
21. Halowe Mistrzostwa Świata Kujawy Pomorze 26 to kolejne duże, globalne zawody organizowane w Polsce. Miesiące przygotowań, tysiące zaangażowanych osób, specjalnie wyremontowana hala, wysoki poziom rywalizacji i niezła frekwencja na trybunach przełożyły się na kipiące od emocji 3 intensywne dni w Toruniu. Do tego 4 medale dla Polski, które zdobyli: Jakub Szymański (złoto) i Pia Skrzyszowska (brąz) na 60 m ppł., Natalia Bukowiecka (srebro) na 400 m i reprezentacja Polski w – pierwszy raz rozgrywanej w halowych mistrzostwach świata – sztafecie mieszanej na 4×400 m (brąz) w składzie Kajetan Duszyński, Anna Gryc, Marcin Karolewski oraz Justyna Święty-Ersetic. Padły w Toruniu dwa rekordy świata, sześć rekordów mistrzostw i trzy rekordy Polski. To wszystko sprawiło, że mistrzostwa były wielkim sportowym świętem, które zapamiętamy na długo. Dzięki zaproszeniu od ASICS mogłem jeszcze lepiej przeżyć te mistrzostwa i sprawdzić od środka, jak funkcjonuje tak wielka sportowa machina.
Polska organizowała już szereg zawodów lekkoatletycznych na najwyższym poziomie. Halowy czempionat globu gościliśmy nie tak dawno w Sopocie (w 2014 r.), później, w popandemicznych realiach Toruń był gospodarzem halowych mistrzostw Europy (w 2021 r.). Warto przypomnieć, że halowy czempionat kontynentu odbył się w naszym kraju już wcześniej – w katowickim Spodku w 1975 r.
W 2020 r. Gdynia była organizatorem mistrzostw świata w półmaratonie. W Bydgoszczy (w 2019 roku), a później dwukrotnie w Chorzowie (w 2021 i 2023) jako Polska organizowaliśmy drużynowe mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce dywizji pierwszej (te drugie włączone były do 3. Igrzysk Europejskich). W Warszawie (w 1987 r.) i dwa razy w Bydgoszczy (w 2010 i 2013 roku) rozegrano przełajowe mistrzostwa świata. Były też imprezy rangi światowej w młodszych kategoriach wiekowych – w 1999 r. w Bydgoszczy zorganizowano mistrzostwa świata kadetów (do lat 18), a później w 2008 i 2016 r. mistrzostwa świata juniorów (U20).
Na najwyższym światowym poziomie (choć tutaj niewiele udziału jest PZLA) stoi Memoriał Kamili Skolimowskiej w Chorzowie, który od 2022 r. ma rangę Diamentowej Ligi. Jednodniowe mityngi (mimo najlepszej obsady) to jednak nie to samo, co walka o medale mistrzostw świata, którą obserwowaliśmy w dniach 20–22 marca 2026 r. w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń.

Liczby, które podsumowują 21. Halowe Mistrzostwa Świata Kujawy Pomorze 26 robią wrażenie. Zawody uzyskały najwyższy wynik punktowy World Athletics w historii halowych mistrzostw (49 516 punktów), pokonując o 168 pkt. najlepszy dotąd pod tym względem Belgrad w 2022 r. (49 348 pkt.). Jednak to, że poziom idzie do przodu, widzimy klarownie w tabelach sezonu w większości konkurencji i padających co rusz rekordach świata.
W Toruniu rekordy globu padły dwa – w siedmioboju Szwajcar Simon Ehammer uzbierał 6670 punktów, a własny rekord świata (6,65 z halowych mistrzostw świata w Glasgow) na 60 m ppł. wyrównała Devynne Charlton z Bahamów, zdobywając trzecie złoto z rzędu na HMŚ w ciągu trzech ostatnich lat (Glasgow, Nankin, Toruń). Padło też kilka rekordów mistrzostw – 44,76 na 400 m Christophera Moralesa Williamsa z Kanady, 1:55,30 na 800 m Keely Hodgkinson z Wielkiej Brytanii, 6,25 m w skoku o tyczce Mondo Duplantisa ze Szwecji i 3:01,52 mężczyzn z USA na 4×400 m (oraz oczywiście wspomniane wyniki Charlton i Ehammera). Padło 12 najlepszych wyników na świecie w roku 2026, 46 rekordów kraju oraz 174 życiówki. Rekordy Polski ustanowili Pia Skrzyszowska na 60 m ppł. (7,73) i Natalia Bukowiecka na 400 m (50,83), a także sztafeta mieszana 4×400 m w składzie Kajetan Duszyński, Anna Gryc, Marcin Karolewski oraz Justyna Święty-Ersetic (3:17,44).
W Toruniu 32 kraje ze 118 zgłoszonych reprezentacji zdobyło medale, a 4 krążki znalazły się w dorobku reprezentantów Polski (9. miejsce klasyfikacji), co jest wynikiem dobrym, choć szans medalowych było więcej. W punktowej tabeli Polskę sklasyfikowano na miejscu drugim, czym możemy poprawić sobie trochę humor, ale to medale przecież pamięta się najbardziej.
Niewiele niestety było (pozytywnych) niespodzianek reprezentantów Polski. Zabrakło ich w biegach średnich, skoku wzwyż i w dal, pięcioboju czy sztafetach kobiet i mężczyzn na 4×400 m, gdzie za każdym razem do medalu trochę zabrakło. Brak awansu do finału żadnego z 800-metrowców czy sprinterów na 60 m możemy zrozumieć, ale ogółem, poza Skrzyszowską, Bukowiecką, Ewą Swobodą i Damianem Czykierem nikt nie osiągnął w Toruniu najlepszego wyniku w sezonie. Mistrzostwa na swojej ziemi podnoszą oczekiwania, stąd może mój zbytni optymizm na większe medalowe żniwa Polaków.

Kujawsko-pomorska impreza była transmitowana przez 70 nadawców do ponad 130 krajów, a na miejscu pracowało 280 akredytowanych dziennikarzy i fotografów. Organizatorzy wyliczyli, że sportowcy udzielili im aż 1100 wywiadów w tzw. mix zonie, gdzie w serpentynach korytarzy toruńskiej hali zmęczeni lekkoatleci skrupulatnie opowiadali, czemu było dobrze albo źle. Co ważne, na każdym kroku można było spotkać chętnych do pomocy wolontariuszy, których było aż 500, a ASICS jako partner techniczny World Athletics wyposażył ich w oficjalne stroje.
Łącznie opublikowano około 90 tysięcy publikacji w mediach tradycyjnych, a ogółem info o mistrzostwach osiągnęło aż 41,6 miliarda zasięgu. To aż 72-procentowy wzrost w stosunku do dotychczasowego rekordzisty – Glasgow 2024 (swoją drogą ciekawe, czemu dużo słabszy zasięg miały ubiegłoroczne Chiny). Jeśli chodzi o rozkład „kliknięć” w największych mediach społecznościowych, to było to 25,2 mln na Facebooku World Athletics, 37,3 mln na ich Instagramie i 4,1 mln na TokToku.
GOLD #5️⃣ for USA 🥇🥇🥇🥇🥇
— World Athletics (@WorldAthletics) March 22, 2026
🇺🇸 tops the medal table of the #WorldIndoorChampionships Kujawy Pomorze 26 by winning the women’s 4x400m relay in 3:25.81 while only 0.04 separates 2nd and 3rd place!
🥈 🇳🇱 3:26.00
🥉 🇪🇸 3:26.04
📷 @christelsaneh pic.twitter.com/jE2neiB2VB
ASICS jest partnerem World Athletics już od 2017 r., a w 2019 r. rozszerzono porozumienie na kolejnych 10 lat. Podczas 21. Halowych Mistrzostw Świata właśnie na zaproszenie ASICS kilkunastu dziennikarzy i influencerów mogło poznać z bliska przebieg tak ogromnego wydarzenia. Dzięki temu mistrzostwa udało się mocno rozpromować w świadomości polskiego internetu. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak wiele skoordynowanych działań wymaga taka impreza. Jeśli chcemy, by całość funkcjonowała jak w szwajcarskim zegarku – a w efekcie przyniosła świetne sportowe wyniki i przyjemność z oglądania samej rywalizacji – muszą stać za tym miesiące przygotowań, w które zaangażowane są setki osób.
Dla mnie, jako byłego sportowca i obecnie też sędziego, dziennikarza i wielkiego pasjonata lekkiej atletyki, kulisy mistrzostw nie zrobiły aż tak wielkiego wrażenia. Na zawodach wysokiej rangi byłem wielokrotnie, jako uczestnik lub oficjel, więc procedury i techniczne niuanse mam w małym palcu. Z drugiej strony, przechodzenie przez kolejne „Call roomy” i „Mix Zony” uruchamiało we mnie czułą strunę związaną z czasami, kiedy sam reprezentowałem Polskę na mistrzostwach świata (ale nie halowych) czy igrzyskach olimpijskich. Wychodzenie na arenę z orłem na piersiach to zawsze był dla mnie honor i duże przeżycie. Akredytacja z adnotacją „World Athletics Partner” otwierała wiele drzwi, co pozwoliło mi chociażby na rozmowy z kluczowym przedstawicielem władz World Athletics. Nie mógł on wyjść ze zdumienia, że udało mi się wyrobić dwie akredytacje! Co prawda musiałem użyć małego fortelu, w jednym przypadku będąc „Jakubem”, a w drugim „Kubą”, jednak posiadając obie wejściówki miałem dostęp do zdecydowanie większej przestrzeni (medialnej, VIP-owskiej i trybun, a obie plakietki doskonale się uzupełniały). Dzięki temu wszystkiemu wspominam mistrzostwa jako trochę zwariowane, ale warte wszystkiego przeżycie, w innych okolicznościach pewnie niemożliwe do zrealizowania.

Co by nie mówić, atmosfera podczas sesji wieczornych była rewelacyjna! Dopiero będąc w centrum wydarzeń można poczuć skalę tego przedsięwzięcia i zobaczyć bardziej ludzkie oblicze sportowców, trenerów i wszystkich dokoła. Dzięki ASICS-owi miałem szansę poczuć dużo więcej, niż to, co można zobaczyć w transmisji lub z samych trybun.
W toruńskiej hali było też oczywiście stoisko ASICS, gdzie można było pobiegać na ruchomej bieżni w nowym modelu ASICS SUPERBLAST 3, które i ja mogłem przetestować (sprawdź test butów na naszej stronie: „ASICS SUPERBLAST 3: Asfaltowy pocisk na długie i szybkie treningi”). Warto też dodać, że ASICS dostarcza sprzęt dla wielu reprezentacji narodowych, m.in. Belgii, Holandii i oczywiście Japonii.
Wypełnić hali podczas całych mistrzostw. I choć wieczorem Kujawsko-Pomorska Arena Toruń była wypełniona po brzegi kibicami, to niestety w porannych sesjach widać było bardzo dużo wolnych miejsc. Zwłaszcza, że i tak sporo przestrzeni ograniczono dla mediów i działaczy. Szkoda, że nie udało się zapełnić hali kibicami również rano, mimo że za każdym razem startowali Polacy i były jakieś finały z walką o medale. Nie obyło się też bez drobnych wpadek organizatorów, jak wręczenie nieprawidłowych medali halowym mistrzom świata na 800 m (Keely Hodgkinson i Cooperowi Lutkenhausowi).
After a mix up of the Men’s and Women’s 800m Medals Keely Hodgkinson receives her actual gold medal and returns Cooper Lutkenhaus’ medal to Team USA pic.twitter.com/XatoXsRa6I
— Preet Majithia (@preet_athletics) March 22, 2026
Pewnym niedociągnięciem w mojej opinii był też brak stałych (podanych wcześniej) godzin dekoracji, co nie ułatwiało dziennikarzom i kibicom życia. Niewypałem był też dołączony do pakietu komiks o Bronisławie Malinowskim, który został stworzony przez kogoś niemającego zielonego pojęcia o lekkiej atletyce. Być może dla laika jest to ciekawa pozycja, ale dla osób ze świata lekkiej atletyki (którzy je dostali) rażących błędów było mnóstwo.
Atmosfery panującej w toruńskiej hali nie odda żadna transmisja czy relacja. Przeżywanie wieczornych sesji na żywo to czysta lekkoatletyczna przyjemność. Rywalizacja na światowym poziomie, muzyka, reakcje publiczności – wszystko to naprawdę „robiło robotę”. Z pewnością niosło zawodników do sięgania swoich granic i walki do końca.

Halowe mistrzostwa świata to nie tylko rekordy, medale, wyniki, wygrani i pokonani. To ludzie, historie i momenty, które zwykle dzieją się poza kamerami, nagrywanymi rolkami i relacjami. Tak naprawdę widzimy tylko ułamek tego, co skrzętnie ukryte jest przed niepożądanym wzrokiem, a przez to tym łatwiej o komentarz i ocenę. To właśnie tam – między biegami, skokami, rzutami, wywiadami i błyskami fleszy, gratulacjami i pocieszeniami, dekoracjami i skrytym gdzieś płaczem, wybuchami radości i smutkiem – kryje się prawdziwa magia tego sportu.