Teraz jest Pn, 16 grudnia 2019, 15:06

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 379 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 22, 23, 24, 25, 26
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli in hell i'll be in good company
Nowy postNapisane: Pt, 11 października 2019, 09:50 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4158
Lokalizacja: zzewszont
październik miesiącem oszczędzania.

Motto:
--popełniłem już wszystkie możliwe błędy a te niemożliwe już czekają w kolejce do popełnienia--

jestem gorszy od polityka, nie dość, że obiecuję to jeszcze dotrzymuję a że parę tygodni po czasie ?
...cóż, przykryjmy to grubym pledem wstydu.
chciałoby się powiedzieć, że tyleeee się wydarzyło w ostatnich kilku tygodniach, że nie było kiedy chwycić, za klawiaturę, ale wiadomo, kombinacja lenistwa, niemocy, pustki we łbie to przerażające combo.
szczególnie ta pustka i niemoc w placach.
teraz jakby to tak pięknie ująć po polsku, cofamy się do tyłu i zerkamy wstecz przez ramię tandety.
Felek śpiewał - nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak, czemu zgasło też nie wie nikt …
tak też było ze mną wszystko było dobrze, aż nagle było niedobrze.
ostatni ciężki trening przewaliłem, miało być 16km w TM około 4:16 dałem rade 12 km w tym tempie, ale tętno było już w okolicach T10 a ja byłem zgon.
to były okolice połowy września a ja stwierdziłem, że muszę złapać trochę oddechu.
po 15 tygodniach orki z pomocą Kierownika, wyciągnąłem się jak ten munchausen ręką za włosy z bagna niemocy, ale trzeba było powiedzieć w końcu - pass.
potrzebowałem chwili oddechu, jednak nie do końca jestem taki ajon men jak mi się wydawało.
posypała mi się też lekko lewa łydka i wciąż dokucza, nie mocno, nie słabo, taki constans.
lekki ból jest i ani nie chce się więcej nasilić, ale też i zejść nie chce.
i to chyba tyle w temacie zaległego biegania.
aktualnie reprezentuję formę wszystko ciężko, być może jednak organizm trawi jeszcze te 15 tygodni i w końcu ruchnie się to tak, jakby foucolt chciał ale póki co jest ciężko.
październik miesiącem roztrenowania więc plumkam coś 4-5 dni w tygodniu, podbiegi, ostatnio 20x100m100 metrów, miało być 20x100/200 ale jak się czytać nie umie….
wczoraj piramidka 1/2/3/4/5/4/3/2/1 min, wszystko to idzie ciężko i nijako.
o podbiegi wpadły dwa razy, to to akurat lubię po tych 10x200 to nogi miętkie miałem jak niektórzy sumienie.
ale to może i dobrze, jak ma tak iść słabo to teraz jest najlepszy na to czas.
generalnie bieganie z Michałem uważam za bardzo dobry pomysł.
od dawien dawna nie biegałem na takim wysokim poziomie, można by powiedzieć, że te 15 tygodni było lepszych od ostatnich 5 lat.
do przemyślanie jest tylko jakie długie robić cykle przygotowawcze przed startem, bo wygląda na to, że 15 tyg to jest max.
kolejna sprawa, akcenty maksymalnie dwa myślę maksymalnie, ale długie bieganie połączone z akcentem, czyli coś do polizania z lizaków od danielsa.
ale,
kierunek, droga- jak za PRL jedyna słuszna i nic kurwa, żadni dawni towarzysze, nie zawrócą nas z raz obranego celu.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli in hell i'll be in good company
Nowy postNapisane: Śr, 23 października 2019, 13:00 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4158
Lokalizacja: zzewszont
zasmarkaniec

tak i oto wujek robert się zepsuł.
niby nie mocno, niby delikatnie, ale biegać nawet za chiny ludowe się nie dało.
po delikatnym roztrenowaniu, wróciłem do delikatnego biegania i było dobrze.
każdy to zna, było.
w zeszły poniedziałek biegałem 20x100m/200 metrów na stadionie, jakoś bez specjalnego żyłowania,
powiedziałbym, iż nawet delikatnie, po około 21/22 sek na 100m.
generalnie dla mnie to szybko, bo ja bardzo rzadko biegałem takie treningi i zawsze brakowało mi takiej zwykłej szybkości.
speed demon to na pewnie nie ja- ja po drugiej stronie skali, kiedyś byłem typem endurance monster.
pamiętam jak przygotowywałem się do pierwszego GWINTa to potrafiłem tydzień w tydzień biegać treningi np- sobota 6x1450m podbieg solidny całość kolo 21 km a niedziela 45km w terenie po 5:10 na tętnie 133.
i tak 4- 5 tygodni pod rząd, i nic, nie strzykało, nigdzie nie bolało, nie płakało.
albo taki trening 60km w terenie po 5:24 a po nim jeszcze na 20km roweru poszedłem.
inna sprawa, że tak zacząłem dokładać i kombinować, ze tylko spierdoliłem wszystko na sam koniec i zamiast być w pierwszej 5tce np. byłem 26. faktem kolejnym jest, że spadłem z dziesięć miejsc po tym jak koło setnego kilometra dołożyłem sobie kolejne 4 no i po balu panno lalu.
skończyłem ostatecznie 26sty
w każdym razie to było dawno, dawno, temu - teraz jestem raczej tylko monster.
niemniej seteczki weszły lepiej niż panu gienkowi w barze pod zgniłym ogórem,
można by rzec bez popitki, ino chleba wystarczyło powąchać.
wtorek było dobrze, środa podbiegi.
i zaczęło na rozgrzewce przed podbiegami kłuć w dupsku.
czasy teraz takie, że nawet nie byłem specjalnie zaskoczony, włączysz pan interneta i co drugi chwali się teraz, że go kłują w tyłek, ale jednak trochę zaskoczony byłem tym faktem niemiło, bo nic nie wskazywało na zażycie jakichś rozkoszy- a tu proszę dupsko boli.
jako, żem twardy jest, jeszcze bardziej niż głupi, postanowiłem kontynuować i pielęgnować dalej ten ogród rozkoszy ziemskich pana boscha.
10x200 metrów podbiegu weszło, ale od szóstego dosłownie ze łzami w oczach.
ale jak już zdążyłem się pochwalić, odporność na ból mam większą niż na rozum, więc skończyłem pochlipawszy trochę z cicha, nawet się dużo przy tym nie posmarkałem.
i tu w zasadzie koniec piosenki bo okazało się w czwartek, że co głupiemu po rozumie skoro jego nie ma.
za to został ból dupy taki, iż w rzeczony już czwartek, mimo osmarkania się a jakże po raz kolejny, już nie dałem rady zrobić więcej niż jakieś 300 może 302,5 metra.
za to ból też se postanowił pobiegać i umiejscowił się gdzieś w prawym boku.
znaczy, skończyły się żarty zaczęły się narty.
błyskawicznie zasięgnąłem konsultacji specjalisty i już za chwilę czytałem milion porad co to mnie może napierdalać i dlaczego.
drogą dedukcji i indukcji wyszło, że to tak zwany pas boczny i pomaga na niego rolowanie. solidne.
i tu chuj, okazało się, iż solidnie to wyrolował wszystkich jeden pan z panią co to firmę mieli gdzie tam inny panowie ciągnęli im. takie to czasy, że nawet pociągnąć to nie potrafi już nikt porządnie, bo potem wyszło, że owszem ciągnęli, ale tylko samolot, i to nawet nie oni tylko jakieś podróby ubrane na żółto.
wszędzie przebierańcy.
także nawet na tym polu, są zdecydowanie lepsi ode mnie.
znów pochlipawszy z cicha, porolowałem się na tym pomarańczowym co mam, ale też to jakaś pierdolona masakra, bo ten ból to w takim miejscu, że ja zanim wlezę na tego jebanego rolera, to wszystkiego mi się odechciewa. jak jakiś pierdolony hudini muszę się gimnastykować.
jeszcze kijem się po tym traktuje, bo jak wiadomo powszechnie kij najlepszy lekarz, na wszystko.
ale powoli jakby mniej bolało, inaczej i jak przebiegłem na próbę ze 100m dzisiaj to już się tak nie osmarkałem jak ostatnio. jutro próba delikatna będzie powolnego powrotu do rzeczywistości.
ahoj przygodo.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli in hell i'll be in good company
Nowy postNapisane: Cz, 14 listopada 2019, 10:31 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4158
Lokalizacja: zzewszont
taki piszę i piszę tego wpisa po raz n-ty i chęci nie mam żadnych do klepania w klawiaturę.
szczególnie po porannej lekturze przepychanek na forum, czytam i powoli oczom przestaję wierzyć.
zaglądając tutaj przez ładnych parę lat, przyzwyczaiłem się już do różnych nocy długich klawiatur,
sam mam prędkie palce i nieraz potrafiłem palnąć różne rzeczy, nie zawsze ładne, ale jednak w 99% przypadków gdzieś tam chwila refleksji zawsze po tym była.
nikt mi nie dał prawa ocenia postawy i zachowania poszczególnych osób, więc daruję sobie jakieś pseudo analizy, ale faktem jest, że po prostu odechciewa się pisać, bo kogo to tak naprawdę interesuje, jak mam wrażenia, że nawalanka w paru wątkach jest zdecydowanie ciekawsza.
Smutne to.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli in hell i'll be in good company
Nowy postNapisane: Śr, 11 grudnia 2019, 10:55 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4158
Lokalizacja: zzewszont
rakiety i sztachety.

Już nie pamiętam, które to były Igrzyska Olimpijskie, a może mistrzostwa świata ?
ale nie data jest ważna ani impreza a postać.
Człowiek drugiego planu w tym wypadku.
To był ten czas kiedy Korzeniowski został mistrzem czegoś tam ważnego na 50 kilometrów w pięknym stylu, abstrahując kompletnie już od tego, że ten chód sportowy to fatalna konkurencja jak dla mnie, ani to ładne, ani wymierne, za to pokraczne strasznie.
No ale do brzegu, więc pamiętam jak tam za Korzeniowskim „przyszedł” ruski.
Walka na trasie była straszna, gonił go ten rusek i gonił i nie dogonił.
Za to na mecie był tak wyjebany, że nie miał sił się nawet wypierdolić.
Stał chyba tylko siłą woli, jakby mu motyl siadł na ramieniu, to na 100 procent byłby jak ten wilk co to z zającem kiedyś też po stadionie się ganiali i mu motylek na sztandze siadł.
Ten obraz tego ruskiego jak tak stoi w tym słońcu i słania się na nogach nie mając sił się wypierdolić zawsze staje mi się przypomina po ciężkim treningu.
Powinna być taka skala potreningowa - wyjebany jak ruski od 1 do 10
ja wczoraj po podbiegach nawet się nie zbliżyłem do polowy skali, ale i tam miałem dość.
Jak siadłem na schodach celem pogłaskania kota, to wstać nie mogłem przez parę minut.
Znaczy trening było taki jaki miał być, do domu dał wrócić, ale niewiele ponadto.

To już chyba czwarty tydzień kiedy wróciłem do biegania, noga jeszcze pobolewała jakiś czas,
ale od parunastu dobrych dni, śladu nie ma najmniejszego po bólu, więc robię swoje i zaczynam zabawę od nowa.
Poczśtki jak zwykle ciężkie po powrotach, tętno w kosmosie, ja słaby jak kuropatwa, noga nie kręci, ale też i niczego innego się nie spodziewałem, więc jakoś specjalnie nie jestem niczym zdziwionym.
Najważniejsze, że można już wrócić do regularnego biegania i zabawa zaczyna się od nowa.
Taka never ending story z tego się robi.

Póki co dużo było spokojnego biegania, parę akcentów w tym np. 6 kilometrów ciąglego który miał być w drugim zakresie czy tam inaczej pisząc w TM co przekłada się u mnie na jakieś 160 bmp a został przewieziony totalnie, bo ostatni chyba kilometr kończyłem już na 176, no ale niech pierwszy rzuci adidasem ten co to po takim powrocie, od razu nie chciał sprawdzić jak tam forma.
Po sprawdzeniu, okazało się, że nie ma czego sprawdzać, więc zostaje droga smętna, żmudna i mało ciekawa, za to sprawdzona. Spokojne podbijanie bębenka.
Póki co dużo siły biegowej, jak wczorajsze 15x200m podbiegu całkiem przyzwoitego, około 10m up na te 200m plus bonus w postaci wiatru w pysk. Ten wiatr mnie tak rozmontował wczoraj, ale w tym wypadku nic to nie zaszkodziło a wręcz pomogło sądząc po dzisiejszych nogach.
W piątek chciałbym pobiegać takie szybkie delikatne podbiegi 20x170m bo taką mam prostą koło domu, lekko 2-3 metry pod górę na odcinku, ale przy dynamicznym bieganiu, czuć to mocno.

Koncepcje mam taką a Kierownik potwierdził, ze niegłupia ona, żeby robić tylko dwa jakościowe treningi w tygodniu w tym długie bieganie połączone z treningiem tempa mocy czy tam innej zarazy.
Jeżeli nie będzie innych wytycznych to rozbiję to chyba na wtorek i piątek, gdyż ponieważ, w poniedziałek po tygodniu w pracy wyglądam jak ten ruski na mecie, wyjebany jak sfrustrowany leszcz i lepiej zrobić rozbieganie spokojne niż się katować.
Potem wtorek konkret , środa czwartek, spokojne kilometry i piątek znów w łeb długo i solidnie do tego. Do tego co czwarty tydzień zdecydowane zejście z kilometrów -taki wywczas wtedy.
W moim wieku to najważniejszą jednostką treningową jest regeneracja, więc nie ma już co napierdalać treningów dzień po dniu na maksa, jest szansa, że na takim planie dużo więcej się ugra.

Do 13 stycznia biegam bez wprowadzeniowo a od trzynastego, cykl 15 tygodniowy do Blackpool Marathon 25 kwietnia z połówką w Liverpool po drodze 16 marca bodajże.
Być może sobotę 4 stycznia będę miał wolną od kamieniołomów, więc polecę wtedy parkruna, z treningu bez tam żadnego kombinowania z luzowanie, ale coś tedy też pokaże gdzie jestem (o ile nie będzie wiało jak od tygodnia 60-70km/h w porywach)

Jak już się tak spowiadam, to wyznam jeszcze, iż zanabyłem metodą wymiany biletów płatniczych- Hoki Carbon Rockety. Pierwsze wrażenie – twarde, wygodnie, szybkie, ale bardzo twarde.
Być może trzeba chwilę się do nich przyzwyczaić, raptem dwa czy tam trzy treningi w nich zrobiłem, ale nie wiem jeszcze czy jestem z nich zadowolony bardzo bardzo czy tylko tak se.

No i po ostatniej aktualizacji windowsa, dostałem takiego wkurwu, że pogoniłem w pizdu z komputera na amen. Sformatowałem cały dysk włącznie z partycją odzyskiwania i zainstalowałem linuxa.
Czyli wróciłem do korzeni. No wracałem prawie dwa tygodnie, inna sprawa, bo chyba przeleciałem wszystkie główne dystrybucje w różnych odmianach, aż w końcu stanęło na Manjaro mint i jestem więcej niż zadowolony.
Piszę o tym dlatego, iż w końcu też zaczął mi działać normalnie Golden Cheetach.
Przymierzałem się parę razy już do niego ( to jest program do analizy potreningowej darmowy, na wszystkie platformy ) ale na kompie z windą strasznie mulił, a do tego niestety nie zachęca on nowych użytkowników swoim wyglądem początkowym i intuicyjnością, ale po tym jak przysiadłem chwilę do niego jestem więcej niż zachwycony.
Program jest niesamowity i żadnego innego tak dobrego nie spotkałem. Do tego działa offline. Oby było tylko co analizować w nim. Ale polecam każdemu kto chce się pobawić w konkretną analizę swoich treningów.

I to tyle mój motyle, co u mnie.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 379 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 22, 23, 24, 25, 26

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL