Tydzień 20.04-26.04.2026 Bieganie dystans 46 km, czas 05:39
Poniedziałek wolne
Wtorek podbiegi na bieżni 4x1 min 8%/ 2 min = 6 km czas 38 min
Spokojne bieganie na bieżni.
Środa easy 7,5 km czas 41 min
Jakoś ciężko się biegało, chyba lekki stres zaczął się udzielać.
Czwartek wolne
Rowerem do pracy 2x12 km
Piątek wolne
Przejazd do Szczawnicy, odbiór pakietów startowych a później pakowanie plecaka na zawody.
Sobota Żwawe Wierchy 33 km czas 4:18
Spaliśmy w Jaworkach, więc miałem pobudkę o 5:00, żeby zdążyć na busa o 6:30. Według prognoz miało być słonecznie i 19 stopni więc zdecydowałem się na krótkie spodenki i koszulkę oraz rękawki i rękawiczki, bo strasznie marznę w dłonie.
Założyłem stary plecak, do którego wsadziłem z przodu dwa flaski 0,5 l. W jednym miałem elektrolity a w drugim rozrobione węgle 90 gramów. Drugą porcję węgli miałem we flasku 250 ml, które miałem przelać do większego flaska na punkcie żywieniowym.
Na starcie złapałem się z Michałem i ruszyliśmy razem. Tłum ludzi i od razu podbieg więc nie miało się to gdzie rozłożyć. Michał bieg przodem i torował drogę krzycząc: lewa idzie, prawa biegnie. Utrzymałem jego tempo przez 3 km i zwolniłem, żeby nie zajechać się.
Na Prehybie byłem po 1:40 12 km i 5 minut przelewałem żele do większego flaska. To ręce uwaliłem, to nie mogłem zakręcić flaska i schować go do plecaka.
Z Prehyby czekał mnie długi zbieg do Jaworek i chyba najpiękniejszy odcinek trasy z widokiem na ośnieżone Tatry. Cudnie było. W trakcie zdjąłem rękawiczki i rękawki.
W Jaworkach czekało mnie podejście pod Durbaszkę, które było bardzo strome (trochę mnie zaskoczyło). Do punktu dotarłem po 1:20, czyli 3h biegu 22,2 km, ten czas oznaczał, że już nie złamię 4h. Do końca biegu zostało mi jeszcze 10 km z paroma górkami. Na Durbaszce łączyły się inne dystanse i zaczęło się robić tłoczno. Ten odcinek znałem już dobrze i tylko czekałem ostatniej górki z linami. Złożyłem kijki i przepchnąłem się jakoś do przodu. Wiem, że później był tam spory tłok i ludzie stali w kolejce.
Po 4h byłem już w Szczawnicy i już spokojnie biegłem do mety wzdłuż rzeki, chyba najgorszy odcinek. Został jeszcze podbieg chodnikiem pod uzdrowisko i schody, kto to wymyślił?
Zdecydowanie start z parkingu i początek przy rzece był lepszy, na pewno biegnie się go szybciej + dodatkowa rozgrzewka
Bieg super pewnie wrócę tu za rok i chyba na ten sam dystans.
PS 1 Zamówiłem drugi plecak 10 l z Decathlonu, tak żeby mieć wszystko pod ręką oraz móc zamocować kołczan na kijki.
PS 2 Michał złamał 4h, gratulacje dla niego
Niedziela wolne