The Speed Project to jedno z najbardziej szalonych i sekretnych wyzwań w świecie biegowym. Ponad 400 kilometrowa sztafeta, której zasady są ograniczone do minimum, doczekała się europejskiej odsłony – TSP Chamonix. Ekipa Swords Athletics stanęła na starcie po przygodę, a ostatecznie na metę wbiegła jako pierwsza.
Początek był zaskakująco szybki – przez miasto prawie wszyscy lecieli w tempie około 3:20/km. Potem zaczęły się pierwsze rozbieżności trasy, deszcz i pierwsze góry pokonywane w totalnej ciemności, gdzie kostki co najmniej trzy razy były o krok od skręcenia.
TSP Chamonix – czyli z Alp nad francuskie wybrzeże
Trzecia edycja TSP Chamonix ruszyła z malowniczego, francuskiego miasteczka Chamonix-Mont-Blanc leżącego u stóp najwyższego szczytu Alp. Metę wyznaczono w Marsylii, tym samym biegacze dosłownie zbiegali z gór nad morze. Zasady TSP są ograniczone do minimum – wystartuj na wspólnym starcie, dotrzyj na metę całą drużyną tak, by przez cały czas co najmniej jedna osoba biegła. Składy są klasyfikowane w trzech kategoriach – tylko kobiety, team OG czyli 3 kobiety, trzech mężczyzn oraz freestyle, czyli dowolna ilość i konfiguracja. Częstotliwość zmian nie jest narzucona – co 20, 10 czy 2 km i zależy od taktyki grupy. Po drodze, każda ekipa musiała zaliczyć 3 checkpointy – 2 w górach i jeden około 100 km przed Marsylią. Trasa pomiędzy checkpointami jest dowolna, stąd mądre zaplanowanie jej przebiegu jest kluczowym elementem przygotowań. Ekipie Swords Athletics, sklasyfikowanej w kategorii freestyle złożonej z Karola Klepackiego, Marka Ognia, Maksa Czyżykowskiego, Janka Witczaka, Roberta Szymańskiego i Jarka Diatela wyszło 440 km i 11,000 m przewyższeń, które pokonali w 36 godz. 55 min., co daje średnie tempo na poziomie 5:02 min/km. Chociaż zarzekają się, że nie mieli tego w planach, Swordsi dobiegli na metę pierwsi, z 1 godz. 40 min. przewagi nad drugim zespołem.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z galerii Karola Klepackiego.
„Chcieliśmy po prostu pobiec i przeżyć, a wygraliśmy TSP Chamonix”
Wiosną tego roku Swordsi stali się pierwszą polską ekipą, która ukończyła oryginalny The Speed Project, biegnący z LA do Las Vegas, o czym rozmawialiśmy w podcaście. Teraz, jako pierwsza polska drużyna zmierzyli się z europejską odsłoną, czyli TSP Chamonix. Oto ich relacje z biegu:
Karol Klepacki „To niesamowite że niespełna pół roku po pierwszym, wymarzonym starcie w TSP stajemy na starcie po raz drugi, a na mecie meldujemy się jako pierwsi. Nasza wygrana zaskoczyła chyba wszystkich, najbardziej nas samych. Nikt z nas nie przyjechał z nastawieniem na ściganie. Mimo, że od trzeciej godziny wyścigu prowadziliśmy to nikt nie zakładał, że uda nam się utrzymać pozycję. Dopiero rano po ok 26 godzinach biegu postanowiliśmy, że nie oddamy naszej pozycji i damy z siebie wszystko, by dobiec jako pierwsi na metę. Cała ekipa dała z siebie 100% i jestem niesamowicie dumny, że mogłem biec z tymi chłopakami i reprezentować swoją ekipę Swords Athletics na jednym z najbardziej poważanych biegów wśród naszego community”
Jarek „Początek był zaskakująco szybki – przez miasto prawie wszyscy lecieli w tempie około 3:20/km. Potem zaczęły się pierwsze rozbieżności trasy, deszcz i pierwsze góry pokonywane w totalnej ciemności, gdzie kostki co najmniej trzy razy były o krok od skręcenia. Ze wschodem słońca przyszły niesamowite widoki i coraz więcej podbiegów – część z nich nie była już nawet bieganiem, tylko wdrapywaniem się po kamiennych głazach. Na pierwszym checkpoincie czekało zaskoczenie: jesteśmy gdzieś w czołówce. Na drugim checkpoincie przyszła pierwsza konkretna informacja – prowadzimy. To info wraz z początkiem zbiegów mocno podbudowało. Z tym wbiegliśmy w noc z długimi zmianami i biegnącymi za tobą szczękającymi psami. Kolejny poranek przyniósł oficjalne potwierdzenie, że nadal jesteśmy na prowadzeniu. Wtedy zapadła decyzja: ścigamy się i próbujemy utrzymać pierwsze miejsce. Przed trzecim, ostatnim checkpointem przyszedł największy stres. Zgubiłem trasę w parku narodowym, a właściwie to zniknęła totalnie ścieżka. Przedzierałem się przez krzaki przez trzy kilometry, szukając jakiejkolwiek drogi i stresując się, że przez to stracimy prowadzenie. Ale później udało się odrobić stratę – zrobiliśmy szybszą zmianę na cztery osoby, zamiast standardowej trzyosobowej. Trzeci checkpoint, ostatnie mocne górki przed Marsylią, a potem już tylko miasto, plaża i finisz w morzu jako pierwsza drużyna na mecie.”
Robert „36h i 55min. Niesamowite, męczące, piękne, bolesne, deszczowe i słoneczne. Chcieliśmy ten bieg w zasadzie po prostu pobiec, przeżyć i skończyć, ale jakieś 7h po wystartowaniu dostajemy informację, która dla nas brzmi niedorzecznie, ale którą traktujemy coraz poważniej z każdym kilometrem, aż do morza w Marsylii. Dla mnie znaleźć się na starcie to już był niesamowity przywilej, a dobiec z moją ekipą jako pierwsi na metę to jakiś nieprawdopodobny bonus, o którym nikt z nas nawet nie marzył. Jestem ogromnie wdzięczny za te 1,5 doby w biegu, jak i cały wyjazd wokół niego. Wielka duma i zaszczyt. Zaskoczyć samego siebie to największa nagroda.”
TSP, TSP Chamonix, BTH i inne
Wraz ze wzrostem popularności biegania, a także rozwojem sceny klubów biegowych, powstaje coraz więcej inicjatyw zrzeszających biegaczy w mniej formalny i konwencjonalny sposób. Biegi sztafetowe, wyzwania grupowe, biegi organizowane przez społeczności to symbol rozwoju i zmian w biegowej społeczności, pokazują, że bieganie to sport drużynowy, a nie indywidualny. Wyniki z takich nieoczywistych biegów trudniej skwantyfikować i porównać, nie do końca wiadomo jak do nich trenować, ale dla mnie stanowią one sedno tego, czym powinno być bieganie amatorskie – aktywnością społeczną, która zachęca nas do rozwoju, rywalizacji i integracji.
Biegam od 3 lat i przez ten czas spróbowałem wszystkiego od szybkiej piątki do 110km ultramaratonu górskiego. Jestem fanem unikalnych wyzwań, sportu amatorskiego i gór. W bieganiu bardziej interesują mnie historie i emocje niż sprzęt i wyniki. Sport odmienił moje życie i teraz na Instagramie Oficjalnie Maćko motywuję innych do ruszania się.