Teraz jest So, 24 października 2020, 20:26

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 421 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20 ... 29  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 13 listopada 2013, 18:51 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
rozbieganie poniedziałku. wolno luźno i spokojnie.
8km po 6:0 na tętnie 125.
wolniej się nie dało bo bym chyba się przewrócił.
i tyle na dziś.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 14 listopada 2013, 18:35 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
poranne zorze, czyli 6 kilometrów skoro świt.
mój świt.
wstawałem na 3 razy ale w końcu się nie poddałem i wyszedłem.
6 kilometrów biegania z palców, w przerobionych sauconach, łydki napierdzielają.
niemniej dałem rade, wstać.
mam tak zamiar częściej.

po południu proza życia, czyli jak ja lubię takie bieganie, czyli ponad trzynaście kilometrów bez żadnych wytycznych.
za to wcale nie luźno, ale przyjemnie.
by było bardziej, gdyby nie bolące łydki.niemniej
nie mam zamiaru im odpuszczać, albo ja.
albo one.do tego waga, znaczy masa, masa czasu na zrzucenie wagi.
wiec napędzam. meta i bolizm. meta ma być w okolicach.
siedem dziesiątka. to ładna okolica.
głodować zamiaru nie mam, ale najedzony też nie będę chodził. wystarczy.
że moje koty. tak chodzą.
czas mam. do wiosny. chociaż.
jedna jaskółka wiosny nie czyni, to trzy piwa, czynią więcej radości niż dwie jaskółki.
niestety. ostatnimi czasy chodzę smutny.
ale w niedzielę mam zamiar być radosny. pełnym kuflem.
zapisałem siem na pięćdziesiątkę, mimo, że to nie w barze.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pt, 15 listopada 2013, 15:26 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
poranna zorza.
miał być jeszcze trening po południu, ale zadzwonił kumpel, ze obiecywałem iż po biegu 11.11 wpadnę na piwo.
fakt, obiecywałem.
chciał nie chciał, musiał.
i jak tu trenować ?
inna sprawa, że łydki po wczorajszym bieganiu napierdzielają mnie cudownie.
także nie ma co wychodzić przed szereg.
nie samym bieganiem i cienkimi rezultatami człowiek żyje.

wasze zdrowie:

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 16 listopada 2013, 16:54 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
gepetto mój ojcze, dlaczego dałeś mi takie drewniane łydki ?
ech, chciałeś to masz głupcze, odpowiadały mijane drzewa po drodze.
całe półtora godziny tak się śmiały ze mnie.
widzę, że próby biegania ze śróðstopia nie mogą być takie zerojedynkowe, bo łydki mi tego nie wytrzymają.
maks kilometr dwa, albo w faasach 200 może na początek ?
za to widziałem zarąbiastego orła,
żywego nie z czekolady,
latał, wielki jak cielak, nie pamiętam kiedy widziałem orła.
więc warto było przeklepać te 16 km w lesie.
tempo ciut szybciej od 6/km ale co tam nie o tempo dziś chodziło.
dół na długo, ale góra tylko koszulka + rękawki i było dobrze.
terenowe adidasy dziś w robocie były, niech się przyzwyczajają, bo zaczynam sezon na bieganie w terenie. głównie.
nieważne błoto, śnieg, tempo, deszcz.
teren rulez.
jak spały zrobiłem im zdjęcie.

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 17 listopada 2013, 10:02 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
poranne zorze.
16 kilometrów.
trasa taka sama jak wczoraj- z zastrzeżeniami:
było w drugą stronę.
nie było orła.
było jeszcze wolniej, praktycznie to już 6/km.
tętno niższe.
na 10 kilometrze kumpel stwierdził, że nawet mu się gadać nie chce, bo o niczym innym nie myśli tylko o piwie w lodówce.
miałem to samo.
koło 12 stego kilometra zacząłem się budzić.
ależ dobre te piwo.
wasze zdrowie.
the end

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 19 listopada 2013, 17:49 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
w końcu coś mocniejszego.
co prawda tempo wciąż tęczowe, ale złachałem się dziś aligancko.
tym bardziej, że jak zapowiadałem, plan na teraz to dużo terenu, mało asfaltu.
także 6x5 min na minutowych przerwach, z górki i pod górkę, po płaskim, twardym, błocie i polu.
tempo tych pięciominutówek, nawet ciut poniżej 5min/km także nie jest źle.
tętno wysokie, momentami na granicy granicy. szczególnie czwarty i szósty kawałek pod aliganckie górki, nogi miałem miętkie jak w niedzielę po ognisku.
w końcu.
jak ja lubię taką robotę jak dziś, o matko.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 20 listopada 2013, 18:21 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
od rana ćwiczyłem.
silną wolę.
okazało się, że mam słabą silną wolę.
tzn oko otworzyłem, a jakże, po czym wyłączyłem budzik i poszedłem spać.
niestety niejakie wyrzuty, napisałbym sumienia, ale takowego nie posiadam, nie pozwoliły na spanie. więc mimo, że nie poszedłem biegać to sobie poleżałem w łóżku i ochrzaniałem tą wolę słabowitą i mizerną.
jutro znów ma szansę, oczywiście nie na wstanie, tylko na ochrzanianie.
poza tym piękna pogoda, słoneczko, plus dwanaście, na bieganie idealnie, szkoda tylko, że nie u mnie, u mnie standard, deszcz od rana leje i przestawać nie ma zamiaru póki co.
nawet w lesie do kiszki jest, szaroburo i ponuro, ptaka czy innej gąsienicy nie uświadczysz, wszystko pochowane przed tym ziąbem czeka wiosny, tylko takie barany jak je miedzy kałużami się taplają. co nie znaczy, że narzekam, nie, w mieście jeszcze gorzej pewnie.
tyle, że nawet koty na balkon wychodzić nie chcą tak urokliwie jest na świecie akuratnie u mnie.
niemniej jakoś te szesnaście kilometrów przetruchtałem na spokojnie, tempo - klnę się na czaplę, było poniżej sześciu minut na kilometr. naprawdę, to niesamowite, ale tak było. ciut bo ciut, niemniej darowanemu tempu, nie zagląda się w tętno, które było wyższe jakoś niż normalnie, ale to pewnie po wczorajszym.
wczorajsze zorze wczorajsze zorze, gdy biega po lesie nad morzem, po drodze brudno-piaskowej, bałtyk śmierdzi ryba naftową, jak poeta śpiewał.
coś bym napisałem jeszcze, ale atrament mi się w klawiaturze kończy, muszę uzupełnić.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 21 listopada 2013, 19:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
o kurka wodna chciało by się powiedzieć po dzisiejszym.
dwutakt biegowy czyli nie ma lekko.
chociaż były fajne momenty, na przykład rozgrzewka, niezobowiązujące 3 kilometry truchtania.
niestety te trzy kilometry przeleciały tak szybko, jakby to tylko trzy kilometry były.
a potem było 2x20min bez przerwy żadnej, za to jedne 20 minut szybsze od drugiego.
do tego pierwsze wolniejsze było z wiatrem i w sumie z górki, natomiast te drugie, było-szybsze, było w sumie pod wiatr i pod piękną górkę na koniec.
było dobrze.
tylko nie wiem komu, bo na pewno nie mi.
niemniej założenia treningowe zrobione.
średnie tętno pierwszych dwudziestu minut 156 - drugich 171 z tym, że udało się wyciągnąć pod górkę 191
biorąc pod uwagę, że 194 mam maksymalne, widać, że nie żałowałem sobie dzisiaj.
tempa nie piszę, bo było nudne i smętne jak tylko nuda i smętek być nudne i smętne potrafią.
w każdym razie, dużym sukcesem było to, że jednak udało się złamać granice 5 min/km.
po raz kolejny.
aczkolwiek pod finałową górkę miałem wrażenie, że to ja stoję w miejscu a asfaltu usuwa mi się spod nóg.
więc i nie ma się z czego za bardzo cieszyć.
no może jeszcze z tego, że człowiek w kucki potrafi całkiem żwawo nie wbiegać pod górkę.
nie mam zdjęcia górki, ale mam zdjęcie mojego syna z koncertu, gdzieś tam grał w knajpie ostatnio, to dam co mam.
do tego techniczne słabe, krytykom ostrości co to się nią golić można, piszę, iż było robione na czasie 1/6sek
a i ręce bez piwa, już nie te niestety. do tego mój biedacki aparat, nawet lampy błyskowej nie ma wbudowanej.
ech, człowiek to ma całe życie pod górkę.
oskar to ten z gitarą.

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 23 listopada 2013, 13:59 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
niby tylko dwa krosy po dziesięć minut a wyszło z dobiegiem i powrotem piętnaście kilometrów.
dziś całym stadem, 50% było forumowiczów, znaczy ja i mikewidenbaum plus kolesie z podwórka.
znaczy towarzysko mocno.
mocno też miętkie nogi miałem, dały mi te krosy w kość.
takie kurna, popierdułki a ja ledwo żywy.
faktem jest że były dwa ciężkie treningi w tygodniu, dodatkowo założyłem adidasy terenowe, co są tak lekkie, że mam wrażenie, iż cały zapas wykupiła mafia sycylijska, swoim zawodnikom, na zawody w nurkowaniu pionowym.
ale z pełną premedytacją te kloce wziąłem, teraz ma być ciężko, musi być ciężko, żeby potem było lekko.
i było ciężko.
za to znów góra na krótko, plus rękawki, śmiało można było tez brać krótkie gatki, a przynajmniej 3/4 ale te to se jutro wezmę jak dalej plus osiem będzie jak dziś.
ps
ktoś chce kota ? idealny jako budzik, z dokładnością do 2 minut codziennie rano 6:00-6:02 gruzie w brodę lub nos, wsadza język do ucha, chapie za palec u nogi, ewentualnie jak ktoś ma, ciągnie za włosy. i mruczy tak, że betoniarka na budowie przy tym, okazuje się bezszelestną zabaweczką.
nie ma szansy się nie obudzić.
może piwo by dziś wypić, cały tydzień nic. uschnę na wiór normalnie.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 24 listopada 2013, 16:06 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
o jak ja dawno nic długiego nie biegałem.
o jak fajnie.
o jak miło.
o jak wolno.
o jakie tętno niskie.
o!

dwadzieścia sześć kilometrów, w tempie raka sunącego do garnku z wrzątkiem.
tyłem.
za to tętno równie niskie jak tempo.
124.
momentami zastanawiałem się czy żyję.
okazało się, że jednak tak.

główna część dystansu w terenie, ostatnich parę kilometrów asfaltem.
cieszy to, że dystans nie zrobił na mnie żadnego wrażenia.
martwi to, że tempo nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia.niestety.
po drodze było górek na 153 m pod górę i 153 w dół.
z tym, że w dół to były doły.
każdy ma doły, niektórzy maja wtedy pod górę, mimo, że mają dół.

tydzień-mizernie- tylko pięć treningów -83 km.
no, ale trzy solidne akcenty w tygodniu były.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pn, 25 listopada 2013, 18:20 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
o niedobrze, piszę, kasuję i zaczynam od nowa, i znów i znów, jakoś nie idzie mnie dziś to pisarstwo. nie mam jakoś koncepcji na dzisiejszy wpis.
chyba trza iść zrobić kawę, aczkolwiek nie przypominam sobie, żebym pijał o tej porze.
kawę oczywiście.
ale jak się nie ma co się lubi, to się pije co się lubi.
swoją drogą zepsuł mi się młynek do kawy, ten elektryczny, cholera przecież nie będę kupował
nowego, skoro też i ekspres szlag trafił czas już jakiś temu.
także póki co kawa z aeropressu, aero miał być na chwilę i jak wszystkie prowizorki, został na stałe.
ale skoro mam analogowy ekspres to co się przejmować, że młynek elektryczny
tak jak bela lugisi is dead.
mam analogowy, tyle, że trzeba się nakręcić cholerstwem i powiem wam, że wcale kawa nie smakuje z niego lepiej jak z elektrycznego. nie ma w tym kręceniu żadnej magi, tylko ręce bolą.
niewygodne uścierstwo i kurz szybko zbiera.
ale lubię zarazę, mimo, swoich wad i braku zalet, lubię go.
także ręka boli, ale kawa zrobiona i nawet prawie wypita.
niemniej nic ciekawszego do głowy nie przychodzi.
znaczy dzień ja co dzień.

treningowo, jak w polskim filmie, Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób... O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę.

czy naprawdę kogoś obchodzi czy pobiegłem po 5:40 ? czy po 6:05 ? i że pulsometr wariował, i że słońce świeciło, śnieg nie padał, deszcz nie wiał.

Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób... O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę.

a ręka od kręcenia i tak boli.

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 26 listopada 2013, 21:02 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
bieganie z latarką na łbie w nocy, częściowo po dołach w lesie, do tego bieganie tempa, ma swoje uroki. największym urokiem były bateria z tesco marki tesco.
wiedziałem, że nie będzie dobrze, ale że nawet na jeden raz nie dadzą rady ? w połowie lasu już było po nich, coś tam świeciły, ale tyle co to oczami potrafię świecić.
niemniej 3x10 min poszło, powiedziałbym gładko.
szczególnie biorąc pod uwagę podłoże.
które miało tyle wspólnego z gładkim i równym, co ja w niepiciem piwa.
najbardziej gładko poszły mi przerwy, między odcinkami, nawet się nie spodziewałem, że jestem taki dobry w odpoczynku.
a jaki dokładny ? można by powiedzieć, że co do sekundy.
miały być po dwie minuty i były.
normalnie wzorzec ze swetra, czy może metra ?
do tego popsuł mi się pasek od tętna i co ?
I nic. Jestem może bledszy, trochę śpiący,
trochę bardziej milczący.
Lecz widać można żyć bez powietrza.

edyta.
zapomniałem na amenus.
poranne zorze 6km.
dłużej się zbierałem niż biegałem.

_________________
TV Strava
blog
koment


Ostatnio edytowano Śr, 27 listopada 2013, 19:57 przez cichy70, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 27 listopada 2013, 19:55 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
dzień zabiegany tak, że nawet się zastanawiałem czy sobie nie odfajkować treningu z tego powodu.
niemniej o 14stej stwierdziłem, że chrzanię to wszystko, wyłączyłem telefon, botoniarki na nogi, słuchawki do uszu i do lasu.
tym razem trening poleciał z ederlezi w uszach, jak ta płyta świetnie pasuje do listopadowego wilgotnego lekko ciemniejącego lasu.

dawno nie biegało mi się tak muzycznie rozkosznie.
do tego pół drogi się zastanawiałem ile mam pobiec i wyszło z tego zastanawiania 16 km.
ale, od słuchania ederlezi, dostałem myślenia tunelowego, więc zanim wymyśliłem, że może coś krócej polecę, to byłem w takim miejscu, że już krócej się nie dało.
jak to jeden mój ulubiony pisarz, parę lat wstecz pisał:

w życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabywają trwogi.

trwogę i myśli natłok, zagłuszył bregovic więc znów udało się bezmyślnie spędzić kawałek życia.
rzadkie to chwile szczęścia.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 28 listopada 2013, 20:17 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
Znowu dziś widzę zachód słońca
Znowu udało się doczekać końca
Mniej szczęścia mieli, ilu ich było
Wielu, nawet ich nie liczyłem

Codzienne żniwo swoje zbieram
Kres podróży każdego dnia
Być czy mieć? - takie dwa pytania
Bliżej ku celom posiadania

Nie mam potrzeby zbyt wiele wiedzieć
Nie mam potrzeby wiedzieć zbyt wiele
Gdy wszystko skończy się jak myślałem
Wsyp mnie do ziemi, stąd przyjechałem

Bim-bom, bam-bim-bom
Skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon

Więc głowa do góry, gdy dzień wstaje rano
Od tego są nogi, by łazić na nich
We dni, czy gorsze, czy lepsze
Ten jest ostatni, który nie pierwszy

Brzdęk, pękła czara pełna goryczy
Rozlanych kropel już nie policzę
Który dzień będzie ten dzień ostatni
Byłem czy miałem? - dwie zagadki

Nie mam potrzeby zbyt wiele wiedzieć
Nie mam potrzeby wiedzieć zbyt wiele
Gdy wszystko skończy się jak myślałem
Wsyp mnie do morza, stąd przyjechałem

Tak, bim-bom, bam-bim-bom
Skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon

kult - komu bije dzwon


biegowo 20min+20min+20min+5 min schłodzenia. wszystko ciurkiem, wszystko z tętnem, wszystko poniżej 6min/km a momentami nawet poniżej 5 min/km.
krótka koszulka na gołe cielsko + rękawki + wiatr +lampka na łbie+ 6,5C.

a teraz będę robił za lwa kanapowego:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 30 listopada 2013, 16:08 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4510
Lokalizacja: zzewszont
wczorajszy wieczór zakończył si,ę niespodziewanie miło.
dzisiejszy poranek niestety standardowy, czyli nie ma litości 5:37 żywy budzik dopiął swego.
no, ale zawsze powtarzałem, zgodziłeś się za psa, to szczekaj, więc chciał nie chciał, na śpiąco
poszedłem nakarmić te moje trzy szczęścia.
szczęście postanowiło mnie dziś nie opuszczać, po najedzeniu się, jedno przyszło leżeć na mnie,
to mi już nie przeszkadza, ale drugie szczęście zapragnęło zamanifestować swoją miłość do mnie i
zaczęło mnie ugniatać.
całe cztery kilogramy szczęścia gniotło mnie swoimi łapkami.tym bardziej,
ale jakoż, że doceniam tą miłość, to mimo, iż niewygodnie, leżałem jak trusia i pozwalałem na uczucia.
cóż, zgodziłeś się za psa to szczekaj.

poranna kawa, była już tylko dodatkiem do poranka, a poranne krosy, były już tylko przyjemnością. tym bardziej, że i Tomasz B z poznania zawitał i autochtonów było paru.
całym stadem dzisiaj.
po prawdzie znam większe przyjemności niż krosy, niemniej te też nie były złe.
hedonizm ma to do siebie, że nie wyróżnia dyscyplin.
bierzemy jak leci.
ma być fajnie, co nie znaczy, że ciągle miło.
także mimo, iż lekko nie było wcale, to ciężko jakoś szczególnie też nie.
4 x miało być, osiem minut, ale wychodziło po ca 6:3o na dwuminutowej przerwie, ale nie stresowałem się jakoś specjalnie niedoczasem.
tempo całkiem do niczego sobie, wszystko poniżej 6/km
krócej, dłużej, co za różnica, ważne że było w łeb trochę i nogi też.

poniżej te żmije, znaczy ukochane kotki moje.
trzeci po prawej w rogu, liczy na jakiś lepszy kąsek.

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 421 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20 ... 29  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL