new balance 880
 
12 listopada 2007 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

DONOS


Donos


Niedawna
eksmisja sióstr betanek w Kazimierzu wywołała u mnie mieszane uczucia. Z jednej
strony to chwalebne, że – jak doniosły media – wykryto i bezlitośnie
eksterminowano rodzącą się groźną sektę. Ale z drugiej strony sądzę, że sekta
byłych betanek to nic w porównaniu do sekty biegaczy. I dziwię się, że organy
państwa zajmują się słabymi liczebnie betankami, a pomijają w swych działaniach
grupę tak powszechną, tak niebezpieczną, jak biegacze.

kkk.jpg


Zaprawdę, w
dobie nasilającego się terroryzmu czuję się zmuszony donieść szanownym organom
o podejrzanym zachowaniu wyżej wymienionych. Czy nie jest dziwne, że spora
grupa obywateli wymyka się rankami lub wieczorami z domów, aby oddawać się
czynności tak moralnie dwuznacznej jak rytmiczne przebieranie kończynami
dolnymi? Już to, gdzie biegają, budzi pewne obawy. Niektórzy krążą po mieście –
czy nie jest tak, że pod pozorem dbania o zdrowie rozpoznają położenie obiektów
dla naszego państwa strategicznych? A potem wybuchają te bomby! Zwróćcie państwo
uwagę, ile ich w Stanach wybucha – a bo to gdzie najwięcej owych truchtaczy?


Inni biegają
w lasach, co chyba nie wymaga komentarza. Nie wiadomo, jakim perwersyjnym
czynnościom oddają się biegacze podczas samotnego pobytu wieczorem w lesie. Wciąż
czytam w „Fakcie”, że ktoś kogoś gonił, aby się obnażyć. I nawet jeśli większość
owych perwersów tylko truchta w tym lesie, to czy przydatny jest dla kraju
osobnik, który przedkłada towarzystwo drzew nad obecność ludzi?


Co niepokojące,
zjawisko biegania zdaje się narastać, mimo katolickiego charakteru naszej
ojczyzny. Biegający zdradzają objawy psychicznego spustoszenia spowodowanego
uzależnieniem: biegają mimo deszczu i śniegu, mimo własnej choroby lub narodzin
dziecka, mimo postu i mszy świętej, w Nowy Rok i w Boże Narodzenie. Nawet
doprowadzeni bieganiem do kontuzji podejmują powrót do nałogu, czasami zanim
kontuzja zostanie zaleczona. Co gorsza, zainfekowani bieganiem zarażają
kolejnych. Ojciec syna wciąga w szpony biegania, matka córkę, mąż kochankę, babcia
dziadka… Jest to ruch zorganizowany, odbywają się cykliczne sabaty pod
pozorem rozgrywania biegów ulicznych. Zaś pogański rytuał czczenia trzech tak
zwanych zwycięzców biegu to ewidentna drwina z Trójcy Świętej.


Jak
wiadomo, sekta to grupa świadomie izolująca się od społeczeństwa. Wypisz, wymaluj
– biegacze. Opuszczają dom rodzinny, by biegać, a po powrocie studiują tajne
plany treningowe, ekraniki swych zegarków, wykresy z GPS-ów, aby potem w
sekciarskim uniesieniu relacjonować współwyznawcom, że udało im się dociągnąć
do tętna 180! Unikają niebiegających, gardzą papierosem, zbierają się we własnym
gronie, omawiając Bóg wie jakie masońskie przedsięwzięcia. I dalej – jest to
grupa hierarchiczna, zupełnie jak typowa sekta. Łamiący trzy godziny w
maratonie stoi ponad tym, który nie łamie. Trener, czytaj – guru, stoi ponad
wyznawcami. Gdy wyjdzie najnowsza książka takiego, dajmy na to, Skarżyńskiego,
tuptacze masowo szturmują księgarnie, aby czerpać natchnienie ze słowa wodza.


I na koniec
– swoje zwyrodniałe hobby opisują przy pomocy pogańskiego, ezoterycznego słownictwa.
Zakresy, interwały, pronacja, supinacja, VO2max, yasso, mmole, skipy, achillesy
– któż zrozumie, o co tu chodzi? Ale pewne, że ma to coś wspólnego z czarną
magią.


Reasumując,
biegacze to Zło w najczystszej postaci, destrukcyjna sekta doprowadzająca do
zniszczeń fizycznych i psychicznych. I nawet jeśli okazałoby się, że nie
kieruje nimi zamiar negatywny, nawet jeśli – w co wątpię – biegają w dobrej wierze; jeśli nie
jest to hobby z założenia szkodnicze – to czy jest to prorodzinne?


Dlatego
uprzejmie donoszę, co wykryłem i proszę szanowny organ o wszczęcie postępowania
wyjaśniającego. A mówiąc wprost – wnioskuję o wytępienie tego robactwa, bo się
boję z dzieckiem wyjść na spacer, jak tyle tego lata w tę i z powrotem.