NB 1080v12
 
7 grudnia 2011 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Test bielizny termicznej Columbia Omni-Heat


Sezon zimowy zmusza biegaczy do uzupełnienia swojej garderoby. Już nie wystarczy nam odzież gubiąca wilgoć. Musimy też mieć na sobie coś, co nie pozwoli nam na utratę ciepła, a jednocześnie odprowadzi na zewnątrz nadmiar potu. Takie właśnie zadanie powinna spełniać bielizna termiczna, zwana również termoaktywną. Stanowi ona tzw. pierwszą warstwę (baselayer), jest wkładana bezpośrednio na skórę i zazwyczaj na nią wkładamy pozostałe elementy zimowego odzienia, czyli drugą warstwę, dającą nam termoizolację, oraz trzecią, osłaniającą od czynników atmosferycznych (deszcz, śnieg, wiatr).

columbia 1
Takie ubieranie się na cebulkę ma dodatkowe zalety. Po pierwsze, warstewki powietrza pomiędzy tkaninami ubrania zapewnią nam dodatkową termoizolację. Po drugie, w zależności od warunków, możemy różnie skomponować zestaw. Kiedy jest tylko chłodno i mokro możemy zdecydować się na bieliznę termiczną i „oddychającą” kurtkę (trzecią warstwę). Kiedy jest zdecydowanie zimniej, ale bez opadów i wiatru – wystarczy nam pierwsza i druga warstwa, czyli bielizna termoaktywna i ciepła bluza. Kiedy na treningu zmagamy się z trzaskającym mrozem i śnieżną zawieruchą – zakładamy wszystkie trzy warstwy.

Bielizna termiczna musi spełniać kilka warunków. Musi być miła w dotyku i nie podrażniać skóry, wszak będziemy ją mieli najbliżej siebie w czasem nawet kilkugodzinnym treningu. Czyli w miarę możliwości nie powinna mieć wypukłych, drapiących szwów. Nie powinna być zbyt gruba i sztywna, musimy się w niej czuć swobodnie i mieć możliwość nieskrępowanego wykonania różnego rodzaju ćwiczeń rozgrzewkowych i rozciągających. Aby dobrze odprowadzać nadmiar wilgoci, bielizna musi dość ściśle przylegać do ciała, wtedy najlepiej funkcjonuje. Najkorzystniej też byłoby, gdyby przy intensywnym poceniu nie łapała szybko nieprzyjemnych zapachów, czyli w jakiś sposób powinna być ograniczona możliwość rozwoju bakterii.

Wszystkie te funkcje spełnia produkt zaproponowany niedawno przez amerykańską firmę Columbia, specjalizującą się w produkcji odzieży, obuwia i akcesoriów outdoorowych, czyli związanych z długotrwałym przebywaniem na świeżym, czasem bardzo świeżym powietrzu.

Jednak spośród konkurencyjnych produktów, bieliznę termiczną Columbii wyróżnia zastosowana w niej technologia Omni-Heat. Wcześniej użyto jej w ciepłych kurtkach, teraz rozwiązanie to wykorzystano w produktach pierwszej warstwy. Polega ono na umieszczeniu od wewnętrznej strony odzieży (czyli bezpośrednio przy skórze) gęsto upakowanych obok siebie metalicznych, malutkich „cekinów”. Działają one podobnie jak folia NRC – mają własności termorefleksyjne. Część ciepła wypromieniowanego przez nasz organizm nie rozprasza się, lecz wraca do nas odbita przez „cekiny” i daje poczucie komfortu termicznego.

 columbia2 columbia3

Miałem ostatnio możliwość wypróbowania bluzy z długim rękawem z zastosowaniem tej technologii. Średnia grubość (midweight), zapinana na półsuwak ze stójką (half zip), kolor błękitny z czarnymi wstawkami Omni-Wick, rozmiar L. Dostępna jest również odzież termiczna o nieco większej gramaturze, grubsza – heavyweight, przeznaczona do używania w niższych temperaturach. Są też możliwe dwa rodzaje wykończenia pod szyją: półsuwak ze stójką (half zip) oraz tradycyjne wykończenie jak w t-shircie (top).

Pierwsze wrażenie było bardzo dobre: tkanina jest miła w dotyku, nie drapie, nie elektryzuje (podobno właśnie dzięki metalicznym „cekinom”), po włożeniu bardzo dobrze dopasowuje się do ciała, jest elastyczna. Bardzo cienka, co budzi lekki niepokój – czy na pewno coś tak delikatnego zapewni termoizolację? Oglądam się w lustrze – można powiedzieć, że wygląda wręcz elegancko. Syntetyczna tkanina składa się w 86% z poliestru i w 14% z elastanu. Czyli skład podobny, jak w syntetycznej bieliźnie termoaktywnej innych firm.

Na początek wypróbowuję bluzę przez kilka dni w warunkach pokojowych, czyli po prostu noszę ją w pracy, nie wykonując żadnego intensywnego wysiłku. Bluza sprawdza się nieźle – nie jest w niej w temperaturze pokojowej ani za ciepło, ani za zimno. Mimo noszenia przez trzy dni z rzędu nie czuć żadnego zapachu. Teraz pora na wypróbowanie bluzy w biegu.

columbia4
wewnętrzna strona

W mniej więcej półtoragodzinnym treningu biegowym, w temperaturze około zera, bez opadów i wiatru, z nałożoną na bluzę Columbii zwykle używaną przeze mnie bluzą drugiej warstwy, jest fajnie. Nie gotuję się, czuję na torsie i pomiędzy łopatkami przyjemne ciepło. Za to trochę chłodniej jest po bokach i pod pachami. To dzięki wstawkom Omni-Wick, które w mojej bluzie mają kolor czarny. Umieszczone są w miejscach szczególnie silnego pocenia się, nie mają od wewnętrznej strony metalicznych „cekinów”, za to zdecydowanie lepiej niż Omni-Heat odprowadzają wilgoć. I ciepło gubią też szybciej. Wrażenie jest odwrotne niż w jednolitym materiałowo ubraniu, w którym najcieplej jest zwykle właśnie pod pachami. Bardzo praktyczne są otwory na kciuki, pozwalające na przedłużenie rękawów do połowy dłoni, czyli mamy coś w rodzaju półrękawiczki. A jak jest zbyt ciepło w ręce, kiedy już przebiegniemy kilka kilometrów, wystarczy wyjąć kciuk z otworu i rękaw sam się podciągnie. Pod szyją też można regulować zapięcie suwakiem, stosownie do warunków i etapu treningu.

W czasie rozgrzewki w początkowej fazie treningu oraz przy ćwiczeniach rozciągających i siłowych pod koniec, bluza nie krępuje ruchów, mimo opięcia na ciele. Płaskie szwy są niewyczuwalne. Po zatrzymaniu się na zimnie nie czuję efektu stygnięcia, marznięcia w przepoconej odzieży. Wrażenie jest porównywalne z używaniem koszulki z wełny merynosów, zdecydowanie lepsze niż przy używaniu syntetycznych, cienkich, oddychających koszulek, których jako pierwszą warstwę używam w chłodnej części roku sporadycznie. Do tej pory preferowałem zdecydowanie wełnę merynosa, teraz Omni-Heatowa bluza Columbii daje bardzo podobne odczucia. Powiedziałbym nawet, że Columbia robi wrażenie bardziej suchej, o ile oczywiście na bieliznę nie nałożymy czegoś nie przepuszczającego wilgoci.

Po pierwszym treningu nie piorę bielizny, pozwalam jej tylko wyschnąć. Używam jej w kilku kolejnych wybieganiach. Całkowity brak wrażeń zapachowych. Wreszcie decyduję się na ręczne przepranie bluzy w letniej wodzie, w zwykłym proszku do prania. Schnie na łazienkowym sznurze dość szybko, to kolejna zaleta. Nie widać na niej żadnych zagnieceń.

Obawiałem się, że metaliczne cekiny będą się wykruszać, ale okazują się bardzo trwałe. Nie ruszyło ich ani kilkakrotne pranie, ani suszenie, ani naciąganie czy pocieranie. Czyli kolejny plus za solidność. Nie zauważyłem, żeby „cekiny” w jakikolwiek sposób wykruszały się. Ale koleżanka z pracy, która także testowała bluzę, mówiła mi, że miała po treningu lekko srebrzystą skórę, jakby posypała ją ledwo zauważalnym brokatem. Ale żadnych alergicznych czy podrażnieniowych reakcji na ten nietypowy materiał nie zauważyliśmy.

columbia5
Marcin Krysik, pracownik ergo-sklep.pl, zwycięzca kat. M-20 na Żoliborskim Biegu Mikołajkowym.

Producent twierdzi, że termorefleksyjna technologia Omni-Heat pozwala na zatrzymanie 20% wyprodukowanego przez nas ciepła. Wskazuje na wyjątkowo wysoki współczynnik zatrzymania ciepła w stosunku do wagi odzieży i podkreśla, że połowa użytych do produkcji tej bielizny materiałów pochodzi z recyklingu. Zapewnia, że materiał termorefleksyjny nie zawiera szkodliwych, ciężkich metali, dominuje tu aluminium. Metaliczna struktura neutralizuje cząstki elektrostatyczne, co sprawdziłem na sobie. Poza bluzami dostępne są również getry (kalesony) wykonane w tej samej technologii, również stanowiące pierwszą warstwę zimowej odzieży biegowej.

Ja z bluzy Omni-Heat jestem bardzo zadowolony. Lubię wielogodzinne bieganie po zimnie i jest to coś właśnie na tego typu aktywność. Może przy zdecydowanie mroźnej pogodzie lepszy byłby jej grubszy wariant (heavyweight), ale w obecnych warunkach łagodnego przedzimia w zupełności wystarcza mi to, co mam.

Przypis redakcji: Cena bluzy około 230zł.

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl