PSK 3151
13 września 2026 Tomasz Koprowski Sport

Jeśli chcesz być dobrym sportowcem, musisz chcieć być najlepszym. Klaudia Kazimierska o swojej drodze


Klaudia Kazimierska została pierwszą w historii zwyciężczynią biegu na 1500 metrów podczas World Athletics Ultimate Championship. W Budapeszcie triumfowała z czasem 3:57.55, zaledwie tydzień po zwycięstwie w finale Diamentowej Ligi w Brukseli, gdzie wynikiem 3:54.05 ustanowiła rekord Polski. W rozmowie z Bieganie.pl – Michałem Kozłowskim, opowiada o historycznym sukcesie, latach zwątpienia, zaufaniu do własnej intuicji oraz o ludziach, dzięki którym zaczęła wierzyć, że może należeć do światowej czołówki. 

Nie codziennie wygrywa się pierwsze w historii World Athletics Ultimate Championship. Kilkanaście godzin po zwycięstwie jesteś już w stanie powiedzieć, że dokonałaś czegoś wielkiego?

To jeszcze chyba nie jest ocena na chłodno. Minęło dosłownie kilkanaście godzin, więc pewnie zajmie mi to jeszcze chwilę. Na pewno jest to duży sukces, aczkolwiek mam też świadomość, że nie są to klasyczne mistrzostwa świata.

Oczywiście jestem z siebie dumna. Ten wynik tylko zwiększa mój apetyt na przyszłoroczne, tradycyjne mistrzostwa świata. Fajnie jest być pierwszą w historii mistrzynią Ultimate na 1500 metrów i jednocześnie mistrzynią z Polski. Fajnie zapisywać się na kartach historii. Myślę, że właśnie w tym historycznym kontekście jest to dla mnie szczególny wyczyn. Jeśli jednak chodzi o światową rywalizację, nie jest to jeszcze taka tradycyjna impreza mistrzowska.

ls 202609121939528900
12.09.2026 Budapest World Athletics Ultimate Championship Budapest 26 photo by Lukasz Szelag/ Sprintshot Team, on photo: Klaudia Kazimierska

W Budapeszcie byłaś pierwsza, wcześniej wygrałaś finał Diamentowej Ligi. Zawsze miałaś w sobie potrzebę bycia najlepszą?

Nie zawsze byłam pierwsza. Jestem nią właściwie dopiero od zeszłego tygodnia i startu w Brukseli. Zawsze jednak dążyłam do tego, żeby być jedną z najlepszych. Jeśli chcesz być dobrym sportowcem, musisz chcieć być najlepszym, bo nikt nie zaszczepi w tobie woli walki, jeśli sam, w swoim sercu, tego nie pragniesz.

Myślę, że zawsze miałam taką ambicję. Chciałam być najlepsza, chciałam wygrywać. Na krajowym podwórku zwyciężałam już od czasów juniorskich, ale na arenie międzynarodowej nie wygrywałam aż do zeszłego tygodnia. Dlatego jest to dla mnie niesamowite osiągnięcie i kolejny krok w kierunku seniorskiego sportu oraz światowej kariery, o której marzy każde dziecko rozpoczynające przygodę z lekkoatletyką.

Na pewnym etapie kariery wątpiłam, czy kiedykolwiek dojdę do takiego momentu. Cieszę się jednak, że nie zrezygnowałam z tego, co sobie zaplanowałam i o czym marzyłam. Naprawdę dążyłam do tego celu. Mimo że zajęło mi kilkanaście lat, aby znaleźć się w miejscu, w którym jestem dzisiaj, warto było cały czas próbować.

Jeżeli chcesz wygrywać, chyba nie będziesz mógł spać spokojnie, dopóki tego nie osiągniesz. Wtedy wiesz, że naprawdę wypływa to z twojego serca i charakteru. Myślę, że właśnie tak zawsze miałam.

W twojej karierze pojawiały się momenty zwątpienia, szczególnie przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Co pomogło ci je przetrwać?

Na pewno samozaparcie, które miałam przez cały ten czas, oraz moje marzenia. Jeżeli kiedyś zejdę ze sceny i zakończę karierę, chcę wiedzieć, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, żeby dotrzeć na szczyt.

Kiedy kilka lat temu zaczęłam wątpić, czy to wszystko rzeczywiście się uda, wiedziałam jednocześnie, że wciąż mam wiele rzeczy do poprawy i bardzo dużo mogę jeszcze zrobić. To podtrzymywało moją motywację. Chcę zejść ze sceny dopiero wtedy, kiedy wykorzystam wszystkie swoje możliwości.

Drugim ważnym elementem byli ludzie, którzy we mnie wierzyli i nie poddali się razem ze mną. Kiedy ja nie do końca w siebie wierzyłam, oni nadal wierzyli. Czasami trzeba po prostu posłuchać ludzi, którzy dobrze cię znają, swoich bliskich. Nawet jeśli sam niekoniecznie w coś wierzysz, w pewnym momencie możesz się odblokować i także zacząć wierzyć.

Myślę, że wsparcie, które miałam wokół siebie, pozwoliło mi dojść do miejsca, w którym dzisiaj jestem, i przede wszystkim się nie poddać.

Co dał ci wyjazd do Stanów Zjednoczonych poza rozwojem sportowym?

W Stanach odkryłam siebie na nowo jako człowieka i jako dziewczynę. Oczywiście odkryłam siebie również sportowo, ale przede wszystkim zaczęłam cieszyć się tym, co robię na co dzień. Zaczęłam mieć fajne życie i naprawdę się nim cieszyć.

Myślę, że właśnie to dały mi Stany. Trafiłam tam na bardzo dobrych ludzi, a sam wyjazd odświeżył moje myślenie. Stany dały mi radość z codziennego życia. Dzięki temu bieganie także stało się fajniejsze i jeszcze bardziej mi się chciało.

Zastanawiasz się czasem, gdzie byłabyś dzisiaj, gdybyś została w Polsce?

Ciężko gdybać. Wszystko dzieje się po coś. Moja historia miała potoczyć się w taki sposób i tak właśnie się potoczyła. Wierzę w intuicję i głos własnego serca. Moja dusza podpowiadała mi, że powinnam wyjechać. Bardzo tego chciałam i cieszę się, że posłuchałam swojej intuicji.

Na przestrzeni ostatnich lat widzę, że ta intuicja rzeczywiście się sprawdza. Dzięki temu ufam samej sobie, swoim umiejętnościom oraz swojej formie podczas zawodów. Myślę, że właśnie to jest kluczowe. Bez zaufania do samego siebie nie można niczego zrobić.

Nie wiem, czy zostałabym w Polsce i znalazła się w tym samym miejscu. Na pewno próbowałabym dalej. W Stanach trafiłam jednak na bardzo dobrych ludzi i dobry system. Trafiłam na osoby, które naprawdę we mnie uwierzyły. Przed wyjazdem miałam wrażenie, że ludzie w moim otoczeniu nie do końca wierzyli we mnie w taki sposób, a to również na mnie oddziaływało.

Oczywiście sama mogę wierzyć w swoje możliwości, ale to, z kim spędzasz czas i co mówią ci ludzie, ma ogromny wpływ na to, co dzieje się w twojej głowie. Dzisiaj otaczam się ludźmi, którzy są bardzo pozytywni i mocno we mnie wierzą. To wpływa również na sposób, w jaki sama myślę o sobie i swoich umiejętnościach.

Nie można oczekiwać, że wyjdę na start pewna siebie, jeśli wokół słyszę tylko, że wszystko robię źle, jestem beznadziejna i to moja wina, że nie potrafię dobrze wystartować. Zupełnie inaczej wpływa na zawodnika środowisko, w którym ludzie go wspierają, klepią po plecach i powtarzają: „Dasz radę”.

Pewność siebie buduje się przez lata i tygodnie treningów. Nie można oczekiwać, że zawodnik, który na co dzień jest niedowartościowany, wyjdzie na linię startu pewny siebie i swoich umiejętności.

Rok 2026 jest dla ciebie rokiem przełomu?

Przełomu, ale wbrew pozorom również stabilizacji. Myślę, że już sezon 2025 był rokiem stabilizacji i pokazania, że wynik z igrzysk w Paryżu nie był przypadkiem oraz że należę do światowej czołówki.

Ten rok jest na pewno przełomowy, ale jednocześnie jeszcze mocniej stabilizuje moją pozycję. Wbrew pozorom największe przełomy w karierze pojawiają się zazwyczaj po kilku latach systematycznej pracy. To nie jest tak, że każdego roku wykonujemy ogromny skok. Czasami potrzeba trzech lat biegania i powtarzania tych samych rzeczy, a potem nagle przychodzi odblokowanie.

Można powiedzieć, że w tym roku nastąpił mój kolejny duży skok. Pierwszy pojawił się w 2024 roku przy okazji igrzysk w Paryżu, a teraz przyszedł następny. Stało się to po dwóch latach systematycznego treningu. Nie było żadnych wielkich zmian ani jednego wyjątkowego treningu, który nagle odwróciłby karty. Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby być systematycznym. Myślę, że w tym roku byłam bardzo systematyczna i właśnie to przyniosło efekty.

Zwyciężyłaś w Budapeszcie i finale Diamentowej Ligi, zdobyłaś także medal mistrzostw Europy. Nie żałujesz, że tak znakomita forma przyszła w sezonie bez igrzysk olimpijskich i klasycznych mistrzostw świata?

Trochę tak, ale gdyby to był rok olimpijski, wszyscy inaczej przygotowywaliby się do sezonu. Ciężko więc to ocenić. Przygotowałam się najlepiej, jak mogłam, do warunków i zawodów, które miałam w tym roku. Nie wiem, jak wyglądałoby to, gdyby był to sezon olimpijski albo rok mistrzostw świata.

Wczoraj powiedziałam mojemu chłopakowi, że szkoda, iż igrzyska nie odbędą się już za rok, bo dwa lata to w sumie długo. Z drugiej strony pomyślałam jednak o tym, gdzie byłam dwa lata temu. W ciągu dwóch lat można zrobić bardzo dużo.

Mój chłopak powiedział mi, że nie powinnam myśleć: „jeszcze dwa lata”, tylko: „masz jeszcze dwa lata, żeby stać się lepszą”. Nie chodzi więc o to, żebym myślała, ile jeszcze muszę trenować i jak dużo czasu pozostało. Mam dwa lata, a w dwa lata można zrobić naprawdę bardzo dużo.

Po medalu mistrzostw Europy oraz zwycięstwach w Brukseli i Budapeszcie zrobiło się o tobie bardzo głośno. Jesteś gotowa na rosnącą popularność?

Na pewno jest to fajne doświadczenie. To bardzo miłe, że otrzymuję tak duże wsparcie, a odzew ze strony kibiców jest naprawdę pozytywny. Myślę jednak, że wpływ na to ma nie tylko to, co robię na bieżni, ale również to, co zostawiam po sobie poza nią.

Fajnie jest pisać nową księgę rekordów i stawać się najlepszą, ale koniec końców chcę zostawić po sobie coś także poza sportem. Chcę pokazać, że można robić to w inny sposób. Nie istnieje tylko jedna droga do sukcesu. Można postępować tak, jak samemu się chce, podążać za swoją intuicją i głosem serca.

Nie wiem, czy jestem przygotowana na popularność. Myślę, że moim dużym plusem jest druga rzeczywistość za oceanem, gdzie nic w moim życiu się nie zmieni. Będę tą samą Klaudią. Będę miała tych samych znajomych, trenerów i ten sam system.

To dobrze, że jeszcze przed wydarzeniami z tego sezonu znalazłam się w profesjonalnym, właściwie funkcjonującym systemie. Dzięki temu przynajmniej ten element się nie zmieni. Myślę, że utrzyma mnie to twardo na ziemi. Muszę nadal robić to samo, co dotychczas, i być sobą. Staram się właśnie tak postępować.

Na pewno bywa to trochę przytłaczające. Nie ukrywam, że odzew jest bardzo duży. To oczywiście niezwykle miłe, ale muszę nauczyć się sobie z tym radzić. Dzień po dniu odpisuję na wiadomości i czasami zajmuje mi to tydzień. Większość ludzi to rozumie.

Jest to dla mnie nowa, ale bardzo pozytywna sytuacja. Myślę, że z każdym kolejnym startem będę się z nią coraz lepiej oswajała.

Bądź na bieżąco
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Avatar photo
Tomasz Koprowski

Manager sportowy z kilkunastoletnim doświadczeniem. Współpracował z klubami sportowymi, topowymi sportowcami, artystami i influencerami z różnych branż. Od 2019 roku jest częścią redakcji Bieganie.pl, gdzie każdego dnia wdraża strategie marketingowe i odpowiada za całościowy rozwoju portalu. Biega od 2022 roku.