakcie z butem. 

MG 1926 2
fot. Piotr Bartkowiak

Po pierwsze, cholewka nie jest elastyczna, miękka i „luźna”. But dobrze opina stopę i nie pozwala się jej zbytnio przemieszczać w środku, nawet przy gwałtownych zmianach kierunku i biegu po bardzo nierównym terenie. W żadnym wypadku noga nie wyjeżdża poza podeszwę, co było największym mankamentem Faas 250 Trail. Materiał cholewki jest naprawdę solidny: to nie jest zwykła siateczka mesh jak w większości butów asfaltowych, ale materiał przypominający Cordurę stosowaną przy produkcji plecaków – niezbyt gruby, ale mocny. Cholewka jest dwuwarstwowa: od wewnątrz but wyściela przyjemny w dotyku materiał, dzięki któremu Faasy są bardzo wygodne. Cholewka posiada dodatkowe elementy z tworzywa, które nieco usztywniają jej konstrukcję. Usztywniony jest również zapiętek, na szczęście nie jest zbyt wysoki, więc nie czułem, żeby podrażniał Achillesa.

To, co nie do końca mi się podoba to grubo wyściełany język oraz bardzo gruba i miękka wkładka. Te dwa elementy sprawiają, że jak na mój gust jest zbyt pluszowo i miękko. Gruba warstwa pianki w podeszwie zapewnia wystarczającą amortyzację, by nie trzeba było dokładać jej jeszcze we wkładce. Jest to jednak ogólna cecha prawie wszystkich Faasów (od 300 w górę) – zbyt tłusta wkładka.

Po drugie, podeszwa 500 Trail przywodzi na myśl klasyczne trailówki w stylu Brooks Cascadia – bieżnik na tyle głęboki i agresywny, by dawała sobie radę z luźnym podłożem, ale jednocześnie pozwalający łapać przyczepność na płaskich powierzchniach (np. mokre kamienie) i nie utrudniający przelotów asfaltowych. Cała podeszwa pokryta jest gumą, nie ma odkrytych fragmentów. But jest szeroki i stabilny. W podeszwie brak elementów dodatkowo usztywniających, a więc mimo grubości zachowuje pewną elastyczność. Osobiście wolę bardziej elastyczne buty, ale w Faasach nie czuję się na szczęście jak w gipsowej protezie.

MG 1924 2
fot. Piotr Bartkowiak

Powyższe pozwala zarekomendować Pumy jako odpowiednie dla biegaczy, którzy do tej pory używali klasycznych trailówek na grubej podeszwie. Oferują sporą ilość amortyzacji i ochrony. Pojedynczy but w rozmiarze 43 waży 300 g.

To, co od razu mi się spodobało, to stosunkowo niski drop. 4 mm różnicy grubości podeszwy w tylnej i przedniej części buta pozwala mi lądować nie zahaczając piętą o podłoże. Gruba podeszwa sprawia, że niewiele informacji dociera z podłoża do stóp, również w tym względzie Faasy należy ustawić między tradycyjnymi butami w teren. Spora ilość raczej miękkiej amortyzacji powoduje, że stopa lekko zapada się w bucie, na szczęście nie powoduje to wrażenia niestabilności – cholewka trzyma nogę w ryzach, niewielki drop dokłada swoje. Nie jest to but, którego nie czuje się na stopie i który pozwala osiągnąć bardzo dobrą „łączność” z podłożem, ale z drugiej strony nie miałem wrażenia biegania na koturnach.

Nie jest to but dynamiczny, głównie za sprawą sporej, miękkiej amortyzacji oraz wagi. Do krótszych biegów terenowych (powiedzmy do maratonu) sugerowałbym inne obuwie. Faasy 500 Trail jawiły mi się za to jako niezła opcja na górskie ultra, co miałem niebawem sprawdzić na własnej skórze.

Duży jest ten kotek? Olbrzymie bydlę!

Czekała mnie górska setka w Krynicy, a więc doskonała okazja, by dokładnie sprawdzić Pumy, jako że w pakiecie startowym było i błoto, i kamulce, i upał, i płaskie przeloty, w sumie kilkanaście godzin napierania. Ponieważ głowę miałem zajętą myśleniem o dzieciakach, dla których była to pierwsza wyprawa w góry, nie ogarnąłem przepaków i byłem skazany na Faasy przez cały bieg.

MG 1920 2
fot. Piotr Bartkowiak

Asfaltowy początek (jak i pozostałe przeloty) przebiegł gładko. Biegło się dobrze, choć bez wielkiej dynamiki – to nie jest startówka, która w pędzie wyrywa płyty chodnikowe. 
Na podejściach trakcja bardzo dobra. Czy to szuter, małe albo duże kamulce, leśna ścieżka – nie ma żadnych problemów z przyczepnością. 

Błotnisty zbieg do Rytra również nie sprawił kłopotów. Mokre kamienie i głębokie błoto pokonywałem bardzo pewnie, z niewielkimi uślizgami w największej chlapie. Muszę zaznaczyć, że w trakcie zbiegów stopy przesuwały się nieco do przodu wewnątrz buta. Po biegu nie miałem jednak żadnych problemów z czarnymi paznokciami czy obitymi palcami.

Pumy nie przypadną do gustu minimalistom, lubiącym czuć szczegóły podłoża – podeszwa jest zbyt gruba. Z drugiej strony, zwolennicy tradycyjnego obuwia będą zadowoleni, bo ochrona jest wystarczająca, żeby nie trzeba było uważać na każdy krok.
Cholewka jest solidna i mało przewiewna. Poranna wilgoć oraz woda z kałuż nie przedostawały się do wnętrza buta. Nogi w Faasach raczej nie zmarzną. Obawiałem się, że kiedy wyjdzie słońce i zrobi się ciepło, stopy mogą się ugotować. Nic takiego się jednak nie stało, nawet w upale komfort termiczny był zachowany, a po biegu nie miałem odparzeń.

Pumy nie są tak wygodne i dopasowane, jak TNF Ultra Trail. Po 100 km miałem kilka drobnych pęcherzy, stopy było trochę bardziej „wymęczone” niż w North Face’ach. Tym niemniej nic nie uwierało, nic nie obcierało, ot, uroki biegów ultra.

Za mną było już kilkadziesiąt kilometrów, piękna i wiecznie młoda twarz Benka wydawała się bezpieczna. Pumy okazały się miłym towarzyszem, może tylko pazury miały nieco stępione.  A potem mi odbiło.

Jam Puszek Okruszek, kto ze mną zadrze umarł – w butach!

Ostatnie 10 km Biegu 7 Dolin to najfajniejsze chwile w górach w całym moim życiu. To, co się wydarzyło nie jest przedmiotem tej recenzji, dość powiedzieć, że leciałem na złamanie karku. Przez błoto, przez kamienie, obok szlaku, przez dziury, wszystko po to by nie tracąc impetu wyprzedzać kolejne osoby. Zamiast stóp miałem pumie łapy. Zero uślizgów, maksimum mocy i frajda po uszy.

Nie ma lipy. Puma Faas 500 Trail to nie jest dziwny twór udający buty w teren, ale konkret. Na plus dobre trzymanie i niewielki drop, na minus trochę za dużo miękkości.

KONKURS – WYGRAJ PLECAK PUMA!

Przy okazji testów Puma Faas 500 Trail przygotowaliśmy konkurs, w którym do wygrania jest biegowy plecak Puma Running.

072773_01.jpeg

W powyższym tekście jest 5 nagłówków, które odwołują się do kotów, parafrazując cytaty z popkultury. Trzeba odgadnąć skąd pochodzą oryginalne cytaty i przy okazji wytypować czas zwycięzcy biegu mężczyzn na 10 km rozgrywanego w ramach Mistrzostw Sojuszniczego Dowództwa Sił Powietrznych NATO (6 listopada).

Informacje o zawodach wraz ze szczegółami na temat trasy znajdziecie tutaj: https://www.facebook.com/pages/HQ-AIRCOM-Inter-Nation-Cross-Country-Championships-2014

Przypomnijmy, że w zawodach udział weźmie czołówka polskich biegaczy długodystansowych z Henrykiem Szostem na czele.

Zasady konkursu

1. Aby wziąć udział w konkursie, należy wypełnić formularz konkursowy poprzez udzielenie odpowiedzi na 5 pytań, wytypowanie wyniku zwycięzcy biegu na 10 km w ramach Mistrzostw Sojuszniczego Dowództwa Sił Powietrznych NATO oraz podanie swoich informacji kontaktowych.
2. Jedna osoba może odpowiedzieć tylko raz, jeśli odpowie więcej niż raz, to pod uwagę brana jest druga odpowiedź (w domyśle przyjmujemy, że jest po prostu lepsza).
3. Termin przyjmowania zgłoszeń do uczestnictwa w konkursie mija wraz z rozpoczęciem biegu o którym mowa w punkcie 1, czyli 06.11.2014 o godzinie 10:00.
4. Zwycięzcą lub zwyciężczynią zostanie 1 osoba, która udzieli poprawnej odpowiedzi na 5 pierwszych pytań oraz będzie najbliższa wytypowania poprawnego wyniku zwycięzcy biegu. Przy tym, jeśli więcej niż jednej osobie uda się wytypować równie trafnie czas, decydować będzie kolejność zgłoszeń. W przypadku gdy żadnej z osób nie uda się poprawnie odpowiedzieć na pierwszych 5 pytań decydować będzie liczba poprawnych odpowiedzi.
5. Zwycięzca lub zwyciężczyni otrzyma plecak Puma Running.

Przyjmowanie typów zakończone.
Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl