koprowski maraton londyn
7 maja 2026 Tomasz Koprowski Sport

Londyn pokazał mi czym jest maraton. Relacja ze startu w TCS London Marathon

Maraton w Londynie jest dla polskiego biegacza trochę jak finał Ligi Mistrzów dla piłkarza-amatora. Wiesz, że istnieje. Oglądasz go co roku, widzisz rekordy świata, tłumy ludzi, elity biegnące przez Tower Bridge i gdzieś z tyłu głowy myślisz sobie: „Kurcze, fajnie byłoby tam kiedyś pobiec”. Ale jednocześnie wydaje się to kompletnie poza zasięgiem.

Do edycji 2026 aplikowało ponad 1 milion 133 tysiące osób. Finalnie na starcie stanęło około 60 tysięcy biegaczy. Sam zgłaszałem się prywatnie dwa razy i się nie dostałem. W zasadzie robiłem to hobbystycznie. Na zasadzie: „a jak się uda, to będę się martwił później”.

Szansę otrzymałem finalnie od New Balance – sponsora technicznego biegu i bardzo im za to dziękuję.

W Londynie byłem już wcześniej trzy razy jako redaktor Bieganie.pl. Znałem to miasto od strony biegowej niemal na pamięć. Trasa ta sama, expo to samo, okolice mety te same. Miałem ogromny komfort psychiczny, bo wiedziałem o tym biegu prawdopodobnie więcej niż większość debiutantów.

Dwa tygodnie przed startem robiłem nawet prezentację dla naszej redakcyjnej grupy wyjeżdżającej do Londynu pierwszy raz. Razem z Olą Guzik i Asią Jóźwik tłumaczyliśmy naszym biegowym kompanom: Gabrysi, Martynie, Pauli i Michałowi jak działa Londyn logistycznie, czym jest ten bieg dla brytyjskiego społeczeństwa, dlaczego jego charytatywność jest tak wyjątkowa, skąd wzięła się świnka Peppa jako symbol tegorocznej edycji i na co uważać już na miejscu. W zasadzie wiedziałem o tym biegu tyle, że jeśli nie należałem do elity sportowej, to przynajmniej do elity wiedzy o londyńskim maratonie.

Trening do maratonu w Londynie

Przypomnę, że nie planowałem startu w TCS London Marathon. Po maratonie w Walencji, gdzie uzyskałem wynik 3:31 przy średnim tempie około 5:00/km, wspólnie z trenerem zrobiliśmy lekkie roztrenowanie i chwilowe poluzowanie treningowe. Od początku stycznia wróciliśmy jednak do regularnej pracy, ale z zupełnie innym założeniem niż wcześniej. Głównym celem miały być krótsze dystanse i poprawa szybkości na 5 oraz 10 kilometrów. W treningu pojawiło się sporo szybkich odcinków tempowych od 400 do 1000 metrów, gdzie prędkości schodziły nawet do 4:00/km. Do tego regularny trening siłowy, siła biegowa oraz weekendowy obóz w Centralnym Ośrodku Sportu w Spale. Tygodniowo biegałem wtedy około 40–50 kilometrów.

Efektem tej pracy był start 15 marca w biegu BeMore5K na Bemowie, gdzie pobiegłem życiówkę 20:47 na 5 kilometrów, czyli średnio po 4:09/km. I właśnie wtedy, kilka dni później, pojawiła się możliwość startu w Londynie. To był moment, w którym wszystko znowu trochę się zmieniło.

statystyki biegu na 5km
Dane z zegarka – bieg na 5km

Do drugiego zaplanowanego wcześniej startu – Półmaratonu Warszawskiego podeszliśmy więc bardzo świadomie. Z jednej strony nie chcieliśmy go odpuszczać, ale z drugiej wiedzieliśmy już, że za chwilę rozpoczną się przygotowania maratońskie, których wcześniej w ogóle nie planowaliśmy. Ten start miał być mocny, ale kontrolowany. Finalnie ukończyłem półmaraton z wynikiem 1:36:48 przy średnim tempie 4:34/km i właśnie wtedy zaczęło do mnie docierać, że Londyn może być naprawdę szybkim biegiem.

Zrzut ekranu 2026 05 7 o 09.04.14
Dane z zegarka – Półmaraton Warszawski

Problem polegał na tym, że do startu zostało wtedy pięć tygodni. Na typowe przygotowania maratońskie było po prostu za mało czasu. Udało nam się zrealizować jeden bardzo mocny long run na poziomie 32 kilometrów, a poza tym skupiliśmy się głównie na treningach wytrzymałości tempowej – 10×800, 3×4 km i 9×1 km. I szczerze? Myślę, że właśnie dlatego ten maraton był tak specyficzny. Niby miałem za sobą już dwa maratony, ale organizm był przygotowywany bardziej pod szybkość niż pod kolejne 42 kilometry. I być może właśnie dlatego Londyn tak mocno mnie później rozliczył.

Jaki jest TCS London Marathon

Porównując do biegów w Polsce, zarówno Londyn jak i Nowy Jork są po prostu ogromnymi operacjami logistycznymi. O ile w Nowym Jorku opisywałem już wcześniej wielogodzinną wyprawę na start, o tyle Londyn jest łatwiejszy. Ale dalej trzeba założyć około godziny podróży.

Zrzut ekranu 2026 05 7 o 09.11.11
Nasza logistyka na start

Każdy, kto mieszka w centrum miasta, musi mieć świadomość, że dojazd na start to minimum jeden, a zazwyczaj dwa środki transportu. My zatrzymaliśmy się w hotelu n how London w dzielnicy Islington, która okazała jest mało wygodna logistycznie pod sam start. Z hotelu do stacji mieliśmy około 40 minut autobusem, później jeszcze 15 minut pociągiem do Blackheath.

Na szczęście londyńska komunikacja działa znakomicie. Pociągi jeżdżą co kilka minut. Problem polega na tym, że wszyscy jadą w tym samym kierunku. My na dworcu wsiedliśmy dopiero do czwartego pociągu, bo wcześniejsze były kompletnie przepełnione. Mała nerwówka zaczęła się już wtedy.

Z hotelu wyszliśmy o 7:20. Na Blackheath byliśmy około 8:50. A start? 9:30. Więc sami odpowiedzcie sobie, czy to dużo czasu, czy mało. W praktyce ledwo dojechaliśmy, skorzystaliśmy z toalety i mogliśmy iść do swojego koralu.

Ogromnie wygodne jest to, że z numerem startowym podróżujesz za darmo. Nie ma żadnych dodatkowych biletów czy opasek. Pokazujesz numer kierowcy autobusu i jedziesz. Pokazujesz go obsłudze metra i otwierają ci bramkę. Proste i bardzo przyjemne.

Zrzut ekranu 2026 05 7 o 16.52.59
tatuaż Pana biegacza

W autobusie zaczepił nas inny pasażer – biegacz. Na moje oko około 55 lat. Pyta:

Jedziecie na maraton?

Odpowiadamy: Tak. A pan?

Ja też. To mój drugi start.

Drugi w Londynie?

Tak. Startowałem w zeszłym roku

A jaki czas Pan miał?

A on z ogromną dumą:

7 godzin i 15 minut.

I wiecie co? Ani przez sekundę nie pomyślał, że powinien się z tego tłumaczyć. Nie miał kompleksów. Nie próbował się wybielać. Był dumny z tego, że biegnie Londyn. Powiedział:

Kocham ten event. Kocham to miasto. Nawet zrobiłem sobie tatuaż na pamiątkę.

I to było dla mnie bardzo ciekawe zderzenie. My pracujemy na czas. Liczymy treningi, tempa, tętna, życiówki. Naprawdę bardzo pozytywnie mnie to nastawiło przed biegiem. Zdjęło ze mnie ogrom stresu. Pomyślałem: „Kurde, trzeba się cieszyć z samej szansy. Z tego, że możesz pobiec właśnie tutaj”.

I zakończył to zdaniem: Easy. To fajna przygoda.

1
kolejki w oczekiwaniu na pociąg

Na dworcu kolejowym było już morze ludzi. Tłumy biegaczy płynące w jednym kierunku.

Samo miasteczko? Powiem szczerze: trochę przypominało mi pole Woodstocku albo Kortowiady. Jedno wielkie pole. Balony oznaczające strefy. Toi toie. Bramki bezpieczeństwa. Depozyty. I tyle.

Nie było tego, co pamiętam z Nowego Jorku: psów terapeutycznych, darmowych donutów, kawy czy herbaty. Po prostu pole, toaleta, depozyt i idziemy na start. I w sumie… po co więcej?

Wszystko było bardzo dobrze oznaczone. Każda strefa miała swoje ciężarówki depozytowe, osobne wejścia i własny system wpuszczania. My startowaliśmy z pierwszej fali żółtej strefy. Obok nas stali biegacze z kolejnych fal i byli wpuszczani co kilka minut. Później na trasie dwa razy minęli mnie pacemakerzy na 3:00 i 3:10, więc przez chwilę było mi miło, że jeszcze w okolicach 30 km jestem gdzieś obok nich 🙂

2
Miasteczko biegacza – w drodze do swojej strefy

Trasa i kibice w Londynie

Kilka dni przed biegiem słuchałem znajomych, którzy mówili:

  • Pierwsze 5 km jest ciągle w dół.
  • Jakbyś zbiegał z wiaduktu.

A ja miałem dokładnie odwrotne odczucia. Raz było płasko, raz lekko w dół, ale skoro było w dół, to zaraz znowu do góry. Mówię więc:

  • Przecież my ciągle wychodzimy na zero.

I tak właśnie zapamiętałem początek Londynu. Góry i doliny.

3
Takie to były mniej więcej zbiegi

Plan na bieg był bardzo prosty. Pobiec całość mniej więcej po 4:55/km. Ale prognozy mówiły jasno: 20 stopni, pełne słońce, bezchmurne niebo. Dlatego dzień przed startem z trenerem podjęliśmy decyzję, że pierwszą połówkę biegnę trochę szybciej, zanim około południa zrobi się prawdziwa patelnia.

To była jedna z przyczyn, dla których pobiegłem bez pasa tętna. Chciałem biec bardziej na samopoczucie niż na cyfry. Miałem tylko prostą kontrolę: zegarek wibrował co kilka kilometrów, żebym sprawdził czy nie zwolniłem bardziej niż zakładane 4:55.

Plan wyglądał mniej więcej tak:
21 km mocno, 10 km utrzymać, 10 km walczyć, 2 km piłować do mety. Brzmi pięknie na papierze 🙂

Do 5 kilometra było jeszcze dość spokojnie. Jeśli można powiedzieć, że przy ciągłym rzędzie ludzi jest spokojnie. Ale to był tylko przedsmak.

4
Kibice niemal na całej trasie

Od 10 kilometra tłumy zaczęły się wylewać na trasę. 3, 4, 5 rzędów ludzi. Trybuny. Wrzeszczący kibice. Atmosfera jak przy bardzo ważnym meczu. To nie były zwykłe oklaski. To był hałas, który cię niósł.

20 kilometr i wbiegnięcie na Tower Bridge. Atrakcja numer jeden Londynu. Piękne doświadczenie. Wtedy wyjąłem telefon, żeby nagrać dla Was ujęcia do vloga. Na moście było bardzo ciasno i bardzo głośno. Czuć było gigantyczną energię ludzi i taką prawdziwą wiarę w obcych biegaczy.

678119401 2
Tower Bridge – Maraton w Londynie

Po zbiegnięciu z Tower Bridge wiedziałem, że zaczyna się trudniejszy fragment. Wąskie uliczki, mostki, tunele, mnóstwo zakrętów i trochę mniej kibiców. Ta część trasy była dla mnie takim wyrostkiem robaczkowym całego maratonu. Bardzo chciałem już z niej wybiec. Czułem się tam trochę przytłoczony ilością zakrętów i ciasnotą.

Właśnie tam, około 21 kilometra, minęła mnie elita mężczyzn, która chwilę później pobiła rekord świata. A później przyszło 30 km. I wtedy zaczęły się prawdziwe problemy. Najpierw bark. Kilka wymachów i puściło. Ale później biodra i nogi. Czułem się tak, jakbym z każdym krokiem coraz bardziej zapadał się w sobie.

Próbowałem trzymać wyprostowaną sylwetkę, ale miałem przed oczami obraz ludzi wbiegających na metę kompletnie połamanych. I wtedy podjąłem decyzję: „Nie zrobię tego co w Nowym Jorku. Nie zwolnię mentalnie.” Skróciłem krok, lekko się pochyliłem i powiedziałem do siebie: Dobra. To teraz jest twój easy pace. I to był chyba najważniejszy moment całego biegu.

Zacząłem sobie wizualizować, że przede mną nie jest już maraton. Tylko moja zwykła domowa trasa. 12 km. Takie, które zawsze robiłem po pracy albo rano. W deszczu. W święta. W zimie.

Mówiłem do siebie: Dobra. Dwa łyki wody. Żel jest. Lecimy spokojnie do domu.

Od 30 kilometra do mety biegłem już totalnie na wyczucie. Jak się później okazało: zwolniłem z około 4:55 do 5:10–5:15. Ale starałem się po sobie nie pokazywać, że coś jest nie tak.

677341456 2 2
Okolice 41 km – London Eye, przed Big Ben

Wiedziałem, że mam ogromny zapas z pierwszej połowy. Wiedziałem, że będzie życiówka. Tylko nie miałem pojęcia jaka. Na 40 kilometrze spojrzałem na zegarek. 3:16 z hakiem. I zacząłem robić matematykę życia: 2 km po 5 minut… 195 metrów… ile ja muszę pobiec żeby złamać 3:25?

Ludzie, którzy nie biegli maratonu, naprawdę nie zrozumieją tej matematyki. Ja tam liczyłem jakieś kompletnie absurdalne wzory. Nic się nie zgadzało.

Ale kiedy wbiegłem na metę z czasem 3:26:48 byłem z siebie maksymalnie zadowolony. Bo na ostatnich 10 kilometrach naprawdę nie miałem już z czego przyśpieszyć. Nie chodziło o motywację. Nie chodziło o charakter. Ja po prostu nie potrafiłem wyżej podnosić nóg.

Kiedy zatrzymałem się po medal i zacząłem iść do naszej ekipy, mój krok miał może 40 centymetrów długości. Nie mogłem zrobić normalnego kroku. Nie wiem co dokładnie się spięło. Biodra? Plecy? Dwójki? Ale do dziś mnie to trzyma.

londyn medal koprowski

I szczerze? To był pierwszy maraton, po którym naprawdę poczułem:
„Dobra. Organizm wystawia rachunek.” Nowy Jork mnie zmęczył. Walencja mnie wyczerpała. Ale Londyn mnie zjadł. I mimo tego wszystkiego… to był chyba najtrudniejszy maraton z całej trójki.

W jakich butach przebiegłem maraton/y ?

Trzeci maraton z rzędu przebiegłem w New Balance Rebel v5. I serio uważam, że dla ludzi takich jak ja, którzy nie są przyzwyczajeni do karbonu, męczą się w bardzo miękkich butach i chcą mieć uniwersalny model do wszystkiego, to jest fenomenalny but.

Biegałem w nim:

  • 10×800,
  • 9×1 km,
  • longi po 30 km,
  • trzy maratony.

Zero otarć. Zero problemów z łydkami. Zero skurczów. Czy szybszy karbonowy model dałby mi lepszy czas? Może. Ale równie dobrze mógłby mnie kompletnie zniszczyć. I dziś, po trzech maratonach w pół roku, wiem jedno: czasem największą wygraną nie jest szybszy wynik. Tylko to, że w ogóle jesteś w stanie następnego dnia normalnie chodzić 🙂

Zapraszam Was do naszego wideo reportażu!

Plan treningowy 3 miesiące

Tydzień / miesiącDataZadanie treningowe
Luty 20261.02BC1 14KM
Luty 20263.02BC1 6KM + BPG 10 x 120M + EASY 2KM
Luty 20265.02BC 10KM
Luty 20266-8.02SPAŁA – OBÓZ BIEGOWY
Luty 202610.02BC1 10KM
Luty 202612.02BC1 6KM + BPG 10 x 120M + EASY 2KM
Luty 202614.02BC1 3KM + WT 12 x 500M + EASY 2KM
Luty 202615.02BC1 15KM
Luty 202617.02BC1 6KM + BPG 10 x 120M + EASY 2KM
Luty 202619.02BC1 3KM + WT 10 x 700M + EASY 2KM
Luty 202621.02STEADY 12KM
Luty 202622.02BC1 16KM
Luty 202624.02BC1 8KM + R 10 x 100M
Luty 202626.02BC1 3KM + WT 12 x 600M + EASY 2KM
Luty 202628.02BC1 10KM
Tydzień / miesiącDataZadanie treningowe
Marzec 20261.03BC1 3KM + WT 7 x 600 + 7 x 400 + 7 x 200 + EASY 2KM
Marzec 20263.03BC1 10KM
Marzec 20265.03BC1 6KM + BPG 10 x 120M + EASY 2KM
Marzec 20267.03BC1 3KM + BC2 6KM + R 10 x 200M + EASY 2KM
Marzec 20268.03BC1 12KM
Marzec 202610.03BC1 3KM + ZB 12 x 1MIN / 1MIN + EASY 2KM
Marzec 202612.03BC1 10KM
Marzec 202614.03ROZRUCH 20 MINUT LUB WOLNE
Marzec 202615.035K
Marzec 202617.03BC1 10KM
Marzec 202619.03BC1 8KM + R 10 x 150M + EASY 1KM
Marzec 202621.03ROZRUCH 20 MINUT LUB WOLNE
Marzec 202622.03PÓŁMARATON WARSZAWSKI
Marzec 202624.03BC1 10KM
Marzec 202626.03BC1 6KM + BPG 10 x 120M + EASY 2KM
Marzec 202628.03BC1 3KM + ZB 12 x 2MIN / 1,5 MIN + EASY 2KM
Marzec 202629.03BC1 15KM
Marzec 202631.03BC1 3KM + WT 10 x 800M + EASY 2KM
Tydzień / miesiącDataZadanie treningowe
Kwiecień 20262.04BC1 12KM
Kwiecień 20264.04BC1 7KM + BPG 10 x 150M + EASY 2KM
Kwiecień 20265.04BC1/2 32KM
Kwiecień 20267.04BC1 8KM
Kwiecień 20269.04BC1 6KM + BPG 10 x 120M + EASY 2KM
Kwiecień 202611.04BC1 3KM + BC3 3 x 4KM + EASY 2KM
Kwiecień 202612.04BC1 15KM
Kwiecień 202614.04BC1 12KM + R 10 x 100M
Kwiecień 202616.04BC1 3KM + WT 9 x 1KM + EASY 2KM
Kwiecień 202618.04BC1 10KM
Kwiecień 202619.04STEADY 12KM
Kwiecień 202621.04BC1 10KM + R 10 x 100M
Kwiecień 202623.04BC1 7KM
Kwiecień 202624.04WYLOT
Kwiecień 202625.04ROZRUCH 20 MINUT LUB WOLNE
Kwiecień 202626.04LONDYN MARATON
Bądź na bieżąco
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Avatar photo
Tomasz Koprowski

Manager sportowy z kilkunastoletnim doświadczeniem. Współpracował z klubami sportowymi, topowymi sportowcami, artystami i influencerami z różnych branż. Od 2019 roku jest częścią redakcji Bieganie.pl, gdzie każdego dnia wdraża strategie marketingowe i odpowiada za całościowy rozwoju portalu. Biega od 2022 roku.