Krzysztof Brągiel
Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.

Spokojne rozbieganie potrafi pobiec po 3:48/km, a jego tygodniowa objętość sięga 200 km. Na jednym z treningów tempowych trójkę zrobił sześć sekund szybciej niż rekord Polski. Andreas Almgren po serii kontuzji postawił wszystko na tzw. norweską szkołę i wrócił do żywych z biegowego Hadesu. Dziś jest czołowym długodystansowcem Europy, który swoimi wynikami rzuca wyzwanie koalicji kenijsko-etiopskiej. Jego rekord Starego Kontynentu w półmaratonie od października 2025 roku wynosi 58:41.
28 maja br. Andreas Almgren podzielił się w mediach społecznościowych wspomnieniami sprzed dekady. Na zdjęciach widzimy Szweda na szpitalnym łóżku z grubo otuloną gipsem nogą. Na innym kadrze jest prześwietlenie stopy, a w niej śruby.
– 28 maja 2016 r., pod koniec krajowych mistrzostw w sztafecie (chodzi o 4×800 m – red.) poczułem nagłe „pęknięcie” w prawej stopie. Po badaniu rezonansem magnetycznym łatwo było dostrzec, że mam dużą linię złamania przechodzącą prosto przez moją kość łódkowatą – wspomina Szwed.
Konieczna była operacja i żmudny powrót do pełni sił. Prawie trzy miesiące bez normalnego chodzenia i pół roku bez biegania. Ta historia to jeszcze nie zapowiedź wielkiego come backu, ale preludium dla licznych kontuzji, które nękały Almgrena przez długie lata i eliminowały z rywalizacji na najwyższym poziomie.
Andreas (rocznik 1995) urodził się w Sztokholmie i wychował w pobliskiej Sollentunie. Już jako sześciolatek zaczął trenować w lokalnej szkółce piłkarskiej (jako duży fan Realu Madryt). Równoległe była krótka przygoda z tenisem. Przez kilka lat z sukcesami łączył za to bieganie po murawie z bieganiem po bieżni.
Jako 16-latek został powołany do piłkarskiej młodzieżówki Szwecji (podobnie jak Łukasz Piszczek przeszedł drogę od napastnika do bocznego obrońcy). Tego samego roku ścigał się z najlepszymi juniorami młodszymi na 800 m podczas IAAF World Youth Championships w Lille. W stawce byli m.in. Nijel Amos czy Mohammed Amman. Szwed odpadł w półfinałach. – Nienawidziłem przegrywać. Porażka oznaczała dla mnie koniec świata – tak wspomina siebie z tamtych czasów.

Przez kolejne dwa lata nadal grał i biegał, ale gdy zaczęły pojawiać się kontuzje stopy, stwierdził, że dość bycia multisportowcem i zrezygnował z piłki na rzecz lekkiej. W 2013 roku pierwszy raz złamał 1:50 na 800 m. Rok później zrobił furorę na Mistrzostwach Świata Juniorów w Eugene. W finale pobił juniorski rekord Szwecji (1:45.65) i sięgnął po brąz. Trafił na nagłówki. Pisano o „nowej gwieździe” krajowej lekkoatletyki. Gwiazda jednak szybko zaczęła znikać z firmamentu.
Jeszcze w 2015 potrafił pobiec 1:45.59. W kolejnych latach był coraz wolniejszy. Zamiast na bieżni czas zaczął spędzać na rehabilitacyjnych salach. Choć wróżono mu wielką przyszłość, nie pojechał na żadne igrzyska. Przed Rio złamana kość w stopie, przed Tokio więzadła krzyżowe w kolanie. Przed Paryżem (2024) zaczął łapać wiatr w żagle, ale nawet te igrzyska musiał obejrzeć w telewizji. Powód? Złamanie piszczeli.
Polak Szwed dwa bratanki? Nie ma takiego powiedzenia, choć jeśli chodzi o długi dystans, jest coś na rzeczy. 5 lipca 1976 roku w Sztokholmie padły rekordy Polski i Szwecji na 5000 metrów. Pierwszy – 13:17.69 – ustanowił Bronisław Malinowski. Drugi – 13:17.59 – Anders Gärderud. Rekord Malinowskiego wkrótce obchodzić będzie 50 urodziny. Szwedzi przełamanie mają już za sobą i dokonał tego Andreas Almgren.

Smagany kolejnymi kontuzjami, z dołującymi wynikami na 800 m i 1500 m, w roku 2019 Almgren postanowił przebudować trening i stopniowo zaczął się wydłużać. W 2021 w swoim pierwszym starcie na 5000 m uzyskał 13:29. Rok później podczas Diamentowej Ligi w Brukseli rozbił w pył rekord Gärderuda, mijając kreskę w 13:01.70. Jednak najlepsze miało dopiero nastąpić.
W czerwcu 2025 roku podczas Diamentowej Ligi w rodzinnym Sztokholmie Almgren do spółki z Armandem Duplantisem doprowadzili publiczność do ekstazy. W niecały kwadrans kibice obejrzeli rekord świata w skoku o tyczce (6.28 m) i rekord Europy na 5000 m.
Almgren 12:44.27 uzyskał w fenomenalnym stylu. Już przed 3 kilometrem wyszedł na prowadzenie, o ostatni z wagoników – Etiopczyka Girmę – odczepił na 700 metrów przed metą.
– To najbardziej pamiętna noc w mojej karierze. W ostatnich dwóch latach startowałem w Sztokholmie zaraz po innych mitingach i stojąc na linii startu czułem się jak gówno. Tym razem było inaczej. Zrobiłem to, co zaplanowałem – mówił na gorąco nowy rekordzista Europy. – Dziewięć lat temu, właśnie tutaj, na tym stadionie, złamałem kość w stopie, co doprowadziło do kontuzji, które ciągnęły się za mną pięć lat. Jestem dumny, że wróciłem w takim stylu – dodał.
Od tamtego momentu Almgren stał się długodystansowym Midasem, bo każdy dystans, jakiego dotykał zamieniał w złoto. We wrześniu 2025 roku sięgnął po brąz mistrzostw świata na 10000 m, w październiku w Walencji pobił rekord Europy w półmaratonie (58:41). Na początku 2026 roku poprawił własny rekord kontynentu na uliczną dychę (26:45).
W 2022 roku w Szwecji na ustach wszystkich był łyżwiarz szybki, Nils van der Poel. Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie zdobył dwa złote medale: na 5000 i 10000 m. Sławy poza sukcesem na lodzie przysporzył mu treningowy manifest. W opublikowanym przez łyżwiarza dokumencie można w detalach zapoznać się z jego treningowym programem, który realizował od maja 2019 do ostatniego dnia stycznia 2022, kiedy wyleciał na chińskie igrzyska.
Van der Poel dzielił swój program treningowy na 3 zasadnicze fazy: tlenową, progową i specjalistyczną. Kluczem było dla niego zbudowanie maksymalnej bazy tlenowej (A1). Dlatego w okresie – trwającym od końca sezonu łyżwiarskiego do lipca – skupiał się tylko na treningach o niskiej intensywności, głównie na rowerze, na które poświęcał 6-7 godzin dziennie. Schemat zawsze był taki sam: 5 dni treningów (w sumie nawet 33 godziny), 2 dni zupełnie wolne (najczęściej weekend).
Dlaczego o tym wspominamy? Ponieważ Andreas Almgren zna program treningowy swojego rodaka na wyrywki i przyznaje, że w jego treningu „filozofia jest taka sama”. – Van der Poel podszedł jednak do sprawy bardziej ekstremalnie – stwierdził w podcaście Coffee Club.
Podobnie jak van der Poel Almgren uważa, że im więcej treningu w komforcie tlenowym, tym większe możliwości organizmu podczas specjalistycznych jednostek. Dlatego też w okresie budowania bazy potrafi pokonywać ok. 200 kilometrów w tygodniu. Przy czym, jego tempo „easy” jest wymagające nawet dla wyczynowych biegaczy. W jednym z wywiadów latem 2025 roku zdradził, że właśnie wrócił z rozbiegania po 3:48/km (na wysokości 1800 m nad poziomem morza, w Sankt Moritz).
Głównym narzędziem, który Szwed wykorzystuje do postawienia tlenowego fundamentu, poza easy, jest treshold (próg), a w zasadzie double treshold, czyli dwa treningi progowe jednego dnia. Więcej o specyfice tej jednostki można przeczytać w artykule Mikołaja Raczyńskiego (Double threshold day, czyli jak trenują Norwegowie? – Bieganie.pl).

Double treshold kojarzony jest z braćmi Ingebrigtsen i to właśnie Norwegowie mieli być dla Almgrena jedną z inspiracji do zmian w treningu. Szwed zaczął stosować double treshold day jesienią 2019 roku. Wtedy odcinki sześciominutowe biegał tempem 3:25/km. Teraz – jeśli jest na nizinach – robi je nawet po 2:50/km.
– Klasycznie rano mam 6×6 minut na przerwie minutowej, a po południu czterysetki na 30 sekundowej – mówi Almgren i dodaje, że w przypadku pierwszego treningu prędkości są nieco wolniejsze niż tempo startowe w półmaratonie, natomiast 25 razy 400 metrów to już okolice prędkości startowych na 5-10 km. Double treshdold najczęściej stosuje dwa razy w tygodniu.
– Głównym celem treningu progowego jest zbudowanie bazy pod specyficzne treningi, których nie zregenerujesz dobrze, jeśli wcześniej nie będziesz miał fundamentu. I nie musisz go budować poprzez próg, bo dróg do osiągnięcia tlenowej bazy jest wiele. Tym, co wyróżnia treshold jest możliwość wykonania dużej pracy w kontrolowanych warunkach – tłumaczy Szwed.
W przypadku treningu progowego (jak pisał Jack Daniels chodzi o intensywność „komfortową ale trudną”, w której produkcja mleczanu jest równa jego eliminacji) kluczowe jest monitorowanie poziomu zakwaszenia. Almgren wykonuje 10-12 pomiarów tygodniowo. Jeden w połowie treningu, drugi na koniec. Wcześniej potrafił robić nawet 4 pomiary na trening dla pewności, że mieści się w zakładanych widełkach.
Wysoki kilometraż i „klepanie” double treshold to trzon treningu Szweda, ale im bliżej zawodów tym więcej treningów poza tlenowym komfortem. Wśród mocniejszych jednostek, które przebiły się do mediów społecznościowych możemy wspomnieć m.in. 3×3 km na przerwie 3 minuty przed tegorocznym 26:45 w Walencji.
Z asystą trenera na rowerze odcinki pokonał odpowiednio w 8:00, 7:52 i 7:43. Ostatni z nich przebiegł sześć sekund szybciej od halowego rekordu Polski. Dwa tygodnie później na rozkładzie było10 razy 1000 m na p. 1 minuta. Średnio odcinki biegał w 2:33. Ostatni „uderzył” w 2:28.
– Po tym treningu następnego dnia czułem ciężar w nogach, ale już w kolejnym dniu zrobiłem dwa treningi progowe – łącznie 34 km (z czego 22 km to treshold, reszta rozgrzewka, schłodzenie, przerwy między odcinkami – red.). Bez bazy, którą zrobiłem, nie udźwignąłbym tego – tłumaczy Almgren w podcaście The Running Effect.
Wspomniany van der Poel 5 dni trenował na potęgę, ale następne 2 dni nie robił nic. Tłumaczył, że bardziej niż o odpoczynek fizyczny, chodziło o odpoczynek mentalny. Almgren w połowie 2025 roku zapytany o dni wolne, odpowiedział, że w trakcie ostatnich sześciu miesięcy wolne od biegania zrobił sobie trzykrotnie.
Przyznał też, że czasami zdarza mu się odpuścić, jeśli trening nie idzie.- Dzieje się tak najczęściej, gdy tętno mam niskie, a kwas podwyższony. To jest dla mnie znak, że trzeba zrobić sobie przerwę – mówi.
Najluźniejszym dniem w tygodniu jest piątek. Wtedy najczęściej biega 12 km rano. Potem trochę treningu sprawności i siłowego. Po południu robi dyszkę. Przy tempie 4:00/km potrafi mieć średnie tętno na poziomie 120 BPM. Niedziela to zazwyczaj długie wybieganie rano i po południu najcięższy trening siłowy w tygodniu. W sumie siłowo Almgren ma wzmacniać się cztery razy w tygodniu.
Dieta? Oczywiście bogata w węglowodany. Najczęściej makaron (preferuje tagiatelle) i ryż. Uwielbia hamburgery. Swego czasu wystąpił nawet w szwedzkim programie telewizyjnym, gdzie przygotowywał te danie na antenie. Sen? W przeciwieństwie do Jimmy’ego Gressiera, który potrafi spać nawet 12 godzin w nocy, Szwed ma z tym problem.
– Nie jestem dobry w spaniu. Mam wrażenie, że wszyscy zawodowcy mówią w kółko, że mogliby spać cały dzień i wystarczy, że zamkną oczy i już odpływają. To nie ja. Jak mam dobrą noc to śpię 7-8 godzin – przyznaje.
Tworzenie rysu osobowościowego tylko na podstawie wywiadów, których udzielił Andreas Almgren, byłoby chybionym pomysłem. Można jednak mówić o wrażeniu, które sprawia.
Na pytania odpowiada konkretnie i wyczerpująco. Nie jest typem bajkopisarza, który przedstawia dziennikarzom opowieści z mchu i paproci, żeby tylko uzyskać poklask. Często potrzebuje kilku sekund na namysł, a potem mówi to, co naprawdę myśli. Jeśli na starcie czuł się jak gówno, powie, że czuł się gówno.
Gdy w kolejnych wywiadach dziennikarze nie szczędzą Szwedowi słów uznania dla jego ciężkiej pracy na treningu, ten tonuje zachwyty. – W światowej czołówce wszyscy trenują tak ciężko, jak potrafią. Byłbym naiwny mówiąc: tak jestem najciężej pracującym biegaczem w historii i nikt nie pragnie sukcesu jak ja. Każdy chce i każdy na to ciężko pracuje. Po prostu, znalazłem dla siebie drogę, która działa – mówi.
W podcaście The Running Effect Almgren ciekawie odpowiedział na pytanie o trzech ulubionych zawodników z przeszłości i z dzisiejszej biegowej sceny. Jego idolem z dzieciństwa był ówczesny rekordzista świata na 800 m, Wilson Kipketer. Z kolei za absolutnego GOAT-a (Greatest Of All Time) na 10 km uważa Kenenisę Bekele. Wyróżnił też Mo Faraha za umiejętność zdobywania medali na najważniejszych imprezach.
Jeśli chodzi o biegaczy, którzy aktualnie decydują o poziomie, Almgren wyróżnił Jakoba Ingebrigtsena, Jacoba Kiplimo i Jimmy’ego Gressiera. Dużo ciepłych słów padło też pod adresem Etiopczyka, Yomifa Kejelchy, który po dyskwalifikacji Rhonexa Kipruto jest aktualnie właścicielem najlepszego wyniku na uliczne 10 km w historii (26:31).
Almgren wspomniał jak rok temu w Tokio poszli z Kejelchą na pizzę po medalowym dla obu wyścigu na 10000 m podczas mistrzostw świata. W związku z tym, że wcześniej musieli dużo pić, aby oddać mocz do kontroli dopingowej, wspólne jedzenie przerywane były regularnymi wizytami w toalecie. – Yomif to fajny gość – konstatuje Szwed.
Almgren zazwyczaj trenuje sam lub z asystą trenera na rowerze. Zwłaszcza, jeśli jest w Sztokholmie. Na zgrupowaniach – jeździ m.in. do Sierra Nevada, Sankt Moritz, Flagstaff – udaje się czasami zgrać z innymi zawodnikami, choć nie jest to łatwe. Przypominamy, że Szwed potrafi zrobić rozbieganie po 3:48/km w ramach porannej zaprawy, co nie wszystkim pasuje…
– Bieganie w grupie jest weselsze i łatwiejsze psychicznie, ale biegając sam jesteś bardziej elastyczny. Możesz wsłuchać się w organizm i dostosować prędkość do samopoczucia zamiast patrzeć na innych – podkreśla.
Almgren uważa, że ma jeszcze duży potencjał, jeśli chodzi o bieżnię i celuje w łamanie 12:40 na 5000 m. Przynajmniej do igrzysk w Los Angeles (2028) chce się skupić na 5 i 10km. – Może po nich sprawdzę się w maratonie. To zupełnie inna bajka – przyznaje.
Mimo bicia kolejnych rekordów Europy i kraju Szwed jest trochę jak Pogoń „zero tituli” Szczecin. Brakuje mu medali w gablocie. Dość powiedzieć, że na ostatnich dwóch mistrzostwach Europy dwukrotnie finiszował czwarty (na 5000 m Monachium i na 10000 m w Rzymie). Do tego należy doliczyć dwie czwarte pozycje na halowych ME (w 2015 i 2025 r.)
– Chcę być mistrzem Europy, to jest cel na ten rok. Problem w tym, że europejska scena biegów długich ma się obecnie bardzo dobrze. Gressier jest mistrzem świata, więc łatwo nie będzie, ale celuję w złoto w Birmingham – mówi Andreas Almgren.