Teraz jest Wt, 10 grudnia 2019, 02:08

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 378 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 22, 23, 24, 25, 26
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli in hell i'll be in good company
Nowy postNapisane: Pt, 11 października 2019, 09:50 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4150
Lokalizacja: zzewszont
październik miesiącem oszczędzania.

Motto:
--popełniłem już wszystkie możliwe błędy a te niemożliwe już czekają w kolejce do popełnienia--

jestem gorszy od polityka, nie dość, że obiecuję to jeszcze dotrzymuję a że parę tygodni po czasie ?
...cóż, przykryjmy to grubym pledem wstydu.
chciałoby się powiedzieć, że tyleeee się wydarzyło w ostatnich kilku tygodniach, że nie było kiedy chwycić, za klawiaturę, ale wiadomo, kombinacja lenistwa, niemocy, pustki we łbie to przerażające combo.
szczególnie ta pustka i niemoc w placach.
teraz jakby to tak pięknie ująć po polsku, cofamy się do tyłu i zerkamy wstecz przez ramię tandety.
Felek śpiewał - nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak, czemu zgasło też nie wie nikt …
tak też było ze mną wszystko było dobrze, aż nagle było niedobrze.
ostatni ciężki trening przewaliłem, miało być 16km w TM około 4:16 dałem rade 12 km w tym tempie, ale tętno było już w okolicach T10 a ja byłem zgon.
to były okolice połowy września a ja stwierdziłem, że muszę złapać trochę oddechu.
po 15 tygodniach orki z pomocą Kierownika, wyciągnąłem się jak ten munchausen ręką za włosy z bagna niemocy, ale trzeba było powiedzieć w końcu - pass.
potrzebowałem chwili oddechu, jednak nie do końca jestem taki ajon men jak mi się wydawało.
posypała mi się też lekko lewa łydka i wciąż dokucza, nie mocno, nie słabo, taki constans.
lekki ból jest i ani nie chce się więcej nasilić, ale też i zejść nie chce.
i to chyba tyle w temacie zaległego biegania.
aktualnie reprezentuję formę wszystko ciężko, być może jednak organizm trawi jeszcze te 15 tygodni i w końcu ruchnie się to tak, jakby foucolt chciał ale póki co jest ciężko.
październik miesiącem roztrenowania więc plumkam coś 4-5 dni w tygodniu, podbiegi, ostatnio 20x100m100 metrów, miało być 20x100/200 ale jak się czytać nie umie….
wczoraj piramidka 1/2/3/4/5/4/3/2/1 min, wszystko to idzie ciężko i nijako.
o podbiegi wpadły dwa razy, to to akurat lubię po tych 10x200 to nogi miętkie miałem jak niektórzy sumienie.
ale to może i dobrze, jak ma tak iść słabo to teraz jest najlepszy na to czas.
generalnie bieganie z Michałem uważam za bardzo dobry pomysł.
od dawien dawna nie biegałem na takim wysokim poziomie, można by powiedzieć, że te 15 tygodni było lepszych od ostatnich 5 lat.
do przemyślanie jest tylko jakie długie robić cykle przygotowawcze przed startem, bo wygląda na to, że 15 tyg to jest max.
kolejna sprawa, akcenty maksymalnie dwa myślę maksymalnie, ale długie bieganie połączone z akcentem, czyli coś do polizania z lizaków od danielsa.
ale,
kierunek, droga- jak za PRL jedyna słuszna i nic kurwa, żadni dawni towarzysze, nie zawrócą nas z raz obranego celu.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli in hell i'll be in good company
Nowy postNapisane: Śr, 23 października 2019, 13:00 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4150
Lokalizacja: zzewszont
zasmarkaniec

tak i oto wujek robert się zepsuł.
niby nie mocno, niby delikatnie, ale biegać nawet za chiny ludowe się nie dało.
po delikatnym roztrenowaniu, wróciłem do delikatnego biegania i było dobrze.
każdy to zna, było.
w zeszły poniedziałek biegałem 20x100m/200 metrów na stadionie, jakoś bez specjalnego żyłowania,
powiedziałbym, iż nawet delikatnie, po około 21/22 sek na 100m.
generalnie dla mnie to szybko, bo ja bardzo rzadko biegałem takie treningi i zawsze brakowało mi takiej zwykłej szybkości.
speed demon to na pewnie nie ja- ja po drugiej stronie skali, kiedyś byłem typem endurance monster.
pamiętam jak przygotowywałem się do pierwszego GWINTa to potrafiłem tydzień w tydzień biegać treningi np- sobota 6x1450m podbieg solidny całość kolo 21 km a niedziela 45km w terenie po 5:10 na tętnie 133.
i tak 4- 5 tygodni pod rząd, i nic, nie strzykało, nigdzie nie bolało, nie płakało.
albo taki trening 60km w terenie po 5:24 a po nim jeszcze na 20km roweru poszedłem.
inna sprawa, że tak zacząłem dokładać i kombinować, ze tylko spierdoliłem wszystko na sam koniec i zamiast być w pierwszej 5tce np. byłem 26. faktem kolejnym jest, że spadłem z dziesięć miejsc po tym jak koło setnego kilometra dołożyłem sobie kolejne 4 no i po balu panno lalu.
skończyłem ostatecznie 26sty
w każdym razie to było dawno, dawno, temu - teraz jestem raczej tylko monster.
niemniej seteczki weszły lepiej niż panu gienkowi w barze pod zgniłym ogórem,
można by rzec bez popitki, ino chleba wystarczyło powąchać.
wtorek było dobrze, środa podbiegi.
i zaczęło na rozgrzewce przed podbiegami kłuć w dupsku.
czasy teraz takie, że nawet nie byłem specjalnie zaskoczony, włączysz pan interneta i co drugi chwali się teraz, że go kłują w tyłek, ale jednak trochę zaskoczony byłem tym faktem niemiło, bo nic nie wskazywało na zażycie jakichś rozkoszy- a tu proszę dupsko boli.
jako, żem twardy jest, jeszcze bardziej niż głupi, postanowiłem kontynuować i pielęgnować dalej ten ogród rozkoszy ziemskich pana boscha.
10x200 metrów podbiegu weszło, ale od szóstego dosłownie ze łzami w oczach.
ale jak już zdążyłem się pochwalić, odporność na ból mam większą niż na rozum, więc skończyłem pochlipawszy trochę z cicha, nawet się dużo przy tym nie posmarkałem.
i tu w zasadzie koniec piosenki bo okazało się w czwartek, że co głupiemu po rozumie skoro jego nie ma.
za to został ból dupy taki, iż w rzeczony już czwartek, mimo osmarkania się a jakże po raz kolejny, już nie dałem rady zrobić więcej niż jakieś 300 może 302,5 metra.
za to ból też se postanowił pobiegać i umiejscowił się gdzieś w prawym boku.
znaczy, skończyły się żarty zaczęły się narty.
błyskawicznie zasięgnąłem konsultacji specjalisty i już za chwilę czytałem milion porad co to mnie może napierdalać i dlaczego.
drogą dedukcji i indukcji wyszło, że to tak zwany pas boczny i pomaga na niego rolowanie. solidne.
i tu chuj, okazało się, iż solidnie to wyrolował wszystkich jeden pan z panią co to firmę mieli gdzie tam inny panowie ciągnęli im. takie to czasy, że nawet pociągnąć to nie potrafi już nikt porządnie, bo potem wyszło, że owszem ciągnęli, ale tylko samolot, i to nawet nie oni tylko jakieś podróby ubrane na żółto.
wszędzie przebierańcy.
także nawet na tym polu, są zdecydowanie lepsi ode mnie.
znów pochlipawszy z cicha, porolowałem się na tym pomarańczowym co mam, ale też to jakaś pierdolona masakra, bo ten ból to w takim miejscu, że ja zanim wlezę na tego jebanego rolera, to wszystkiego mi się odechciewa. jak jakiś pierdolony hudini muszę się gimnastykować.
jeszcze kijem się po tym traktuje, bo jak wiadomo powszechnie kij najlepszy lekarz, na wszystko.
ale powoli jakby mniej bolało, inaczej i jak przebiegłem na próbę ze 100m dzisiaj to już się tak nie osmarkałem jak ostatnio. jutro próba delikatna będzie powolnego powrotu do rzeczywistości.
ahoj przygodo.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli in hell i'll be in good company
Nowy postNapisane: Cz, 14 listopada 2019, 10:31 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4150
Lokalizacja: zzewszont
taki piszę i piszę tego wpisa po raz n-ty i chęci nie mam żadnych do klepania w klawiaturę.
szczególnie po porannej lekturze przepychanek na forum, czytam i powoli oczom przestaję wierzyć.
zaglądając tutaj przez ładnych parę lat, przyzwyczaiłem się już do różnych nocy długich klawiatur,
sam mam prędkie palce i nieraz potrafiłem palnąć różne rzeczy, nie zawsze ładne, ale jednak w 99% przypadków gdzieś tam chwila refleksji zawsze po tym była.
nikt mi nie dał prawa ocenia postawy i zachowania poszczególnych osób, więc daruję sobie jakieś pseudo analizy, ale faktem jest, że po prostu odechciewa się pisać, bo kogo to tak naprawdę interesuje, jak mam wrażenia, że nawalanka w paru wątkach jest zdecydowanie ciekawsza.
Smutne to.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 378 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 22, 23, 24, 25, 26

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL