Krzysztof Brągiel
Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.

Kamil Herzyk w sierpniu chciał ścigać się z Jakobem Ingebrigtsenem w Birmingham. Plany rekordziście Polski na 3000 m pokrzyżowała jednak kontuzja i złoty bieg Norwega oglądał w telewizji. Szczęśliwie 22-latek wrócił już do zdrowia i z nadzieją przygotowuje się na drugą część sezonu. – Oddałem się bieganiu w stu procentach. W ogóle nie przychodzi mi przez myśl, żeby się poddać. Po trudnych momentach zawsze idę do góry – mówi w rozmowie z portalem Bieganie.pl mistrz Polski na 5000 m.
Dla Kamila Herzyka poprzedni rok był wyjątkowy. Podopieczny Kamila Kosa i Bożeny Dziubińskiej-Motały w czerwcu zdominował mistrzostwa Polski młodzieżowców na 5000 m, zwyciężając z czasem 13:31.72. Był to najlepszy rezultat Polaka na piątkę od 33 lat i zarazem szósty wynik w krajowych tabelach ALL-TIME. Wyczyn został doceniony powołaniem na Drużynowe Mistrzostwa Europy w Madrycie, z których nasza reprezentacja wróciła ze srebrnymi medalami.
W kolejnych miesiącach młodzieżowiec nie przestawał błyszczeć. We wrześniu w Trewirze pobił rekord Bronisława Malinowskiego na stadionową trójkę. 7:42.4, które otwierało listę wszech czasów od 1974 roku, zawodnik SLiS JUST TEAM Bielsko-Biała zamienił na 7:40.22. W tym roku Herzyk chciał pójść za ciosem i zakwalifikować się na Mistrzostwa Europy w Birmingham. Wskaźnik PZLA na 5000 m był lepszy niż rekord Polski i wynosił 13:13. Biegacz był jednak na dobrej drodze, aby zdobyć bilet na ME poprzez ranking. Zwłaszcza, że na początku czerwca pokazał się z dobrej strony w Wilnie, uzyskując 13:38.57. Plan na zdobywanie rankingowych punktów posypał się 20 czerwca w Wiedniu, kiedy Polaka dopadły problemy z mięśniem dwugłowym.
– Problem z dwójką pojawił się treningu, kiedy robiłem dwie jednostki progu jednego dnia. Była zła pogoda, musiałem iść na bieżnię mechaniczną i tam coś lekko mnie ukuło. Na tamten moment to nie było jednak nic strasznego. Dopiero w trakcie startu w Wiedniu ból zaczął się nasilać i musiałem zejść z bieżni. Byłem tam w bardzo dobrej dyspozycji. Tempo było mocne, ale uważam, że gdyby nie dyskomfort nogi, to bym je dociągnął – mówi Kamil Herzyk w rozmowie z portalem Bieganie.pl.
Ostatecznie okazało się, że mięsień uległ naderwaniu. Herzyk musiał zrezygnować z zaplanowanych na pierwszą część sezonu startów, co pogrzebało jego szansę na reprezentowanie biało-czerwonych barw w Birmingham. Udało się jednak na tyle wykurować na mistrzostwa Polski w Białymstoku, że 22-latek sięgnął tam po seniorski tytuł na 5000 m.
– Aktualnie jestem już zdrowy, nic nie boli. Od razu po mistrzostwach Polski wyruszyliśmy na zgrupowanie do Spały. Tam trochę musiałem się podbudować, doszlifować. Jeśli chodzi o plany startowe to udało nam się wyłapać półtoraka w Czechach, 25 sierpnia. Potem 3 września mam w Trewirze trójkę, tą, którą biegałem rok temu. Dwa dni później, 5 września, pobiegnę w mistrzostwach Polski na uliczne 5 km w Warszawie – zapowiada zawodnik.

Jak można było usłyszeć w naszym materiale z serii „Kierunek Trening” Kamil po treningach, na których noga „podaje” mówi „bajka”. Ostatni raz „bajka” powiedział po jednej z sierpniowych sesji w Spale. Do wykonania miał 2400 m, plus 6 razy 600 m (w tempie 16,5 s na 100 m) na przerwie 1 minuta i na koniec odcinki 400 m w okolicach 60 sekund. Ostatnie okrążenie pokonał w 54 sekundy.
– Małymi krokami dochodzimy do fajnej dyspozycji. W Spale zrobiliśmy naprawdę solidny trening, który umocnił nas w przekonaniu, że jest dobrze. Myślę, że mogę być na życiówkę na 3000 m.
Kamil przyznaje, że ostatnie tygodnie były dla niego trudne, ponieważ bardzo liczył, że uzyska bilet do Birmingham i będzie mógł zaprezentować się na 5000 m. Zwłaszcza, że stanąłby na starcie ze swoim idolem, Jakobem Ingebrigtsenem.
– Bardzo czekałem na jego powrót, więc jak ogłosili, że będzie startował, to miałem w głowie, że może mi przepaść wielka okazja. Marzę, żeby pobiec z nim w jednym biegu i wierzę, że przyjdzie taki moment. Złoty bieg Norwega Herzyk oglądał w telewizji i jak mówi, nie spodziewał się, że Jakob aż tak „wystrzeli” na ostatnich metrach. – Świetnie mi się to oglądało. Naprawdę wielkie emocje. W głowie miałem tylko, że mogłem tam być…
Dla Herzyka start w Birmingham był szczególnie ważny również z tego względu, że jest „pechowym” rocznikiem, jeśli chodzi o, rozgrywane co 2 lata, młodzieżowe mistrzostwa Europy. Zawodnicy urodzeni w roku 2004 załapali się jedynie na ubiegłoroczne zawody w Bergen, gdzie Kamil zajął czwarte miejsce. Rocznik 2003 (np. Maciej Megier) mógł zaprezentować się na ME U23 dwukrotnie: w Bergen (2025) i Espoo (2023).
– Mieliśmy duże podstawy, żeby się dobrze pokazać w Birmingham. Kontuzja przyszła w najgorszym możliwym momencie. To było trudne doświadczenie. Musiałem to przegadać z psychologiem – mówi Kamil. I dodaje: – W mojej przygodzie z bieganiem to porażki najbardziej mnie wyciągają do góry. Zawsze tak było. W młodszych kategoriach wiekowych, gdy upadałem, to potrafiłem się z tego podnieść i brnąć dalej. Bardziej niż sukces, to porażka mnie pchała do przodu.
Andreas Almgren w dzieciństwie był wielkim fanem Realu Madryt. Kamil Herzyk znajduje się na przeciwnym biegunie, bo od małego sympatyzuje z Barceloną. To właśnie piłka nożna była pierwszą sportową pasją chłopaka z Bielska-Białej. Choć grając w napadzie jednocześnie wymazywał z tabel swojej podstawówki biegowe rekordy, długo nie wiązał przyszłości z bieganiem. Wszystko zmieniło się latem 2019 roku.
– Wychowawca podszedł do mnie na koniec roku. Totalnie w ostatnim momencie przed wakacjami. Powiedział, że widzi we mnie potencjał w bieganiu i chciałby, żebym poszedł do klubu do trenera Kamila Kosa.
Słowa nauczyciela na tyle podziałały na 15-latka, że wkrótce zameldował się na bielskim stadionie lekkoatletycznym. Pierwsze spotkanie z nowymi kolegami z klubu okazało się dla Herzyka przełomowe.
– Totalnie się stresowałem, nikogo tam nie znałem. Poszliśmy na wybieganie do lasu. Trzymałem się tych najlepszych. Mocno z nimi parłem, bez żadnych kompleksów. Potem na stadionie była sprawność, płotki i przebieżki po skosie boiska. Wyrwałem do przodu, trener pobiegł za mną, zrównał się, więc zacząłem mu uciekać, znowu wyrównał, więc ja znowu gaz. Najwidoczniej zobaczył, że coś tam pod tą nogą jest, bo pod koniec treningu podszedł do mnie i powiedział, że widzi we mnie ogromny potencjał. Dało mi to kopa motywacyjnego. Od tamtej chwili nie odpuściłem żadnego treningu – wspomina Herzyk.

Na pierwsze zawody Kamil pojechał we wrześniu 2019 roku do Opola. 15-latek pamięta swój debiut doskonale, ponieważ musiał pożyczać buty na rozgrzewkę. – Myślałem, że zakłada się kolce, staje na starcie i biegnie, dlatego nie spakowałem zwykłych butów do biegania. Ostatecznie Kamil zaprezentował się z dobrej strony, finiszując na 4 miejscu z czasem 2:46 na 1000 m. Niedługo później wystartował w swoich pierwszych mistrzostwach Polski, a więc Małym Memoriale Janusza Kusocińskiego, gdzie z czasem 2:45 był 11.
Kiedy Kamil wspomina, że od początku przygody z bieganiem nie miał kompleksów, to nie koloryzuje. Nastolatek dał się poznać w biegowym światku jako człowiek od piekielnego początku. Jak nam powiedział, już podczas pierwszych zawodów w Opolu „wypruł do przodu bez zastanowienia”. Przez długi czas był to stały element jego programu. Podczas mistrzostw Polski U18 we Włocławku (2021 rok) szaleńczym początkiem zwrócił uwagę trenerki kadrowej Bożeny Dziubińskiej-Motały. Wyścig na 1500 m 17-latek otworzył w 59 sekund na 400 m i niedługo później był już 30-40 metrów przed resztą stawki.
Wypracowana przewaga zaczęła kurczyć się w ekspresowym tempie dopiero na ostatnich stu metrach. Finalnie Herzyk został dogoniony przez Miłosza Wesołowskiego na kratach i musiał zadowolić się srebrnym medalem. Mimo szaleńczej taktyki, Kamil i tak poprawił rekord życiowy, mijając kreskę w 3:57.32.
– Ten bieg sprawił, że zwróciłem uwagę trenerki. Wcześniej nie wiedziała, kim jestem. Chyba zbierała się już do hotelu, ale jak rozpoczął się wyścig, to została i zastanawiała się, o co tu chodzi – wspomina Herzyk.
Co takiego ma w sobie Kamil Herzyk, że to właśnie jemu udało się odczarować rekord Bronisława Malinowskiego na 3000 m? 22-latek przyznaje, że wielokrotnie na swojej sportowej drodze słyszał, że ma talent. Bardziej niż o iskrze bożej, którą miałby zostać obdarowany, Kamil woli mówić o predyspozycjach wydolnościowych do sportu i oddaniu sprawie.
– Na początku nie biegałem ładnie technicznie, źle pracowałem ramionami, nie unosiłem wysoko kolan, miałem zaciśnięte dłonie. Dużo rzeczy wypracowałem. Oddałem się w stu procentach bieganiu. Mam w sobie dużo samozaparcia i w trudnych momentach w ogóle nie przychodzi mi przez myśl, żeby się poddać.
Poza treningami Herzyk zwraca uwagę na tzw. otoczkę. Współpracuje z psychologiem, ale też z dietetyczką. Czas na regenerację to czas na regenerację, dlatego 22-latek nie omija popołudniowych drzemek między treningami.
– Jestem jak zaprogramowany. Drzemka, wstaję, piję kawę i lecę dalej z robotą. Dbam o każdy aspekt jak mogę – mówi, ale jednocześnie zaznacza, że w dbaniu o detale nie popada w skrajności. – Każdy jest człowiekiem. My biegacze długodystansowi dużo spalamy kalorii, dlatego zdarza mi się zjeść fast fooda, ale wtedy kiedy trzeba mocniej pilnować diety, to pilnuję.
Herzyk ma doskonałe rekordy życiowe nie tylko na 3000 m i 5000 m ale też na 1500 m. Uzyskane zimą w hali 3:37.32 to czwarty rezultat na polskiej liście ALL-TIME, jeśli chodzi o biegi pod dachem. Jako swój główny dystans na najbliższe lata Kamil wskazuje jednak piątkę. Półtorak ma natomiast być narzędziem do wypracowania zapasu prędkości.
– Chcę biegać szybko 1500 m i jeszcze dużo poprawić życiówkę. Mocny półtorak pomoże mi na piątkę, bo jeżeli jest pod nogą, to naprawdę dużo daje. Na początku tego sezonu mocno parliśmy w piątkę w związku z mistrzostwami Europy. Przez to zabrakło nam czasu, żeby wepchnąć półtoraka i się przetrzeć szybkościowo.
Pomysłów na przedłużanie z piątki na 10000 m i dalej do maratonu 22-latek póki co nie ma. – Uważam, że mógłbym biegać bardzo szybko dychę, ale to może w przyszłości. Jeżeli chodzi o maraton, to bardziej myślę o nim w formie rozrywkowej, po wyczynowej karierze – mówi.

Przed sezonem 2026 w treningu Herzyka nie zaszły większe zmiany. – Dużo bazujemy na treningu wytrzymałościowym. Kiedy mam zakręcić nogą, to zakręcę, ale przede wszystkim przesuwamy próg tlenowy – tłumaczy Kamil.
Do budowania bazy tlenowej Herzyk stosuje m.in. double threshold day, czyli spopularyzowane przez Norwegów dwa treningi na progu mleczanowym jednego dnia (Więcej: https://bieganie.pl/trening/double-threshold-day-czyli-jak-trenuja-norwegowie). Jako przykład Kamil podaje 5×2 km jako trening progowy na dłuższych odcinkach i czterysetki (na przerwie 30 sekund) jako druga jednostka.
Wśród najmniej lubianych treningów Kamil wskazuje podbiegi. Zwłaszcza te, które wykonuje na górce w Bielsku-Białej. – Czasem trzeba tam mocno orać – mówi.
Udokumentowany rok temu przez Bieganie.pl trening Herzyka w dużej mierze odbył się w deszczowej pogodzie na wypełnionych kałużami ścieżkach. Przemoczonemu biegaczowi dopisywał jednak dobry humor. Trenerka Bożena Dziubińska-Motała w rozmowie z Joanną Jóźwik podkreślała, że Kamil jest zawodnikiem, który „nie marudzi”.
– Ja nie jestem analitykiem. Robię to, co każą mi trenerzy. Ufam im i nie mieszam się w trening. Nie ma narzekania, jest robota – mówi nam 22-latek.
Kamil ukończył szkolę branżową o kierunku – elektromechanik pojazdów samochodowych. Większej przyszłości z mechaniką jednak nie wiąże. Zwłaszcza, że po zdobyciu fachu poszedł do liceum i rok temu zdał maturę. 10 egzaminów zaliczył w 10 dni z rzędu. Zaraz po ostatnim od razu pojechał na obóz sportowy.
Dzieciństwo Hezia – jak nazywali go koledzy ze szkolnej ławy – pod pewnymi względami nie różniło się od innych. Miał swoją paczkę, z którą od rana do wieczora spędzał czas na podwórku. Grało się w chowanego, w podchody i wymyślało swoje gry. Jedna rzecz wyraźnie wyróżniała jednak Kamila od rówieśników, ponieważ chłopaka wychowywała babcia. W rozmowie z naszym portalem 22-latek podkreśla, że dużo jej zawdzięcza.
– Babcia wychowała mnie na dobrego człowieka. Spisała się w stu procentach. Jestem jej bardzo wdzięczny – podsumowuje nasz rozmówca.