NB 1080v12
 
7 kwietnia 2009 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Kalenji Kapteren XT – 3000km testu


Bieganie.pl przedstawia jedyny taki test na świecie – bieganie do zupełnego zniszczenia buta. Tym razem: 3000km w butach Kalenji Kapteren XT. Po śniegu, lodzie, piasku, asfalcie – gdzie tylko się dało. Idea testu jest prosta: sprawdzamy, co wart jest dany but w warunkach ekstremalnego użytkowania. Nie jest to może najzdrowsze dla stóp testerów, ale czego się nie robi dla dobra czytelników?

kalenji001.jpg

Nasze standardowe testy (link: wcześniejszy testy Kalenji Kapteren)
obejmują opis buta po przebiegnięciu kilkuset kilometrów i ewentualne
uzupełnienie później. Ale ponieważ mam ambicję być najtwardszym z
testerów, takim, przed którym drżą firmy obuwnicze i błagają redaktora
naczelnego, aby broń Boże nie dawał butów do testowania redaktorowi N.,
wprowadziłem swój własny, nieformalny test. To prosty, brutalny test
wytrzymałości. Biegam tak długo, aż buty spadają mi ze stóp.

Nie polecam tego nikomu, bo jak się można domyślić, po dużym przebiegu amortyzacja buta nie jest w najlepszym stanie. Tym niemniej, jeśli ktoś ma silne nogi i nie ma nadwagi, brak amortyzacji nie jest dużym problemem, gdy mamy do czynienia z dobrze dobranymi, wygodnymi butami. Na pierwszy ogień poszły Jomy, które wytrzymały 1400km. Testowane od lutego 2008 Kalenji Kapteren XT okazały się znacznie twardsze. Na zdjęciu powyżej widać, jak wygląda mój model po przebiegnięciu, według danych z dzienniczka treningowego, 3011km.

Gdzie biegałem? Właściwie wszędzie gdzie się dało. Kapteren okazały się bardzo uniwersalnym butem. Spróbowały głębokiego śniegu, liznęły błota, tupały wraz ze mną po bieżni, lesie, asfalcie i betonie. Wypróbowałem je w czasie deszczu, roztopów, kilkunastostopniowego mrozu, ale też w temperaturze + 20 stopni. Początkowo byłem sceptyczny, ale stopniowo coraz bardziej przekonywałem się do tego buta. Zanim jednak przejdziemy do dokładnego opisu, proponuję zbliżenie na ten element, który po 3000km poddał się nieco:

kapteren002.jpg
Te uszkodzenia materiału towarzyszyły mi co najmniej od przebiegu 2500km. Prawdę mówiąc, nie jest to coś, co zupełnie uniemożliwia bieganie. Nadal trzymam Kaptereny w szafie, na wypadek, gdy na moich łąkach zrobi się błoto.

kapteren003.jpg

Kalenji Kapteren to nie jest but dla bardzo ciężkich biegaczy. Amortyzacja w nich nie jest przesadnie miękka. To but, który bardziej pasuje do kategorii "natural running" – pozwala na naturalne ruchy stopy, nie ma wspomagania podeszwy, pozwala na czucie, do pewnego stopnia, nawierzchni, po której biegamy. Dla kogoś, kto lubi tego typu buty, będzie to jednak model niesamowicie uniwersalny. Prawdę mówiąc, pod tym względem jest najlepszy ze wszystkich testowanych przeze mnie terenówek. Nie jest sztywny – jest taki w sam raz. Oczywiście przez to nie za bardzo nadaję się do warunków skrajnych – jego bieżnik nie jest bardzo agresywny i przy większym błocie czy na lodzie – Kapteren zaczyna się ostro ślizgać. Ale równocześnie dzięki takiemu bieżnikowi nie ma znaczenia, czy biegamy po asfalcie czy po śniegu – but pasuje i tu, i tu.
kapteren004.jpg

Tak wygląda przód buta po 3000km

Podtrzymuję w pełni to, o czym pisałem w pierwszym teście: to jest but nie na skrajne warunki, nie na upał, nie na syberyjską zimę – ale na wszystko pomiędzy. W polskich warunkach treningowych sprawdza się w 95%. Te brakujące 5% to okres, kiedy jest bardzo mokro – Kaptereny mają dookoła buta gumę, która chroni przed lekkim błotem czy płytkimi kałużami, ale już w mokrym śniegu czy głębszej wodzie albo mocnym deszczu – przemaka górą jak papier. Model wyposażony w membranę byłby dla mnie idealnym butem terenowym na polskie, przeciętnie trudne warunki. Wiadomo: większość z nas biega trochę na asfalcie, trochę w lesie, trochę na bieżni. Czasem jest cieplej, czasem zimniej, czasem wieje, czasem pada. Uniwersalne Kaptereny dobrze się w tym czują i nawet kiedy w grudniu zdarza się +15 stopni, nie jest w nich za ciepło. A tak wygląda podeszwa buta po tych 3000km:

kapteren005.jpg
Pierwsze ślady wycierania bieżnika pojawiły się dość szybko i byłem pewien, że po 1000km buty nadadzą się do kosza. Ale tu zaskoczenie – erozja postępowała bardzo, bardzo powoli, mimo tego, że naprawdę dużo biegałem w nich po asfalcie. Nie było też czuć jakiegoś mocnego spadku amortyzacji – ponieważ od początku ona nie jest jakaś bardzo miękka, ten spadek jakości był praktycznie niezauważalny. Tym niemniej po 3000km buty są już naprawdę twarde, czuć, że "siadły".

kapteren006.jpg
Podeszwa buta 3000km od sklepowej półki

kapteren007.jpg
Tak wygląda pięta (biegam bardziej ze śródstopia, ale w zimowych warunkach, kiedy biega się wolno, dotykam czasami podłoża także tyłem buta)
kapteren008.jpg
Podeszwa jest mocno starta, ale powtórzę: te buty dość taniej marki nawet po 3000km w pełni nadają się do biegania! Podeszwa jest mocno starta, amortyzacja siadła, pojawiły się przetarcia materiału – ale wygląda na to, że mógłbym w nich przebiec jeszcze kilkaset kilometrów, gdybym naprawdę się uparł! Jak dla mnie – jest to dość mocny dowód na to, że producent nie sprzedaje lipy.

Ale jaka jest największa wpadka? System wiązania, bez wątpienia. Kapteren XT mają system, który zdecydowanie ułatwia sznurowanie, ale ten system jest ich najsłabszą stroną. Już gdzieś po 600km ten zacisk puszczał jak dziurawa rura i buta nie dało się bardzo mocno zasznurować. Ale znalazłem na to sposób: ścisnąłem sznurówki, zwinąłem i schowałem koniec do tej widocznej na zdjęciu praktycznej kieszonki w języku. Były zasznurowane "na stałe", ale są na tyle miękkie, że wkładałem je bez rozsznurowywania. Przyznam szczerze, że ta wada, mimo że jest wadą znaczącą, nie przeszkadzała mi w ogóle.

kapteren009.jpg

Co więcej? Buty nigdy nie były prane, ale niejednokrotnie przebiegłem się w nich w naprawdę głębokim śniegu, kilka razy przemokły mi doszczętnie. Tu ujawniła się kolejna wada – w momencie, gdy np. wbiegniemy w naprawdę głębokie kałuże i woda wleje się do środka górą, w środku robi się bagienko. Warstwa gumy, która chroni przed wlewaniem się wody, równocześnie nie pozwala jej łatwo wypłynąć – choć w tej warstwie jest moment przerwy, przez który prawdopodobnie woda stopniowo wycieka. Mówimy tu jednak o naprawdę skrajnych warunkach, które w czasie tych 3011km miałem chyba dwa razy. A biegam w terenie naprawdę momentami bardzo ciężkim – po polach, po których ostatnio w strasznym błocie jeździły również ciągniki.

Wrażenia ogólne? Zaskakująco pozytywne. Początkowo w redakcji trochę kręciliśmy nosami na Kalenji Kapteren, sprawiały wrażenie takich niepozornych, nietrwałych. Rzeczywistość okazała się zaskakująca – te buty są praktycznie nie do zdarcia. Robiłem, co mogłem, biegałem w nich czasami piekielnie szybko, np. maksymalne sprinty pod górę, czasem w śniegu o zamarzniętej powierzchni, gdzie krawędzie są ostre jak noże – i nic. Na las, park, mieszany teren dla osoby bez wielkiej nadwagi – buty warte polecenia. Równocześnie był to nasz pierwszy redakcyjny test samej marki Kalenji – wypadło to imponująco jak na producenta, o którym jeszcze dwa lata temu w ogóle nie słyszałem.
Redakcja Bieganie.pl