28 lutego 2009 Redakcja Bieganie.pl Sport

26 lutego, Warsaw by night


Dziś trening robiłam ulicami Warszawy. 10km w tym jeden długi
podbieg. Tempo raczej wolne, choć ostatni kilometr, może dwa bardzo żwawo.

Z reguły w czwartki biegam z Urbanrunnersami, ale ze względu
na pogrzeb K. Skolimowskiej spotkanie było odwołane.

Biegałam, więc z Adamem, który przed biegiem podstępnie próbował
mnie odwieść od biegania kusząc m.in. szarlotką ze śliwkami, mniam. Oparłam się jednak pokusom myśląc, że już tak mało
czasu zostało do półmaratonu, a ja nadal biegam ślimaczym tempem. Na dodatek ta
waga. Ani drgnie tzn. drga, ale nie w ta stronę, co trzeba.


Dodatkowym motorem napędowym
była nowa, jaskrawo zielona, super ładna, kurtka biegowa Nike, którą chciałam
przetestować. Już jakiś czas temu widziałam ją na wystawie sklepowej, ale jakoś
nie było okazji jej przymierzyć. No, ale w końcu ją mam. I tak jak myślałam jest
bardzo fajna. Ma wcięcia po bokach podkreślające figurę, kaptur, który można schować
w kołnierzu. I pewnie mnóstwo różnych technicznych
bajerów. Mi jednak tym razem nie chodziło, o jakość, a głównie o wygląd. Miałam
już dość czarnego mundurka. Bieganie jest
przecież takie optymistyczne. Dlaczego ja i większość biegaczy wybieramy kolor
czarny?

mapka_warsaw.jpg

Od Placu na Rozdrożu przyspieszyliśmy. Fajnie było biec szybciej a na dodatek cały czas mówiłam. Adam mnie chwalił, że tak szybko i na luzie biegłam. W końcu. 🙂