Krzysztof Brągiel
Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.

Dla jednych technologiczny doping, dla innych kolejny etap rozwoju. Buty z karbonową płytką, pomimo dekady na rynku, nadal rodzą pytania o swoją skuteczność. W stawce, poza rekordami życiowymi milionów biegaczy, są miliardy dolarów, po które sięgną te koncerny, które najlepiej przekonają amatorów, że to właśnie ich karbony to karbony najszybsze.
Pomimo że nie mam jeszcze umówionej kolonoskopii, to jestem tak stary, że doskonale pamiętam czasy, gdy półki w sklepach biegowych w segmencie „startówki” prezentowały modele na podeszwach cienkich jak papier. Zmianę kursu na zatopioną w grubej piance karbonową płytkę zapoczątkowało Nike. Podczas olimpijskiego maratonu w Rio (2016) w prototypie Vaporfly finiszowała pierwsza trójka mężczyzn, na czele z Eliudem Kipchoge, który stał się twarzą superszybkich butów rodem z Oregonu.

Jak przypominają znawcy tematu, Nike nie było pierwszą firmą w historii, która „majstrowała” przy butach do biegania, wykorzystując karbonowe dodatki. Była jednak pierwszą, która stworzyła skuteczny mechanizm płytki i grubej pianki, w którym karbon działa jak katapulta. Dodatkowo, dzięki przemyślanym działaniom marketingowym, Amerykanie potrafili przekonać do swojego pomysłu masy.
Do zbudowania w biegaczach amatorach przekonania, że to właśnie w Oregonie wymyślono najszybsze buty w historii, przyczyniły się m.in. próby złamania 2 godzin w maratonie. W roku 2017 we Włoszech się nie udało, ale już dwa lata później w Wiedniu Eliud Kipchoge, uzbrojony w model Alphafly, przebiegł 42 km w 1:59:40. Boom na karbony od Nike wśród amatorów biegania ruszył w najlepsze. Mimo że za parę trzeba było zapłacić „miliony monet”.
Jak w 2020 roku podawał portal bloomberg.com, w Japonii dotkliwie popularność Vaporfly’ów odczuły Asics i Mizuno. W popularnej sztafecie maratońskiej Hakone Ekiden liczba zawodników wyposażonych w buty z systemem Gel spadła z 51 w roku 2019 do 7 (!) podczas edycji 2020. Sytuacja wyglądała podobnie z butami Mizuno (24 biegaczy w roku 2019 i 9 w styczniu 2020). Szok po stronie uprzedzonej konkurencji nie trwał jednak długo i dziś to Nike ma powody do zmartwień. Podczas igrzysk w Paryżu (2024) na podium maratonu mężczyzn nie było żadnego zawodnika w butach tej firmy. Królowali natomiast: Tamirat Tola w adidas Adizero Adios Pro Evo, Bashir Abdi w Asics Metaspeed Edge Paris i Benson Kipruto, który podobnie jak zwycięzca miał na nogach startówki rodem z Niemiec.
Tegoroczny maraton londyński również pokazał przetasowania w branży. Pierwszymi ludźmi w historii, którzy w warunkach regulaminowego wyścigu złamali dwie godziny w maratonie, byli zawodnicy adidasa: Sabastian Sawe i Yomif Kejelcha. Na trzecim miejscu finiszował wyposażony w prototyp Nike Jacob Kiplimo.
Nike poniosło też w ostatnim czasie inną prestiżową porażkę. Chodzi o raport aplikacji Strava za 2025 rok, dotyczący najbardziej popularnych butów wykorzystywanych przez amatorów biegania. Pierwszy raz od dawna z pozycji lidera spadł Nike Pegasus, którego na szczycie zastąpił Asics Novablast. W Oregonie przygotowują się jednak do kontrofensywy. W oświadczeniu z tej wiosny czytamy, że marka prowadzi aktualnie zaawansowane testy prototypów i zamierza ponownie „zrewolucjonizować” bieganie. Gra toczy się o duże pieniądze. Według różnych analiz rynek butów biegowych wyceniany jest na kilkadziesiąt miliardów dolarów i w najbliższych latach jego wartość ma rosnąć.
Jeszcze nie tak dawno dyskusje na temat butów karbonowych bywały ostre. Wynikały one m.in. z faktu, że brakowało alternatyw dla Nike. Innymi słowy, jeśli chciałeś podkręcić swoje bieganie, musiałeś zapłacić potentatowi ze Stanów. Dochodziło do śmieszno-strasznych historii, gdy biegowi ambasadorzy brandów w mediach społecznościowych promowali Adidasa czy New Balance, a na zawody i tak cichcem zakładali obuwie z łyżwą, licząc, że nikt nie zauważy.
Brytyjska biegaczka Mara Yamauchi (z życiówką 2:23) grzmiała, że nie „ma już uczciwej konkurencji”. – Aktualnie nie chodzi o to, kto jest lepszym sportowcem, ale kto ma lepsze buty – powiedziała BBC Sport. Karolina Nadolska (rekordzistka Polski w półmaratonie – 69:18 z 2021 roku) w wywiadzie dla bieganie.pl mówiła z kolei o „dopingu technologicznym”. – Uważam, że światowe władze lekkiej atletyki zrobiły krzywdę biegom długim. Włożono nam do wkładek trochę technologicznego EPO i testosteronu – przekonywała.
– Nie jestem fanką tych butów. Jeśli w nich biegasz, oszukujesz, ponieważ nie korzystasz ze swojej siły. Nie ma dla mnie różnicy między dopingiem a używaniem butów nowej generacji – nie przebierała w słowach była rekordzistka świata w maratonie Tegla Loroupe z Kenii, cytowana w 2021 roku przez BBC Sport. Gorąco było także w dyskusjach bieżniowców, którzy doczekali się karbonowej wersji kolców. – To śmieszne, że pozwala się na ich używanie. Gdybym mógł w nich pobiec, złamałbym granicę 9,5 sekundy – mówił dla agencji Reutera podczas igrzysk w Tokio (2021) Usain Bolt.

Zaznaczmy, że finalnie działacze World Athletics, po początkowej wolnej amerykance w dokładaniu przez – nomen omen – Amerykanów pianki do butów, postanowili unormować tę kwestię. W przepisach, które ogłoszono na początku 2020 roku, ustalono m.in., że grubość podeszwy nie może przekraczać 40 mm (dla butów do biegów ulicznych). Dziś funkcjonuje specjalna lista modeli dopuszczonych do udziału w zawodach.
Po dekadzie od rewolucji zapoczątkowanej przez Nike karbony się opatrzyły i przestały generować napięcia między zawodnikami starej daty i nowej ery. Poza tym, że temat został uregulowany przez lekkoatletyczną centralę, zdecydowanie wzrosła dostępność superszybkich butów. Do tego stopnia, że swoją wersję obuwia z „innowacyjnym połączeniem wysokowydajnej podeszwy EVA i zintegrowanej płyty karbonowej” zaproponował Lidl. Dziś nikt nie pyta, czy nowa technologia pomaga, ale jak bardzo? W odpowiedzi na to pytanie prześcigają się naukowcy, którzy przygotowali na ten temat tysiące analiz.
Na początku tego roku w czasopiśmie Frontiers in Sports and Active Living pojawiła się szeroka metaanaliza 14 badań (wyselekcjonowanych z tysięcy) traktujących o wpływie superszybkich butów na bieganie (Kobayashi i współpracownicy). Pod uwagę wzięto w sumie 271 biegaczyw wieku od 18 do 45 lat (amatorów i zawodowców). W większości badań uczestnikami byli mężczyźni. Tylko jedno analizowało próbę wyłącznie kobiet. Wpływ butów badano przy prędkościach od 11 do 16 km/h.
Z analizy 14 opracowań wynika, że nowa technologia w obuwiu poprawia jakość biegu o 2,5–3%, co na dystansie maratonu może przełożyć na wynik lepszy o około 1–2 minuty.

Korzyści te mają wynikać z faktu, że płytka karbonowa działa jak dźwignia poprawiająca efektywność wybicia z palców. W połączeniu z grubymi podeszwami środkowymi wykonanymi z pianek powstaje układ sprężyn, który skutecznie magazynuje i oddaje energię – przekonują naukowcy. Autorzy podkreślają jednocześnie, że wciąż nie wiadomo, jaka część poprawy osiągów wynika z działania płytki karbonowej, jaka z właściwości pianki, a jaka z profilu podeszwy (który preferuje agresywniejsze bieganie na śródstopiu). Wszystkie trzy elementy muszą funkcjonować jako jeden zintegrowany system, poprawiający efektywność biegu – twierdzą badacze.
Z analiz wynika też, że duże znaczenie ma waga biegacza. U cięższych zawodników (powyżej 75 kg) pianka ulega większemu zgięciu, co zmniejsza jej sprężystość i może praktycznie niwelować przewagę wynikającą z zastosowania płytki. Dlatego też autorzy sugerują, że kolejna generacja obuwia powinna wykorzystywać płytki o różnej sztywności oraz pianki o różnej gęstości, dostosowane do masy ciała użytkownika, aby optymalizować osiągi w różnych przedziałach wagowych.
Buty z karbonowym dodatkiem robią furorę na ulicy, ale odniosły też spektakularny sukces na bieżni. Podczas igrzysk w Tokio (2021) dużo mówiło się o superkolcach przy okazji rekordu świata Karstena Warholma na 400 m przez płotki (45.94). – Płytka zwiększa sprężystość i dodaje trochę centymetrów do odbicia. W związku z tym obecni płotkarze rytm kluczowych 13 kroków mogą utrzymywać łatwiej niż jeszcze kilka lat temu. Walczą bardziej o prędkość niż o odległość – mówił Marek Plawgo w rozmowie z TVPSPORT.PL.
Zarówno w przypadku asfaltu, jak i bieżni, mówimy o bieganiu po twardej, stabilnej nawierzchni. Co jednak w przypadku, gdy z nowoczesnej technologii skorzystamy w szeroko pojętym trailu (przełaju)?
Tematem zajęli się Clément Jaboulay i Marlène Giandolini z Salomon Sciences Lab we Francji. W opublikowanym w 2025 roku w Footwear Science badaniu wzięto pod uwagę dziesięciu wytrenowanych biegaczy górskich. Wykonywali oni próby w dwóch rodzajach obuwia – z płytką karbonową i bez niej – zarówno na płaskim odcinku (przy prędkości ok. 12 km/h), jak i na podbiegu (ok. 8 km/h). Dodatkowo zbadano zachowanie biegaczy na niestabilnym podłożu, symulującym techniczne szlaki.
Naukowcy stwierdzili, że zastosowanie płytki karbonowej w butach trailowych nie przynosi żadnych korzyści metabolicznych na płaskich, trailowych odcinkach, natomiast podczas biegu pod górę zwiększa koszt energetyczny o około 2%. Autorzy opracowania przekonują, że z biomechanicznego punktu widzenia płytka karbonowa nie stabilizowała stawu skokowego ani nie poprawiała kontroli pracy stawów. Co więcej, zwiększona sztywność mogła ograniczać zdolność stopy do dopasowania się do nierówności terenu, zmuszając biegaczy do wydatkowania dodatkowej energii na utrzymanie stabilnego wzorca ruchu.
Badania, takie jak Effects of a Carbon-Plated Racing Shoe on Running Economy at Slower Running Speeds (The International Journal of Exercise Science, 2022), przekonują, że buty z karbonową płytką są tym skuteczniejsze, im wyższa jest prędkość biegu. Naukowcy z Uniwersytetu w Austin przebadali 16 biegaczy amatorów (po 8 kobiet i mężczyzn) przy prędkościach 12 km/h (tempo 5:00/km) oraz 10 km/h (tempo 6:00/km). Z pomiarów wynikło, że przy prędkości 12 km/h buty poprawiają ekonomię biegu o 1,4%, ale już przy 10 km/h o 0,9%.

Badacze porównali uzyskane dane z testem Nike z 2017 roku, w którym pod lupę wzięto 18 zawodników wyczynowych. Wtedy uczestnikom badania zalecono prędkości znacząco wyższe, bo 14–18 km/h. W tym przypadku zysk z zastosowania karbonowej technologii wyniósł między 2,7 a 4,2%. Nasuwa się więc pytanie, czy w przypadku osób pokonujących maraton w 4 godziny i wolniej inwestycja w kosztowne modele ma sens? W podcaście bieganie.pl dyskutowali na ten temat nasi eksperci: Henryk Szost i Darek Korzeniowski. Ich zdaniem kluczowe w korzystaniu z agresywnych butów „na sprężynach” jest odpowiednie przygotowanie aparatu ruchu.
– Podam przykład maratonu w Londynie, który pobiegłem rekreacyjnie na wynik w okolicach 3 godzin, i miałem okazję mijać wielu amatorów. Na 30 km mnóstwo ludzi stało i rozciągało „dwójkę” i łydkę. Noga nie wytrzymała karbonu. Motor napędowy, czyli tylne pasmo, tego wszystkiego nie wytrzymywał. Fajnie było do 20–25 km, ale później nieobiegana noga dała o sobie znać – mówił Szost.
– Buty startowe z karbonem? Jak najbardziej tak, ale dopiero w momencie, gdy jesteś już na tyle gotowy, silny, żeby spokojnie przebiec 10 km na śródstopiu. Achilles ci nie pęknie. Ale jeśli chcesz na dzień dobry rozpoczynać od rozbiegań w karbonach po 6:30–7:00/km, pytam: po co? Moim zdaniem nie ma to sensu – podsumował Korzeniowski.
Więcej o tym, jak wybrać buty do biegania, znajdziecie w podcaście Cała prawda o butach do biegania – Bank Wiedzy o Bieganiu Podcast – Bieganie.pl.