25 stycznia 2011 Redakcja Bieganie.pl Sport

Twój pierwszy półmaraton? Może już 27 marca.


Uruchamiamy podstronę, która ma pomóc wszystkim tym, którzy chcą przebiec swój pierwszy półmaraton. Najwięcej aktywności będziemy robili wokół Półmaratonu Warszawskiego ale każdy kto chce wystartować w dowolnym innym półmaratonie znajdzie tu mnóstwo wartościowych porad. Zapraszamy także na specjalną podstronę na Facebooku.

polmaraton wide

Kto może przebiec półmaraton?

Przebiec, czyli pokonać półmaraton bez zatrzymywania się może każdy, kto trochę się do tego biegu przygotuje. To nie jest maraton. Ale skoro maraton biegają na całym świecie miliony ludzi to pół maratonu musi być oczywiście sprawą łatwiejszą. No i dla wszystkich myślących o maratonie jesienią – to naturalny krok w tym kierunku: wiosną pierwszy półmaraton – jesienią pierwszy maraton. Wiele (wielu) z was przebiegło już w życiu biegi takiej jak 5, 10 km – spróbujcie jak to jest przebiec półmaraton?

Zapytaliśmy się naszych forumowiczów aby powiedzieli co skłoniło ich do startu w pierwszym półmaratonie, czy pamiętają go jakoś szczególnie, czy było to dla nich duże wyzwanie. Zamieszczamy najciekawsze wypowiedzi:

Ola

Wprawdzie półmaraton biegłam jedynie dwa razy, jednak odczucia były nieziemskie. Przed każdym z nich bowiem napotykałam na pasmo przeciwności losu – to pks odwołali, to busik nie dojechał, to problemy żołądkowe (brutalna prawda) związane pewnie ze stresem, to daty pomyliłam (i musiałam odkręcać różne rzeczy), to mi okulary ukradli z auta w noc przed startem (nie mogłam prowadzić bez nich-jestem ślepa jak kret. Tak – 2 półmaratony a tyle znaków na NIE. Raz, nie będąc pewna czy dojadę na czas, zadzwoniłam do organizatora o 6 rano (budząc go oczywiście) z przeprosinami i uśmiechem na ustach, mówiąc "Czy jeśli spóźnię się kwadrans, pozwolicie mi wystartować?…. DZIĘKUUUJĘ. A teraz proszę wracać spać."
Na oba dojechałam!

Pierwszy był w Szczecinie. Celem było dobiec i zobaczyć "jak to wygląda".
Poznawanie wszystkiego "zza kulis" jest świetną sprawą. Biegniesz… a tu taca z bananami… i myślisz "czy te owoce są dla wszytskich czy tylko kenijskich twardzieli? ". Dajesz dalej a tu … miski z .. gąbkami. I co tu zrobić? Wziąć czy nie? bo po co? po co z gąbką biec? Bez sensu. Pierwsze okrążenie (bo były dwie pętle) "uczyłam się biec półmaraton" – jakkolwiek głupio to brzmi. Drugą pętlę natomiast biegłam jak szycha – już wiedziałam dla kogo banany, wiedziałam po co gąbeczki i przekonałam się, że nikt mnie nie zdyskwalifikuje, jeśli wyrzucę pusty kubeczek pod nogi. I dobiegłam !

Drugi, tydzień później (ZA CIOSEM!) w Pile (2010). Świetny klimat – start z muzyką w tle "The Final Countdown". Tym razem celem było zejście poniżej 2h – udało się (1:55). Tym razem uczyłam się walczyć z samą sobą. "Nie chce Ci się szybciej? JA CI DAM ! DAWAAAAAJ" – a jak takie myśli nie pomagały, robiła to muzyka. Wiele osób (np na obozie biegowym w Kętach w tym roku) nabijało się, ale pomagał mi kawałek CZARNY ALIBABA. Jest megarytmiczny. "Black or White" Jacksona (choć fanką nie jestem).

To co, jak myślę, powinno przyciągać ludzi do startów, to atmosfera. Kiedy zapisujemy się na taki półmaraton, dużo bardziej przykładamy się do treningu, diety, stylu życia. To wszystko nas napędza. Poza tym, podczas biegu, niesamowitym bodźcem są ludzie, którzy kibicują – chwała im za to. Niejednokrotnie czyjeś skandowanie, uśmiechy i wiwaty sprawiły, że się nie zatrzymałam. Poza tym, nie oszukujmy się – nawet jeśli dobiegłoby się jako ostatni ze startujących – to można sobie powiedzieć, że nie każdy miał na tyle odwagi, żeby stanąć w zawodach z samym sobą.

Zachęcam. Zawsze możemy wystartować gdzieś razem … przy Alibabie 🙂

Jacek

Swój pierwszy (i dotychczas jedyny) półmaraton przebiegłem rok temu. Przygotowań jako takich nie było, tak jak zawsze biegałem swoje 5 km i 10 km. Kolega z pracy mówił że będzie startował w półmaratonie więc pomyślałem czemu by nie spróbować. Przed półmaratonem pobiegłem ze 3 razy po 10 km mimo to jakoś miałem nadzieję że dobiegnę. Moim założeniem było w ogóle przebiec ten dystans, nie zwracałem uwagi na czas czy tempo.

No i stało się zacząłem biec… pierwsze 10 km bardzo szybko minęło bez większego zmęczenia. Kolejne 5 km też w porządku i tak do 18 km potem trochę przyśpieszyłem i ukończyłem z czasem co prawda słabym, ale liczyło się wtedy dla mnie żeby dobiec. Także 21 km to nie jest dużo dla tych co chcą tylko ukończyć bieg.

Po zawodach byłem zadowolony że ukończyłem swój pierwszy półmaraton i jeszcze z faktu że całą trasę biegłem, bez żadnych marszobiegów czy truchtania. Teraz startuję w kolejnym półmaratonie 27 marca i zamierzam znacznie poprawić swój zeszłoroczny czas. Na mecie rok temu miałem uczucie że jeszcze spokojnie mógłbym biec z 10 km także w tym roku plany to jak najlepszy czas.

Co do motywacji… chciałem przebiec swój pierwszy półmaraton i w czasie biegu motywowało mnie to że jak już go ukończę to będę mógł sobie powiedzieć że półmaraton mam zaliczony. I tak było, zaraz potem powiedziałem sobie czas na maraton, który w tym roku też zamierzam przebiec. Motywacja też będzie ta sama i myślę że to wystarczy 🙂

Dominika

Mój pierwszy bieg w zawodach ulicznych odbył się właśnie na dystansie półmaratonu. Była połowa maja 2004 roku, okropnie zimno. Na start zdecydowałam się dwa tygodnie wcześniej – wtedy też rozpoczęłam treningi, w sumie 4-5 biegów – wcześniej nie biegałam (od ładnych paru lat), ale bardzo intensywnie chadzałam na aerobik. Wytrzymałość miałam, ale nie biegową…

Dlaczego zdecydowałam się na start (i de facto odkryłam jedną z największym przyjemności mojego życia)?
"Poleciałam" na reklamę. W Łodzi miał się odbyć Pierwszy mBank Maraton! Codziennie, gdy jechałam do szkoły mijałam wielki baner informujący o tym wydarzeniu. Pomyślałam "kiedyś przebiegnę maraton", po dłuższym zastanowieniu pojawiła się jednak myśl "Dlaczego kiedyś? Może teraz warto?". I zgłosiłam się – przezornie na połowę dystansu.

Połowa maja. Rano było plus pięć stopni. Zaczął padać deszcz. Ale zupełnie mi to nie przeszkadzało – czułam adrenalinę, wielkie podniecenie. Jakieś myśli w stylu "powrót córki marnotrawnej do sportu". W ogóle nie dopuszczałam do siebie wizji, że mogę nie ukończyć.

Biegłam w butach do fitnessu, w spodenkach do pływania, ech 🙂 W ogóle nie miało to dla mnie znaczenia. Miałam zegarek, ale zupełnie nie wiem jakim tempem biegłam. Na pewno na początku za szybko :), bo w okolicach dziesiątego kilometra zwolniłam. Pamiętam, że ciągle z kimś gadałam – i czas szybko płynął. Ostatecznie na metę dobiegłam jako czwarta kobieta z czasem 1,40,xx. Była z siebie niesamowicie dumna.

Śmiało mogę powiedzieć, że to był najważniejszy bieg w moim życiu, bo być może, gdyby nie tamten start, nie byłoby żadnego innego. Bieganie – polecam! Półmaraton – to mój ulubiony dystans!

Agnieszka

Mój Mąż nie ma daru pisania, więc ja sobie pozwolę skrobnąć co nieco:

Była jesień 2009. Mąż zaczął biegać. 4 razy w tygodniu treningi. Muszę przyznać, że pierwsze dwa miesiące Jego treningów to był koszmar. Zakupy sprzętu; buty, koszulki, getry, bidony, etc Odpowiednia dieta. Nie było już wypasionych posiłków w naszym domu. Sama zdrowa żywność; na śniadania płatki z mlekiem, obiadki lekkostrawne i owoce na kolacje. A ja tak kocham DOBRZE zjeść :taktak: Wtedy nienawidziłam całego TEGO biegania. Na samą myśl o Jego treningach robiło mi się słabo. Całe sterty śmierdzących ciuchów do prania. Wszędzie walające się odżywki, bidony i nikomu niepotrzebne gadżety biegowe. Horror. Nadeszło Boże Narodzenie. Mąż znalazł pod choinką zestaw GARMINA. Gdy rozpakowywał prezent miał łzy w oczach. Chyba już wtedy zdał sobie sprawę że mnie przekonał :hejhej: Niestety potem było jeszcze gorzej… analizy tętna, tempa, ciągłe czytanie WSZYSTKIEGO na bieganie.pl. No na litość: ile można czytać o bieganiu?!?!?! Ile można analizować swoje 1 godzinne treningi? I to wstawanie w sobotę i niedzielę o 6-tej rano żeby się przebiec ?!?!?! W głowie mi się to nie mieściło. Nadszedł marzec 2010. Wiedziałam że Mąż się przygotowuje do półmaratonu – jakiegoś. Zapadła decyzja: jedziemy do Żywca. "Cóż- pomyślałam- zrobię WSZYSTKO żeby ukończył bieg.Tylko co ja mogę?" Dojechaliśmy w piątek wieczorem na miejsce. Dla rozpoznania trasy przejechaliśmy ją samochodem. Pierwsze wrażenie: szok – same górki. U nas trochę płasko, więc treningi nie miały sporo wzniesień. Mąż załamany. W sobotę o poranku wybiegł na ostatni trening przed startem. Wrócił zachwycony :szok: Okazało się że nasz nocleg jest dokładnie na 10 km, a trasa nie jest wcale taka zła. Odebraliśmy numer startowy 48. Sobota minęła nam na spacerach po okolicy i przyzwyczajaniu płuc oraz układu krwionośnego do panujących warunków. Lekka kolacja i do spania. Jutro wielki dzień.

Niedziela 27 marca 2010 – XI Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego „O puchar Starosty Żywieckiego".O poranku trochę czarodziejskich napojów i kilka bananów (no nie wiem co te banany mają w sobie ) Ruszamy na start. Zimno jak diabli! Na litość kto NORMALNY w takich warunkach biega?!?!?! Na miejscu okazało się że na rynku żywieckim zebrało się ponad 700 WARIATÓW!!! Zaczął padać deszcz ze śniegiem, a temperatura spadła do kilku stopni…. ale wystartowali. Ruszyłam samochodem na półmetek. Batoniki, napoje i czapka- przygotowane na wszelki wypadek. Przebiegający obok mnie prorokowali "Już nie przybiegnie", " Nie ma co czekać", etc Ja wierzyłam że Mój Mąż da radę. Widziałam Jego codzienne zmagania z samym sobą i z upierdliwą żoną :hahaha: Musiał dać radę! Zbiegał z wzniesienia tuż przy samej zaporze. Widziałam Jego uśmiech, radość i szczęście! Jego myśli "Połówkę połówki mam za sobą, teraz już z górki." Przez 200 metrów towarzyszyłam Mu w tym szczęściu. Złapałam zadyszkę i kolkę przy okazji, ale co tam. Mój Mąż podąża do METY. Zniknął mi z oczu na następnym zakręcie, wbiegając na kolejne wzniesienie. Policja nie chciała mnie przepuścić i musiałam objechać Jezioro Żywieckie dokoła. Bałam się że nie zdarzę na metę przed Nim. Ufff udało się! Stoję na mecie i czekam. Wbiegają Rosjanie, Ukraińcy, Słowacy, Polacy a mojego Męża nie ma. Myślę sobie " Nie zrobi mi tego! Musi ukończyć TEN bieg. Nie na darmo znosiłam to wszystko. Jak nie dobiegnie na metę to Go zbiję!" Widzę jak wbiega na ostatnią prostą! Mam łzy w oczach i gęsią skórkę. Cieszę się jak dziecko! Moje (żeby było jasne) endorfiny szaleją! W życiu się tak nie cieszyłam z czyjegoś sukcesu! Boskie uczucie! Pokonał samego siebie. Ukończył, dobiegł na metę. Dostał swój PIERWSZY MEDAL! Ależ ja jestem z NIEGO DUMNA! I pomyśleć, że byłam maluśką częścią TEGO wszystkiego. TEGO PIERWSZEGO JEGO PÓŁMARATONU.

Dla ciekawskich czas: 01:57:08 miejsce: 551

Jesień 2010: zaczęłam treningi. Cóż w tym roku ja osobiście zamierzam pobić ten czas na tej samej trasie. Przecież nie pozwolę żeby Mąż był lepszy ode mnie. 🙂

22 stycznia

meeting 540

W ostatni weekend w Warszawie odbyło się spotkanie związane z półmaratonem. Gospodarzami spotkania byli Krzysztof Janik i Adam Klein. Spotkanie miał charakter częściowo wykładu częściowo otwartej dyskusji, staraliśmy się aby każda kwestia została poruszona. Ta półmaratońska podstrona jest także po części wynikiem tego spotkania. Jeśli macie pytania – piszcie na FORUM lub na Facebooku.

Redakcja Bieganie.pl